Dodaj do ulubionych

Urzędnicze złośliwości

24.06.10, 17:51
Zdenerwowałam się bardzo na urzędnika w Wydziale Komunikacji. Czy
istnieją jakieś przepisy regulujące zachowanie urzędników? Dzisiaj
zostałam posądzona o krętactwo oraz wprowadzona w błąd.

Nie jeżdżę samochodem od 6 lat. Moje poprzednie prawo jazdy (jeszcze
książeczkowe) straciło ważność w 2004 roku. Jako że nie mam
samochodu więc sobie nowego nie wyrabiałam. Rok temu robiłam sobie
badania więc przy okazji poszłam zrobić sobie badania na podstawie
których mogłabym wystąpić o nowe prawo jazdy. Wszystko wypełniłam,
zapłaciłam i miałam się zgłosić po odbiór nowego dokumentu za
tydzien czy dwa. Na początku nie odbierałam ponieważ godziny pracy
urzędu pokrywały się z moimi godzinami pracy a że dokumentu nie
potrzebowałam az tak bardzo to nie stawałam na głowie żeby odebrać.

Potem wyjechałam do pracy do innego miasta i miałam wujazdy
zagraniczne służbowe nawet kilkumiesięczne. Dzisiaj myslalam ze
bedzie tylko foprmalnosc, skoro jestem w moim rodzinnym miescie i
mam czas odebrac prawko. Urzednik rozmawial ze mna jak z gowniara.
Zapytal sie gdzie mam stare prawo jazdy. Zdziwilam sie bo myslalam
ze zostalo w Urzedzie Komunikacji rok temu. Skoro jednak ten Pan
twierdzil ze nie moglo zostac to zaczelam sie zastanawiac gdzie u
mnie w domu moze byc a skoro moje rzeczy juz dawno w kartonach w
garazu to troche zwatpilam i profilaktycznie zapytalam sie co bedzie
jesli nie znajde do jutra tego prawa jazdy. I sie zaczelo.

Facet mi odpowiedzial ze nie dostane nowego jesli nie znajde
starego. Na moje pytanie co ma zrobic ktos kto zgubil prawo jazdy
dostalam odpowiedz ze ma nie przychodzic do Urzedu Komunikacji chyba
ze pogadac o pogodzie. Na moje stwierdzenie ze nie wierze ze kazdy
kto zgubi dokument pozbawiony bedzie dozywotnio prawa jazdy Pan
odpowiedzial mi zebym nie kombinowala bo juz tu takich mieli i on
rozumie ze sentyment ze hobby zbierania starych dokumentow ale mam
mu przyniesc stare prawko a jak nie to nie dostane nowego.

Nie pomagaly tlumaczenia ze byulam tu rok i nie nosze starego prawa
jazdy przy sobie ktore utracilo waznosc 6 lat temu. Powiedzialam ze
mam tylko 1 dzien na znalezienie dokumentu i co bedzie jesli go nie
znajde. Jego kolezanka z kolei naskoczyla na mnie ze dlaczego
wczesniej nie odebralam. Powiedzialam ze pracuje w innym miescie i
bylam za granica, Na to oboje z trumfem pokazali mi w moim
wypelnianym rok temu podaniu zapis ze oswiadczam ze nie wyjade z
Polski w ciagu 185 dni. A urzedas dodatkowo skwitowal to zdaniem ze
jak sobie juz pracuje za granica to tam powinnam sobie zyc i
zalatwiac wszystkie sprawy.

Dopiero jak zaczelam podnosic glos troche spuscil z tonu. Caly czas
sie zastanawiam jak urzednik moze tak obrazac ludzi i dlaczego moze
bezkarnie informowac ludzi ze jak zgubia prawo jazdy to juz nie moga
dostac nowego. Jutro ide tam znowu (mam nadzieje ze znajde przez
wieczor stare prawo jazdy) i jesli ten facert znowu bedzie robil
jakies komentarze zamierzam zlozyc na jego zachowanie skarge. Tylko
nie wiem czy to ma sens. Czy to sie pisze do jego przelozpnego czy
idzie sie bezposrednio do przelozonego? Ja zdaje sobioe sprawe ze
powinnam odebrac prawo jazdy wczesniej i nie robic problemu ale
mysle ze ten czlowiek przegial. Jak sobie radzicie z urzedniczymi
zlosliwosciami?
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka