cuski
15.12.08, 16:54
Katastrofa pociągu, samolotu, autokaru, potrącenie przez autobus,
wypadki samochodowe... Frane Selak, największy szczęściarz
(pechowiec?) na świecie, uczestniczył w dziesiątkach katastrof i ze
wszystkich wyszedł cało...
Zaczęło się w 1962 r. Pewnego styczniowego dnia chorwacki nauczyciel
muzyki Frane Selak jechał pociągiem z Sarajewa do Dubrownika. Doszło
do wypadku: część składu wypadła z torów i stoczył się do rzeki. W
lodowatej wodzie utonęło 17 osób, Selak - ze złamaną ręką i
potłuczeniami - zdołał dopłynąć do brzegu.
W 1963 r. Chorwat leciał samolotem z Zagrzebia do Rijeki. Nagle
odpadły drzwi i mężczyznę wywiało na zewnątrz. Pilotowi nie udało
się wylądować i maszyna rozbiła się, zabijając 19 osób. Selak ocknął
się w szpitalu. Okazało się, że wylądował w stogu siana i nie miał
żadnych poważnych obrażeń.
Trzy lata później historia się powtórzyła. Selak jechał w autokarze,
który wpadł w poślizg i stoczył się do rzeki. Zginęły cztery osoby.
Frane miał tylko kilka siniaków.
W 1970 r. Selak przesiadł się do samochodu. Pewnie uznał, że tak
będzie bezpieczniej. Nie wyszło - nagle samochód zaczął się palić.
Selakowi udało się zatrzymać auto i wysiąść. Chwilę później ogień
dotarł do zbiornika na paliwo i auto wybuchło.
W 1973 r. Chorwat miał kolejny wypadek samochodowy. Tym razem
zepsuła się pompa paliwowa, a auto ponownie stanęło w płomieniach.
Selakowi znowu udało się uciec, stracił tylko większość włosów. - To
wtedy przyjaciele zaczęli nazywać mnie "Szczęściarz" - opowiada.
W 1995 r. Chorwat przechodził przez ulicę w Zagrzebiu i został
potrącony przez samochód. Skończyło się na drobnych obrażeniach. Rok
później Frane jechał samochodem w górach, a na jego pas wjechała
ciężarówka nadjeżdżająca z naprzeciwka. Żeby uniknąć zderzenia
czołowego, Selak gwałtownie skręcił, przebił barierkę i spadł w
przepaść. Samochód rozbił się 100 metrów niżej. Kierowcy nic się nie
stało, bo zdołał wyskoczyć z auta i wylądował w krzakach, które
zamortyzowały upadek.
Teraz Frane Selak był już sławny, rozpisywały się o nim media na
całym świecie. - Można na to patrzeć z dwóch stron. Albo jestem
największym pechowcem na świecie, albo największym szczęściarzem.
Wolę wierzyć w to drugie - mówił mężczyzna.
Jak kończy się ta historia? Oczywiście szczęśliwie. W 2003 r. 74-
letni Selak kupił pierwszy od 40 lat kupon Lotto. I wygrał
równowartość miliona dolarów! - Teraz będę po prostu cieszyć się
życiem. Czuję, jakbym narodził się na nowo. Wiem, że Bóg czuwał nade
mną przez te wszystkie lata - mówił.
W 2004 r. Chorwata zaangażowała australijska telewizja. Selak miał
zagrać w reklamówce, ale w ostatniej chwili się wycofał i nie
poleciał do Sydney. - Lepiej nie kusić losu - wyjaśnił.
Autor: gazeta.pl