anus_dei
26.06.10, 23:25
Niedawno otrzymałem maila zachęcającego mnie do podpisania apelu pt „Cała
Polska chroni dzieci" zorganizowanego przez fundację „Mama i tata”. Wszedłem
na stronę tej fundacji i trochę poczytałem – okazuje się, że to jakaś
kołtuńska, homofobiczna akcja mająca wyrażać protest przeciwko mającej się
odbyć paradzie gejów i lesbijek Europride 2010, która wg autorów apelu jest
„pierwszym etapem na drodze do adopcji dzieci przez pary homoseksualne”. Ku
mojej zgrozie na liście vipów, które podpisały apel znalazłem parę nazwisk
ludzi, których szanowałem.
Nie znalazłem na stronie żadnych przekonujących argumentów przemawiających za
zasadnością obaw tych ludzi. Już pomińmy ten retoryczny zwrot „pierwszego
etapu na drodze do...”, którym w sposób populistyczny można każde zjawisko
przypasować do świata swoich paranoi. Ale załóżmy, że istotnie, chodzi o
legalizację homoseksualnej adopcji. Zastanawia mnie, co byłoby w tym takiego
złego żeby tak gorączkowo protestować...
Jak zwykle – jedyny zarzut to stwierdzenie, że coś takiego jest nie przyjęte,
nienormalne, niezgodne z jakąś mityczną, konserwatywną wizją rodziny, i że
podobno wg przeprowadzanych ankiet większość społeczeństwa nie wyraża na to
zgody. Piszą:
Część krajów europejskich zezwoliła na adopcję dzieci przez gejów i
lesbijki. Nie są nam dostępne jednak żadne całościowe badania mówiące o
konsekwencjach wychowania dzieci w powstałych w ten sposób rodzinach
homoseksualnych. Uważamy zatem, że w sytuacji, w której nie ma jednoznacznych
i wystarczających danych do podjęcia decyzji o tak ważkich zmianach prawnych
wszelkie postulaty w tej dziedzinie należy traktować z najwyższą ostrożnością,
szczególnie jeśli ich skutki miałyby dotykać najsłabszych członków wspólnoty
czyli dzieci.
Jest to kłamstwem, ponieważ takie badania były przeprowadzane i wykazywały, że
nie ma żadnych negatywnych różnic w rozwoju pomiędzy dziećmi wychowującymi się
w rodzinach hetero i homoseksualnych.
Ja bym się naprawdę chciał, żeby mi ktoś wyjaśnił, dlaczego homoseksualna
rodzina miałaby być wychowawczo gorsza od rodziny heteroseksualnej bez
odwoływania się do pustych, czysto kołtuńskich bzdur o „normalności” i
„nienormalności”.
Czy tu się wszystko w gruncie rzeczy rozbija o religię, jak podejrzewam, czy
może są jakieś argumenty spoza zaklętego kręgu mitów na temat błogosławionej
"normalności" rodziny męsko-damskiej?
Apel podpisali m.in. prof. Zoll (sic!), Marek Jackowski i Mirosław Baka.