nioma
14.08.08, 09:06
dzisiejsze ŻW:
O nieobyczayjnych zachowaniach na pływalniach przy Wale
Miedzeszyńskim 407 powiadomił nas czytelnik. Przysłał do redakcji
kilkadziesiąt zdjęć, na których widać pary uprawiające wyuzdany seks
na zjeżdżalniach dla dzieci i pijanych osobników śpiących przy
basenowych nieckach. – Do takich zachowań dochodzi wieczorami i
wczesnym rankiem – mówi.
Świadkami byli też pracownicy pobliskiej dyskoteki Blue Star.
Opowiadają, że imprezy zaczynają się tam już po zamknięciu basenów: –
Uczestników wpuszczała ochrona. Potem w basenach, na ławkach bez
skrępowania uprawiali seks.
Taką sytuację zauważył trzy tygodnie temu przechodzący chodnikiem
mężczyzna. Zbulwersowany zapukał do dyskoteki. – Wyjaśniłem mu, że
baseny nie należą do nas, a do firmy Domex Bulwary Saskie, i
poradziłem, żeby interweniował u policji czy straży miejskiej – mówi
właściciel dyskoteki Radosław Kalicki.
Kolejny incydent zdarzył się w sobotę 2 sierpnia. Około północy
kilku osiłków włączyło dekoracyjne światełka i na golasa biegało
wokół niecek.Do tej pory ani policja, ani straż miejska nie dostały
zgłoszenia o ekscesach.
– Będziemy reagować na każdy sygnał – zapewnia Zbigniew Leszczyński,
komendant straży miejskiej. – Za nieobyczajne zachowanie możemy
ukarać mandatem do 500 zł bądź skierować wniosek do sądu grodzkiego.
Pływalnie przy Wale Miedzeszyńskim należą do WOW Wisła, które
podlegają ratuszowi. Wicedyrektor WOW Arkadiusz Kasznia mówi, że po
raz pierwszy słyszy o takich incydentach.
– Jeżeli ktoś jest świadkiem nieprzyzwoitych zachowań, powinien
powiadomić organy ścigania. My ze swojej strony wystąpimy do
dzierżawcy z zapytaniem, czy odbywa się to za jego wiedzą i
przyzwoleniem oraz co zamierza z tym zrobić.
Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza: – Nie akceptujemy takich
zachowań. Jeśli okaże się, że istnieje furtka, by skrócić dzierżawę,
to nie jest wykluczone, że tak uczynimy.
Baseny dzierżawi spółka Domex Bulwary Saskie, której prezesuje
Tadeusz Miętus, były radny SLD i zastępca dyrektora Śródmieścia. Od
roku 2002 był na urlopie bezpłatnym. Wtedy został radnym i, aby nie
łączyć tej funkcji z pracą w urzędzie, poszedł na urlop. Po
zakończeniu kadencji nie przyszedł do pracy, więc pracodawca
rozwiązał z nim umowę. Miętus odwołał się do sądu i wygrał.
Burmistrz Śródmieścia musiał go zatrudnić.
Po paromiesięcznych perypetiach dla byłego wicedyrektora w czerwcu
utworzono Wydział Zarządzania Strategicznego. Miętus nie napracował
się tam, bo w sierpniu odszedł na emeryturę. Mimo wielokrotnych prób
nie udało nam się z nim wczoraj skontaktować. W siedzibie spółki
przy Wale Miedzeszyńskim włączała się automatyczna sekretarka, a
nagrane na niej numery telefonów były nieaktualne.