rossdarty
03.06.10, 14:35
Wczoraj rozmawiałem ze znajomym o bieżących wydarzeniach w Polsce.
Niestety, nie sposób się od nich oderwać, każdy kontakt z kimkolwiek zawiera obecnie przynajmniej jeden z trzech tematów:
1. katastrofa samolotowa i tego domysły oraz interpretacje,
2. wybory prezydenckie,
3. powódź i jej konsekwencje.
Otóż mój znajomy wyraził opinię, która dała mi do myślenia.
Stwierdził on mianowicie, że obecne straty i zniszczenia spowodowane przez powódź mogą pozytywnie wpłynąć na gospodarkę, przynajmniej na terenach zalanych.
Zwiększy się koniunktura sprzedaży materiałów budowlanych, choć nie tylko, bo i wyposażenia nowych czy wyremontowanych domów. Zwiększy się zapotrzebowanie na prace związane z likwidacją skutków powodzi.
Reasumując: powstaną regiony o pewnym ożywieniu gospodarczym, co w dalszej perspektywie może przynieść bliżej nieokreślone plusy w ogólnopolskiej gospodarce.
Ciekawe spostrzeżenia i, co muszę przyznać, nie pozbawione sensu i logiki.
Zastanawiam się jednak:
czy nasi politycy byli AŻ TAK dalekowzroczni, że zaniechali zabezpieczeń przed skutkami powodzi na które otrzymali pieniądze z UE i zostali do tego zobligowani po '97, czy należy to potraktować jako "dar od Boga" i wyciągnąć z tego korzyści w myśl zasady że:
każda szkoda idzie na pożytek.