Rachmistrz - ciężkie życie...

IP: 195.205.189.* 05.06.02, 11:22
Witam!

Właśnie kończe spisywać ludzi ze Śródmieścia. Ogólnie było i jest ok, ale
trafiłam na kilka mieszkań, w których nikogo nie ma o różnych porach. Wybrałam
się więc do Administracji tego budynku (okolice ul. Ordynackiej), gdzie po
chamsku mnie potraktowano. Pani (grubsza urzędniczka z brodą i
wąsami!) "łaskawie" (ale rzucając się, bo musiała zdjąć z półki oddalonej od
biurka o pół metra, skoroszyt z danymi)udzieliła mi informacji, po czym
stwierdziła, że ja, jako rachmistrz, "nieuczciwie wykonuję swoją pracę i po
prostu nie chciało mi się przejść po tym budynku"!!! Ponadto miała pretensje,
że nie zostawiam mieszkancom informacji o swoim przybyciu w drzwiach! Na
próżno chyba tłumaczyłam tej babie, że nie można nam zostawiać w drzwiach
kartek (to przecież znak dla potencjalnego złodzieja, że nikogo nie ma w domu!)
Uważam, że to SKANDAL! Na szczęście umiałam zareagować i powiedziałam, że się
nie poczuwam!
CZy są wśród Was rachmistrze, którzy mieli tego typu lub inne problemy ze
spisem?
Pozdrawiam
    • Gość: czeko Re: Rachmistrz - ciężkie życie... IP: *.chello.pl 15.06.02, 09:45
      U mnie tez pani rachmistrz miała ciężkie życie, chyba nie z tego powodu...

      Otworzyłam pani rachmistrz, która nie dość, że bez pytania wtargnęła mi od razu
      do kuchni w buciorach, to jeszcze chyba jednym z pierwszych zdań, które
      wypowiedziala było "nędzna praca, tyle się człowiek nalata za to marne 1500
      złotych". ZGROZA...

      Przełknęłam, żenby jej czegoś nie powiedzieć, poczym umówiłam ją na termin tak,
      żeby był ktoś pełnoletni. Nie przyszła. To pewnie przez to ciężkie zycie.
Pełna wersja