Zamknięci na własne (? - niekoniecznie) życzenie

18.09.07, 15:09
Ewentualnych komentatorów informuję, że też mam tu nieruchomość i
parę spraw mi się nie podoba.

Artykuł na temat osiedli zamkniętych:

www.rzeczpospolita.pl/dodatki/styl_zycia_070918/styl_zycia_a_1.html

Fragment - wypowiedź architekta Stefana Kuryłowicza:

"Projekt Mariny, z wyłączeniem płotu, jest przykładem wpisania nowej
struktury w fragment miasta w sposób jak najbardziej naturalny, bo w
istniejący już układ ulic.

Problem wygrodzenia tej przestrzeni pojawił się dużo później, kiedy
miasto nie zdecydowało się na utrzymywanie ulic wewnątrz osiedla.
Wówczas deweloper, zmuszony do tego, by sam o nie dbać, postawił
płot. Proszę mi wierzyć, że rozwiązanie to jest niewygodne nie tylko
dla ludzi "z zewnątrz", ale i dla mieszkańców Mariny.

Mówienie o podziałach społecznych pod względem statusu materialnego
jest w tym przypadku głęboko nietrafione. Gdy sprzedaż mieszkań
Mariny ruszała, ich cena była jedną z najniższych na warszawskim
rynku.

Należy zadać sobie raczej pytanie, dlaczego ludzie grodzą się w
kamienicach i zespołach mieszkalnych istniejących od lat. W
Warszawie dzieje się tak w Wawrzyszewie, na Ursynowie, na osiedlu
Batorego. Ja od lat mieszkam na Bemowie. Nie miałem krat w oknach
ani alarmu. Przed domem, raczej dla ozdoby, stał mały płotek. Gdy
okradziono mnie po raz trzeci, założyłem alarm, wstawiłem kraty i
podwyższyłem płot.

Niestety, tak będzie, dopóki stopień zaufania społecznego nie
wzrośnie. Wierzę jednak, że gdy staniemy się Europejczykami również
pod względem mentalnym, to mieszkańcy zamkniętych osiedli
własnoręcznie rozbiorą odgradzające ich płoty." ¦

Jeszcze mój komentarz - jeden płot, no dobrze - "bo tak trzeba
było", ale po co zrobiono jeszcze płoty wokół kwartałów w ramach
osiedla? Wyglądają jak więzienia w więzieniu.

Kris
Pełna wersja