Dlaczego katolicy...?

17.10.09, 20:12
Witam,

dlaczego katolicy uważają, że każdy obok nich wierzy w ich Boga, że wiara (oczywiście katolicka) jest jednym z najważniejszych punktów życia każdego napotkanego w tym kraju człowieka. Szczególnie jeśli osoba ta jest biedna, niepełnosprawna lub inaczej "doświadczona przez los"?

Dziś zdarzyła mi się niemiła (dla mnie) historia.
Jestem osobą niepełnosprawną. Poruszam się na wózku inwalidzkim. Mam wyższe wykształcenie. Pracuję. Radzę sobie. Bez Boga. Staram się być dobrym człowiekiem. Pomagam jeśli mogę, wesprę dobrym słowem. Ale NIE wierzę.
Zostałam wychowana w katolickiej rodzinie. Moja mama jest wierząca. Babcie, ciotki, wujkowie. Nie odmawiam im tego - rozumiem potrzebę wiary. Ja sama takowej nie odczuwam.

Stałam dziś rano na przystanku autobusowym. Obok, po ulicy, przechodziła pielgrzymka. W pewnym momencie pewien mężczyzna zatrzymał się i zaczął do mnie mówić. Było coś o tym, że Bóg doświadcza ludzi ponieważ poddaje ich próbie czy jakoś tak. Że cierpienie jest tym i owym. Że to i tamto - generalnie starałam się go nie słuchać, aby nie wdać się w dyskusję. Z niecierpliwością wypatrywałam autobusu. Niestety on nadal stał i gadał, gadał gadał. W pewnym momencie rzekł: "Twój Bóg Cię kocha....".
Nie wytrzymałam. Odparłam, że to nie jest mój Bóg, tylko jego.
Fala oburzenia przeszła wśród najbliższych nam osób.

Po co zaczepiać obcych ludzi na ulicy? Po co mówić do nich coś, co niekoniecznie muszą podzielać? Po co prowokować takie sytuacje?
Ja nie zaczepiałam ich. Dlaczego zdarzają się takie sytuacje?
Różne inne tego typu zajścia mają miejsce na co dzień, i to niekoniecznie ze strony starszych osób. Nie raz słyszałam "pomodlę się za ciebie" itd.
Wiem, że chcą dobrze, ale nie powinni... Cekawe jak sami zareagowaliby, gdyby ktoś podszedł do nich z powiedzeniem "Allah z Tobą" czy jakoś tak...
    • piwi77 Re: Dlaczego katolicy...? 17.10.09, 20:27
      Z katolicyzmem jak z czarną ospą. Kto na niego zapadnie będzie
      zakażał innych. Nie wiem ile w tym ich własnej winy.
    • szejk_szwejk Re: Dlaczego katolicy...? 17.10.09, 20:57
      Na dewotów nie ma rady,jakakolowiek dyskusja z nimi jest bez sensu.Po prostu nie zwracaj na nich uwagi.
      • piwi77 Re: Dlaczego katolicy...? 17.10.09, 21:00
        Trudno jest nie zwracać uwagi. Najdzie Cię taki, robi publicznie
        kretyńskie uwagi i pewnie jeszcze czeka na oklaski. Należy sie odpór
        i to dosadny. Dokładnie taki jaki dał autor tego wątku.
        • dominikakinimod Re: Dlaczego katolicy...? 17.10.09, 21:04
          Autorka ;)

          W sumie nie wiem co lepiej - bezczelnie zignorować czy coś powiedzieć.
          Jam jednak temperamentna i często zdarza mi się odpyskować w drażniących sytuacjach....
          Może to i dobrze?
          • piwi77 Re: Dlaczego katolicy...? 17.10.09, 22:50
            Przepraszam, autorka.
            Dobrze jest odparować, nie warto tłamsić w sobie. A jeżeli jeszcze
            potrafisz skutecznie, a potrafisz, sądząc po przykładzie, to tym
            bardziej nie masz co schodzić z drogi.
            • Gość: dcio Re: Dlaczego katolicy...? IP: *.cebit.com.pl 17.10.09, 23:12
              Moim zdaniem stosowanie odpowiedzialnosci zbiorowej jak autor watku to robi to
              wyjatkowe swonstwo porownywalne z komunizmem.
              Akle katolikowe tak latwo zniewazac.
              • strikemaster Re: Dlaczego katolicy...? 17.10.09, 23:47
                Boli, jak ktoś stosuje twoje metody?
    • Gość: DSD Re: Dlaczego katolicy...? IP: 212.33.72.* 17.10.09, 23:18
      Niestety, w katolicyzm wbudowany jest NAKAZ rozpowszechniania swej religii.
      Zresztą to nie tylko katolicyzm: nawet nehsa non-stop raczy nas na forum swoją
      prywatną religią. Że o weganach nie wspomnę.

      Na szczęscię zdecydowana większość katolików w Polsce jest 'letnia' i ogranicza
      swoją religię do wykonywania pewnych rytualnych gestów.
      • jureek Re: Dlaczego katolicy...? 17.10.09, 23:37
        Gość portalu: DSD napisał(a):

        > Niestety, w katolicyzm wbudowany jest NAKAZ rozpowszechniania swej religii.

        Rozpowszechniać można też dobrym przykładem, niekoniecznie nachalną propagandą.
        Ja przynajmniej tak ten nakaz rozumiem.
        Zdziwiła mnie trochę ta opisana przez założycielkę wątku sytuacja. Więcej razy
        spotykałem się z "nawracaniem" mnie przez niewierzących, natomiast z takim
        nachalnym "ewangelizowaniem" jakoś jeszcze nie spotkałem się wcale.
        Jura
    • edico2 Ano dla tego 18.10.09, 14:44
      Miał za sobą podobnych sobie? - miał.
      Miał wsparcie? - miał.
      Odwaga wzrosła? - wzrosła.

      Gdyby był sam, przemykał by cichutko chodnikiem.
      Własnym tłumem i naciskiem dla osiągnięcia poklasku czy korzyści groził już nie
      jeden biskup, Rydzyk czy ksiądz. A wszystko dzięki temu, że udało się wprowadzić
      konkordat pokrętnymi drogami i wbrew prawu konstytucyjnemu.
      • Gość: wink Re: Ano dla tego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.09, 15:12
        Ja natomiast dużo częściej spotykam się z nachalnym ateizowaniem, chcesz
        przykładów to przejrzyj to forum.
        Po za tym znacznie częściej spotykam się z nachalnymi mariawitami albo zielono
        świątkowcami
Inne wątki na temat:
Pełna wersja