jaacek
20.08.05, 23:38
Parafrazując tytuł wątku o rzekomym starzeniu sie Wyględowa chciałbym
podzielic się swoją frustracją dotyczącą estetyki i czystości w tej, rzekomo
dobrej, dzielnicy. Mieszkam tu od kilku lat i zastanawiam się, na czym polega
opinia o "klasie" tej dzielnicy. 90% ogródków przydomowych jest strasznie
zaniedbanych, trawniki nie sa strzyżone, służą za szalet dla psów. Szczytem
dbałości o otoczenie jest trawnik z tujami. Naprawdę zadbane, odmalowane i
czyste domy stanowią kompletny margines. Trawniki miejskie pokryte psimi
kupami, zostawianymi przez tutrjszą "inteligencję". Właściciele w czasie
defekacji na ogół udają, że dokonują obserwacji astronomicznych, albo stoja
za rogiem - to i tak postęp, bo może jednak dociera do nich fakt, że coś tu
nie jest w porządku. Grozę budzą zapchane lokatorami kwaterunkowymi niegdys
piekne wille i kamienice: tam walają się śmiecie, stoją wraki samochodów,
ogrody zarastają chaszczami, brud wypełza na zewnątrz. Kosze na śmiecie -
jakże nieliczne - zapchane są cuchnącymi workami podrzucanymi przez tych
właścicieli posesji, którzy nie mają umów z MPO i od lat żyją podrzucając
swoje smiecie gdzie popadnie. W Stanach pojęcie "dobrej" dzielnicy
nieodłącznie zwiazane jest z dbałością o estetykę, nie ma mowy, żeby
pozwolono sasiadom-brudasom trzymac zaniedbany ogród, wrak samochodu lub
śmietnisko przed domem. Potrzeba utrzymywania zadbanego ogrodu
zaprojektowanego ze smakiem, a nie stanowiacego jakieś przypadkowe
zbiorowisko roślin, jest czymś tak naturalnym, jak potrzeba codziennej
kąpieli (może tu tkwi klucz do problemu?). U nas pojecie "dobry" oznacza
chyba tylko to, że wysoki odsetek mieszkańców w jakiś sposób stać na
mieszkanie w domkach jednorodzinnych. Poza tym - standard slumsu i mentalnośc
popegeerowskiego osiedla pod Szczecinkiem.