Życzliwość i ludzkie odruchy.

    • quilla Re: Życzliwość i ludzkie odruchy. 30.09.09, 07:56
      mnóstwo takich sytuacji miałam - a jedna szczególnie mi utkwiła w pamięci. Biegłam kiedyś z uczelni do pracy, ktoś zatrzymał mnie, że brakuje mu na bilet do domu poza Warszawę - dogadaliśmy się, że 20 zł - nie wiem jak to się stało, ale dałam (10 lat temu, samoutrzymująca się studentka). Wieczorem znalazłam 20 zł. Wróciło do mnie. Wierzę, że całe dobro wraca.
      Spotkałam też chyba mojego anioła stróża. Jeździłam starym samochodem, ze świadomością, że w każdej chwili może się rozsypać - 50 metrów od domu słyszę jakiś hurgot. Panika, nie wiem co robić. zatrzymuję się pod domem, podbiega do mnie jakiś pan. Mówi, że urwała się chłodnica i wydech (oba na raz!) - pędzi do swojego samochodu, coś wyjmuje i mocuje jedno i drugie. I zaraz zniknął, nawet nie wiem jak. Pędziłam do spóźniona po pracy do dziecka, niania musiała wyjść kwadrans wcześniej, nie miałam kasy na holowanie ani remont, jestem sama i nie potrafię sama zrobić. Zawsze go będę pamiętać.
      • Gość: Szmaragda Re: Życzliwość i ludzkie odruchy. IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.09.09, 09:04
        Kiedy zgubiłam portfel z pieniądzmi i kartami, znalazca odszukał mój nr w
        książce telefonicznej i wszystko oddał. Mimo moich próśb, nie chciał żadnej
        rekompensaty.

        A propos karygodnego babskiego roztargnienia - zostawiłam auto z kluczykami w
        bagażniku (!). Jakiś sąsiad z bloku zadzwonił domofonem i zwrócił mi uwagę - do
        dziś nie wiem komu dziękować.

        Wczoraj - pilnie potrzebowałam kserówki z dala od punktu ksero, wpadłam do
        pobliskiej podstawówki, a Pani Woźna gratis udostępniła mi ksero szkoły.
    • Gość: emmka Re: Życzliwość i ludzkie odruchy. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.09, 09:22
      tak tu przyjemnie, że się dopiszę :) w okresie świątecznym stałam w
      długaśnej kolejce w supermarkecie, przede mną stała kobieta która
      miała ogromne zakupy, ustalałam z mężem i mamą świąteczną strategię
      i nagle kobieta już przy kasie pakując swoje zakupy odkręciła sie do
      mnie i pyta czy mam kupony rabatowe, dała mi je a ja zaoszczędziłam
      40 zł ! innym razem zimą przejeżdzający pług zakopał nasz samochód,
      próbowaliśmy wyjechac kilkanaście minut , wykopując sie metrowej
      hałdy, w pewnym momencie odkęciłam sie i zobaczyłam mężczyznę
      wypychajacego nasz samochód , zaraz dołączyło do niego kilku
      chłopaków, kiedy nas wypchneli , mężczyzna bez słowa się odkręcił i
      poszedł, na nasze gromkie dzięki tylko odmachnął ręką :)
    • ostryga11 Re: Życzliwość i ludzkie odruchy. 30.09.09, 10:26
      Wjechałam samochodem do Parku Narodowego w dróżkę, po której nawet
      chodzić nie wolno ( po prostu zgubiłam drogę). Zakopałam sie tak, że
      musiałabym tam porzucić samochód na wieki. Nagle - znikąd - pojawił
      się patrol Straży Leśnej i Policji. Oczyma wyobraźni zobaczyłam
      mandat przekaraczajacy moje roczne zarobki. Wezwali specjalnego
      dżipa, który wyciągnął mój samochód, a kiedy okazało się, że jestem
      zbyt zdenerwowana, by prowadzić jeden z panów wsiadł za kierownicę i
      wyprowadził mnie aż do drogi głównej. Wtedy okazało się, że torebkę
      z dokumentami zostawiłam w domu. Policjant sam z siebie
      zaproponował, by ktoś mi przywiózł dokumenty, bo wtedy mandant
      będzie niższy. Nie mogłam nikogo znaleźć (mąż i rodzice wyjechali,
      sąsiadów nie było w domu), w końcu były szwagier zgodził sie mi
      wyświadczyć przysługę. To było 15 km od domu. Policjant cierpliwie
      czekał i zabawaił mnie rozmową, starżnicy leśni pocieszyli mnie, żę
      nie takie rzeczy się zdarzają, podarowali moim dzieciom pocztówki z
      Borami Tucholskimi i odjechali. A kiedy szwagier przywiózł mi
      torebkę okazało się, że co prawda dowód rejestracyjny tam jest, ale
      prawa jazy nie ma. Policjant zgodził się poczekać jeszcze trochę, a
      szwagier pojechał szukać prawa jazdy (15km + 15km). A kiedy w końcu
      znalazł dostałam 100zł mandatu i usmiech policjanta. Nie zmyśliłam
      tej histori, zdarzyła się naprawdę 10 maja 2009 roku w Borach
      Tucholskich. Dziekuję i byłemu szwagrowi i Panu Policjantowi!!!!
    • ostryga11 Re: Życzliwość i ludzkie odruchy. 30.09.09, 10:59
      Jeszcze jedna historia mi się przypomniała - też z policjantem w
      roli głównej. Przekroczyłam prędkość. Ubłagałam pana, by mnie tylko
      upomniał, bo ja do domu się spieszę itd. Pan postanowił mnie
      upomnieć, ale dla porządku skontrolować stan techniczny pojazdu.
      Poprosił mnie o pokazania gaśnicy. Na co ja go zapytałam, gdzie taka
      gaśnica mogłaby się znajdować. Pan zaproponował poszukiwania.
      Przeszukaliśmy cały samochód, łącznie ze skrytką pod podłogą, ale
      gaśnicy nie było. Zapytałam, czy mogę zadzwonić do mężą. Policjant
      się zgodził. Zadzwoniłam. Na pytanie o gaśnicę mąż krzyknął "O Boże!
      Palisz się!" a potem usiłował przypomnieć sobie , gdzie ta gaśnica
      mogłaby być. Kiedy wymienił już wszystkie miejsca i schowki i
      gaśnicy nie było to powiedzał "powiedz, że chyba mechanik zaje...."
      (cytat dosłowny) . Policjant tłumaczenie przyjął, życzył szerokiej
      drogi i kazał kupić gaśnicę. Dziękuję mu z całego serca, gaśnicę
      wożę w bagażniku....
    • pozytywka777 Re: Życzliwość i ludzkie odruchy. 30.09.09, 12:31
      Odkąd zaczęłam nową pracę pojawiła się opcja zrobienia takiego egzaminu
      specjalistycznego - niestety bardzo kosztownego. Nie stać mnie, bo w mojej
      branży w lecie niewiele się dzieje, do tego siostra wychodziła za mąż, więc było
      sporo dodatkowych wydatków.
      A tu szefowa, która już kolejny raz mnie namawiała na zrobienie tego, mówi: "Ja
      już Pani za to zapłacę, ale niech Pani się wreszcie zgłosi!" Jak tylko zostałam
      powiadomiona o terminie egzaminu i trzeba było dokonać wpłaty, tego samego dnia
      kasa znalazła się na moim koncie ;-)
    • Gość: michał67 Re: Życzliwość i ludzkie odruchy. IP: *.chello.pl 28.10.09, 18:10
      Nie jest tak źle z naszą narodową życzliwością, zdarzają sie jeszcze czasem
      takie ludzkie odruchy. Szkoda tylko, że nie widac ich na co dzień, tylko jak
      jest organizowany jakis Dzień Życzliwości czy inne świeto. Ale tak czy owak,
      zawsze to coś :)
      • rzabczynska Re: Życzliwość i ludzkie odruchy. 29.10.09, 13:45
        Jedna z sytuacji, ktora pamietam zdarzyla sie, kiedy bylam jeszcze dzieckiem.
        Pojechalismy z moim Tata na narty. Jezdzilismy do pozna, wlasciwie do momentu,
        kiedy zamkneli wyciag. Kiedy wrocilismy do auta, okazalo sie, ze to jedyne auto
        na parkingu i nie ma zywej duszy. A Tata nie mogl wyjechac, bo kola sie
        slizgaly. I co tu robic? Ciemno, zimno, pod nogami skrzypi mroz, Tata ma szron
        na wasach :) Nagle podbiegla do nas grupka chlopakow i tak rozbujali auto, ze
        wyjechalismy bez problemu :)

        Pamietam jeszcze jak, kiedys bieglam ul. Florianska na uczelnie jak zawsze
        spozniona. Byla 7 rano, mialam fatalny humor, padal deszcz, a ja bez parasola. A
        tu nagle slysze za soba jak ktos mnie wola: Prosze pani! Odwracam sie i pytam:
        tak? Na co pan okolo 40stki: Krolestwo oddam za pani piekny usmiech! To bylo tak
        mile, ze nie sposob sie nie usmiechnac :) Podobna sytuacja spotkala mnie, kiedy
        siedzialam zaczytana na Plantach. Podszedl do mnie chlopak z roza i powiedzial,
        ze nic ode mnie nie chce oprocz wymiany rozy za usmiech :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja