kriss67
12.01.10, 08:59
Czołem:)
Obiecana historyjka z kotem.
Byłem w odwiedzinach u kolegi. Nie widzielismy sie od wakacji. Rok
temu kolega przygarnął pieska, malutkiego czarnego kundelka.
Zaopatrzyłem sie w psie przysmaczki i pomaszerowałem w odwiedziny. A
tu niespodzianka, w mieszkaniu był tez młody kot. Podobnie jak
piesek, całkiem czarny.
I kumpel mi sie żali, że on nigdy w zyciu kota nie miał, zawsze
psiaki, i dopiero zaczyna poznawac kocie obyczaje.
A w ogóle ten kot strasznie psoci, wszędzie włazi itd... I wariuje
po całym domu ganiając sie z psem.
No to mu tłumacze, że młode koty należą do gatunków rozrabiaków
wybitnych:)Niech sie cieszy, że firanki jeszcze wiszą:)
Siedzimy sobie przy stole, popijamy kawe, gawędzimy o starych
dobrych czasach. Nagle z kuchni dopiega jakis dziwny odłos. Kumpel
prosi żone, aby zobaczyła, co tam zwierzaki zmalowały.
Pomaszerowała... i.... nagle krzyk:
- chłopaki, ratunkuuuuu, szybko!
No to lecimy w te pędy. I co sie okazało?
Na ziemi lezy kratka zabezpieczająca wlot do wentylacji, z pustego
otworu na scianie wystaje koniec kociego ogona. Wpadlismy w panike.
Złapałem krzesło i szybka decyzja - trzeba gadzine jakos wydostać.
Kumpel cos tam krzyczy, żona płacze, że kotek wpadł do komina i juz
po nim. No cyrk na kółkach:)
Od akcji ratunkowej zależało zycie zwierzaka. Kocina wpadł dośc
głeboko do dziury, zaparł sie łapkami, żeby dalej w dół nie
poleciec. Nie miałem go za co złapać...
Tylko ten ogon był dostepny. Czyli co? Trzeba go wyciagnąc za ogon.
No i ciagne ten ogon, kurde, w pewnej chwili bałem sie, że ogon sie
urwie, tak był napiety:)
Kocina darł sie jak by w garnku gotowali..
Po jakiejs minucie udało mi sie go chwycic za tylne łapy..Ocalał...
Jak postawiłem go na ziemi, kumpel do niego w te słowa:
- o ty w du..e je..ny:)
Dalsza częśc wizyty polegała na obklejaniu kratki wentylacyjnej
tasmą przemysłową:)
No i jakie to durnowate bywają małe koty. Wpadłby do komina i
klops...
Pozdro
Krzysztof