Jak bić dzieci - instrukcja

11.03.10, 22:37
Jak bić dzieci

Czyli doradca minister Hall wydał książkę, w której napisał:
"Dobrze wyważony klaps ma przy tym tę właściwość, że powoduje przynajmniej częściowe rozładowanie napięcia związanego między innymi z poczuciem winy, którego utrzymywanie się, zwłaszcza przez dłuższy czas, nie jest dla dziecka korzystne"

Ale to nie wszystko, jest tam jeszcze coś takiego:
"Kary fizyczne, takie jak popularny klaps potrząśnięcie dzieckiem, dotkliwe pociągniecie np. za rękę, przykry uścisk czy tak zwane 'lanie', jeśli nie da się ich uniknąć, muszą być wykonywane ze zwróceniem szczególnej uwagi na niebezpieczeństwo urazów. Trzeba pamiętać, że dziecko jest bardziej delikatne i kruche niż dorosły i w związku z tym na przykład klaps zawsze musi trafić tam, gdzie powinien. Ze względów bezpieczeństwa należy też całkowicie wyeliminować tzw. 'dawanie o łapach', ponieważ dłonie dziecka są szczególnie podatne na urazy. Z karania fizycznego bezwzględnie wyłączona musi być także głowa dziecka, tak więc popularne 'wytarganie za uszy' jest po prostu niedopuszczalne."

Sam Stanisław Sławiński nie ma sobie jednak nic do zarzucenia. Uważa, że głównym przesłaniem książki było to, że kar cielesnych ?należy unikać. - Publikacja dotyczy wychowania do posłuszeństwa, które jest podstawą demokracji.

Pewnie nie wiedzieliście, że podstawą demokracji jest posłuszeństwo?
    • Gość: lolek Re: Jak bić dzieci - instrukcja IP: *.mcr-bng-011.adsl.virginmedia.net 11.03.10, 22:58
      z uwagi na delikatnosc dziecka uderzenie powinno byc precyzyjne. no chyba ze
      alkohol albo wkurw stana na przeszkodzie. Jak mowia zolnierz strzela, pan bog
      kule niesie. Ciekawe co na to pan minister.
      • trzymilionowy.post Ciekawe co na to pan minister. 11.03.10, 23:04
        A to pewnie zależy czy prywatnie czy oficjalnie;)
        • drwallen Re: Ciekawe co na to pan minister. 12.03.10, 01:06
          Krótka zmyślona historia o walce dobra ze złem.

          Drzewa... Powinny rosnąć w lesie i w parku, u nas rosną przy drogach. Ostatnio
          pojawiły się coraz częstsze doniesienia o aktywistach bezpiecznych dróg,
          którzy ryzykując bohatersko życie i zdrowie walczą z przydrożnymi mordercami w
          postaci drzew.

          Ostatnio Zbigniew K. udał się na spacer wzdłuż pobliskiej drogi. W torbie miał
          ze sobą wkrętarkę akumulatorową. Wyczekał na odpowiedni moment kiedy nikt nie
          jechał tą drogą i ponawiercał pnie wszystkich drzew. Tym większym drzewom
          porobił po kilka otworów głębokości około 12cm, używając wiertła do drewna o
          średnicy 8mm.
          Do tak spreparowanych otworów pan Zbigniew wstrzyknął środek chwastobójczy
          dostępny w większości sklepów ogrodniczych - ROUNDUP:

          www.zielen24.pl/%C5%9Arodek-chwastob%C3%B3jczy-roundup-360-sl-1l-p-505.html
          Pan Zbigniew nawiercał swoje drzewa, na których w ostatnich latach zginęli
          niewinni ludzie. Robił to specjalnie wiosną bo wtedy jego metoda jest
          najskuteczniejsza. Do lata żadne z nawierconych drzew nie wypuściło liści. Pan
          Zbigniew dopiął swego - drogi w okolicy jego domu stały się w końcu bezpieczne.

          Wszystkie postaci jak i wydarzenia występujące w tej opowieści są fikcyjne.
          Informacje zawarte w tym poście służą wyłącznie celom edukacyjnym.
    • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 11.03.10, 23:34
      Jeżeli minister Hall to napisał, to jest idiotą. Dziecka nie wolno
      bić i w zasadzie tej nie ma wyjatków. Każdy klaps, każde
      szarpniecie, każde słowo obrażajace godność dziecka to zło, wielkie
      zło i ten kto to robi otrzyma za to rachunek.
      Cytat -
      Publikacj a dotyczy wychowania do posłuszeństwa, które jest
      podstawą demokracji
      .
      Autor tego zdania jest kretynem. Podstawą demokracji nie jest
      posłuszeństwo, a posiadanie własnego zdania, prawo do prezentowania
      go i umiejętność jego uzasadnienia.
      • brum.pl1 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 00:43
        Strikemaster:
        Jak bić dzieci
        Czyli doradca minister Hall wydał książkę, w której napisał:

        piwi77:
        Jeżeli minister Hall to napisał, to jest idiotą.

        Minister Katarzyna Hall nie może być idiotą, bo jest kobietą. To po pierwsze, a
        po drugie, gdybyś przeczytał początek postu strikemastera, to byś wiedział, że
        instrukcję bicia dzieci opracował jej doradca.

        Jeszcze nie ma wiosny, a ty już nieprzytomny i rozkojarzony...
        Zakochany po uszy czy nawalony?
        • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 10:03
          Niech będzie, że doradca jest idiotą, możliwe że Hall też, bo ma
          takiego doradcę, a skoro taką wagę przykładasz to tego co minister
          Hall ma w okolicach krocza, niech już będzie, że idiotką nie idiotą.
          • brum.pl1 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 13:01
            piwi77 napisał:

            > Niech będzie, że doradca jest idiotą, możliwe że Hall też, bo ma
            > takiego doradcę, a skoro taką wagę przykładasz to tego co minister
            > Hall ma w okolicach krocza, niech już będzie, że idiotką nie idiotą.

            Przykładam wagę do starannej wiedzy, której tobie ewidentnie brakuje. Brakuje ci
            też spostrzegawczości, co ci niezbicie wykazałem.
            Sugerowanie, że minister Katarzyna Hall jest idiotką, a właściwie formułowanie
            takich opinii explicite jest niedopuszczalne.
            • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 15:06
              brum.pl1 napisał:

              > Sugerowanie, że minister Katarzyna Hall jest idiotką, a właściwie
              > formułowanie takich opinii explicite jest niedopuszczalne.

              Dlaczego niedopuszczalne? Ja jej nie znam, nawet nie wiedziałem, że
              Hall to kobieta, ja się polityką nie bardzo interesuję, w każdym
              razie, nie aż tak, żeby znać wszystkich ministrów, może trzech,
              czterech potrafię wymienić i tyle. Napisałem jedynie i nadal tak
              uważam, że ktoś, niech to będzie nawet minister, albo nawet sam Duch
              Świety, nie obchodzi mnie to, ktos kto pisze, lub tylko żyruje
              słowa, jak we wprowadzającym poście, jest idiotą, idiotką lub
              idiocięciem i zdania swojego nie zmienię. Jest to teza, z którą jak
              najbardziej można dyskutować, ale trzeba wnieść coś więcej niż samo
              oburzenie i opinię, że teza się nie podoba.
              • brum.pl1 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 18:16
                piwi77 napisał:

                > > Sugerowanie, że minister Katarzyna Hall jest idiotką, a właściwie
                > > formułowanie takich opinii explicite jest niedopuszczalne.
                >
                > Dlaczego niedopuszczalne? Ja jej nie znam, nawet nie wiedziałem, że
                > Hall to kobieta,

                No właśnie piwuś, no właśnie.
                Jełop o niczym nie wie, ale jełop ocenia...
                I takie są właśnie twoje komentarze. Żałosne.

      • misiu-1 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 08:48
        piwi77 napisał:

        > Jeżeli minister Hall to napisał, to jest idiotą. Dziecka nie wolno
        > bić i w zasadzie tej nie ma wyjatków. Każdy klaps, każde
        > szarpniecie, każde słowo obrażajace godność dziecka to zło, wielkie
        > zło i ten kto to robi otrzyma za to rachunek.

        Ile ty sam dzieci wychowałeś od niemowlęctwa do dorosłości, że takie
        politpoprawne dyrdymały wypisujesz?
        • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 10:06
          misiu-1 napisał:

          > Ile ty sam dzieci wychowałeś od niemowlęctwa do dorosłości, że
          > takie politpoprawne dyrdymały wypisujesz?

          A co to ma do rzeczy? Kolejny piewca przemocy w rodzinie? Klaps to
          przemoc, klapsa zawsze daje silniejszy słabszemu, nie odwrotnie.
          Mocniejszy bije słabszego i w ten sposób argumentuje kto ma rację,
          takie coś Ci się podoba?
          • misiu-1 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 10:33
            piwi77 napisał:

            > A co to ma do rzeczy?

            To ma do rzeczy, że będąc kompletnym ignorantem w kwestii wychowania, powtarzasz
            jak papuga zasłyszane teorie, wymyślone przez tych, którym wychowanie dzieci
            przez rodziców przeszkadza w stworzeniu "Nowego_Sowiec.. ups, przepraszam,
            Europejskiego_Człowieka".

            > Kolejny piewca przemocy w rodzinie?

            Nie przemocy, tylko wychowania. Dzieci nie są partnerami rodziców w procesie
            wychowania, tylko podwładnymi. Wychowanie służy wpojeniu wzorców pożądanego
            społecznie postępowania, a ze względu na naturalny opór dziecka wynikający z
            występujących konfliktów jego dążeń i dążeń rodziców, jak również niezdolności
            dziecka do rozumowego przyjęcia niektórych zasad, czasem pewna doza przemocy
            bywa koniecznością.

            > Klaps to przemoc, klapsa zawsze daje silniejszy słabszemu, nie
            > odwrotnie.

            Owszem, klaps to przemoc. Co z tego? Nieprawdą jest zresztą, jakoby zawsze był
            dawany przez silniejszego słabszemu. Nieraz widywałem małe dzieci dające klapsa
            w twarz swoim "unikającym przemocy" matkom.

            > Mocniejszy bije słabszego i w ten sposób argumentuje kto ma rację,
            > takie coś Ci się podoba?

            Owszem, w przypadku, kiedy argumenty rozumowe nie działają (w stosunku do dzieci
            nie działają często i jest to całkowicie naturalne) a niepodobna dopuścić do
            wystąpienia skutków niepożądanego postępowania, o które chodzi, jest to jak
            najbardziej słuszny i dopuszczalny argument. Argumentum ad baculum jest może
            sofizmatem w przypadku dyskusji między osobami dojrzałymi, ale my tu mamy
            zupełnie inny układ - dorosłego, świadomego wychowawcę, niedojrzałe dziecko i
            proces wychowania, a nie dyskusji.
            • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 11:11
              misiu-1 napisał:

              > To ma do rzeczy, że będąc kompletnym ignorantem w kwestii
              > wychowania,

              Takiś pewien? Sprawdziłeś?

              > Nie przemocy, tylko wychowania. Dzieci nie są partnerami rodziców
              > w procesie wychowania, tylko podwładnymi.

              Straszne podejście.

              > Wychowanie służy wpojeniu wzorców pożądanego społecznie
              > postępowania,

              Makabra, najgorsze w tym tekscie to słowo wpojenie

              > a ze względu na naturalny opór dziecka wynikający z
              > występujących konfliktów jego dążeń i dążeń rodziców,

              A co się dziwisz, skoro relacja została zdefiniowana jako przełozony
              podwładny, to konflikty i tarcia są zaprogramowane.

              > jak również niezdolności dziecka do rozumowego przyjęcia
              > niektórych zasad,

              Jeżeli dziecko pewnych zasad nie jest w stanie zrozumieć, to nie
              wolno ich wprowadzać. A nie wydziwiać, że nie rozumie, bo to
              świadczy, że rodzic jest jeszcze głupszy od dziecka i nie rozumie,
              że dziecko może nie rozumieć.

              > czasem pewna doza przemocy bywa koniecznością.

              Nigdy, klaps jest świadectwem porażki rodzica, przyznaniem się, że
              jego koncepcja zawiodła. Niestety wtedy z reguły jest już za późno
              na korektę, pewnych rzeczy nie da się unieważnić, a nic, tak jak
              pozornie niewinny klaps, nie zostaje w pamięci dziecka na całe jego
              życie, założywszy że dziecku nie dostarczano jeszcze gorszych
              bodźców.

              > Nieraz widywałem małe dzieci dające klapsa
              > w twarz swoim "unikającym przemocy" matkom.

              Tak, a to się bierze stąd, ze dziecko wyrosło w przekonaniu, że
              przemoc to skuteczna droga na skróty i widząc swą przewagę wobec,
              tak jak w tym przypadku, matki, wali ją po twarzy. W takim domu nikt
              nigdy nikomu nie okazywał szacunku, argumentacja była na zasadzie,
              bo jak tak chcę, nieraz pewnie poparta trzaśnieciem w twarz albo
              gdzie indziej. Może mąż bił żonę, nie wiem, ale dziecko nauczyło
              się, że jak da w twarz, to potwierdzi się tym swoją rację.

              > Owszem, w przypadku, kiedy argumenty rozumowe nie działają (w
              > stosunku do dzieci nie działają często i jest to całkowicie
              > naturalne)

              Nie jest naturalne, argumenty fizyczne to przyznanie sie do porażki
              wychowawczej. Jak się je raz zaczęło używać, raczej nie ma już
              możliwości ich poniechania, co najwyżej można je jeszcze eskalować,
              czyli walić coraz mocniej. Jest duże prawdopodobieństwo, że tak
              wychowane dziecko, już jako dorosły, też będzie biło swoje dzieci.
              Bo skąd ma umieć wychowywać szacunkiem, skoro samo nie było tak
              wychowywane? Można przerwać ten zaklety łancuch wychowywania przez
              bicie, ale nie jest to łatwe.
              • misiu-1 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 12:26
                piwi77 napisał:

                > Takiś pewien? Sprawdziłeś?

                Dla pewności spytałem. Wymijająca odpowiedź w połączeniu z rzucającą się na
                pierwszy rzut oka ignorancją, dała prawdopodobieństwo graniczące z pewnością.

                > Straszne podejście.

                Jeśli masz jakieś lęki z tym związane, zafunduj sobie psychoterapię.

                > Makabra, najgorsze w tym tekscie to słowo wpojenie

                A co w nim takiego złego?
                wpoić - spowodować przyswojenie sobie przez kogoś jakichś zasad, przekonań
                Co jest złego we wpajaniu dziecku np. zasady stanowiącej, że nie zabiera
                się innym dzieciom zabawek? Albo, że nie nakłada się nauczycielowi kubła na
                śmieci na głowę?

                > A co się dziwisz, skoro relacja została zdefiniowana jako
                > przełozony podwładny, to konflikty i tarcia są zaprogramowane.

                Skąd wniosek, że się dziwię?

                > Jeżeli dziecko pewnych zasad nie jest w stanie zrozumieć, to nie
                > wolno ich wprowadzać.

                Nie wolno więc wprowadzać zasady "nie wychylaj się przez okno, bo wypadniesz",
                "nie wybiegaj na jezdnię" itp? Dziecko, nie mając żadnych doświadczeń związanych
                z upadkiem z dużej wysokości czy ruchem drogowym i nie rozumiejąc jeszcze
                pojęcia śmierci, nie pojmie tych zasad. Nie wolno zaś dopuścić, żeby nauczyło
                się ich na własnych błędach.

                > A nie wydziwiać, że nie rozumie, bo to świadczy, że rodzic jest
                > jeszcze głupszy od dziecka i nie rozumie, że dziecko może nie
                > rozumieć.

                Ależ rodzic doskonale rozumie, że dziecko tego nie pojmie. Jednak jakoś wpoić je
                trzeba.

                > Nigdy, klaps jest świadectwem porażki rodzica, przyznaniem się, że
                > jego koncepcja zawiodła.

                Co napisałem? Powtarzasz, jak papuga, zasłyszane gdzieś, bzdurne, politpoprawne
                hasełka. Jeśli dziecko nie jest zdolne ogarnąć rozumem jakiejś zasady, którą
                powinno opanować już teraz, to bez względu na jakość koncepcji rodzica, nie
                pojmie i już. Porażką rodzica i przyznaniem się do bezsilności będzie dopiero
                rezygnacja z wpojenia mu tej zasady.

                > a nic, tak jak pozornie niewinny klaps, nie zostaje w pamięci
                > dziecka na całe jego życie, założywszy że dziecku nie dostarczano
                > jeszcze gorszych bodźców.

                Dalszy ciąg lewackich, pseudo-psychologicznych zabobonów.

                > Tak, a to się bierze stąd, ze dziecko wyrosło w przekonaniu, że
                > przemoc to skuteczna droga na skróty i widząc swą przewagę wobec,
                > tak jak w tym przypadku, matki, wali ją po twarzy.

                Owszem, dziecko wyrosło w przekonaniu, że ma przewagę nad głupią matką i
                realizuje tę przewagę w taki sposób, jaki w danej chwili jest dostępny. I tylko
                dzięki głupocie matki tę przewagę faktycznie posiada, a to bardzo niedobrze,
                kiedy małe dzieci zaczynają wychowywać rodziców.

                > W takim domu nikt nigdy nikomu nie okazywał szacunku, argumentacja
                > była na zasadzie, bo jak tak chcę, nieraz pewnie poparta
                > trzaśnieciem w twarz albo gdzie indziej.

                Wręcz przeciwnie - dziecko spotykało się z nadmiarem niezasłużonego szacunku i
                niedoborem wymagań. Gdyby raz i drugi otrzymało klapsa, nie wyrosłoby w
                przekonaniu o swojej przewadze.

                > Nie jest naturalne, argumenty fizyczne to przyznanie sie do porażki
                > wychowawczej.

                Powtarzasz się, papużko.

                > Jak się je raz zaczęło używać, raczej nie ma już
                > możliwości ich poniechania, co najwyżej można je jeszcze eskalować,
                > czyli walić coraz mocniej.

                Nieprawda.

                > Jest duże prawdopodobieństwo, że tak wychowane dziecko, już jako
                > dorosły, też będzie biło swoje dzieci.

                Jest też duże prawdopodobieństwo, że tak wychowane dziecko nie będzie kradło,
                będzie miało szacunek dla starszych, będzie stosowało wpojone mu zasady
                współżycia w społeczeństwie. I będzie te zasady wpajało swoim dzieciom. I tego
                właśnie nie chcą szubrawcy wymyślający nowe, socjalistyczne zasady wychowania.

                > Bo skąd ma umieć wychowywać szacunkiem, skoro samo nie było tak
                > wychowywane? Można przerwać ten zaklety łancuch wychowywania przez
                > bicie, ale nie jest to łatwe.

                Szacunek nie jest narzędziem wychowawczym, tylko postawą, którą trzeba w dziecku
                wykształcić. Nie wykształci jej otóż rodzic, który zaniechał wychowywania
                swojego dziecka i sam stał się jego wychowankiem.
                • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 12:54
                  Masz prawo być święcie przekonany, ze mam mizerne doswiadczenie w
                  wychowaniu, tak jak ja mam prawo z niemal zupełną pewnością
                  przypuszczać, że byłeś wychowywany z zastosowaniem kar cielesnych i
                  nie jesteś w stanie wyobrazić sobie, że może być inny, dla dziecka,
                  ale także dla rodzica, lepszy, model wychowawczy. Prawdopodobnie
                  masz się dzisiaj za wzór do naśladowania i uważasz, że to właśnie
                  efekt prawidłowego doboru metod wychowawczych przez Twoich rodziców,
                  metod, wśród których pas był jedną z ważniejszych lub w ogóle
                  najważniejszą. Nie nauczono Cię szacunku do drugiego człowieka,
                  szacunku za którym nie kryłaby się żadna interesowność. Widać po
                  Twoim sposobie dyskutowania i uzasadnianiu swoich racji. Swojego
                  stanowiska nie możesz co prawda poprzeć przylaniem swojemu
                  adwersarzowi (forumowe ograniczenia), ale stosujesz wobec niego
                  zwroty napastliwe, mające przynieść efekt podobny do walenia łapą.
                  Nie zdołałeś przerwać owego zakletego łańcucha wychowywania przez
                  tresurę i bicie, ale ciągle jest nadzieja, że Twoim dzieciom się ta
                  sztuka uda. Bite (bo nie mam wątpliwości, że sa bite), może
                  powiedzą, dość i zmienią model wychowawczy na taki, który uznaje
                  dziecko za takiego samego człowieka jak dorosłego. Jeżeli tak
                  zadecydują, sukces mają gwarantowany, bedą się cieszyły wspaniałymi
                  dziećmi i osiągną ogromną satysfakcję ze sposobu w jaki cel ten
                  został osiagnięty. Życzę im tego, mając gdzieś, Twoje zaciśnięte ze
                  wściekłości zęby, gdy czytasz te słowa.
                  • misiu-1 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 13:04
                    ROTFL
                    Wściekłość? Biedaku, kiedy czytam ten wykwit twojej ignorancji, ogarnia mnie
                    tylko śmiech. :-)
                    • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 13:49
                      misiu-1 napisał:

                      > ROTFL
                      > Wściekłość? Biedaku, kiedy czytam ten wykwit twojej ignorancji,
                      > ogarnia mnie tylko śmiech. :-)

                      To bardzo krzepiący widok. Widok rodzica tłukącego swe dziecko i
                      jeszcze gdy czyni to z uśmiechem na swej malowniczej buźce.
                      • rossdarty Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 14:16
                        piwi77 napisał:


                        > To bardzo krzepiący widok. Widok rodzica tłukącego swe dziecko i
                        > jeszcze gdy czyni to z uśmiechem na swej malowniczej buźce.

                        W demagogii masz godnego przeciwnika w Lepperze.
                        • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 15:36
                          rossdarty napisał:

                          > W demagogii masz godnego przeciwnika w Lepperze.

                          Dzięki, bo uważam tę ocenę za wysoką. Nie ukrywam, że w moich
                          postach jest nieco demagogii, ale przecież jest ona legalnym
                          środkiem uzasadniania swojego stanowiska w dyskusji. Oczywiscie nie
                          powinno się z nią przesadzać, ale wydaje mi się, że granic rozsądku
                          nie przekraczam. Porównanie do byłego wicepremiera bardzo sobie
                          cenię, bo uwazam go za niezwykle inteligentnego człowieka,
                          człowieka, który ma do tego dość rzadką cechę, cały czas się uczy.
                  • brum.pl1 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 13:37
                    piwi77 napisał:

                    > Masz prawo być święcie przekonany, ze

                    To ja też skorzystam z tego prawa...
                    Czytając wypowiedzi misiu-1 jestem całkowicie pewny, że jest on bardzo mądrym
                    człowiekiem, który w mądry, przemyślany sposób wychowuje swoje dzieci.
                    Z jego słów przemawia i wiedza i doświadczenie i głęboka miłość do dziecka. Ty
                    natomiast nie dysponując żadnym z wyżej wymienionych atrybutów powtarzasz
                    slogany, obnażając swoją ignorancję w poruszanym temacie.
                    • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 13:46
                      brum.pl1 napisał:

                      > Z jego słów przemawia i wiedza i doświadczenie i głęboka miłość do
                      > dziecka.

                      Zaiste, trzeba dużej wiedzy, doświadczenia i głębokich uczuć, aby
                      dziecku przylać. Przynajmniej do czasu gdy ma się pewność, że nie
                      odda.
                      • brum.pl1 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 15:09
                        Ni w ząb nie zrozumiałeś sensu wypowiedzi misiu-1.
                        • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 15:17
                          brum.pl1 napisał:

                          > Ni w ząb nie zrozumiałeś sensu wypowiedzi misiu-1.

                          Zrozumiałem, tylko się z nią nie zgodziłem. Nie myl obu stanów ze
                          sobą, to nie to samo.
                          • brum.pl1 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 15:39
                            piwi77 napisał:

                            > > Ni w ząb nie zrozumiałeś sensu wypowiedzi misiu-1.

                            > Zrozumiałem, tylko się z nią nie zgodziłem. Nie myl obu stanów ze
                            > sobą, to nie to samo.

                            Stan wód w twojej głowie przekroczył stan alarmowy.
                            Wód każdego rodzaju zresztą:)))
                • rossdarty Jeden odważny? 12.03.10, 14:14

                  Misiu, moje szczere uznanie.
                  Rzadko zdarza się, aby na tym Forum ktoś próbował iść pod prąd politpoprawności i wbrew aktualnym trendom.

                  Szacunek nie jest narzędziem wychowawczym, tylko postawą, którą trzeba w dziecku
                  wykształcić. Nie wykształci jej otóż rodzic, który zaniechał wychowywania
                  swojego dziecka i sam stał się jego wychowankiem.


                  Trudno jednak wymagać od rodziców, którzy nie mają szacunku do nikogo i niczego, by przekazywali swoim dzieciom podstawy tego, o czym sami nie mają zielonego pojęcia.
                  Dziecko jako doskonały obserwator, (co powtarzam za specjalistami o wiele mądrzejszymi ode mnie,) nie nauczy się szacunku do innych
                  mając za wzór rodziców, którzy wszystkich traktują "z góry".
                  A wykorzystując taką taktykę, jeśli dodatkowo uda im się zdominować "autorytet", jakim są rodzice...
                  Strach się bać...

                  Jeszcze raz chylę czoła. Świetny tekst.
    • drwallen a co wolisz nieposłuszeństwo? 12.03.10, 01:05
      Wolisz, żeby mieć naród baranów co to w każdej kwestii będzie się kłócił i
      bojkotował wszystkie inicjatywy? Taki naród umrze śmiercią naturalną.

      Najważniejsze to wyrobić szacunek dla władzy - dla rodziców, nauczycieli,
      przełożonych, funkcjonariuszy i rządzących.
      • piwi77 Re: a co wolisz nieposłuszeństwo? 12.03.10, 10:31
        drwallen napisał:

        > Najważniejsze to wyrobić szacunek dla władzy - dla rodziców,
        > nauczycieli, przełożonych, funkcjonariuszy i rządzących.

        Nie mogę się z tym zgodzić. Najważniejsze aby dziecko nauczyło się
        szacunku dla każdego człowieka, nie tylko do tych co więcej
        mogą. A jak nauczyć go tego szacunku? Wcale nie trzeba go uczyć,
        wystarczy aby czuło ono od samego początku, że rodzice mają szacunek
        do niego. Wtedy też niejako automatycznie nabędzie go do innych i to
        bez żadnych skomplikowanych, czy perwersyjnych procedur
        wychowawczych. Prawda, że proste?
        • drwallen Re: a co wolisz nieposłuszeństwo? 13.03.10, 02:01
          heh - no gdyby to było takie proste to by od tysięcy lat funkcjonowało i się
          sprawdzało. Może ewentualnie jesteś pierwszym, który wpadł na tak banalny ale
          genialny pomysł? Tak jak pierwszy hotdog.

          Dla mnie twoja idea ma pewną lukę. Nie można szanować wszystkich. Nazistów,
          morderców, ekologów dla których życie marchewki jest ważniejsze od życia
          człowieka, zwolenników aborcji na życzenie w każdym terminie, przeciwników
          ideologii chrześcijańskiej, itd... - tych wszystkich można nie szanować i być
          dalej kulturalnym człowiekiem.
          • brumbak111 Re: a co wolisz nieposłuszeństwo? 13.03.10, 10:49
            drwallen napisał:

            > Nie można szanować wszystkich. Nazistów,
            > morderców, ekologów dla których życie marchewki jest ważniejsze od życia
            > człowieka,
            ..
            Jak najbardziej tu sie zgodze

            można byc dalej kulturalnym człowiekiem i nie szanowac
            ludzi który jednym tchem jako negatywny przykład wymieniaja nazistów i
            ekologów
            można byc dalej kulturalnym człowiekiem i nie szanowac ludzi dla których
            życie marchewki jest ważniejsze od życia
            > człowieka,

            >
      • strikemaster Re: a co wolisz nieposłuszeństwo? 12.03.10, 16:26
        A jednak lubisz PRL?
        • drwallen Re: a co wolisz nieposłuszeństwo? 13.03.10, 01:55
          strikemaster napisał:
          > A jednak lubisz PRL?

          tylko kinematografię i wspomnienia z dzieciństwa.
          • strikemaster Re: a co wolisz nieposłuszeństwo? 13.03.10, 09:57
            A milicji nie lubisz? :D
    • Gość: pene Re: Jak bić dzieci - instrukcja IP: *.pools.arcor-ip.net 12.03.10, 08:13
      Masakra moralna i katastrofa. Terapeuci na terapie.
      • Gość: pene Re: A co na te zalecenia Bruksela? IP: *.pools.arcor-ip.net 12.03.10, 08:17
        j w t
    • Gość: kieprze_paczynsch Re: Jak bić dzieci - instrukcja IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.03.10, 08:37
      Nie mamy szczęścia do władz oświatowych. Sławiński był swego czasu też
      wiceministrem, w rządzie Kaczora bodajże. Halówka zostawiła go pewnie ze
      względów towarzyskich, bo to znana postać w środowisku. Chętnie bym obojgiem
      potrząsnął energicznie, aż nauczyli by się posłuszeństwa. A może klapsik,
      niekoniecznie precyzyjny?
      • ave.duce Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 08:55
        Gość portalu: kieprze_paczynsch napisał(a):

        > A może klapsik,
        > niekoniecznie precyzyjny?

        Mieczem wojujesz, od miecza zginiesz?

        :p
        • kieprze_paczynskich Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 08:58
          > > A może klapsik,
          > > niekoniecznie precyzyjny?
          >
          > Mieczem wojujesz, od miecza zginiesz?

          Nie, w celach wychowawczych.
          • karbat Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 10:34
            Swego czasu , skuteczna metode wychowywania dzieci po katolicku
            stosowal brat, obecnego papieza Benedykta , nastepcy na tronie
            Piotrowym , wielebny Goerg .
            Male dzieci bil po twarzy ,potocznie - lal je po pysku . Nie
            ryzykowal tej metody wychowawczej z wiekszymi wyrostkami , moglby
            dostac od nich wpie.dol, byl b. roztropny , rozwazny , po katolicku .



            • Gość: racjonalizacja Re: Jak bić dzieci - instrukcja IP: *.pools.arcor-ip.net 12.03.10, 11:51
              No i widzisz jak daleko czyli wysoko zaszedl. Brat Benio jeszcze
              wyzej a siostra byla na ich poslugach, czyli gosposia do
              wszystkiego.Czyli nie ma zlego, co na dobre nie wyjdzie.
              • karbat Re: Jak bić dzieci - instrukcja 12.03.10, 12:05
                Gość portalu: racjonalizacja napisał(a):

                > No i widzisz jak daleko czyli wysoko zaszedl. Brat Benio jeszcze
                > wyzej a siostra byla na ich poslugach, czyli gosposia do
                > wszystkiego.Czyli nie ma zlego, co na dobre nie wyjdzie

                nie zrobiles kariery ...bo cie nikt nie bil po twarzy ... :(
              • Gość: karbat Re: Jak bić dzieci - instrukcja IP: *.dip.t-dialin.net 12.03.10, 12:08
                Gość portalu: racjonalizacja napisał(a):

                > No i widzisz jak daleko czyli wysoko zaszedl. Brat Benio jeszcze
                > wyzej a siostra byla na ich poslugach, czyli gosposia do
                > wszystkiego.Czyli nie ma zlego, co na dobre nie wyjdzie.

                nie zrobile(a)s kariery ..bo nikogo nie biles po twarzy :(

                mozesz zawsze nadrobic to zaniedbanie .
                • Gość: kieprze_paczynsch Re: Jak bić dzieci - instrukcja IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.03.10, 14:22
                  > nie zrobile(a)s kariery ..bo nikogo nie biles po twarzy :(
                  >
                  > mozesz zawsze nadrobic to zaniedbanie .

                  Zagwarantujmy prawo do bicia po twarzy od poczęcia do naturalnej śmierci.
    • rossdarty Cóż za wspaniała jednomyślność 12.03.10, 12:41
      Po przeczytaniu wszystkich wpisów nasunęła mi się refleksja:
      Jakie zgodne i poprawne mamy społeczeństwo. I jakie postępowe!
      Skarcenie dziecka to zbrodnia! Wszyscy krzyczą zgodnym chórem.
      Wszyscy mają nerwy ze stali, każdy jest niepoprawnym optymistą a poprawnym rodzicem, i uważa że w przypadku "recydywy" dzieciaka wystarczy po raz setny, czy dwusetny przetłumaczyć i poskutkuje. I nawet nie straszyć! Bo to podchodzi pod znęcanie psychiczne!
      Nikt nie nakłada także kar "administracyjnych": zakaz wychodzenia z domu, pozbawienie kieszonkowego, zakaz całkowitego dostępu do kompa...
      Nikt z Was nie zabronił 15-latce wyjścia do dyskoteki z gołą dupą i kolczykiem w pępku, każdy przyłoży woreczek z lodem na skacowaną głowkę swojego 15letniego synka, a maczetę pieczołowicie odłoży na półkę, bo dzieciak w takim stanie może sobie kuku zrobić.

      Ludzie, sami siebie chcecie okłamywać?

      Oczywiście, Was też nie karcono, nikt z Was nie "zaliczył" choćby tego Hallowskiego klapsa i właśnie dzięki temu jesteście tacy wspaniali.

      • piwi77 Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 12.03.10, 14:51
        rossdarty napisał:

        > Po przeczytaniu wszystkich wpisów nasunęła mi się refleksja:
        > Jakie zgodne i poprawne mamy społeczeństwo. I jakie postępowe!
        > Skarcenie dziecka to zbrodnia!

        Refleksja nasunęła Ci się błędna. Nikt nie pisał o zbrodni, ja też
        nie uwazam za zbrodnię (zachowajmy ten termin na inne okazje, jak
        np. gwałty na dzieciach dokonywane przez katolickich księży).
        Karcenie dzieci, czyli jak rozumiem, klaps lub słowa obrażające
        dziecięcą godność, to błąd wychowawczy, nie zbrodnia. Są większe
        krzywdy, które mogą spotkać dziecko, nawet dużo większe, ale czy to
        powód, aby lekceważyć nawet drobne błędy? Tym bardziej, że nawet te
        drobne, jeżeli są powtarzane, sumują się w większą całość, potrzebne
        to komu? Dziecku na pewno nie. Dziecko co prawda jest tak
        skonstruowane, ze wiele przetrzyma, ale lepiej niech tę swoją
        odporność zużywa w konfrontacji z czynnikami zewnętrznymi, jest ich
        wystarczająca ilość, po co ma tracić cenną energię na
        neutralizowanie negatywnych bodźców, których źródłem bywa własna
        rodzina? Ja w tym nie widzę sensu i wyraziłem już tu wystarczająco
        sporo opinii w tej sprawie i na pewno nie zamierzam nikogo do
        własnej przekonywać. Identyfikuję się bowiem ze słowami róbta co
        chceta
        .
        • rossdarty Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 12.03.10, 15:46
          piwi77 napisał:

          > Refleksja nasunęła Ci się błędna. Nikt nie pisał o zbrodni, ja też
          > nie uwazam za zbrodnię...

          OK. Podkreślenie ironii słowem "zbrodnia" było niewłaściwe, w tym przypadku rzeczywiście może zostać odebrane w innym znaczeniu niż miałem na myśli...
          Co do refleksji... czy aby na pewno nikt z osób piszących tutaj nie dał choć raz klapsa dziecku, lub czy sam takiego nie otrzymał w szczenięcych latach? I jak TO zaważyło na jego wychowaniu?
          Wbiło go w kompleksy? Poczucie winy? Zastraszyło?


          Nie jestem zwolennikiem kar cielesnych.
          Podam jednak przykład gdy jeszcze sam niewiele ponad dziecko wyrosłem: 19 lat.
          Aby zrobić frajdę swojemu przyszłemu siostrzeńcowi, (6lat),zawiozłem go motocyklem na działkę swojej przyszłej teściowej, a babci dzieciaka.
          Motocykl ustawiłem na drodze gruntowej przy działce.
          Po pewnym czasie widzę, jak chłopak próbuje wejść na motocykl. Podszedłem, odsunąłem dzieciaka zabraniając mu podchodzenia do motoru, tłumacząc że może sobie zrobić krzywdę, gdy motor przewróci się na niego.
          Za niedługo znów widzę, jak szkrab się mocuje z motocyklem. Podszedłem, i ponownie starałem się wytłumaczyć, że jest to niebezpieczne. Oczywiście, ostrzegłem, że jeżeli jeszcze raz zobaczę go przy motocyklu, dostanie po pupie.
          Dzieciak był oczkiem w głowie babci. Oczywiście, nie raz straszyła go klapsami, nigdy jednak go nie uderzyła.
          Trzeci raz ujrzałem go już na siodełku motocykla... Podszedłem, złapałem za szelki ogrodniczek, w jakie był ubrany, jedna ręką uniosłem z siedzenia, a drugą poczęstowałem go klapsem po tyłku.
          Dzieciak z wielkim płaczem pobiegł do babci. I tu rozpoczęła się wojna z moją, jeszcze wtedy przyszłą, teściową, ale to na marginesie...:)
          Minęło wiele lat. Obecnie siostrzeniec przygotowuje się do obrony pracy habilitacyjnej.
          Wielokrotnie sam wspominał ten incydent z pochwałą mojej reakcji, jednocześnie przyznając, że babcia go "rozpuszczała", poprzez brak
          konsekwencji za jego wybryki.
          Co byłoby, gdyby motocykl go przygniótł?

          I mimo że był bity: dostał ode mnie klapsa, nie znęca się nad swymi dziećmi, nie bije ich. Jednak stara się aby dzieciaki wiedziały co oznaczają słowa "NIE WOLNO" i że trzeba się do nich dostosować. Dla ich własnego dobra.
          • piwi77 Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 12.03.10, 16:20
            1. Moje dzieci nigdy nie dostały żadnego, nawet najmniejszego
            klapsa. Czyny łatwo zapamiętać. Trudniej własne słowa, sądzę że
            nigdy też nie zostały skarcone słowem w rodzaju - jest głupi, nic z
            ciebie nie wyrośnie, do niczego się nie nadajesz, można wymieniać
            bez końca, ale pełnej pewności mieć nie mogę.
            2. Twoja postawa wobec siostrzeńca nie ma nic do rzeczy. Nie było
            nigdy Twoim zadaniem go wychowywać i jeżeli doszło do sytuacji, że
            nie zwracało uwagi na Twoją dość łatwo zrozumiałą i przecyzyjnie
            sformułowaną prośbę, to najprawdopodobniej było to skutkiem błędów
            wychowawczych. Dziecko poczuło, że jego rodzice go nie kontrolują,
            nie ma więc możliwości ukarania go (mogło sądzić, że tylko rodzice
            to mogą, bo nie miało innych doswiadczeń) i postanowiło pobrykać
            swawolnie. Miałeś problem i rozumiem Twoje rozterki.
            • rossdarty Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 12.03.10, 17:04
              Po części dobrze interpretujesz, ale tylko po części.

              W tym przypadku, (mojego siostrzeńca) było tak:
              Nigdy nie został skarcony w obecności babci. Dlatego wykazywał nieposłuszeństwo do moich uwag, ponieważ liczył że babcia go uchroni.
              Przy rodzicach zachowywał się bardzo przyzwoicie, nawet w obecności babci.
              Wniosek?
              Stopniowanie autorytetu. Mimo, ze rodzice też nigdy go nie uderzyli, w ich obecności znał "swoje granice".
              I mimo że jedyną osobą "naruszającą" jego "nietykalność cielesną" byłem ja, nie wpłynęło to negatywnie na nasze relacje. A wręcz przeciwnie.
              Z relacji jego matki wielokrotnie słyszałem, że chłopak dopytywał się: "kiedy znów pojedziemy do wujka", zamiast: "kiedy znów pojedziemy do babci".
              Oczywiście, magnesem w moja stronę były przejażdżki na motorze. Ale od tego czasu kiedy dostał klapsa, sam do motocykla nigdy nie podszedł.

              • piwi77 Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 13.03.10, 11:19
                Samo niebicie to dopiero wstęp do dobrego wychowywania. Do niego
                należą jeszcze
                1. Dziecko trzeba kochać (wydaje sie oczywiste, ale nie jest)
                2. Dziecku należy się szcunek tak jak dorosłemu
                3. Dziecka nie wolno okłamywać nawet dla tzw jego dobra
                4. Dziecku należy uczciwie i w pełni odpowiadać na wszystkie jego
                pytania, oczywiście tak, aby odpowiedzi mogło zrozumieć, nigdy nie
                zbywać, albo co gorsza na jego pytanie odpowiadać warknięciem -
                posprzątaj zabawki, albo cos w tym stylu.
                5. Może jeszcze coś, teraz nie przychodzi mi do głowy.

                Nie wiem czego brakowało w przypadku Twojego siostrzeńca.
          • dritte_dame Re: Co by było 12.03.10, 17:10
            rossdarty napisał:

            > Co byłoby, gdyby motocykl go przygniótł?

            Zostłbyś uznany winnym spowodowania tego wypadku, ponieważ pozostawiłeś swó pojazd na drodze w taki sposób, że stanowił zagrożenie dla dzieci.

            Biłeś więc dziecięcą dupę aby ochronić swoją.
            • rossdarty Re: Co by było 12.03.10, 18:58
              dritte_dame napisała:

              > rossdarty napisał:
              >
              > > Co byłoby, gdyby motocykl go przygniótł?
              >
              > Zostłbyś uznany winnym spowodowania tego wypadku, ponieważ pozostawiłeś swó poj



              Sorry, Damo, ale poznałem już Twoje prowokacyjne interpretacje i nie dam się wciągnąć w dyskusje, czy bałem się o zdrowie, a może nawet życie siostrzeńca, czy chroniłem własna dupę.
              skutek osiągnąłem i TO mnie cieszy.

              pozdrawiam
              > azd na drodze w taki sposób, że stanowił zagrożenie dla dzieci.
              >
              > Biłeś więc dziecięcą dupę aby ochronić swoją.
              >
              >
              >
              • dritte_dame Re: Co by było 12.03.10, 19:10
                rossdarty napisał:

                > Sorry, Damo, ale poznałem już Twoje prowokacyjne interpretacje i nie dam się wciągnąć w dyskusje

                Zadałeś pytanie: "Co byłoby, gdyby motocykl go przygniótł?"
                więc Ci odpowiedziałam: "Zostłbyś uznany winnym spowodowania tego wypadku"

                Czy uważasz że tak by się nie stało?
                • rossdarty Re: Co by było 12.03.10, 19:25
                  dritte_dame napisała:


                  > Zadałeś pytanie: "Co byłoby, gdyby motocykl go przygniótł?"
                  > więc Ci odpowiedziałam: "Zostłbyś uznany winnym spowodowania tego wypadku"
                  >
                  > Czy uważasz że tak by się nie stało?
                  >
                  >
                  >
                  Na pewno tak by się stało, choć możesz wierzyć albo nie, ale wtedy o tym nie pomyślałem. Jeśli mam być szczery, to bardziej obawiałem się, co by na to powiedziała moja przyszła teściowa:)
                  • dritte_dame Re: Co by było 12.03.10, 20:07
                    rossdarty napisał:

                    > Na pewno tak by się stało, choć możesz wierzyć albo nie, ale wtedy o tym nie po myślałem.

                    Wierzę że wtedy o tym nie pomyślałeś.
                    To całkiem zrozumiałe bo sytuacja stwarzała dla dziecka zagrożenie konkretne, natychmiastowe i bezpośrednie a dla Ciebie abstrakcyjne, pośrednie i odsunięte w czasie.

                    Chciałam przez tą małą prowokację zwrócić uwagę na to, że właściwie zawsze istnieje inna możliwość uchronienia dziecka przed niebezpieczeństwem niż bicie mające na celu wymuszenie uległości różnym jak najbardziej sensownym zakazom.

                    Problem w tym, że ta inna możliwość najczęściej bywa znacznie bardziej kłopotliwa w realizacji niż prost(acki)e "przyłożenie".


                    W Twoim przypadku może mogłeś motocykl zamknąć w jakimś schowku tak aby nie był dla dziecka (i innych dzieci) dostępny?, albo przymocować do jakiejś struktury tak, aby nie mógł się przewrócić?
                    A jeśli nic takiego naprawdę nie było możliwe, to mogłeś uciąć wizytę krótko: wsiąść z siostrzeńcem na motor i odstawić go tam, skąd go na działkę zabrałeś, wyjąśniając dlaczego musicie wcześniej wracać i obiecując że przejażdżek motocyklem na razie nie będzie aż dopóki nie nabierzesz przekonania że malec zrozumiał przyczynę i cel zakazu i że odtąd będzie posłuszny Twemu zakazowi.
                    (i potem dotrzymując takiej obietnicy :))
      • Gość: kieprze_paczynsch Re: Cóż za wspaniała jednomyślność IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.03.10, 15:01
        > Wszyscy mają nerwy ze stali, każdy jest niepoprawnym optymistą a poprawnym rodz
        > icem, i uważa że w przypadku "recydywy" dzieciaka wystarczy po raz setny, czy d
        > wusetny przetłumaczyć i poskutkuje. I nawet nie straszyć! Bo to podchodzi pod z
        > nęcanie psychiczne!

        Zawsze, ale to zawsze kłopoty wychowawcze są winą rodziców(opiekunów). Są
        konsekwencją błędów popełnionych w procesie wychowawczym.
        • rossdarty Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 12.03.10, 15:57
          Gość portalu: kieprze_paczynsch napisał(a):


          > Zawsze, ale to zawsze kłopoty wychowawcze są winą rodziców(opiekunów). S
          > ą
          > konsekwencją błędów popełnionych w procesie wychowawczym.

          Zgadzam się z tym.
          Jednak takie głupie filozofowanie, że ponieważ dziecko jest od nas
          słabsze i bezbronne to karcenie go jest nadużywaniem naszej przewagi
          nad nim, mija się z celem.
          Jak inaczej można wychować dziecko nie narzucając mu standardów życia w społeczeństwie? Sama nasza wiedza i doświadczenie stawia nas w pozycji przewagi nad dzieckiem.
          Jak więc można głosić, że nie należy wykorzystywać przewagi dorosłych
          w wychowaniu dziecka?
          Kary cielesne rzeczywiście są prymitywnym wykorzystaniem tej przewagi.
          Należy jednak odróżnić przykładowy klaps w stosunku do naprawdę niezdyscyplinowanego dzieciaka od znęcania się nad nim.
          Dlaczego zawsze popadamy w skrajności?

          • kieprze_paczynskich Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 12.03.10, 16:39
            > Jak więc można głosić, że nie należy wykorzystywać przewagi dorosłych
            > w wychowaniu dziecka?

            To jakieś nieporozumienie. Ktoś tak głosi? Czy może masz na myśli przewagę fizyczną?

            > Jak inaczej można wychować dziecko nie narzucając mu standardów >życia w społeczeństwie? Sama nasza wiedza i doświadczenie stawia nas >w pozycji przewagi nad dzieckiem.

            Właśnie o to chodzi, jak tę przewagę wykorzystujemy. Chodzi o to, by nie sprowadzać tego do demonstracji przewagi. Sławiński użył słowa "posłuszeństwo", które to słowo tak nam się niektórym nie podoba. W innym tekście znajduję takie oto tłumaczenie tego słowa przez Sławińskiego:

            "Niechęć do posłuszeństwa wynika w dużej mierze stąd, że powszechnie utożsamia się je z uległością. Mylimy te dwie rzeczywistości, bo z zewnątrz wyglądają one niemal identycznie. Oto mówi się dziecku: „idź i zrób”, po czym widzimy, że dziecko idzie i robi to, co mu polecono. Takie zachowanie dziecka wynika albo z posłuszeństwa, albo z uległości, ale zwykle nie jest łatwo stwierdzić, z którą determinantą mieliśmy do czynienia.
            O tym, że wyraźna różnica między posłuszeństwem a uległością istnieje, można się przekonać między innymi przez porównanie obu. Co innego wyraża powiedzenie, że ktoś „kogoś posłuchał”, a co innego, że ktoś „komuś uległ”. Słuchamy tego, komu ufamy, a ulegamy przemocy. "


            I dalej:
            "Postawa posłuszeństwa to sposób rozporządzania sobą, który polega na realizowaniu swojej wolności z zachowaniem określonego ładu hierarchicznego – w rodzinie, w szkole, w życiu społecznym. Tak rozumiane posłuszeństwo, jako działanie w wolności, oznacza także przyjmowanie odpowiedzialności za swoje czyny i dlatego nigdy nie jest ślepe. Z uległością mamy natomiast do czynienia wtedy, gdy człowiek nie rozporządza sobą, ponieważ nie jest w stanie przeciwstawić się presji. Może to być presja różnego rodzaju: od bezpośredniego zagrożenia fizycznego po mniej lub bardziej wyrafinowany szantaż ekonomiczny bądź emocjonalny. W każdym przypadku uległość jako efekt wymuszenia oznacza jakąś kapitulację wobec przemocy.

            Naprzeciw posłuszeństwa jest władza, czyli prawo i obowiązek decydowania. Warto przypomnieć, że większość ludzkich działań z konieczności ma charakter zespołowy i bez władzy, która porządkuje działania zbiorowe, nasza cywilizacja nie byłaby w stanie funkcjonować. Zabrakłoby elementarnego ładu w rodzinach, nie mogłyby działać fabryki, szpitale, transport itp. Bez porządkującego czynnika władzy świat, w którym żyjemy, po prostu nie mógłby istnieć. Posłuszeństwo jest wyborem postawy współdziałania w tworzeniu ładu społecznego, współdziałania z kimś, kto za ten ład odpowiada – najpierw w domu i w szkole, a potem w całym dorosłym życiu. Gdyby tego współdziałania nie było, to żeby właściwie wypełniać swoje zadania, osoby sprawujące władzę musiałyby odwoływać się do przemocy. Trzeba zatem uświadomić sobie, że wolne od przemocy społeczeństwo może istnieć wyłącznie na fundamencie posłuszeństwa.


            Wynikało by z tekstu, że nie jest to całkiem głupi człowiek. Jednak zestawienie tego z instrukcją bicia dziecka każe przypuszczać, że autor jest nieszczery i pisze lub wkleja cudze myśli w zależności od zapotrzebowania. I to słowo "posłuszeństwo".

            > Należy jednak odróżnić przykładowy klaps w stosunku do naprawdę >niezdyscyplinowanego dzieciaka od znęcania się nad nim.

            Patrz wyżej. Klaps jest szybki, działa natychmiast, ale czy powoduje "świadome posłuszeństwo", czy uległość? Według mnie jest nie sposobem wychowawczym, ale wynikiem frustracji i zniecierpliwienia "klapiącego". Dając przyzwolenie na klaps, dajemy przyzwolenie na policzek, na sznur od żelazka czy pas, co kto ma pod ręką. dajemy alibi na wychowywanie interwencyjne, doraźne, a to proces bardziej skomplikowany.
            • dritte_dame Re: demonstracja przewagi 12.03.10, 16:51
              kieprze_paczynskich napisał:

              > Chodzi o to, by nie sprowa dzać tego do demonstracji przewagi.

              Oto jest właśnie sedno sprawy.
              Klaps jest komunikatem że nastąpi eskalacja bicia jeśli nie nastąpi uległość.
            • rossdarty Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 12.03.10, 18:53
              "Postawa posłuszeństwa to sposób rozporządzania sobą, który polega na realizowaniu swojej wolności z zachowaniem określonego
              ładu hierarchicznego – w rodzinie, w szkole, w życiu społecznym"
              .

              Cały czas popełniamy jeden błąd:
              Myślimy jak dorośli, i wg. tego możemy tłumaczyć przyzwolenie na klapsa z przyzwoleniem na użycie bardziej drastycznych "narzędzi" jak wspomniany przez Ciebie pas, czy sznur od żelazka.
              I tu popełnia się błąd, gdy przekracza się prawa natury, (klaps), a rozmyślnie i z całą premedytacją sięga się po "narzędzia".

              Dziecko, nawet w wieku 4-6 lat nie myśli jednak tak jak my.

              Mimo rozwoju w naturze człowieka nadal mamy cechy innych zwierząt stadnych: stałą walkę o pozycję w hierarchii.
              Próby nieposłuszeństwa dzieci są niczym innym jak próbą zdominowania innych osób z najbliższego otoczenia dziecka.
              Wspomniany był przykład uderzenia przez dziecko matki w twarz. Takich przypadków jest dużo, zdarzają się już w wieku późno niemowlęcym, kiedy to dziecko podświadomie, żeby nie użyć słowa: instynktownie, bada własne możliwości na dominacje w grupie.
              Najpierw są płacze, wrzaski, nawet ataki histerii - odpowiedniki tłumaczenia, gróźb, potem wymachiwanie rączkami w kierunku osoby dorosłej: matki, ojca, a w bezpośrednim zbliżeniu nawet usiłowania i udane uderzenia.
              Ile matek i ojców może to potwierdzić? Czy nie bawiła Was złość i zawziętość z jaką taki mały szkrab próbował Was spoliczkować?
              Dać Wam tego klapsa o którego tu się dochodzimy?
              I choć nie zdaje sobie sprawę co czyni, doskonale zapamiętuje reakcje.
              A właśnie na bazie zachowania takiego szkraba musimy się nauczyć jak wychowywać dzieciaka.
              On sam w tym momencie przekazuje nam skalę wartości wymuszania, niestety, posłuszeństwa. Własną skalę, której się podporządkuje, bo ma ją już w swoim zachowaniu, już ją okazuje, chociaż jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy.
              Gdy w wieku 4-5 roku "doprosi" się w końcu tego problematycznego klapsa, nie ból, ale wewnętrzne skojarzenia dziecka będą sygnałem, że
              przekroczyło pewne granice, których przekroczyć nie powinno.
              Pozna swoje miejsce w hierarchii rodziny.
              A to wystarczy by uznać rodziców za autorytety w fazie przekazywania zasad życia w w rodzinie i społeczeństwie.

              Jeśli w pierwszym etapie rozwoju dziecka nie dopuścimy do okazania przez dziecko ataków agresji, w następnym etapie nie zmusi nas ono
              do okazania agresji przeciw sobie.
              Bo przecież klaps to wyraz agresji.




              • Gość: kieprze_paczynsch Re: Cóż za wspaniała jednomyślność IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.03.10, 22:28
                > Dziecko, nawet w wieku 4-6 lat nie myśli jednak tak jak my.

                A i owszem, nie myśli tak jak my.

                > Mimo rozwoju w naturze człowieka nadal mamy cechy innych zwierząt >stadnych:
                stałą walkę o pozycję w hierarchii.
                > Próby nieposłuszeństwa dzieci są niczym innym jak próbą >zdominowania innych
                osó b z najbliższego otoczenia dziecka. >Wspomniany był przykład uderzenia przez
                dziecko matki w twarz. >Takich przypadków jest dużo, zdarzają się już w wieku
                późno >niemowlęcym, kiedy to dziecko podświadomie, żeby nie użyć słowa:
                >instynktownie, bada własne możliwości na dominacje w grupie.

                Nie kombinuj, nie myl zoopsychologii z pedagogiką, bo znów Ci śmiesznie wyjdzie.
                To, że dziecko bada możliwości manipulowania rodzicami nie jest zjawiskiem
                wrodzonym, instynktownym, ale wynikiem zaburzonych relacji w rodzinie. Dziecko
                podpatruje i uczy się jak matka manipuluje ojcem i odwrotnie, uczy się jak
                wykorzystywać konflikty między nimi, jak wygrywać jedno przeciw drugiemu. W
                naturze nie ma problemu z hierarchią w rodzinie i młode nigdy nie walczą o
                dominację z rodzicami.

                >Czy nie bawiła Was złość i zawziętość z
                > jaką taki mały szkrab próbował Was spoliczkować?

                Nigdy się z czymś takim nie spotkałem, choć mam dwóch synów, zdrowych, a jakże,
                i rozbrykanych. Już zresztą dorosłych. Dałem może ze trzy klapsy, których się
                wstydzę, bo były wynikiem zniecierpliwienia i pośpiechu. Nie znaczy to, że nie
                miałem "powodów" do okazywania swojej przewagi fizycznej, o nie:) Ale nie o tym
                chciałem. Dziecko wymachuje rączkami, bo ktoś je tego nauczył, gdzieś to
                zaobserwowało i wypróbowuje nie zdając sobie sprawy, co właściwie robi, bo
                faktycznie, nie myśli jak dorosły. Tak jak przedszkolak przynoszący do domu
                różne "dźwięczne" wyrazy. Mówi "kurwa" i obserwuje reakcję. Uważasz, że chce z
                rodzicami o dziwkach pogadać, że wie co mówi?

                Dalej piszesz bardziej o tresurze psów, niż o wychowaniu dzieci, jeszcze raz
                powtórzę: dziecko "z natury" zna swoje miejsce w rodzinie, a wszelkie inne
                przejawy odwracania ról są skutkiem wcześniejszych błędów wychowawczych, takich
                jak kłótnie przy dzieciach, lekceważące wyrażanie się o współmałżonku czy główne
                nieszczęście "wielopokoleniowych" rodzin- krytyczne, lekceważące uwagi ze strony
                teściów.
                • angelfree Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 13.03.10, 13:50
                  Dałem może ze trzy klapsy, których się
                  > wstydzę, bo były wynikiem zniecierpliwienia i pośpiechu.


                  Uff, już mi lepiej, dzięki, kieprze.
                  Myślalam, że tylko ja jestem wyrodna i do odstrzału.
                  • Gość: kieprze_paczynsch Re: Cóż za wspaniała jednomyślność IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.03.10, 14:21
                    angelfree napisała:

                    > Dałem może ze trzy klapsy, których się
                    > > wstydzę, bo były wynikiem zniecierpliwienia i pośpiechu.

                    >
                    > Uff, już mi lepiej, dzięki, kieprze.
                    > Myślalam, że tylko ja jestem wyrodna i do odstrzału

                    Nie wierzę w idealnych rodziców i w idealne dzieci. W ogóle jestem nie wierzący.
                    Dobrze jest jednak czasem zastanowić się nad sobą, wyjść z kręgu iluzji i
                    zaprzeczeń, przerwać krąg niemocy. Jak słyszę teksty, że róbta co chceta to kosz
                    na głowie nauczyciela, że wychowanie bezstresowe to nóż w brzuchu policjanta i
                    że lewactwo chce odbierać dzieci za klapsa, to niedobrze mi się robi. Tekst, że
                    sam dostawałem w skórę i wyrosłem na porządnego człowieka pada najczęściej z ust
                    prymitywnego buraka, kradnącego co popadnie w zakładzie pracy, lejącego żonę i
                    dzieciaki ze złości za całe swoje zasrane życie i śliniącego się obleśnie na
                    własną córkę lub jej koleżanki. Znam takich wielu, nawet nie podejrzewają, co o
                    nich myślą i mówią ich własne dzieci. W jak dojrzały sposób może opowiadać o
                    swojej krzywdzie nastoletni człowiek i jak długo ją pamięta. Warto się nad tym
                    czasem zastanowić.
                  • dritte_dame Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 13.03.10, 15:10
                    angelfree napisała:

                    > Myślalam, że tylko ja jestem wyrodna i do odstrzału.

                    Nie jesteś, ja też trochę klapsów dałam ;)
                    Ale teraz uważam że można i trzeba było inaczej.

                    Inną natomiast sprawą jest pytanie o to że czy gdy wtedy trochę dawałam to byłam zdolna do owego "inaczej"?
                    Najprawdopodobniej nie.
                    Z różnych względów: własnego wychowania, przykładu całego otoczenia, stresu konkretnych dość wtedy szczegónych moich okoliczności życiowych, itp.

                    Od tego czasu po prostu jeszcze bardziej dojrzałam ;) ale nie "zapominiał wół jak cielęciem buł" i dlatego zwracam uwagę na to że alternatywy "klepania" często są kłopotliwe i trudne w zastosowaniu a także niełatwe do dostrzeżenia i dlatego obecnym opiekunom i wychowawcom wodzonym na pokuszenie energią dzieciaków powinniśmy ofiarować nie wyłącznie czystą i pryncypialną krytykę bicia ale i przekonujące wyjaśnienie tego skąd biorą się ich emocje (i że są one zrozumiałe ale możliwe do opanowania), i dalej: możliwie konkretną informację o tym jak można postąpić bez bicia w danej sytuacji oraz, w miarę potrzeby, także wszelką możliwą z naszej strony pomoc praktyczną i wsparcie w realizacji tych innych metod.

                    Nie wystarczy ich tylko krytykować i próbować zawstydzć za to że sobie bez bicia nie radzą, ale trzeba coś samemu zrobić ku temu aby mogli sobie zacząć radzić.
        • angelfree Re: Cóż za wspaniała jednomyślność 12.03.10, 17:46
          Nie pieprz, kieprze...
          Klopoty wychowawcze niekoniecznie są wynikiem blędow rodzicow.
          Są dzieci, ktore świętego potrafią wyprowadzić z rownowagi. Najczęściej są to
          dzieci z jakimś problemem, ADHD, na przyklad.
          Nie znaczy to, oczywiście, że usprawiedliwiam bicie dzieci z ADHD, ale bicie
          wtedy jest wlaśnie przejawem kompletnej bezradności rodzica. Taki katowany
          chlopiec z ADHD byl w klasie mojej corki. Naslaliśmy na tych ludzi policję.

          A piszę to jako matka dziewczynki z piekła rodem, ktora nieraz ode mnie
          oberwala, zanim zrozumialam na czym polega problem i chociaż nie miałam takiego
          zamiaru, nigdy nie zakladalam, że kiedykolwiek uderzę swoje dziecko, nie
          uważalam tego za metodę i chociaż nie przynosiło to żadnych efektow, a wlaściwie
          były - coraz gorsze.
          • Gość: kieprze_paczynsch A kto tu pieprzy? IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.03.10, 21:57
            > Klopoty wychowawcze niekoniecznie są wynikiem blędow rodzicow.

            Koniecznie.

            > Są dzieci, ktore świętego potrafią wyprowadzić z rownowagi. >Najczęściej są to
            dzieci z jakimś problemem, ADHD, na przyklad.

            ADHD nie leczy się klapsem, biciem. To tylko pogłębia problem. Klaps jest wtedy
            jednym z błędów wychowawczych.

            > Nie znaczy to, oczywiście, że usprawiedliwiam bicie dzieci z ADHD, >ale bicie
            wtedy jest wlaśnie przejawem kompletnej bezradności >rodzica. Taki katowany
            chlopiec z ADHD byl w klasie mojej corki. >Naslaliśmy na tych ludzi policję.

            A no właśnie. Więc o czym piszesz? A no o tym:

            > A piszę to jako matka dziewczynki z piekła rodem, ktora nieraz ode >mnie
            > oberwala, zanim zrozumialam na czym polega problem i chociaż nie >miałam
            takiego zamiaru, nigdy nie zakladalam, że kiedykolwiek uderzę >swoje dziecko,
            nie uważalam tego za metodę i chociaż nie przynosiło >to żadnych efektow, a
            wlaściwie były - coraz gorsze.


            nie przynosiło to żadnych efektow, a wlaściwie były - coraz gorsze.
            • angelfree Re: A kto tu pieprzy? 12.03.10, 23:04
              Tyle, że problem nie wziął się z bicia, a bicie z problemu. Co nie znaczy, że
              uważam, iż należy bić dzieci, kiedy sobie z nimi nie radzimy. Uderzenie dziecka
              (klaps to eufemizm) jest świadectwem porażki i tego, że sobie nie radzisz. Ale
              niekoniecznie tego, że brak ci kompetencji wychowawczych. Brak ci kompetencji do
              rozwiązania problemu tego konkretnego dziecka, bo może potrzebuje, np.
              specyficznej terapii. Moja córka potrafila w ciągu piętnastu minut doprowadzić
              do bialej gorączki pedagoga z wieloletnią praktyką, przy tym matkę dwoch żywych,
              acz dobrze ułożonych chłopcow. Nie mówiąc o wszystkich wychowawczyniach z
              przedszkola, które jej szczerze nie cierpiały. Są dzieci, z ktorymi bez
              fachowej pomocy sobie nie poradzisz, ale zanim na taką trafisz, zrobisz wiele
              różnych głupstw - z absolutnej bezsilności.
    • angelfree Jeszcze ćwioerć wieku temu 12.03.10, 14:40
      Ale to nie wszystko, jest tam jeszcze coś takiego:
      "Kary fizyczne, takie jak popularny klaps potrząśnięcie dzieckiem, dotkliwe
      pociągniecie np. za rękę, przykry uścisk czy tak zwane 'lanie', jeśli nie da się
      ich uniknąć, muszą być wykonywane ze zwróceniem szczególnej uwagi na
      niebezpieczeństwo urazów. Trzeba pamiętać, że dziecko jest bardziej delikatne i
      kruche niż dorosły i w związku z tym na przykład klaps zawsze musi trafić tam,
      gdzie powinien. Ze względów bezpieczeństwa należy też całkowicie wyeliminować
      tzw. 'dawanie o łapach', ponieważ dłonie dziecka są szczególnie podatne na
      urazy. Z karania fizycznego bezwzględnie wyłączona musi być także głowa dziecka,
      tak więc popularne 'wytarganie za uszy' jest po prostu niedopuszczalne."



      Jeszcze ćwierć wieku temu milicjanci się instruowali "bij tak, aby nie
      zostawiać śladów"
      .

      Bo w powyższej instrukcji chyba o to chodzi - żeby nie zwichnąć ręki przy
      potrząsaniu, nie podbić oka, nie porobić siniaków.
      No, po prostu żeby widocznych śladow nie było.
      • piwi77 Re: Jeszcze ćwioerć wieku temu 12.03.10, 14:55
        angelfree napisała:

        > No, po prostu żeby widocznych śladow nie było.

        Żeby czasem nie dać jakiejś zafajdanej opiece społecznej okazji do
        wtykania nosa w cudze, rodzinne sprawy.
      • strikemaster Re: Jeszcze ćwioerć wieku temu 12.03.10, 16:27
        Też tak to odebrałem.
        • trzymilionowy.post Re: Jeszcze ćwioerć wieku temu 13.03.10, 15:23
          Moim zdaniem ważniejszym przesłaniem jest tu nieuszkodzenie bądź
          nieoszpecenie własnego dziecka jeżeli już kary cielesne wymierzamy.
    • brum.pl1 Informacja z dn. 11.03.2010 12.03.10, 18:10
      Politycy SLD żądają odwołania Stanisława Sławińskiego, doradcy minister
      Katarzyny Hall – dowiedział się portal tvp.info. Powodem jest opublikowana przed
      laty książka, w której napisał, że „klaps powoduje rozładowanie napięcia”, a
      kary fizyczne muszą być wykonywane „ze zwróceniem szczególnej uwagi na
      niebezpieczeństwo urazów”. Sam Sławiński nie ma sobie nic do zarzucenia.

      Dr Stanisław Sławiński od marca 2008 roku zasiada w Radzie Edukacji Narodowej,
      organie doradczym działającym przy minister edukacji Katarzynie Hall. Wcześniej
      był wiceministrem edukacji w rządzie PiS - podaje tvp.info.

      Kontrowersyjną książkę „Wychowywać do posłuszeństwa” opublikował w 1994 roku.
      • dritte_dame Re: Informacja z dn. 11.03.2010 12.03.10, 18:15
        brum.pl1 napisał:

        > Politycy SLD żądają odwołania Stanisława Sławińskiego

        Słusznie czy nie?
      • strikemaster Re: Informacja z dn. 11.03.2010 12.03.10, 18:22
        1. Czy wydał w międzyczasie jakąśpublikację, w której przyznał, że się pomylił?
        2. Jak w tej sytuacji wygląda lustracja? Odwołuje się ludzi za to, że 30 albo 40 lat temu spotkali się z oficerem prowadzącym.
        • trzymilionowy.post Re: Informacja z dn. 11.03.2010 13.03.10, 01:48
          strikemaster napisał:

          1. Czy wydał w międzyczasie jakąś publikację, w której przyznał, że
          się pomylił?

          On się nie mylił, jeżeli już w ogóle stosować kary cielesne, to gość
          mówi racjonalnie.


          2. Jak w tej sytuacji wygląda lustracja? Odwołuje się ludzi za to, że
          30 albo 40 lat temu spotkali się z oficerem prowadzącym.

          To już zależy od obecnej sytuacji polityczno-poprawnej co komu można
          wyrzygać z lat dawnych.
          • strikemaster Re: Informacja z dn. 11.03.2010 13.03.10, 10:01
            > To tak jakby na hasło Dzień Zwolenników Muzyki np. Hipo-hop odezwali się
            > jej przeciwnicy próbując wyśmiewać nie tyle sam Dzień co samą muzykę.

            Jasne, że racjonalnie. Jak mu już ktoś tu wytknął, oparł sie na podręcznikach MO z lat 1970-tych.

            > 2. Jak w tej sytuacji wygląda lustracja? Odwołuje się ludzi za to, że
            > 30 albo 40 lat temu spotkali się z oficerem prowadzącym.
            >
            > To już zależy od obecnej sytuacji polityczno-poprawnej co komu można
            > wyrzygać z lat dawnych.

            Przecież gość tą książkę wydał w 1994 roku i już się nie liczy. Dlaczego mają się liczyć notatki SB z 1972 roku? Poza tym, tamci goście przecież mieli rację, jak już współpracować z jakąś władzą, to najlepiej z polską, a taką wtedy mieli.
    • piwi77 Z klapsem jest tak, 13.03.10, 11:45
      jak zaczynacie go stosować, boli bardziej niż Wam się wydaje, do
      bólu fizycznego dochodzi znacznie mocniejszy ból psychiczny, że jest
      krzywdzone (dziecko otrzymujące klapsa zawsze uważa, że jest
      krzywdzone), przez tych, od których oczekiwałoby raczej ochrony i
      wsparcia, czuje się zdradzone. Ale bądźcie spokojni, regularne
      dawania klapsa prowadzi do tego, że dziecko się przyzwyczaja i ból
      psychiczny z czasem słabnie aż w końcu zupełnie zanika, zostaje
      jedynie ból fizyczny, nie przesadzajmy, nie tak znów wielki. Gdy
      dziecko podczas klapsa odczuwa już tylko ból fizyczny, oznacza to,
      że więź dziecka i rodziców jest już bardzo słaba. Teraz juz możecie
      dawać klapsy bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia (przedtem też
      pewnie ich nie mieliście). Będziecie mieli w przyszłości z tak
      wychowywanym dzieckiem spokój, nie będzie Wam zawracało głowy
      głupotami, że zakochały się pierwszy raz w życiu, że dziewczynka
      dostała swą pierwszą miesiączkę, że ma jakieś kłopoty w szkole itd.
      Będziecie mieli swój święty spokój.
      • Gość: demoralizator Re:bicie jako patent na slawnego polityka IP: *.pools.arcor-ip.net 13.03.10, 15:23
        Bicie pasem rygor dyscyplina zrobi ci z syna hitlera albo lenina i
        stalina.
    • hypatia69 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 13.03.10, 17:16
      To:
      "Dobrze wyważony klaps ma przy tym tę właściwość, że powoduje
      przynajmniej częściowe rozładowanie napięcia związanego między innymi
      z poczuciem winy, które go utrzymywanie się, zwłaszcza przez dłuższy
      czas, nie jest dla dziecka korzystne"
      jest idiotyzm.
      Ale nie dajmy się ponieść fantazji: rodzic nie anioł i czasem mu
      nerwy puszczą, wiec jak klapa na tyłek w ekstremalnej sytuacji
      zapoda, to dzieciak się od tego nie nabawi dożywotniej traumy.
      Nie uważam klapsa za metodę wychowawczą [a bicia w ogóle nie uważam],
      ale popadanie w paranoję w drugą stronę spowoduje - już powoduje! -
      anarchię. Najnowszy [wycofany do poprawki] projekt ustawy mającej
      zapobiegać przemocy w rodzinie wiązał rodzicom ręce jeśli chodzi o
      wychowywanie dzieci. Tu ciekawie skomentowane:
      www.tinyurl.pl?FT7Z9jTW
      "Dajmy na to, informatorzy donoszą: niedziela, rodzice zmusili
      dziecko do pójścia do kościoła, a potem przy rodzinie kazali wstać od
      obiadu i umyć przed jedzeniem ręce (narzucanie poglądów,
      krytykowanie, zawstydzanie). Poniedziałek − ojciec (przepraszam,
      rodzic B, tak się to obecnie nazywa w krajach postępowych, żeby nie
      dyskryminować „rodziców” jednopłciowych) nakrył dziecko na onanizmie
      i zabronił to robić (krytykowanie zachowań seksualnych). Wtorek –
      rodzic A zabrała dziecko ze szkoły wcześniej, pod pretekstem, że ma
      jakieś sprawy (ograniczenie kontaktów). Sami Państwo widzicie, że z
      telefonem po brygadę antyterrorystyczną nie będzie trzeba czekać
      nawet do piątku."

      Się zapytuję zdecydowanych przeciwników klapsa jako objawu sadyzmu,
      patologii i chorób psychicznych, jak planowaliby wychowywać dzieci po
      wejściu tej jakże inteligentnej ustawy? Siłą woli? I co zrobią, kiedy
      podchmielony czternastolatek wróci do domu i da szanownej mamusi czy
      tatusiowi w dziób za zwrócenie mu uwagi? Hę?
      • piwi77 Re: Jak bić dzieci - instrukcja 13.03.10, 17:26
        hypatia69 napisała:

        > Ale nie dajmy się ponieść fantazji: rodzic nie anioł i czasem mu
        > nerwy puszczą, wiec jak klapa na tyłek w ekstremalnej sytuacji
        > zapoda, to dzieciak się od tego nie nabawi dożywotniej traumy.

        A czy taki ktoś, komu jak nerwy puszczają, daje klapsa dziecku,
        zachowuje się podobnie wobec dorosłych? Czy jak mu w biurze ktoś
        nadepnie na odcisk, tak że nieraz aż nerwy ciężko utrzymać na wodzy,
        też leje sprawcę zajścia? Nie? To dlaczego w jednym przypadku nie
        umie się powstrzymać, a w drugim mimo wszystko potrafi?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja