skiela1
22.07.09, 03:42
Tłumy związanych z Kupieckimi Domami Towarowymi osób, protestowały dziś w
centrum Warszawy. Na rogu Marszałkowskiej ze Świętokrzyską miały miejsce
dantejskie sceny. Rozżaleni, wściekli kupcy wdali się w regularną walkę z
policją, nie szczędzili przykrych słów mediom, sypali wulgaryzmami jak z
rękawa. Czy jest o co się bić?
Ukryte pod blaszanym dachem stragany reklamowano, jako tanią modę w centrum
miasta, miejsce niedrogich ubraniowych i obuwniczych zakupów dla całej
rodziny. Niestety asortyment oferowany przez kupców w głównej mierze składał
się z chińskich podróbek (o wątpliwej estetyce) oraz dodatków o mocno
zawyżonej (w stosunku do jakości) cenie. Po drugiej stronie ulicy, w
sieciowych sklepach, można było kupić rzeczy o wiele lepiej wykonane,
ładniejsze i często tańsze. W czym więc tkwił fenomen KDT?
Jego obrońcy i wierni klienci twierdzą, że panował tam niepowtarzalny,
rodzinny klimat, a stali bywalcy mogli liczyć na spore bonifikaty. Przeciwnicy
podkreślają, że miejsce nie pasowało do centrum stolicy i było kiepską
wizytówką Warszawy. Podzielona na sektory, duszna hala i disco w głośnikach z
pewnością nie tworzą shoppingowej aury na miarę wielkiego miasta…