konsjerzka1
14.12.09, 19:02
Tytuł brzmi jak prowokacja, niestety jest prawdziwy. Kilka miesięcy
temu poznałam kogoś, który ujął mnie swoją osobowością do tego
stopnia, że bez mrugnięcia okiem zaakceptowałam jego ekspresowy plan
założenia ze mną rodziny. 30-kilkuletni, wrażliwy, inteligentny
zrównoważony mężczyna- tak myślałam. Sielanka trwała 3 miesiące,
potem nastąpiło spięcie, rozciągnięta w czasie kłótnia i zerwanie,
po którym zaczęłam podejrzewać, że mogę być w ciąży. Kiedy sygnały
stały się wyraźne, poinformowałam go, że będzie ojcem. Prosił mnie o
jeszcze jedną szansę, zapewniał, że bardzo chce mieć dziecko, że
mnie kocha i nie pozwoli odejść. Pogodziliśmy się i mimo że szybko
okazało się, iż w ciąży nie jestem, sielanka trwała.
Po kilku tygodniach pokłociliśmy się ponownie o jakąś błahostkę,
wyjechałam służbowo i zamilkłam na parę dni. Po powrocie próbowałam
się z nim skontaktować, nie odpowiadał, poinformował mnie tylko
smsem, że nie jesteśmy już razem. Sądziłam, że to foch spowodowany
zazdrością (zdarzało mu się) i przez następne tygodnie próbowałam go
udobruchać. Bez skutku. Potem okazało się, że naprawdę jestem w
ciąży. Nie chciałam mu o tym mówić, żeby nie czuł się przymuszany do
powrotu, liczyłam na to, że się zreflektuje i sam zapuka do moich
drzwi. Czasem się odzywałam, ale nadal milczał jak zaklęty.
Czekałam. Po kilku tygodniach natknęłam się na niego przypadkiem na
portalu społecznościowym, gdzie wsród jego znajomych znalazłam
dziewczynę, o której mi kiedyś wspominał, ale tym razem była już...
jego "narzeczoną".
6 lat młodsza ode mnie, sekretarka w dużej francuskiej korporacji.
Zrobiło mi się słabo, kiedy uświadomiłam sobie, że spotykał się z
nami obiema równocześnie (poznał ją w lecie na portalu randkowym).
Napisałam do niej, o ciąży, o wszystkim. Odpisała tylko, że zaczęła
się z nim spotykać, kiedy już nie byliśmy razem. Ani słowa więcej.
Żadnych wątpliwosci.
Kiedy załamana napisałam mu o dziecku, poinformował mnie, że "nigdy
do mnie nie wróci" i że obydwoje mają nadzieję, że "wszystko się
ułoży". |Potem wyłączył telefon i do tej pory (mineło 10 dni) nie
daje znaku życia. Jestem w szoku. Że tak można. Że dwójka dorosłych
ludzi znających się przecież od niedawna, może tak postąpić.
Przypuszczam, że on specjalnie chce mnie zszokować, zdołować, po to
żebym poroniła i uwolniła go od kłopotu. Ale co ma w głowie ta
dziewczyna?
Ogarnia mnie rozpacz, nie śpię, nie mogę się do niczego
zmobilizować. Wynajmuję mieszkanie w Warszawie. Mam niewielką pensję
w budżetówce, utrzymuję się głównie z prac zleconych, których nie
bedę mogła wykonywać jako samotna matka. Nie znam adresu
zameldowania mojego niedoszłego męża, żadnych danych osobowych,
oprócz imienia, nazwiska i miejsca pracy. Dramat. Co robić???