wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylematy ;p

27.05.10, 22:04
W pobliżu mojego domu jest chodnik połączony ze ścieżką rowerową. Jedno od
drugiego odróżnia kolor kostki brukowej. Ścieżka rowerowa jest szersza i
sporadycznie uczęszczana przez rowerzystów (końcówka trasy) Chodnik bardziej
wąski i z latarniami na środku ;D
Piesi nie powinni chodzić po ścieżce rowerowej bo podobno mandat mogą zarobić
(swoją drogą ostatnio para policjantów szła akurat tą strona ale może nie
zauważyli :)
Jak wygląda sytuacja z wózkami dziecięcymi? Wózek dziecięcy też koła posiada.
Ostatnio rowerzysta ochrzanił matkę która wjechała na jego kolor kostki bo dwa
wózki się nie mieszczą na części dla pieszych.
Wózek nie zagrażał bezpieczeństwu rowerzysty, miał duuuużo miejsca Którą trasą
powinna jechać matka z dzieckiem jeżeli chce być przepisowa...... czy może
jechać również ścieżką rowerową?
    • Gość: kieprze_paczynsch Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 27.05.10, 22:12
      Nie może.
      • dritte_dame A "u mnie" może 28.05.10, 20:21
        Gość portalu: kieprze_paczynsch napisał(a):

        > Nie może.

        "U mnie" może.
        I mnóstwo wózków jeździ po ścieżkach rowerowych gdyż często są one z dala od zaspalinionych dróg.
        Można też po ścieżkach spacerować, biegać, wyprowadzać psy (na smyczach), itp..

        Ogólnie - ścieżka rowerowa to droga rekreacyjnego ruchu wspólnego ("share the road") i jakoś na nich wypadki sie nie zdarzają i kłótnie o pierwszeństwo użycia i przejazdu nie wybuchają.

        Dzwonków używa się chętnie i powszechnie i od innych użytkowników ścieżki można usłyszeć (słuszny) opieprz w przypadku nagłego mijania ich z tyłu bez uprzedzenia.


        Ale po chodnikach jeździć nie można.
        (I sama osobiście dostałam za taką jazdę w ubiegłym roku mandat ;))
    • sammler Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 27.05.10, 22:43
      Po drogach (nie ścieżkach) dla rowerów po Warszawie jeżdżę ze średnią prędkością 30-35 kmh (gdy da się na danej drodze z taką prędkością jechać). Odpowiedz sobie na pytanie, co się stanie, gdy wyjedziesz mi takim wózkiem w warunkach ograniczonej (lub żadnej) widoczności (gdy np. droga skręca, a dokoła rosną drzewa - oczywiście wtedy będę jechał nieco wolniej, ale twojemu dziecku to chyba dużej różnicy nie zrobi). Ja oczywiście będę się starał wyhamować, ale przede wszystkim będę ratował swoje zdrowie i życie, nie twoje i twojego dziecka (co m.in. oznacza, że nie będę wykonywał gwałtownych ruchów, ani też używał przedniego hamulca).

      Nie masz prawa tam być. Koniec, kropka. Jeżeli stanowi to dla ciebie dylemat, to znaczy, że nie znasz przepisów Prawa o ruchu drogowym oraz że brakuje ci zdrowego rozsądku (którym - uważam - należy się kierować w pierwszej kolejności; bez względu na to, czy jakaś kwestia w prawie jest uregulowana, czy nie). Pierwszeństwo przed rowerem (rowerzystą) masz w zasadzie tylko na łączonych drogach rowerowo-pieszych i w strefie zamieszkania (oraz oczywiście na przejściu dla pieszych).

      S.
      • makaronnauszy Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 27.05.10, 22:53
        Człowieku spokojnie ... bez zbędnych ekscytacji. Ja jeżdżę po stronie dla
        pieszych. Pytam bo ogromna większość ludzi chodzi i jeździ właśnie stroną dla
        rowerzystów bo rowerów mało a część biała (Dla pieszych) wąska. Trasa jest
        bardzo gęsto zaludniona przez pieszych bo prowadzi na targ i przy targu, ponadto
        blisko centrum miasta. Osoby które idą z psami aby pies mógł iść po trawie też
        są zmuszone wejść na stronę czerwoną czyli dla rowerów.
        • sammler Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 27.05.10, 23:15
          Ja myślę, że to nie ja się ekscytuję, tylko ty bagatelizujesz problem (jak zresztą wiele mam z wózkami - bo w przeważającej większości przypadków (poza emerytkami z zakupami, które jeszcze jakoś mogę zrozumieć - to właśnie młode mamy chadzają po drogach dla rowerów). Post pisałem bez żadnych emocji (niby jakich emocji oczekiwałaś?)...

          Pieszy nie ma prawa znaleźć się na drodze dla rowerów w okolicznościach innych niż gdy znajduje się na przejściu dla pieszych. Cała reszta (fakt bliskości targu czy czegokolwiek innego) w ogóle mnie nie interesuje.

          Jedyną możliwą odpowiedź ode mnie w tej sprawie już uzyskałaś i naprawdę nie ma co dalej ciągnąć tego tematu. Nie możesz i nie powinnaś chodzić z wózkiem czy bez po drodze dla rowerów. Nie tylko dlatego, że tak stanowi prawo, ale przede wszystkim dlatego, że narażasz w ten sposób siebie, swoje dziecko i - przede wszystkim - postronną osobę na kalectwo. Jeśli to - oraz grożąca ci odpowiedzialność karna - nie przemawia do ciebie, to wyobraź sobie, że np. do końca życia płacisz rentę rowerzyście, który chcąc uniknąć zderzenia z tobą wjechał w budynek i doznał poważnych urazów ciała...

          S.
          • makaronnauszy Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 27.05.10, 23:25
            dzięki za odpowiedź. :)
            Ps ja naprawdę nie jeżdżę po stronie dla rowerzystów... zdaję sobie sprawę z
            ewentualnego zagrożenia wywołanego zderzeniem. Nawet gdybym teoretycznie w
            głębokim poważaniu miała przepisy (a tak nie jest) to dziecko jest dla mnie
            największym skarbem i nigdy bym go nie narażała. Pozdro
          • angelfree Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 08:54
            A czy rowerzysta ma prawo jechać po chodniku?
            Bo, mam z tym, kurczę, problem. Rozumiem sytuację, kiedy nie ma ścieżki, ale w
            mojej okolicy jest ulica, po jednej stronie piekna, wyasfaltowana ścieżka
            rowerowa (i chodnik), po drugiej wąski chodnik. Większość rowerzystów używa
            swojej ścieżki, ale też jeżdżą sobie po jednym i drugim chodniku, często
            grupkami, czyli koło siebie. Zazwyczaj ignoruję, bo na zwrocenie uwagi, że
            ścieżka po drugiej stronie ulicy reagują bardzo agresywnie.
            Mozesz mi wyjaśnić, dlaczego to robią? To jacyś szczególni idioci, czy może mają
            prawo?
            I jeszcze jedno pytanie? czy rowerzysta ma prawo zbliżając się swoją ścieżką do
            przejscia dla pieszych pędzić na zlamanie karku? Rozumiem, że pieszy powinien
            się obejrzeć, a czy rowerzysta nie powinien zachować bezpiecznej prędkości? W
            miejscu, o którym piszę, rowerzyści jadą z gorki, jednak gdy chcą skręcić,
            potrafią wyhamować, więc rozumiem, że górka nie przeszkadza w kontrolowaniu
            prędkosci. Samochody się najczęściej zatrzymują przed tym przejściem, czyżby
            rowerzyści mieli tam większe prawa?

            Moze powinno się wprowadzić w niektorych miejscach dla rowerow ograniczenie
            prędkości?

            I dlaczego dla rowerzysty szcztem obciachu jest posiadanie dzwonka (i używanie
            go)? Roweru, do licha, przecież nie slychać, na takiej lączonej z chodnikiem
            scieżce rowerowej dzwonek jest niezbędny, żeby ostrzec, ze się nadjeżdża - wtedy
            pieszy może przypilnować dziecka, żeby nie zrobiło czegoś glupiego, czy skrocić
            smycz psu, czy w końcu samemu nie zrobić gwaltownego ruchu.

            Wściekła jestem, bo przez dlugie lata rowerzysta to był dla mnie sportowiec,
            ktoś aktywny, a więc w zalożeniu fajna osoba. Tymczasem rower wyzwala w wielu
            osobach podobną agresję, co samochód. Na dodatek rowery nie mają żadnych znakow
            rozpoznawczych, nie mają rejestracji, więc rowerzyści czują się bezkarni. Moga
            sobie jechać po chodniku, spędzać z nich dzieci - i tak ich przecież nikt nie
            zlapie i nie dogoni.
            • Gość: z Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.aster.pl 28.05.10, 09:34
              Tak, w pewnych przypadkach rowerzysta ma prawo jechać po chodniku.
              Pieszy z wózkiem czy bez nie ma prawa spacerować po ścieżce
              rowerowej. Rowerzysta nie powinien jechać jezdnią, jeśli obok jest
              ścieżka rowerowa itp., itd. U nas bardzo powszechnie nie przestrzega
              się przepisów, bo ogólnie poszanowanie prawa jest w społeczeństwie
              słabe, a niesubordynacji nikt nie karze. Gdy w Niemczech przypadkiem
              wdepnęłam na ścieżkę dla rowerów wydzieloną z chodnika, towarzyszący
              mi tambylcy natychmiast mnie z niej ściągnęli. Tam za spacerowanie
              ścieżką policja bez pardonu nakłada wysokie mandaty, a poza tym
              ludzie chętniej stosują się do przepisów, bo mają świadomość, że w
              ogólnym rozrachunku przepisy porządkują i ułatwiają życie. U nas
              mamy powszechne bezhołowie. Co do używania dzwonka, zdarzało mi
              się, że ostrzegane osoby reagowały złością, że ktoś śmie na nie
              dzwonić. Mimo to na ogół dzwonię. Wszystkim nie dogodzisz...
              • angelfree Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 09:45
                > Co do używania dzwonka, zdarzało mi
                > się, że ostrzegane osoby reagowały złością, że ktoś śmie na nie
                > dzwonić. Mimo to na ogół dzwonię. Wszystkim nie dogodzisz...

                Wiem, czasami ludzie traktują dzwonek jako "z drogi śledzie, bo król jedzie". Ja
                jestem wdzięczna za używanie dzwonka i zeszlabym na bok, a przede wszystkim
                ściagnęłabym krotko psa, a rowerzysta nie musialby się zatrzymywać. Jednak
                większość rowerzystów nie ma w ogole dzwonka.

                > Tak, w pewnych przypadkach rowerzysta ma prawo jechać po chodniku.
                Jak po drugiej stronie ulicy jest ścieżka?

                Myślę, że trzeba czasu. Ścieżek rowerowych kiedyś bylo jak na lekarstwo, po
                prostu ludzie nie mają wlaściwych odruchow. Chociaż rzadko widzę, żeby ktoś sie
                przechadzal po drodze dla rowerow. Najtrudniej jest na tych lączonych z chodnikami.
                • mallard Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 10:05
                  angelfree napisała:

                  > Jednak większość rowerzystów nie ma w ogole dzwonka.

                  Są to przeważnie rowerzyści płci żeńskiej... ;)

                  Sorry, nie mogłem się powstrzymać! :)P

                  Co do tematu zaś, - żeby nie było, że tylko się wygłupiam:

                  Niestety według wielu naszych rodaków (i tych za kierownicą i
                  tych "po drugiej stronie") sądzi, że sygnał dzwiękowy służy do
                  opierniczania, a nie do ostrzegaia dla czyjegoś dobra...

                  Pozdro
                  • Gość: z Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.aster.pl 28.05.10, 10:16
                    > Niestety według wielu naszych rodaków (i tych za kierownicą i
                    > tych "po drugiej stronie") sądzi, że sygnał dzwiękowy służy do
                    > opierniczania, a nie do ostrzegaia dla czyjegoś dobra...

                    Coś w tym jest :D.
                  • angelfree Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 10:21
                    mallard napisał:

                    > > Jednak większość rowerzystów nie ma w ogole dzwonka.
                    > Są to przeważnie rowerzyści płci żeńskiej... ;)
                    > Sorry, nie mogłem się powstrzymać! :)P

                    Jakoś nie zrozumialam dowcipu :(
                    Pomimo wielokrotnego czytania.
                    Dla mnie dzwonek był zawsze nieodlącznym wyposażeniem roweru (jak jeszcze takowy
                    mialam) i w ogóle lubię dźwięk dzwonka - w odróżnieniu od trąbek. Ale naprawdę
                    bardzo niewiele rowerów go ma. Coś się zmienilo - kiedyś dzwoniło się
                    powszechnie w celach ostrzegawczych i nikt na to nerwowo nie reagował. Teraz
                    ludzie (przepraszam, piesi) traktują to jak obrazę - a rowerzysci nie dzwonią.

                    • mallard Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 10:54
                      angelfree napisała:

                      > Jakoś nie zrozumialam dowcipu :(
                      > Pomimo wielokrotnego czytania.

                      Ze względu na płeć Twą, wybaczam Ci! ;)

                      Jako wyjaśnienie niech posłuży anegdota z serii szkolnych, gdzie
                      nauczyciel wpisał uczniowi następującą uwagę:

                      "Bije kolegę po dzwonku"
                      • angelfree Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 11:09
                        Już rozszyfrowałam, ale dzięki za pomoc, dobry czlowieku. :)
                        Dopiero druga herbata rozjaśniła mi w glowie.
                        Na usprawiedliwienie dodam, ze czytalam wcześniej post gościa z Pragi i
                        odebralam Twoją wypowiedź jako podobną w duchu, i zastanawialam się, czemu oni
                        się tak nabijają z tych kobiet.
                        No teraz już wiem, dlaczego. ;)
                        • mallard Angel. 28.05.10, 12:25
                          A tak a'propos dzwonka, to jakiego używasz, - typu "ping - ping",
                          czy "dzingi - dzingi"? :)
                          • angelfree Re: Angel. 28.05.10, 14:08
                            A nie ma w tym pytaniu jakiegoś drugiego dna? ;)
                            No dobrze, chyba bardziej dzingi-dzingi, taki brzęczący, blaszany.
                            • mallard Re: Angel. 28.05.10, 15:00
                              angelfree napisała:

                              > A nie ma w tym pytaniu jakiegoś drugiego dna? ;)

                              Ależ absolutnie!

                              "Ping - ping", to dzwonek bardzo prosty w budowie, a co za
                              tym idzie niezawodny. Młoteczek uderzający w czaszę, umocowany jest
                              na sprężynie. Odciągając go i "puszczając", powodujemy pojedyńcze
                              uderzenie w czaszę i pojedyńczy dźwięk, więc aby dobrze
                              kogoś "obdzwonić" ;), czynność powtarzamy kilkakrotnie raz po raz,
                              wywołując wtedy owo wspomniane ping - ping - ping - ping! Dźwięk ma
                              milszy, ale mniej donośny. Preferowany raczej przez płeć piękną ;).
                              Natomiast "dzingi - dzingi", jest bardziej skomplikowany w
                              budowie, bo jego dźwignia, poruszająca się pozoimo, napędza
                              znajdującą się w czaszy zębatkę, kóra to jest sprzężona z obrotowym
                              młoteczkiem, uderzającym w czaszę wielokrotnie, także podczas
                              wywołanego sprężyną odwodzącą, ruchu powrotnego dźwigni. W ten z
                              grubsza sposób powstaje charakterystyczne: dzingi - dzingi - dzingi!
                              Dźwięk ma donośny, potrafiący wywołać małą panikę wśród pieszych
                              pałętających się po ścieżce, dlatego lepiej dzwonić z daleka.
                              Osobiście mam taki! :)
                              • angelfree Re: Angel. 28.05.10, 15:11
                                Hmm, mój stary rower rdzewieje w garażu, ale nie mam pojęcia, co ma dzwonek w
                                środku. Dźwięk raczej nie jest pojedynczy, więc chyba to typ drugi.
                                • mallard Re: Angel. 31.05.10, 10:14
                                  angelfree napisała:

                                  > Hmm, mój stary rower rdzewieje w garażu, ale nie mam pojęcia, co
                                  > ma dzwonek w środku. Dźwięk raczej nie jest pojedynczy, więc chyba
                                  > to typ drugi.

                                  Też tak myślę. Tymbardziej, że z tego, co pamiętam,
                                  kiedyś "pingpingów" raczej nie było.

                                  Pozdrawiam.
                                  • dritte_dame Re: pingping 31.05.10, 16:57
                                    mallard napisał:

                                    > angelfree napisała:
                                    >
                                    > > Hmm, mój stary rower rdzewieje w garażu, ale nie mam pojęcia, co
                                    > > ma dzwonek w środku. Dźwięk raczej nie jest pojedynczy, więc chyba
                                    > > to typ drugi.
                                    >
                                    > Też tak myślę. Tymbardziej, że z tego, co pamiętam,
                                    > kiedyś "pingpingów" raczej nie było.

                                    Mam "pingping" ale muszę go pilnie zastąpić czymś donośniejszym.
                                    "Pingping" nie wystarcza gdy ktoś przede mną na ścieżce biegnie ze słuchawkami w
                                    uszach ;)
                                    • mallard Re: pingping 02.06.10, 12:02
                                      dritte_dame napisała:

                                      > Mam "pingping" ale muszę go pilnie zastąpić czymś donośniejszym.
                                      > "Pingping" nie wystarcza gdy ktoś przede mną na ścieżce biegnie ze
                                      > słuchawkami w uszach ;)

                                      "Dzingi" jest zdecydowanie głośniejszy, ale czy on poradzi w w/w
                                      sytuacji...
                    • dritte_dame ?? 28.05.10, 20:28
                      angelfree napisała:

                      > Dla mnie dzwonek był zawsze nieodlącznym wyposażeniem roweru (jak jeszcze takowy mialam)

                      Nie masz roweru...??
                      • angelfree Re: ?? 28.05.10, 20:51
                        Mam dwa, mają ze 25 lat, ale z dziesięć lat nikt na nich nie jeździł, obręcze
                        zardzewialy, opony sparcialy, musialabym zreanimować.
                        • dritte_dame Re: ?? 29.05.10, 00:37
                          angelfree napisała:

                          > z dziesięć lat nikt na nich nie jeździł

                          Hmm... naprawdę?
                          A czemu?
                          • angelfree Re: ?? 29.05.10, 11:12
                            Pewnie najważniejszy powód to ten, ze nie jestem entuzjastką. Jest to aktywność
                            w zasadzie mi obojętna.
                            Ale znalazłoby się i parę innych przyczyn.
                • Gość: z Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.aster.pl 28.05.10, 10:14
                  >> Tak, w pewnych przypadkach rowerzysta ma prawo jechać po
                  chodniku.
                  >Jak po drugiej stronie ulicy jest ścieżka?

                  Nie no, w takim przypadku oczywiście że nie. Pisałam tak bardziej
                  ogólnie ;).
                  Podsumowując, grzeszymy wszyscy, i rowerzyści, i piesi, i kierowcy.
                  Jesteśmy współczujący i chętni do pomocy w obliczu nadzwyczajnych
                  wydarzeń. Na co dzień mało w nas empatii, życzliwości i zwykłego
                  pomyślunku, by nie przeszkadzać innym.
              • jureek Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 10:16
                Gość portalu: z napisał(a):

                > Tam za spacerowanie
                > ścieżką policja bez pardonu nakłada wysokie mandaty,

                Bajki opowiadasz z tymi wysokimi mandatami.
                Jura
                • Gość: z Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.aster.pl 28.05.10, 10:21
                  Udowodnij...
                  • jureek Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 10:40
                    Gość portalu: z napisał(a):

                    > Udowodnij...

                    Może uwiarygodnij te swoje bajki i napisz, jaki to straszne wysoki mandat może w
                    Niemczech dostać pieszy idący ścieżką dla rowerów. Konkretnie - tyle, a tyle euro.
                    Mieszkam w Niemczech od 20 lat, codziennie dojeżdżam do pracy rowerem, więc
                    wiem, że wcale to tak różowo nie wygląda, żeby ścieżki były tabu dla pieszych
                    czy innych. Co chwilę muszę hamować z powodu pieszych, a jeszcze większą plagą
                    są samochody parkujące na krótko na ścieżkach.
                    Jura
                    • Gość: z Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.aster.pl 28.05.10, 10:58
                      Musisz tak nieuprzejmie się odzywać? Ze ścieżki ściągnęli mnie
                      raczej zamożni Niemcy. Stwierdzili, że płaci się dużo, kwoty już
                      nie pamiętam. Być może dla ciebie to są żadne pieniądze. Mój brat
                      mieszka w Niemczech 25 lat. Ilekroć przyjeżdża do Polski, dziwuje
                      się, jak wiele rzeczy można u nas robić bezkarnie. Tam policja jest
                      jego zdaniem nieporównanie bardziej aktywna. Jakoś mu wierzę.
                      • jureek Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 11:34
                        Gość portalu: z napisał(a):

                        > Musisz tak nieuprzejmie się odzywać? Ze ścieżki ściągnęli mnie
                        > raczej zamożni Niemcy. Stwierdzili, że płaci się dużo, kwoty już
                        > nie pamiętam. Być może dla ciebie to są żadne pieniądze. Mój brat
                        > mieszka w Niemczech 25 lat. Ilekroć przyjeżdża do Polski, dziwuje
                        > się, jak wiele rzeczy można u nas robić bezkarnie. Tam policja jest
                        > jego zdaniem nieporównanie bardziej aktywna. Jakoś mu wierzę.

                        Tak jak przypuszczałem, nie sama wymyśliłaś te bajki, tylko ktoś Ci naopowiadał
                        głupot, a Ty tylko powtarzasz.
                        Spytaj Twojego brata, kiedy na przykład widział ostatnio, jak policjant daje
                        pieszemu mandat za przejście na czerwonym świetle. Ja takiej sytuacji nie
                        widziałem ani razu, jak długo w Niemczech mieszkam, a nie raz policja była w
                        pobliżu i widziała, jak pieszy przechodzi na czerwonym. W Polsce wiele razy
                        widziałem policjantów wlepiających mandaty za przechodzenie na czerwonym.
                        Podobnie jazda rowerem bez świateł. W mojej wsi w Polsce policja za takie coś
                        wlepia mandaty i dodatkowo spuszcza powietrze z kół. A we Frankfurcie nad Menem
                        pełno "cicho-ciemnych" rowerzystów i nikt na to nie zwraca uwagi.
                        Owszem, policja niemiecka nie patyczkuje się, gdy ktoś popełnia wykroczenie,
                        które rzeczywiście zagraża bezpieczeństwu innych, a nie tylko swojemu.
                        Bezwzględnie ścigane są wykroczenia prędkości, niezachowanie dystansu do
                        poprzednika, wyprzedanie z prawej itp., ale dotyczy to przede wszystkim
                        kierowców, a nie pieszych, czy rowerzystów.
                        Jura
                        • Gość: z Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.aster.pl 28.05.10, 12:08
                          Jesteś prostakiem, więc ostatni raz się do ciebie odzywam. Użyję
                          twojego słownictwa, żebyś zrozumiał: głupoty to ty bredzisz.
                          Wielokrotnie widziałam w Niemczech policję interweniującą wobec
                          pieszych i rowerzystów. Potwierdzają to również i brat, i znajomi,
                          więc nie wpieraj czegoś wręcz odwrotnego. Jeśli w twojej
                          miejscowości policja nic nie robi, to weź sprawę w swoje ręce albo
                          przestań zmyślać.
                          • jureek Re: chciałaś dowodów - proszę bardzo 28.05.10, 13:10
                            Wiesz, ile w Niemczech wynosi mandat dla pieszego przechodzącego na czerwonym
                            świetle? 5 lub 10 euro - przy czym 10 euro wtedy, gdy z tego powodu dojdzie do
                            wypadku. Strasznie surowy mandat, nieprawdaż? I to mandat teoretyczny raczej, bo
                            jak już pisałem, w praktyce nie widziałem, żeby policjant taki mandat wystawiał.
                            Znajomy Niemiec (którego uczę polskiego) był strasznie zdziwiony, gdy policjant
                            w Gdańsku chciał od niego 100 złotych za przejście na czerwonym świetle, gdy nic
                            nie jechało. Mówił, że w Niemczech taka sytuacja byłaby nie do pomyslenia, a
                            mieszka on w Niemczech od urodzenia, czyli 55 lat.
                            Nie znalazłem w przepisach, ile wynosi mandat za łażenie po drodze dla rowerów,
                            znalazłem tylko, jaką sumą pieszy może zostać ukarany, gdyby zebrało mu się na
                            spacery po autostradzie lub drodze szybkiego ruchu. Kara wynosi całe 10 euro i
                            nie sądzę, żeby za chodzenie po drodze dla rowerów kara była wyższa.
                            Tak więc Ci Twoi zamożni Niemcy głupot Ci naopowiadali, że tak dużo się za to
                            płaci. W oficjalnym taryfikatorze w ogóle nie ma takiej pozycji jak kara dla
                            pieszego łażącego po drodze rowerowej.
                            Chciałaś dowodów, więc przeczytaj sobie oficjalny taryfikator mandatów, strona
                            14-14:

                            www.ruv.de/de/download/service/pdf/bussgeldkatalog.pdf
                            A tutaj kilka filmików o rzekomo zdyscyplinowanych niemieckich pieszych:
                            www.youtube.com/watch?v=3Z2sQy7mcyU
                            www.youtube.com/watch?v=f5tzmOGQf18
                            www.youtube.com/watch?v=DyI07lTdcms
                            www.youtube.com/watch?v=mdOj9p2gFq8
                            Jeżeli Cię obraziłem, to przepraszam, chociaż wydawało mi się, że odnosiłem się
                            do tego, co napisałaś, a nie do tego jaka jesteś. Nie było moim zamiarem
                            obrażanie Ciebie, a jedynie sprostowanie urban legend o tym, jaka to w Niemczech
                            dyscyplina panuje.
                            Jura
                            • jureek Re: poprawka 28.05.10, 16:00
                              jureek napisał:

                              > Chciałaś dowodów, więc przeczytaj sobie oficjalny taryfikator mandatów, strona
                              > 14-14:

                              Strona 14-15, lewa dolna tabelka:
                              www.ruv.de/de/download/service/pdf/bussgeldkatalog.pdf
      • jureek Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 10:12
        sammler napisał:

        > Nie masz prawa tam być. Koniec, kropka. Jeżeli stanowi to dla ciebie dylemat, t
        > o znaczy, że nie znasz przepisów Prawa o ruchu drogowym oraz że brakuje ci zdro
        > wego rozsądku (którym - uważam - należy się kierować w pierwszej kolejności; be
        > z względu na to, czy jakaś kwestia w prawie jest uregulowana, czy nie).

        Jazda rowerem z prędkością 30-35 kmh po ścieżce rowerowej wymalowanej na
        chodniku nie świadczy o zdrowym rozsądku.
        Jura
        • sammler Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 10:55
          Czy ty potrafisz czytać ze zrozumieniem?

          S.
          • jureek Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 11:44
            sammler napisał:

            > Czy ty potrafisz czytać ze zrozumieniem?

            A o co Ci chodzi? Mógłbyś odnieść się merytorycznie do tego, co napisałem bez
            wycieczek osobistych? Uważasz, że jazda z prędkoscią 30-35 km/h po drodze
            rowerowej wymalowanej na chodniku świadczy o rozsądku, czy nie? Ja uważam, że
            nie świadczy i tak szybko nie jeżdżę w miejscach, gdzie mogę się spodziewać
            matek z wózkami, spacerowiczów z psami itp.
            Jura
            • sammler Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 13:51
              Zapytam więc wprost (skoro w poprzednim poście pytania nie dostrzegłeś, doczytując się wycieczek osobistych): gdzie napisałem, że jeżdżę z taką prędkością po "drodze rowerowej wymalowanej na chodniku"? W którym konkretnie miejscu?

              Nie tylko nie napisałem czegoś takiego, ale pośrednio - bo bezpośrednio nie musiałem, nie o rowerzystach jest wątek (a to forum i bez tego jest jedną wielką dygresją) - napisałem nawet coś, z czego powinieneś wywnioskować, że dostosowuję warunki jazdy do okoliczności i dbam o własne bezpieczeństwo.

              Ale rower w mieście nie służy do wypraw turystyczno-krajoznawczych (przynajmniej nie wyłącznie). Jest za to pełnoprawnym środkiem transportu. O ile nie ma innych ograniczeń (w tym po stronie konstrukcji samego roweru), a droga rowerowa jest częścią drogi publicznej, mam prawo jechać na nim i 50 km/h. Zaprzeczysz temu?

              Podając wprost prędkość, z jaką się poruszam, chciałem uczulić autorkę wątku na to, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać na drodze dla rowerów i jakie konsekwencje może wywołać nieuprawniona jej tam obecność. Dlatego konsekwentnie używam nazwy "droga rowerowa", bo niektórzy nadal używają, że to chodnik czy ścieżka do spacerowania (na dodatek z małymi dziećmi - a to w Wa-wie jest naprawdę nagminne).

              Tylko osoba, która chce okazać złą wolę lub też nie czyta ze zrozumieniem zinterpretowałaby moją wypowiedź w ten sposób, że 35 km/h to prędkość stała, z jaką jeżdżę, na dodatek pomiędzy pieszymi.

              S.

              PS Nie ciągnijmy już tego wątku - ja rozumiem twoje intencje, ale nie lubię, gdy przypisuje mi się słowa, których nie wypowiedziałem (nie napisałem).
              • jureek Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 14:45
                sammler napisał:

                > PS Nie ciągnijmy już tego wątku - ja rozumiem twoje intencje, ale nie lubię, gd
                > y przypisuje mi się słowa, których nie wypowiedziałem (nie napisałem).

                Ja też tego nie lubię, więc chciałbym tylko zwrócić uwagę, że nie zarzucałem
                Tobie takiej jazdy, napisałem jedynie, że taka jazda jest nierozsądna.
                Doszukałeś się rzeczy, których nie napisałem.
                Chodziło mi jedynie o to, że rozsądku można wymagać nie tylko od pieszych, ale
                także od rowerzystów.
                Jura
                • sammler Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 17:53
                  jureek napisał:

                  > [...]
                  > Chodziło mi jedynie o to, że rozsądku można wymagać nie tylko od pieszych, ale
                  > także od rowerzystów.

                  Ok - odpowiadałeś pod cytatem z mojej wypowiedzi, co jednoznacznie wskazywało na to, że zwracasz się do mnie.

                  Ale zgadzamy się co do istoty sprawy - to fajnie. Pod powyższym zdaniem jak najbardziej się podpisuję.

                  S.
            • Gość: z Pragi Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 16:42
              > Ja uważam, że nie świadczy i tak szybko nie jeżdżę w miejscach,
              > gdzie mogę się spodziewać matek z wózkami, spacerowiczów z psami
              > itp.

              Jak łażą po ścieżkach rowerowych to ich problem. Jak ktoś pańci przemiele
              pudelka między szprychami a widelcem to się pańcia nauczy jak się używa smyczy.
              Nieraz widziałem jak sierściuch lezie po jednej stronie, pańcia po drugiej a
              między nimi po całej szerokości smycz.
              • makaronnauszy Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 16:57

                >
                > Jak łażą po ścieżkach rowerowych to ich problem. Jak ktoś pańci przemiele
                > pudelka między szprychami a widelcem to się pańcia nauczy jak się używa smyczy.

                Powinieneś pamiętać że "przemielenie pudelka" może być niebezpieczne również dla
                ciebie..... pudelek może być jak kij włożony w szprychy ;p pozdro :)
    • Gość: xiunc Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.10, 08:09
      Prawo o ruchu drogowym określa zasady poruszania rowerem po drogach rowerowych
      oraz relacje między rowerzystami i kierowcami na punktach styku tego typu dróg z
      jezdniami.

      Zasady te omawia (z punktu widzenia kierowcy) art. 27 aktualnej ustawy - Prawo o
      ruchu drogowym:

      Art. 27.

      1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest
      obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi
      znajdującemu się na przejeździe.
      2. Kierujący pojazdem, przejeżdżając przez drogę dla rowerów poza jezdnią,
      jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa rowerowi.
      3. Kierującemu pojazdem zabrania się wyprzedzania pojazdu na przejeździe dla
      rowerzystów i bezpośrednio przed nim, z wyjątkiem przejazdu, na którym ruch jest
      kierowany.

      A z punktu widzenia rowerzysty zasady te zawarte są w art. 33:
      1. Kierujący rowerem jednośladowym jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów
      lub z drogi dla rowerów i pieszych. Kierujący rowerem, korzystając z drogi dla
      rowerów i pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustępować
      miejsca pieszym. W razie braku drogi dla rowerów lub drogi dla rowerów i
      pieszych kierujący rowerem jednośladowym jest obowiązany korzystać z pobocza, z
      zastrzeżeniem art. 16 ust. 5, a jeżeli nie jest to możliwe - z jezdni.
      1a. W razie braku drogi dla rowerów lub drogi dla rowerów i pieszych kierujący
      rowerem jednośladowym jest obowiązany korzystać z pobocza, z zastrzeżeniem art.
      16 ust. 5, a jeżeli nie jest to możliwe - z jezdni.
      4. Na przejeździe dla rowerzystów, kierującemu rowerem zabrania się:

      4.1. wjeżdżania bezpośrednio przed jadący pojazd;
      4.2. zwalniania lub zatrzymywania się bez uzasadnionej przyczyny.

      W praktyce wynika z tego, że:

      * rowerzysta nie może poruszać się po przejściu dla pieszych w poprzek
      jezdni, nawet jeśli jezdnia z przejściem przecina drogę rowerową - może to robić
      wyłącznie na oznakowanym przejeździe rowerowym, będącym częścią drogi rowerowej.
      Na każdym przejściu dla pieszych ma obowiązek zejścia z roweru i prowadzeniu go
      na piechotę.

      Prawo to dość drastycznie odbiega od analogicznych zasad w większości krajów UE,
      gdzie rowerzysta ma zwykle wolny wybór jazdy po jezdni albo po ścieżce, która
      jest dla niego tylko "zalecaną opcją" i ma bezwzględne pierwszeństwo na
      przejazdach rowerowych. Prawo to jest też sprzeczne w kilku punktach z Konwencją
      wiedeńską o ruchu drogowym.
    • Gość: lolek Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.mcr-bng-011.adsl.virginmedia.net 28.05.10, 09:12
      Jezdze do pracy codziennie i codziennie w jednym miejscu z za zakretu,
      zaslonietego krzakami wychodzi mi przed kola grupa trzech mam i ich gromadki
      dzieci. Za pierwszym razem bylo dosc groznie. Z czasem nauczylem sie i zwalniam
      w tym miejscu. Biore odpowiedzialnosc za swoja predkosc i mase. Zwalniam tez w
      conajmniej trzech innych miejscach na trasie okolo 7 km. Zycze innym rowerzystom
      rozwiniecia poczucia odpowiedzialnosci, a nie wkur.. bo rower to przyjemnosc, a
      nie zle emocje. Nie robmy z siebie kierowcow samochodowych.
      • Gość: z Pragi Baby nie potrafią nawet chodzić IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 10:05
        > Jezdze do pracy codziennie i codziennie w jednym miejscu z za
        > zakretu, zaslonietego krzakami wychodzi mi przed kola grupa trzech
        > mam i ich gromadki dzieci.

        Kobiety i dziewczynki powinny być wyprowadzane między ludzi na smyczy przez
        mężczyzn. Jakby chodziły przy nodze to nie stwarzałyby tylu zagrożeń. Mężczyźni
        i chłopcy idą prosto w wybranym kierunku. Kobiety i dziewczynki miotają się po
        chodniku, po ścieżce rowerowej, nie patrzą gdzie lezą, włażą pod nogi, pod koła
        a w razie jakiegoś wypadku pretensje mają do wszystkich tylko nie do siebie i
        własnej tępoty umysłowej.

        > Zycze innym rowerzystom rozwiniecia poczucia odpowiedzialnosci, a
        > nie wkur.. bo rower to przyjemnosc, a nie zle emocje. Nie robmy z
        > siebie kierowcow samochodowych.

        No ale jak to zrobić? Prosty przykład. Polna dróżka. Jadę rowerem. Stoją dwa
        babsztyle i gadają. Widzą mnie z daleka że jadę. Dopiero gdy dojadę do nich i
        prawie się zatrzymam, łaskawie raczą ruszyć swoje tłuste dupska i zejść z drogi.
        Gdyby zrobiły to kilka sekund wcześniej, nie musiałbym hamować. I jak tu się nie
        wkurwiać? Albo jadę sobie spokojnie ścieżką rowerową, idzie mamuśka z córką
        około ośmioletnią, młoda nagle skręciła mi wprost pod rower i dostała rogiem po
        plecach. Oczywiście płacz, ryk, wrzask a mamuśka od razu z mordą na mnie i
        policję chciała wzywać. Jak im puściłem konkretną wiąchę to zabrała tego swojego
        małego tępaka i poszły. Często jest tak że mają chodnik a łażą po ścieżce
        rowerowej i nie raczą zejść. Dopiero jak widzą że ja wcale nie mam zamiaru ich
        omijać to uciekają i jeszcze coś burczą pod nosem. Pieszych trzeba sobie wychować.
        • matylda1001 Re: Baby nie potrafią nawet chodzić 28.05.10, 10:58
          Ciebie "z Pragi" nie chciałabym spotkać ani na ścieżce rowerowej, ani
          na chodniku, ani przy stole na imieninach u znajomych.
          • jureek Re: Baby nie potrafią nawet chodzić 28.05.10, 11:46
            matylda1001 napisała:

            > Ciebie "z Pragi" nie chciałabym spotkać ani na ścieżce rowerowej, ani
            > na chodniku, ani przy stole na imieninach u znajomych.

            Chyba się zgrywa, aż mi się nie chce wierzyć, że takie typy istnieją naprawdę.
            Jura
            • matylda1001 Re: Baby nie potrafią nawet chodzić 28.05.10, 12:48
              jureek napisał:

              > Chyba się zgrywa, aż mi się nie chce wierzyć, że takie typy
              istnieją naprawdę.
              Jura<

              Istnieją naprawdę, tylko, że w realu są ciche i bezwonne, wyżywają
              się anonimowo:)
              • Gość: z Pragi A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 15:59
                Nie każdy jest cichy i bezwonny. Można zachować spokój jak się spotka na swojej
                drodze dziennie 2,3 góra 4 święte krowy łażące jak po babcinej łączce. Ale jak
                jest co druga taka to już moja cierpliwość się kończy. Dziś w Auchan pcham wózek
                z piwem na weekend i z bocznej alejki wychodzi dziewczynka na oko 6 lat. Wlazła
                wprost przed wózek i stanęła. Mamusia widziała i nawet jej uwagi nie zwróciła
                żeby zeszła z drogi. Jakbym wjechał w dziewczynkę pewnie zrobiłaby awanturę na
                cały sklep. Ile można to znosić pytam się? Czy to tak trudno uważać jak się łazi?
                • matylda1001 Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 16:08
                  A nie pisałam, że istniejesz naprawdę?
                  • jureek Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 16:16
                    matylda1001 napisała:

                    > A nie pisałam, że istniejesz naprawdę?

                    A ja nadal twierdzę, że niemożliwe, żeby istniał naprawdę, no chyba że pisze z
                    zaświatów. Gdyby naprawdę był takim nerwusem, na jakiego się stylizuje, to już
                    dawno pękła by mu jakaś żyłka i po ptokach.
                    Jura
                    • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 16:35
                      Jak jesteś z Warszawy to przejedź się ścieżkami rowerowymi w okolicach Ronda
                      Radosława to zobaczymy kiedy ci się cierpliwość skończy. Albo po Parku Praskim w
                      ciepły weekend. Łażą mamuśki z wózkami, z bachorami całą szerokością alejki
                      zamiast w dwóch rzędach. Jak alejką idzie dziewczynka to trzeba być
                      przygotowanym na każdy jej ruch, nawet najgłupszy. Po co się taki półmózg mały
                      ma obejrzeć czy nie jedzie np. rower? Lepiej zmienić kierunek o 90 stopni na
                      oślep wprost pod koła. Nawet święty by tam stracił cierpliwość.
                      • angelfree Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 16:52
                        A Ty jesteś z Warszawy, czy świeżo implantowany? Bo wiesz, Warszawiacy to rondo
                        od kilkudziesięciu lat nazywają rondem Babka.

                        Jest nawet taksowkarski dowcip na temat nazwy tego ronda....
                        • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 17:10
                          A Plac Bankowy mam dalej nazywać Placem Dzierżyńskiego, Al. Jan Pawła II aleją
                          Marchlewskiego a Pl. Hallera Placem Leńskiego?
                          • angelfree Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 17:50
                            Możesz nazywać jak chcesz, ale nazwa rondo Babka byla fajna i neutralna, nie
                            bylo potrzeby jej zmieniać. Tak samo jak bez sensu zmieniono (przedwojenną)
                            nazwę ulicy Stołecznej na Popieluszki.

                            > A Plac Bankowy mam dalej nazywać Placem Dzierżyńskiego

                            Możesz sobie nazywać, u mnie w domu zawsze się mówilo na Plac Bankowy - Plac
                            Bankowy, na Plac Wilsona - Plac Wilsona, na ulicę Chmielną, zwaną Rutkowskiego -
                            Chmielna, na Złotą, zwaną Kniewskiego - Złota. Pewnie nie wiesz, ale istniał
                            świat przed PRLem.
                            • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 18:44
                              > 0Pewnie nie wiesz, ale istniał świat przed PRLem.

                              Pewnie istniał. Ale ja aż tak stary nie jestem żeby pamiętać :)
                              • angelfree Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 18:53
                                Ja też nie. Ale mam długowieczną rodzinę.
                      • jureek Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 17:33
                        Gość portalu: z Pragi napisał(a):

                        > Jak jesteś z Warszawy ...

                        Nie jestem z Warszawy. Mieszkam w Wiesbaden, a pracuje we Frankfurcie nad
                        Niemnem i tam najwięcej jeżdżę na rowerze.
                        Mamuśki z wózkami na ścieżkach to tutaj też chleb powszedni, ale jakoś trzeba z
                        tym żyć. Wystarczy wyhamować i zadzwonić, a mamusia już robi miejsce. Można
                        jechać dalej. Dużo bardziej wkurzający są kierowcy samochodów parkujących na
                        drogach rowerowych (przeważnie faceci). Co z tego, że na krótko i na awaryjnych,
                        jak trzeba ich omijać wjeżdżając na ruchliwą jezdnię. A najbardziej bezczelny to
                        był jeden gościu na polskich blachach, z bydgoskiego chyba. Stanął sobie na
                        drodze rowerowej, żeby gadać przez komórkę, i to tam gdzie jest ostro z górki i
                        zaraz za zakrętem. Ledwo wyhamowałem. Widzę, że polskie blachy, kierowca siedzi
                        w wozie, więc pytam po polsku, czy ma jakąś awarię i nie potrzebuje przypadkiem
                        pomocy drogowej. Gościu zrobił bardzo zdziwioną minę. Dobrze, że nie trafił na
                        Ciebie, bo pewnie byś mu lakier porysował, nie?
                        Jura
                        • sammler Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 18:55
                          jureek napisał:

                          > [...]
                          > Mamuśki z wózkami na ścieżkach to tutaj też chleb powszedni, ale jakoś trzeba z
                          > tym żyć. Wystarczy wyhamować i zadzwonić, a mamusia już robi miejsce. Można
                          > jechać dalej.

                          A mnie się to nie zdarza. Nie ustępują. I nie ma w tym ani trochę przesady. Nie zdarzyło mi się ani razu, żeby jakaś kobieta z dzieckiem, widząc, że nadjeżdżam, zjechała na chodnik (co więcej, nieraz oberwało mi się za to, że mam czelność zatrzymać się przed damą i czekać aż raczy to zrobić ;) Takie są te młode tygrysice z małymi tygrysiątkami harde ;) )*.

                          Piszesz z perspektywy Frankfurtu, gdzie raz, że ludzie inni, a dwa - pewnie masz tych "ścieżek" więcej i w dużo lepszym stanie niż warszawskie (które kończą się w "polu" albo schodami). To naprawdę żaden komfort, musieć co 50-100 m wymijać kogoś na drodze, patrząc jeszcze, czy nie wpada się w jakąś dziurę (bo genialni urzędnicy polecili niemal wszystkie warszawskie drogi rowerowe wyłożyć kostką, zamiast zalać asfaltem czy betonem - a kostka, jak to kostka, wybrzusza się z czasem) albo czy nie będzie trzeba zjechać z wysokiego krawężnika (i po drugiej stronie jezdni pod taki sam podjechać). A niech jeszcze mocniej przyświeci słońce (w oczy)...

                          Nie wiem, jak jest we Frankfurcie, ale wiem jak jest w Berlinie - nie mamy w ogóle co porównywać z Warszawą. Tutaj zmiany na lepsze następują nie w ramach rozwiązań systemowych, w jakiś sposób skoordynowanych, ale dopiero wtedy, gdy przeprowadza się większy remont drogi (dlatego np. w Al. Ujazdowskich wylano asfalt, ale już na drodze prowadzącej do pl. Na Rozdrożu jest kostka).

                          Ale żeby nie było, że tylko mamuśki są niezdyscyplinowane ;) Gdy będziesz kiedyś w Wa-wie, przejedź się na przystanek Berestecka (koło Blue City i CH Reduta). Tam były już łańcuchy na słupkach odgradzające ścieżkę od chodnika, były już kraty (są do teraz)... I co? I pstro... Łańcuchy były urywane, kratki wyłamane. Ludzie stoją na drodze, często paląc papierosy (bo pod wiatą nie można) i rozmawiając przez telefon (albo idą sobie nią jak chodnikiem, skracając drogę z/do Blue City)... Dzwonienie na takiego nic nie da, a przez kraty wyminąć go nie sposób...

                          > Dużo bardziej wkurzający są kierowcy samochodów parkujących na
                          > drogach rowerowych (przeważnie faceci). Co z tego, że na krótko i na awaryjnych
                          > ,
                          > jak trzeba ich omijać wjeżdżając na ruchliwą jezdnię. A najbardziej bezczelny t
                          > o
                          > był jeden gościu na polskich blachach [...]

                          Ha! A to jest tylko przedsmak tego, co my (rowerzyści, ale i piesi) mamy w Wa-wie na co dzień. Naprawdę mówimy o dwóch różnych światach. Tu nikt się nie szczypie i nawet nie stwarza pozorów, że zatrzymał się połową auta na drodze dla rowerów na chwilę (w sumie nic dziwnego, skoro prawdopodobieństwo tego, że dostanie mandat jest pewnie równe prawdopodobieństwu trafienia piątki w Lotto). Ja na drodze dla rowerów wymijałem już i samochód (jadący po niej z naprzeciwka), i motocykl, a przejeżdżając na zielonym świetle przez przejazd dla rowerów parę razy zatrzymałem się przed maską samochodu, który skręcał w prawo - bo przecież zielona strzałka zdaniem wielu kierowców to to samo, co zielone światło, a rowerzysta to trzeciorzędny uczestnik ruchu drogowego (jeszcze bardziej przezroczysty niż pieszy)...

                          Ot, taki polski (warszawski) folklor.

                          *) Nie jest to równoznaczne ze stwierdzeniem, że każda kobieta z dzieckiem/wózkiem nie ustępuje... Ale mnie akurat nie chcą :P Może za młodo wyglądam...

                          S.
                          • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 19:47
                            > A mnie się to nie zdarza. Nie ustępują. I nie ma w tym ani trochę
                            > przesady. Nie zdarzyło mi się ani razu, żeby jakaś kobieta z
                            > dzieckiem, widząc, że nadjeżdżam, zjechała na chodnik (co więcej,
                            > nieraz oberwało mi się za to, że mam czelność zatrzymać się przed
                            > damą i czekać aż raczy to zrobić ;) Takie są te młode tygrysice z
                            > małymi tygrysiątkami harde ;) )*.

                            Jak nie umiesz baby ustawić do pionu to masz problem :) Z nimi to jest tak że
                            jak szacunku do chłopa nie mają to go wdepczą w ziemię, oplują, zgnoją,
                            zmieszają z błotem i przydepną. A żeby miały szacunek to muszą się go bać.
                            Musisz budzić respekt :)
                        • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 19:39
                          > Dobrze, że nie trafił na
                          > Ciebie, bo pewnie byś mu lakier porysował, nie?

                          Lakieru bym mu nie rysował ale pięścią w dach bym przywalił. Chamów trzeba uczyć
                          chamstwem. Inaczej cham nie zrozumie. Stawiają te swoje złomy na trawnikach,
                          zastawiają chodniki, ścieżki rowerowe, przejścia. Ile można to znosić? Dlaczego
                          wszyscy mają się poddawać terrorowi chamstwa?
                          • Gość: lolek Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.mcr-bng-011.adsl.virginmedia.net 28.05.10, 20:05
                            > Chamów trzeba uczyć chamstwem.

                            Byc moze kiedys byles Anakinem Skywalkerem z Wojny Klonow. Ale to bylo przed przejsciem na ciemna strone mocy. Teraz jestes Darthem Vaderem, ktorego strach spotkac na swej drodze. Byc moze masz syna, ktorego chcialbys wychowac w miescie przyjaznych ludzi. Nie dokonasz tego pokazujac mu przy kazdym kontakcie z obcymi swa wykrzywiona gniewem, czerwona maske chama. Byc moze jak Vader bedziesz mial szanse zminic swe nawyki. Inaczej pamietaj, zawsze znajdzie sie w jeziorku wieksza rybka.
                  • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 16:40
                    Istnieję. Jak zobaczysz zielony rower z czarnymi obręczami i kolesia z długimi
                    włosami to lepiej uciekaj ze ścieżki bo omijać nie będę tylko przyhaczę rogiem
                    :) A jak masz córkę to jej pilnuj bo nie będę wykonywał gwałtownych manewrów
                    narażających mnie i mój rower na uszkodzenie jak mi wlezie pod koła.
                    • angelfree Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 16:54
                      Jak jedziesz po chodniku to też się tak agresywnie zachowujesz? Bo ostatnio
                      rowerzyści jeżdżący po chodnikach między matkami z wózkami, malymi ndziećmi,
                      pańciami z pudelkami, czyli, generalnie mowiąc legalnymi użytkownikami chodnika
                      strasznie chamscy się zrobili. Może to na ciebie się ciągle natykam.
                      • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 17:12
                        > Jak jedziesz po chodniku to też się tak agresywnie zachowujesz?

                        Jak jadę po chodniku to jadę spokojnie i dostosowuję się do pieszych. Staram się
                        jeździć jezdnią tylko często jest to albo tamowanie ruchu albo sport ekstremalny.
                        • angelfree Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 17:58
                          > Staram się
                          > jeździć jezdnią tylko często jest to albo tamowanie ruchu albo > sport
                          ekstremalny.

                          Tu się akurat zgadzam. Zawsze się zastanawiam, jak oni to robią.

                          Jednak nie chcialbyś, abym Cię potraktowała agresywnie, bo właśnie jedziesz
                          chodnikiem, prawda?

                          Rowerzyści na chodnikach, płci obojga, też się zachowują często jak święte
                          krowy. Najczęściej jeżdżą parami prowadząc ożywioną rozmowę (jadąc jezdnią czyś
                          cieżką rowerową się przecież nie da). To, że inni muszą przerwać rozmowę i zejść
                          na bok, żeby ich przepuścić malo ich wzrusza. Na taką parę rowerowych świętych
                          krów spotkalam parę dni temu na ulicy Mickiewicza. Też wzbudzili moją agresję,
                          bo chociaż ja zeszlam na bok, oni nie zjechali na bok ani trochę.
                          • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 18:42
                            > Na taką parę rowerowych świętych
                            > krów spotkalam parę dni temu na ulicy Mickiewicza. Też wzbudzili
                            > moją agresję,
                            > bo chociaż ja zeszlam na bok, oni nie zjechali na bok ani trochę.

                            No to goń hołotę. Ja na chodniku uważam i nie rozpędzam pieszych. Tylko nie
                            jestem w stanie zrozumieć dlaczego faceci i chłopcy chodzą równolegle do
                            krawężnika i trzymają kurs i tempo a kobiety i dziewczynki miotają się to w
                            lewo, to w prawo, na skos, a to szybciej a to wolniej i oczywiście na oślep. Mi
                            tylko o to chodzi.
                            • angelfree Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 18:55
                              Eee, to stereotypy. Chlopcy też bywają nieprzytomni. dziewczynki bywają
                              pozbierane. Gdyby tak nie bylo, pleć żeńska by wyginęla.
                              • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 19:55
                                > Eee, to stereotypy. Chlopcy też bywają nieprzytomni. dziewczynki
                                > bywają pozbierane

                                No właśnie. Bywają. Dobrze powiedziane. Spotkania z nieprzytomnym chłopcem mogę
                                policzyć na palcach jednej ręki. A z nieprzytomną dziewczynką to za każdym
                                wyjściem między ludzi kilka razy. Zanim teraz usiadłem do kompa, byłem odstawić
                                samochód kumplowi. Zajeżdżam do niego na osiedle, stali chłopcy, widzieli że
                                samochód to zeszli na bok. Kawałek dalej dziewczynki coś sobie rysowały kredą po
                                asfalcie i myślisz że zauważyły Iveco skrzyniowe? Jedna z dupą wypiętą w stronę
                                samochodu rysowała coś zawzięcie, druga jej coś pokazywała chyba co ma
                                narysować, trzecia stała i się przyglądała. Zero kontaktu z rzeczywistością.
                                Tylko one i te bazgroły na asfalcie, poza tym nic dla nich nie istniało. Nawet
                                dywizji czołgów by pewnie nie zauważyły.

                                > Gdyby tak nie bylo, pleć żeńska by wyginęla.

                                BY wyginęła gdyby chłopy nie uważali.
                                • angelfree Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 20:45
                                  > > Gdyby tak nie bylo, pleć żeńska by wyginęla.

                                  > BY wyginęła gdyby chłopy nie uważali.

                                  Chyba jednak jesteś w błędzie.
                                  ; )
                          • makaronnauszy Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 20:39
                            dzisiaj na spacerze z dzieckiem (bez wózka)... idziemy chodnikiem a w naszą
                            stronę chłopak na rowerze ...jechał slalomem, nie widział drogi bo był zajęty
                            pisaniem sms-a Całe życie mignęło mi przed oczami.
                • angelfree A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 16:49

                  Za każdym razem jest to ta sama dziewczynka?
                  • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 17:07
                    > Za każdym razem jest to ta sama dziewczynka?

                    Oczywiście że nie. Zauważyłem że chłopcy ulegają wypadkom w warunkach bojowych
                    czyli np. przy zawodach kto dalej skoczy z dachu na kupę piachu albo podczas
                    ekstremalnej jazdy rowerem czy coś w tym stylu. Dziewczynki ulegają wypadkom w
                    wyniku własnej pierdołowatości i bezmyślności w poruszaniu się między ludźmi.
                    • jureek Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 17:19
                      Nie pisałeś czasem na forum pod nikiem the_ukrainian, czy jakoś tak podobnie?
                      Jura
                      • Gość: z Pragi Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 18:38
                        Nie. A co?
                        • angelfree Re: A co? Też chodzisz jak święta krowa? 28.05.10, 18:56
                          Bo podobnie piszesz, a on też chyba jest z Pragi.
    • teyoo Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 09:19
      Matka z dzieckiem w wózku to piechur. Podobnie jak rowerzysta prowadzący rower. Po ścieżce mogą jeździć tylko rowery, dla pieszych jest chodnik obok.
      Jak to sobie wyobrażasz? Kobieta zasuwa z wózkiem, zza zakrętu wyjeżdża rowerzysta, nie zdąży zahamować i.. jeb na dzieciaka. Dlatego miejsce pieszych jest na chodniku, a nie na ścieżce rowerowej czy drodze ekspresowej. Dla własnego bezpieczeństwa.
    • snajper55 Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat 28.05.10, 11:21

      > Jak wygląda sytuacja z wózkami dziecięcymi? Wózek dziecięcy też koła posiada.

      Ale posiada cztery koła, więc tak rozumując, powinien jechać jezdnią jak inne
      dwuślady.

      > czy może jechać również ścieżką rowerową?

      Nie, nie może.

      S.
      • Gość: kieprzę_paczynskic Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 28.05.10, 12:37
        > Ale posiada cztery koła, więc tak rozumując, powinien jechać jezdnią jak inne
        > dwuślady.
        A jeśli jest to wózek z dwoma pedałami?
      • angelfree Kwestia kółek 28.05.10, 16:57
        Po ścieżkach rowerowych jeżdżą namiętnie rolkarze.
        Każdy z nich ma, zdaje się, osiem kołek, czy coś kolo tego.
        Nie wiem, czy należy traktować ich jako jednoślad, czy dwuślad.
        Mają zatem prawo poruszać się po ścieżce rowerowej, czy nie?
        I gdzie mają jeździć?
    • dritte_dame Masakra... 28.05.10, 20:06
      makaronnauszy napisała:

      > W pobliżu mojego domu jest chodnik połączony ze ścieżką rowerową. Jedno od
      > drugiego odróżnia kolor kostki brukowej.

      Ścieżka rowerowa z kostki brukowej???!

      A kto na coś takiego wyrzucił pieniądze??
      • angelfree Re: Masakra... 28.05.10, 20:50
        Bywa, że i prywatny inwestor. Bo jest tańsza niż asfaltowa.
        (Prywatni inwestorzy czasem są zmuszani do budowy ścieżek przy okazji większych
        inwestycji.)

        Jak robi to samorząd, to robi to tak:
        najpierw starą dziurawą scieżkę asfaltową wymienia na nowiutką z kostki;
        następnej wiosny zrywa kostkę i buduje asfaltową.
        Autentyczne. Przyklad ulicy POdleśnej w Warszawie.
      • Gość: mandragora Re: Masakra... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.10, 01:21
        dritte_dame napisała:

        > Ścieżka rowerowa z kostki brukowej???!
        >
        > A kto na coś takiego wyrzucił pieniądze??


        W Polsce nagminne, niestety. Nie wiem z czego to wynika (prawdopodobnie wytwórcy
        kostki mają "chody" u odpowiednich decydentów), bo kostka nie jest tańsza od
        asfaltu - jest dokładnie odwrotnie.
        W moim mieście wszystkie nowe ścieżki rowerowe robi się z kostki, pomimo
        protestów rowerzystów :( Asfaltowe są jedynie te odcinki, które datują się
        jeszcze z czasów PRL, albo wczesnych lat 90.
        Oto Polska właśnie...
        • angelfree Re: Masakra... 30.05.10, 11:26
          Jest tańsza - jeśli policzysz koszty nie tylko nawierzchni, ale również
          podbudowy i robocizny.
          • Gość: mandragora Re: Masakra... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.10, 23:26
            angelfree napisała:

            > Jest tańsza - jeśli policzysz koszty nie tylko nawierzchni, ale również
            > podbudowy i robocizny.


            Znalazłam tak na szybko coś takiego:
            www.bractworowerowe.ats.pl/kostka.html
            Wynika z tego, że jednak asfalt ze wszystkimi szykanami ;) jest tańszy.

            Ale nawet, gdyby był rzeczywiście droższy na samym początku to summa summarum,
            biorąc pod uwagę jak szybko kostka się niszczy i jak jest niewygodna dla
            użytkowników, to się nie opłaca.

            W moim mieście dyrekcja MZD odbyła już kilka wyjazdów szkoleniowych do krajów
            rozwiniętych (na koszt podatnika, oczywiście) w celu oględzin ichniejszych
            ścieżek rowerowych i co? Ścieżki dalej buduje się z kostki :) i tylko tam, gdzie
            akurat remontuje się nową jezdnię (a i to nie zawsze).
            • angelfree Re: Masakra... 31.05.10, 16:24
              Bractwo rowerowe woli asfalt (i slusznie, kto by chcial jeździć po kostce) i tak
              dobiera dane, żeby wyszlo, na to, ze asfalt jest nie dość, ze lepszy, to tańszy.
              Ale nie jest. Robilam, czy raczej moj zespół robił kalkulacje dla inwestora,
              ktory mial w ramach zagospodarowywania przyznanego mu terenu wybudować też
              ścieżki rowerowe. Z kostki były sporo tańsze. Niestety, nie mam tej kalkulacji,
              bo już tam nie pracuję (a drogowcem nie jestem).
              • dritte_dame Re: Masakra... 31.05.10, 16:53
                angelfree napisała:

                > Bractwo rowerowe woli asfalt (i slusznie, kto by chcial jeździć po kostce) i ta
                > k
                > dobiera dane, żeby wyszlo, na to, ze asfalt jest nie dość, ze lepszy, to tańszy
                > .
                > Ale nie jest. Robilam, czy raczej moj zespół robił kalkulacje dla inwestora,
                > ktory mial w ramach zagospodarowywania przyznanego mu terenu wybudować też
                > ścieżki rowerowe. Z kostki były sporo tańsze. Niestety, nie mam tej kalkulacji,
                > bo już tam nie pracuję (a drogowcem nie jestem).

                Jakiś czas temu był w "Polityce" artykuł o tym jak to się teraz w Polsce układa wszystko co się da i nie da w kostke, ponieważ są akurat na tego rodzaju "ulepszanie infrastruktury" do wykorzystania jakieś fundusze Unijne.

                Może więc stąd się bierze ów niższy (dla inwestora) koszt kostki i skostnienie dotykające kolejne skwerki i place miejskie, resztki rachitycznych trawników, wszelkie ścieżki niegdyś-jezdne, itp.?
    • Gość: Katolik Re: wózek dziecięcy i ścieżka rowerowa... dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.10, 21:55
      Czy odpowiedź na to pytanie potrzebna jest Tobie do osiągnięcia życia wiecznego
      w domu Ojca?
    • camel_3d Re: wózek dziecięcy i ulica 30.05.10, 09:04
      w poblizu mojego domu jest ulica..duzo szersza niz chodnik i czasem jezdza auta
      po niej. za to ma lepsza nawiezchnie niz chodnik. czy moge po niej jezdzic wozkiem?
      • jureek Re: wózek dziecięcy i ulica 30.05.10, 09:26
        camel_3d napisał:

        > w poblizu mojego domu jest ulica..duzo szersza niz chodnik i czasem jezdza auta
        > po niej. za to ma lepsza nawiezchnie niz chodnik. czy moge po niej jezdzic wozk
        > iem?

        Możesz, jeżeli masz tam taki znak:
        www.gutefrage.net/media/fragen-antworten/bilder/8066539/0_big.jpg
        Piszesz, że auta jeżdżą tam z rzadka, więc taki znak jest dość prawdopodobny.
        Jura
Inne wątki na temat:
Pełna wersja