Gość: mirka b.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.02.06, 15:54
Na Stegnach, miedzy Barcelonska a Katalonska jest maly pawilonik spozywczo-
warzywny. Stoi na podworku jakies 10 m od ulicy.
Codziennie kilka samochodow dostawczych wjezdza na wyasfaltowany waski
chodnik, zeby wyladowac towar, po czym zawraca na podworku i przejedza przez
inny chodnik. Samochody sa ciezkie i duzo szersze niz te chodniczki, wiec
sila rzeczy zahaczaja o trawe, ktora juz teraz jest bardzo wyjezdzona w tym
miejscu. Domyslam sie, ze asfalt tez dlugo nie wytrzyma tych kilku ton
dziennie, w koncu zaprojektowany zostal wylacznie dla pieszych.
Wlasciciele sklepiku rowniez podjezdzaja i parkuja doslownie pod drzwiami, a
nie na ulicy, traktujac najwyrazniej te czesc chodnika jak swoja prywatna
posesje. Czasem 2 samochody stoja tak caly bozy dzien, blokujac polowe
chodnika. Ostatnio widzialam jak matka z wozkiem musiala zjechac na trawnik,
bo nie miala jak przejsc tamtedy.
Moze nie czepialabym sie, gdyby odrobine dalej, w odleglosci ok. 7-8 m, nie
bylo parkingu. Mialam ochote zrobic dzis zdjecia - kompletnie pusty parking
(3-4 najblizsze miejsca od sklepu), a 2 samochody parkujace pod sklepem na
chodniku i jeszcze polciezarowka z piekarni probujaca usilnie wjechac na
tenze chodnik.
Czy za to, ze szanownemu panstwu nie chce sie przejsc tych kilku metrow, mamy
placic my lokatorzy? bo przeciez ktos za utrzymanie trawnika i ewentualne
naprawy chodnika zaplaci. Do przeniesienia maja najwyzej 2-3 skrzynki,
sklepik jest naprawde malenki...
Przepraszam, ale dla mnie to szczyt bezczelnosci, nie bede tam wiecej robic
zakupow! A najchetniej to zadzwonilabym po Straz Miejska, co pewnie w koncu
zrobie.