Krótka historia małżeńska...

27.10.09, 23:01
A było tak...
poznali się na studiach,oboje ambitni, dobrze rokujący studenci.
Ona - skromna, ale bardzo zdolna i pracowita, On - pewny siebie, ale
też zdolny i pracowity. Ślub na studiach, ale bez dziecka, z
miłości. Małżeństwo tzw. partnerskie - tzn. wspólnie gotujemy,
sprzątamy, pierzemy, prasujemy...ale się nie"bzykamy"...bo "jesteśmy
zmęczeni"... Potem lata ciężkiej pracy - Ona idzie w karierę naukową
( specjalizacje, dziecko, doktorat ), On stara się zabezpieczyć byt
rodzinie ( przedstawiciel, kierownik, dziecko, dyrektor ). Przez
ponad 10 lat rozwój - fajne życie ( wyjazdy, komfortowe mieszkanie,
niezłe ciuchy, gadżety...itd). Teraz - Ona nadal świetny,
rozwijający się fachowiec, On - handlowiec "po przejściach", ale
nadal nieźle radzący sobie w życiu. Do tego syn...super facet. A tak
naprawdę, od kilku lat, Ona mówi mu o braku poczucia stabilizacji i
bezpieczeństwa, wyzywa go od "nieudaczników"...On - próbuje sobie od
nowa poukładać życie zawodowe...ale ma coraz mniej siły, żeby nadal
znosić zmienne nastroje partnerki, gdzie coraz więcej lekceważenia i
pogardy dla Niego...co dalej?
    • lena575 Re: Krótka historia małżeńska... 28.10.09, 00:12
      W jakimś hospicjum powinni poudzielać sie trochę, popracować troche
      społecznie ...
    • seth.destructor No i to jest cała prawda o kobietach 28.10.09, 00:15
      Ma doktorat, dziecko, mieszkanie, ciuchy i dla niej to "brak stabilizacji".
    • kot_behemot8 Re: Krótka historia małżeńska... 28.10.09, 08:20
      > pogardy dla Niego...co dalej?


      Dalej to przydałoby sie poznać sprawę od drugiej strony, bo wersje
      typu idealny mąż-żona ksantypa nigdy się nie potwierdzają.
      • pyzz Re: Krótka historia małżeńska... 28.10.09, 13:57
        > bo wersje
        > typu idealny mąż-żona ksantypa nigdy się nie potwierdzają.
        Za to wersje typu "biedna, niewinna ofiara złego męża-przemocowca" zawsze, nie?
        Otóż takie wersje niestety czasem się potwierdzają.
        Choć zgoda, że należałoby poznać wersję drugiej strony.

        Ale niezależnie od tego należałoby zauważyć, że sam opis: wymyślanie mężowi od
        nieudaczników (nie rozstrzygam, czy opis rzeczywistości, czy wyssany z palca) to
        jest opis przemocy psychicznej. I nie wątpię, że gdyby ten sam opis
        przedstawiałby sytuację odwrotną (że to on jej by wymyślał od nieudacznic) to
        zarówno o powątpiewanie w jego prawdziwość, jak i o unikanie określenia przemoc
        byłoby jakoś trudniej.
        • kot_behemot8 Re: Krótka historia małżeńska... 28.10.09, 17:21
          pyzz napisał:

          > Za to wersje typu "biedna, niewinna ofiara złego męża-przemocowca"
          zawsze, nie?

          Jeśli masz na myśli sytuacje w której lekarze potwierdzają, że
          kobieta całe życie chodzi a to z zadrutowaną szczęką, a to złamanymi
          żebrami i cały czas twierdzi, że właśnie spadła ze schodów - to
          owszem, wersja męża "przemocowca" zazwyczaj w takich przypadkach się
          potwierdza. Natomiast post o którym mowa jest po prostu jednostronny
          i gdyby pisała go kobieta to moja reakcja byłaby identyczna.


          > Otóż takie wersje niestety czasem się potwierdzają.
          > Choć zgoda, że należałoby poznać wersję drugiej strony.


          Miło, ze to jednak zauważyłeś;)


          >
          > Ale niezależnie od tego należałoby zauważyć, że sam opis:
          wymyślanie mężowi od
          > nieudaczników (nie rozstrzygam, czy opis rzeczywistości, czy
          wyssany z palca) t
          > o
          > jest opis przemocy psychicznej.


          To z lekka naciągana diagnoza choćby własnie dlatego, ze brak głosu
          strony przeciwnej. Inaczej mówiąc nie wiemy, czy ta "przemoc
          psychiczna" nie jest obustronna. Bo jakoś tak się składa, że w
          nieudanych związkach wśród moich znajomych zazwyczaj wina lezy po
          obu stronach.



          I nie wątpię, że gdyby ten sam opis
          > przedstawiałby sytuację odwrotną (że to on jej by wymyślał od
          nieudacznic) to
          > zarówno o powątpiewanie w jego prawdziwość, jak i o unikanie
          określenia przemoc
          > byłoby jakoś trudniej.


          To dlaczego nie wątpisz, jest znacznie ciekawszym tematem rozważań
          niż opisana para w stanie przedrozwodowym. Maskulinizm to w ogóle
          ciekawe zjawisko, coś na kształt lustrzanej kopii feminizmu z
          dowcipów o feministkach (czyli feminizmu który realnie nie istnieje).
          • pyzz Re: Krótka historia małżeńska... 28.10.09, 18:34
            > Jeśli masz na myśli sytuacje w której lekarze potwierdzają, że
            > kobieta całe życie chodzi a to z zadrutowaną szczęką, a to złamanymi
            > żebrami i cały czas twierdzi, że właśnie spadła ze schodów
            Nie. Mam na myśli sytuację w której pani twierdzi na forum, że jej
            koleżanka na pewno bita jest. Albo chociażby sugeruje to nawet tak odlegle, jak
            "on powiedział Nie podnoś na mnie głosu!". Gwarantowane dziesięć diagnoz
            "przemocooowieeec!"


            > Natomiast post o którym mowa jest po prostu jednostronny
            > i gdyby pisała go kobieta to moja reakcja byłaby identyczna.
            Taaaa, jaaasne.

            > To z lekka naciągana diagnoza choćby własnie dlatego, ze brak głosu
            > strony przeciwnej. Inaczej mówiąc nie wiemy, czy ta "przemoc
            > psychiczna" nie jest obustronna.
            Proponuję najpierw przeczytaj, co jest napisane i do tego się odnieś, a nie jak
            przystało na rasową feministkę, do tego, co sama sobie wymyślisz, że rzekomo
            napisałem.
            Ja nie stawiałem diagnozy na temat, czy w tym związku jest, czy nie jest
            przemoc. Ja stawiałem diagnozę, że sytuacja, w której żona wymyśla bez przerwy
            mężowi od nieudaczników jet przemocą. Tylko tyle i ani przecinka więcej.

            > ciekawe zjawisko, coś na kształt lustrzanej kopii feminizmu z
            > dowcipów o feministkach (czyli feminizmu który realnie nie istnieje).
            O ciekawe! Ekspertka od feministek i maskulistów.
            Więc jakież to feministki NIE są?
            • kot_behemot8 Re: Krótka historia małżeńska... 28.10.09, 19:32
              pyzz napisał:

              > > Jeśli masz na myśli sytuacje w której lekarze potwierdzają, że
              > > kobieta całe życie chodzi a to z zadrutowaną szczęką, a to
              złamanymi
              > > żebrami i cały czas twierdzi, że właśnie spadła ze schodów
              > Nie. Mam na myśli sytuację w której pani twierdzi na forum,
              że jej
              > koleżanka na pewno bita jest. Albo chociażby sugeruje to nawet tak
              odlegle, jak
              > "on powiedział Nie podnoś na mnie głosu!". Gwarantowane
              dziesięć diagnoz
              > "przemocooowieeec!"


              To dziwne, bo ja nigdy się nawet nie spotkałam ze
              słowem "przemocowiec". Poza tym, jesteś wróżką że wiesz co by było
              gdyby?


              >
              >
              > > Natomiast post o którym mowa jest po prostu jednostronny
              > > i gdyby pisała go kobieta to moja reakcja byłaby identyczna.
              > Taaaa, jaaasne.
              >
              > > To z lekka naciągana diagnoza choćby własnie dlatego, ze brak
              głosu
              > > strony przeciwnej. Inaczej mówiąc nie wiemy, czy ta "przemoc
              > > psychiczna" nie jest obustronna.
              > Proponuję najpierw przeczytaj, co jest napisane i do tego się
              odnieś, a nie jak
              > przystało na rasową feministkę, do tego, co sama sobie wymyślisz,
              że rzekomo
              > napisałem.
              > Ja nie stawiałem diagnozy na temat, czy w tym związku jest, czy
              nie jest
              > przemoc. Ja stawiałem diagnozę, że sytuacja, w której żona wymyśla
              bez przerwy
              > mężowi od nieudaczników jet przemocą. Tylko tyle i ani
              przecinka więcej.


              A ja napisałam, że to naciągane gdyż nie wiemy od czego ten mąż
              wymysla jej a jeśli wymyslają sobie wzajemnie, jak to zazwyczaj w
              nieudanych związkach bywa, to trudno mówić o jednostronnej przemocy.
              Ale widzę, że z samym soba dyskutuje ci się przyjemniej, więc nie
              nalegam - nie musisz na to odpowiadać.


              >
              > > ciekawe zjawisko, coś na kształt lustrzanej kopii feminizmu z
              > > dowcipów o feministkach (czyli feminizmu który realnie nie
              istnieje).
              > O ciekawe! Ekspertka od feministek i maskulistów.
              > Więc jakież to feministki NIE są?


              Nie są takie jak ty. Ty jesteś jak feministki z dowcipów, które
              wszędzie wietrzą opresję kobiet (a w przypadku maskulinistów -
              mężczyzn). Kiedy zaczniesz się domagać wspólnych toalet pod
              hasłem "precz z męską opresją pisuarów"?
    • 8magdalena8 Re: Krótka historia małżeńska... 28.10.09, 12:18
      chyba jej sie znudzilo, szuka wrazen, wyedukowana przez forumowego
      kolege zalecilabym na poczatek toksyke, a pozniej sie zobaczy
    • piwi77 Re: Krótka historia małżeńska... 28.10.09, 14:44
      Idę o zakład, że za wszystkimi nieporozumieniami stoi
      niefunkcjonujące wyro. Widziałem już kobiety bez sensu obarczające
      facetów winami za wszystko co popadnie i z reguły prawdziwą
      przyczyną było kiepskie pożycie lub w ogóle jego brak.
      • Gość: mozambique n/z Re: Krótka historia małżeńska... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.10.09, 14:49
        skoro nie bzyklai sie na poczatku małzenstwa (gdy jeszce hormony
        działaly)a tylko dokonali prokreacji to czemu mieliby sie bzykac
        teraz ?

        pytanie tylko komu z tej dwójki juz sie nie chce ?
Pełna wersja