Utrzymanie dorosłego dziecka....

08.04.11, 10:34
Witam. Mam pytanie, ile waszym zdaniem powinno dawać na swoje utrzymanie dorosłe dziecko?
Mój problem polega na tym że dorosły syn ( mojego konkubenta) po 3 latach pracy , wrocił do domu. Zarejestrował sie jako bezrobotny , teraz jeszcze dforabia, ale mało energicznie szuka pracy. nie robi kursów itp. Przez 3 miesiące nie dawał ani grosza na utrzymanie ( na święta Bożego Narodzenia nie dołożył sie ani złotówki). Po mojej awanturze od stycznia dawał 300zł.
Teraz zarabia i dał mi 400zł. Ja uważam że to mało , bo doszedł do wniosku , ze pracuje i nic w domu robic nie musi. Nie interesują go zakupy , ani gotowanie. Obiad ma pod nos. Lodówka pełna.
Ja też pracuję i mam tego dosyć. On zajmuje duży pokój (ok. 20m2), więc wzrosły koszty ogrzewania. Nie kupuje proszku , płynu do prania, mydła itp.
Czy to normalne??
Nie mieszkamy tylko w trójkę. Moja córka ( ma rentę rodzinna po ojcu i oddaje ją na utrzymanie -całe 1300zł, zostawia sobie tylko stypendium na kosmetyki itp.) Mój najstarszy syn -był bezrobotny ,( nie daje grosza, ale naprawia wszystko wdomu samochód , komputer itp.) ma od dwóch dni pracę i po wypłacie albo bedzie dawał na zycie , albo sie wyprowadzi. W sumie to boje się ze jak im popuszczę, to wszyscy się tak będą urzadzać moim kosztem. Konkubent ma jeszcze jednego syna. Przyjeżdża na każde świeta , czesto na weekendy , ale nigdy ani ciastka nie kupił.....potrafi przyjechać i slowem się nie odezwać. Jakby byl w darmowym hotelu....

    • voxave Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 10:38
      Mm1313--masz poważny problem--wlasne pociechy nie chca partycypować w kosztach utrzymania domu a co dopiero pasierb---czarno to widzę
    • ikcort Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 10:42
      > Witam. Mam pytanie, ile waszym zdaniem powinno dawać na swoje utrzymanie dorosłe
      > dziecko?

      Kumpel mieszka z rodzicami, zarabia 2 tysiące, z tego na dom daje tysiąc.

      > Czy to normalne??

      Normalne nie jest, ale w dobie tzw. przegranego pokolenia, czy tam straconego, coraz powszechniejsze. Moim zdaniem powinnaś zreferować problem "konkubentowi", niech on gamonia podreguluje.
    • matylda1001 Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 10:56
      Do głowy by mi nie przyszło liczyć ile zapłacę za ogrzewanie pokoju, w którym śpią moje dzieci. Może gdyby to nie były moje dzieci, byłoby inaczej?
      • Gość: tentata Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... IP: *.aduro.pl 08.04.11, 16:37
        a nosek synusiowi wytarłaś? Piwko postawiłaś? Bicz na siebie kręcisz matyldo. Tu nie ma mowy o małym dzieciaczku , tylko o zdrowym dorosłym facecie.
    • ka_p_pa Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 11:01
      Czyj jest dom i ile łoży konkubent?
      • mm1313 Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 11:48
        Dom jest współwłasnością. Konkubent daje 1000zł. Ja kupuję wszystko do domu, Wspólnie spłacamy kredyty i prowadzimy firmy. Pomaga finansowo swojej studiującej córce. Z konkubentem dogadujemy się , inwestujemy wspólnie i wspolnie wydajemy. Nie ma tu nic do rzeczy czy to moje dziecko czy jego. Po prostu , nie rozumie dlaczego mamy utrzymywać dorosłego chlopaka? Ja długo? Do 50siątki???
    • Gość: Elwira Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... IP: *.aduro.pl 08.04.11, 11:43
      Miałam podobny problem. Dzieci rosły , uczyły się. Gdy znalazły pracę dawały po 200zł!! Mąż się zdenerwował i dał wybór: Albo się wyprowadzają ,albo dzielimy koszty utrzymania i przyzwoita kwota na życie. Teraz każde daje po 600zł + 1 tona węgla na zimę. Na święta też każde conieco dokłada. Syn kupił choinkę , córka słodycze i owoce, a najmłodszy syn karpia. Wszyscy są zadowoleni. Nie mozna uczyć dzieci pasożytnictwa!! Przecież maja wybór: mogą się wyprowadzić. Syn się wyprowadził, ale wrócił po roku i przepraszał. Zrozumiał ile kosztuje utrzymanie mieszkania i wyżywienie.
    • wujtomcio Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 12:02
      Kobieto nie daj sie wykorzystywać - 400 zł to kpina! Kim Ty jesteś?? Śłużącą? Służącej się płaci i to nieźle. A jak chlopakowi krzywda to fora ze dwora. Inaczej bedziesz mieć na karku wieczne dziecko , co to się od cyca nie oderwie bo tak najwygodniej!
      I nie piszcie bzdur o ogrzewaniu ... Dorosły chłop to nie małe dziecko i powinien płacić rachunki.
      Jak długo mozna utrzymywać dziecko???
      Rodzice sami tworzą chore sytuacje a potem na starość płaczą.
      MM1313 - nie daj się!
    • piwi77 Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 12:25
      Moje jak się uczyły to pracowały i całkiem nieźle zarabiały, ale nie brałem od nich nic, mało tego, jeszcze im coś dorzucałem, ale też nie miałem odczucia, że pasożytują czy coś takiego. Cieszyłem się, że mają na ciuchy, wyjazdy, czy jakiś samochód.
      • wujtomcio Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 12:44
        A ile teraz mają lat? Pewnie krzywda im sie dzieje że muszą się dzielić ze współmałzonkiem. No i zazdroszczę Ci. Musiałes mieć dużo kasy. Ja zarabiam 1800zł. Żona charuje za 1300zł. Wszystkiego dorabialiśmy sie sami... Nie widze powodu bym miał utrzymywać dzieci w nieskończoność. Samochód? Prosze bardzo - niech oszczędzają tak jak my z żoną oszczędzaliśmy na pierwszą "Syrenkę".
      • ikcort Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 13:21
        > Moje jak się uczyły to pracowały i całkiem nieźle zarabiały, ale nie brałem od nich nic

        Jak się uczyły, to OK, ale tu mówimy o nicnierobieniu.
        • piwi77 Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 14:53
          ikcort napisał:

          > Jak się uczyły, to OK, ale tu mówimy o nicnierobieniu.

          No fakt, takiego etapu moje nie miały.
          • ikcort Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 15:08
            > No fakt, takiego etapu moje nie miały.

            Tylko się cieszyć w takim razie.
            • piwi77 Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 15:18
              ikcort napisał:

              > Tylko się cieszyć w takim razie.

              Też cały czas to robię, choć dodam, że fakt, iż moje cały czas miały jakieś zajęcie nie oznacza, że życie maja usłane różami. Mają sukcesy, ale chyba tylko ja widzę, jakie za tym idą koszta. 60 godzinne tygodnie pracy, tygodnie z 15 godzinami na sen, nie są wcale rzadkością. Ale cieszę się, że mają swoje plany i że o ich realizacje z takim samozaparciem walczą.
              • ikcort Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 15:30
                > Też cały czas to robię, choć dodam, że fakt, iż moje cały czas miały jakieś zajęcie
                > nie oznacza, że życie maja usłane różami. Mają sukcesy, ale chyba tylko ja
                > widzę, jakie za tym idą koszta. 60 godzinne tygodnie pracy, tygodnie z 15 godz
                > inami na sen, nie są wcale rzadkością. Ale cieszę się, że mają swoje plany i że
                > o ich realizacje z takim samozaparciem walczą.

                Też nie ma co przesadzać w żadną stronę, ja teraz przez ostatnie tygodnie zdecydowanie za dużo pracuję (~70h) i wiem, jak to wykańcza. Ale lepiej chyba w tę stronę przesadzać niż w drugą: nic nie robić i wieść nędzny żywot pasożyta, jak to teraz jest w modzie (albo mam wrażenie, że jest).
                • piwi77 Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 15:38
                  Nie, nie ma mody na pasożyta, ludzie chcą pracować, ale o coś interesującego wcale nie jest łatwo.
                  • Gość: jagoo Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.11, 16:23
                    No właśnie, "coś interesującego"...
                    Gdyby rodzice takich wybrednych też brali tylko interesujące prace, to pewno dzisiaj wszyscy mieszkaliby u dziadków i żyli z ich emerytury;)
                    Najpierw trzeba zarobić na podstawowe utrzymanie, dopiero potem można myśleć o tym żeby praca była interesująca. Dorosły (niestudiujący, nie uczący się, zdrowy) człowiek na utrzymaniu rodziców to pasożyt i tyle.
                    • Gość: albinos Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... IP: *.aduro.pl 08.04.11, 16:33
                      Zgadzam się z Tobą. Potem taki synuś głupoty dostaje. Kończy pod budką z piwem. Pije z żalu nad swoim losem - bo ciekawej pracy nie było. A rodziców nie żal ?
              • imponeross ryzyko 08.04.11, 23:44
                piwi77 napisał:

                > ikcort napisał:
                >
                > > Tylko się cieszyć w takim razie.
                >
                > Też cały czas to robię, choć dodam, że fakt, iż moje cały czas miały jakieś zaj
                > ęcie nie oznacza, że życie maja usłane różami. Mają sukcesy, ale chyba tylko ja
                > widzę, jakie za tym idą koszta. 60 godzinne tygodnie pracy, tygodnie z 15 godz
                > inami na sen, nie są wcale rzadkością.
                ...

                Oj, to jest ryzyko, ze dlugo nie pociagna! Wybij im z glowy te 60-godzinne tygodnie pracy.
    • bling.bling Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 12:50
      Nie chcę być zgryźliwy ale chyba będę. To na prawdę nie jest wyższa matematyka obliczenie ile kosztuje miesięcznie utrzymanie gospodarstwa domowego. W zależności czy chodzi tylko o wikt i opierunek czy inne jeszcze usługi należy przy pomocy operacji matematycznej dodawania zsumować te koszty oraz potem podzielić na ilość osób partcypujących w kosztach.
    • Gość: Wrocławianka 21 Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... IP: *.aduro.pl 08.04.11, 12:56
      Ja dawałam w ubiegłym roku po 400zł . Teraz po podwyżkach od lutego daję po 500zł . Jednak to nie wszystko. Pracuje w mięsnym i przynoszę co miesiąc schab, udka, filety z piersi itp. za około 200zł.Oczywiście że nie biorę kasy za to mięso. Uważam ze to sprawiedliwy układ. Mama gotuje cały tydzień, a ja niekiedy w niedzielę żeby odpoczęła. Mam 23 lata. Rok byłam na bezrobociu i nie dawałam nic na życie , nie miałam zasiłku ale robiłam w domu wszystko. myłam ludziom okna by miec na swoje potrzeby. Mój chłopak daje rodzicom 600zł , niekiedy dorzuca stówkę lub dwie jak przychodzi rachunek za prąd.
    • mm1313 Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 15:42
      Przeczytałam . Za wszystkie odpowiedzi dziękuję. Ja mam rente specjalną , ale niską więc chcąc żyć na przyzwoitym poziomie pracuję. Jednak coraz częsciej żałuję że zdecydowałam się na pracę, bo wcale nie jest mi lepiej. Po prostu dorosłe dzieciaki chcą żyć moim kosztem.
      Rzucając 400zł. myślą że to bajońska suma. A ja czuje sie sprowadzona do roli darmowej gosposi. W domu mieszka 5 dorosłych osób , ale tylko na mojej głowie jest zaopatrzenie i gotowanie. Ach... ręce opadają
      • yoma Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 16:52
        Nie dawać żryć, aż zmądrzeją.
        • Gość: też matkapasożytów Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.11, 17:49
          Racja. moja wspaniala trojka też na życie nie dawala. Po awanturach rzucali po 100zl. z minami męczenników. Wywalilam na zbity pysk. O dziwo znaleźli pracę ( wcześniej fizyczna im śmierdziała), wynajęli mieszkanie . Teraz sa wdzięczni że na niedzielny obiad ich zapraszam.
      • imponeross stoluj sie w pracy lub na miescie 08.04.11, 23:48
        mm1313 napisała:

        > Przeczytałam . Za wszystkie odpowiedzi dziękuję. Ja mam rente specjalną , ale n
        > iską więc chcąc żyć na przyzwoitym poziomie pracuję. Jednak coraz częsciej żału
        > ję że zdecydowałam się na pracę, bo wcale nie jest mi lepiej. Po prostu dorosłe
        > dzieciaki chcą żyć moim kosztem.
        > Rzucając 400zł. myślą że to bajońska suma. A ja czuje sie sprowadzona do roli d
        > armowej gosposi. W domu mieszka 5 dorosłych osób , ale tylko na mojej głowie je
        > st zaopatrzenie i gotowanie. Ach... ręce opadają

        Stoluj sie w pracy lub na miescie, i nie gotuj w domu. Albo niech codziennie gotuje kto inny.
      • imponeross Re: Utrzymanie dorosłego dziecka.... 08.04.11, 23:50
        mm1313 napisała:

        > Przeczytałam . Za wszystkie odpowiedzi dziękuję. Ja mam rente specjalną , ale n
        > iską więc chcąc żyć na przyzwoitym poziomie pracuję. Jednak coraz częsciej żału
        > ję że zdecydowałam się na pracę, bo wcale nie jest mi lepiej. Po prostu dorosłe
        > dzieciaki chcą żyć moim kosztem.
        > Rzucając 400zł. myślą że to bajońska suma. A ja czuje sie sprowadzona do roli d
        > armowej gosposi. W domu mieszka 5 dorosłych osób , ale tylko na mojej głowie je
        > st zaopatrzenie i gotowanie. Ach... ręce opadają

        Albo zapraszaj ich codziennie do restauracji zamiast gotowac ;)
    • imponeross fajny post 08.04.11, 23:16
      Gdzie ci mlodzi ludzie sie wychowywali? Do jakiej szkoly chodzili, szkola nie nauczyla ich kultury? Ksiadz na religii nie mowil, ze trzeba byc uczciwym?
      Po pierwsze uwazam, ze dorosle dzieci powinny sie wyprowadzic, a nie mieszkac z wami.
      Po drugie uzgodnij z konkubentem co robic.
      • minniemouse Re: fajny post 09.04.11, 00:06
        . Nie interesują go zakupy , ani gotowanie. Obiad ma pod nos. Lodówka pełna.
        Ja też pracuję i mam tego dosyć. On zajmuje duży pokój (ok. 20m2), więc wzrosły koszty ogrzewania. Nie kupuje proszku , płynu do prania, mydła itp.
        Czy to normalne??
        Nie mieszkamy tylko w trójkę. Moja córka ( ma rentę rodzinna po ojcu i oddaje ją na utrzymanie -całe 1300zł, zostawia sobie tylko stypendium na kosmetyki itp.) Mój najstarszy syn -był bezrobotny ,( nie daje grosza, ale naprawia wszystko wdomu samochód , komputer itp.) ma od dwóch dni pracę i po wypłacie albo bedzie dawał na zycie , albo sie wyprowadzi.


        a po co ma gotowac, sprzatac, kupowac jak ty wszystko za niego robisz?

        swoje dzieci za to traktujesz grubo za ostro - musza wszystko albo fora ze dwora. przeciez to nie "twoje meze". jakis wklad owszem,
        ale powinien byc obliczony i podzielony miedzy wszystkich czlonkow rodziny po rowno, i kazdy daje swoja czesc,
        ale cala pensja a jej tylko zostaje stypednium??

        skad takie ekstrema???

        a gdzie w tym wszystkim konkubent? jaki jest JEGO poglad na zachowanie synka w tym ukladzie?
        cos mi sie wydaje ze boisz sie konkubenta, lub nie ma on kompletnie wladzy nad synkami.

        Tak masz jak sobie poscielesz.

        Loowka, TV, komputer i wszystko inne na klodke.
        Skarpety, posciel niech sobie pierze sam. itd.

        Dopoki synalek nie nauczy sie ze kazdy musi cos od siebie dac- nie bedzie mial nic.

        No chyba ze sie ich boisz - i synka i konkubentka..

        Minnie
Pełna wersja