Jak się rozprzestrzenia moda?

10.06.11, 17:48
Jechałem sobie dzisiaj do/z roboty i widziałem mnóstwo-mnóstwo tak zwanych kobietek ubranych w sposób następujący: dżinsy obcisłe sztuk jeden, marynarka z wywiniętymi rękawami sztuk jeden, buty typu baletki sztuk dwie. Było tak ubranych "kobietek" na tyle dużo, że bez wątpienia można tu mówić o trendzie. Kłopot w tym, że do pracy jeżdżę cały tydzień i wcześniej jakoś tak ubranych kobietek nie widziałem zbyt wiele – czyli musiało się coś stać w nocy z czwartku na piątek...

W związku z powyższym wymyśliłem pewien pomysł i chciałbym się nim z Wami podzielić. Ponieważ wyznaję - jak zgrabnie mawiali towarzysze - "światopogląd naukowy", nie mogę się odwoływać do bytów urojonych w rodzaju "Dress Codu" i rzeczy tłumaczyć w sposób nadnaturalny, jak chciałby tego zapewne mój kumpel Strikemaster, który nazwałby zjawisko po prostu wolą Dress Codu i na tym sprawę zakończył. Nie! Bytów nie mnożyć, fikcyj nie tworzyć, tlumaczyć fakty jak najprościej - jak mawiał klasyk.

Tak więc wymyśliłem pomysł, żeby opracować naukowy model rozprzestrzeniania się trendów, mód i tendencyj wśród kobietek, i nie tylko. Trzeba, po pierwsze, jakimś cudem znaleźć punkt startowy, źródło rzeki. Jak to się dzieje? Przecież musiało się to z marynarkami zacząć po prostu od jakiejś jednej kobietki, która tak się ubrała, potem inna kobietka (może jej jakaś psiapsiółeczka?) musiała to podłapać, a potem kolejna i kolejna. Nietrudno zauważyć, że pierwszym modelem-kandydatem do empirycznej weryfikacji jest model drzewa binarnego. Myślicie, że - tak na oko - dobrze opisywałby rozwój trendu dla odpowiednio małej populacji? Ale tu też oczywiście sprawa jest bardziej złożona, trzeba bowiem uwzględnić powstające po pewnym czasie zjawiska konformistyczne: zakładanie marynareczki i baletek już nie jest wynikiem podpatrzenia u przyjaciółeczki, tylko - dość żałosną, przyznajmy - próbą zdobycia przez jednostkę akceptacji społecznej. Jak wówczas zmieni się nasz wykres?

Idźmy tedy dalej. Otóż może się tak niestety zdarzyć, że jakaś kobietka zadowolona z siebie przychodzi rano do biura w modnym przyodziewku, a tu nie wiedzieć czemu pozostałe kobietki się na nią dziwnie patrzą, odsuwają się niej, chichoczą zakrywając usta, mówią sobie coś na ucho – znać, że trend zanikł, a nasza nieszczęsna kobietka jest tego zjawiska ofiarą. To też należałoby zbadać: czemu nagle trend zanika, z jakich przyczyn i w jakim tempie. Coś było modne wczoraj, a dziś już - patrzcie tylko - jest "passe", "sorry ale niefajne" i tym podobne. Jakże zajmujące zjawisko odwrotne!

Jak sądzicie? Czy można by podlansować jakiemuś doktorancikowi taki temat? A może prace dogłębnie opisujące wzmiankowane zjawisko już istnieją? Bardzo chciałbym coś takiego kiedyś przeczytać...
    • lalafiorovva Re: Jak się rozprzestrzenia moda? 10.06.11, 18:28
      Nawet ciekawie napisane, ale.. denerwującą manierą.
      I te wkurzające: 'kobietki' faceciku.
      • ikcort Re: Jak się rozprzestrzenia moda? 10.06.11, 18:44
        > Nawet ciekawie napisane, ale.. denerwującą manierą.
        > I te wkurzające: 'kobietki' faceciku.

        Raczej prosiłbym o wnioski, a nie o oceny. :) A co do określenia "kobietki", to przecież nie ja je wymyśliłem: użytkowniczki forów kobiecych same się tak mianują.
        • nehsa Re: Jak się rozprzestrzenia moda? 10.06.11, 19:14
          icort!
          I to jest temat, na miarę posiadanego przez ciebie światopoglądu naukowego.
          Cholernie ciekawa tematyka. Zazdroszczę inwencji.
          Przemyśl, czy twoje przygotowanie naukowe, intelektualny refleks, nie powinieneś dla naszego wspólnego dobra wykorzystać w edukacji. Na przykład teraz: gimnazjaliści czekają.
          • voxave Re: Jak się rozprzestrzenia moda? 10.06.11, 21:08
            Nehsiu---on ma intelektualny refluks czyli zwieracz mu puszcza, żołądkowy z resztą--nadkwasota go dręczy czyli :)
          • strikemaster Re: Jak się rozprzestrzenia moda? 11.06.11, 16:53
            Dociekanie na temat mechanizmów rozprzestrzeniania sie mody jest o wiele ciekawsze niż wskazywanie dowodów nieśmiertelnosci człowieka. :)
    • bling.bling Re: Jak się rozprzestrzenia moda? 10.06.11, 21:20
      pojawienie się jednak z dnia na dzień jak sugerujesz nowej mody musi mieć znacznie silniejszy mechanizm propagacji niż model binarny.
      Moda jest memem o czym pisałem z okazji rozpowszechniania cię chamstwa. Kobieta nosząca np kolczyki nie jest przecież wynalazcą noszenia kolczyków. To kolczyki chcą by nosiły je kobiety i znalazły strategię by się replikować poprzez nosicielstwo kobiet. Niektóre idee modowe mogą trwać sezon by nawet po okresie wielkiego rozkwitu zostać wypartym przez jeszcze lepszą ideę.
      • ikcort Re: Jak się rozprzestrzenia moda? 10.06.11, 21:38
        > silniejszy mechanizm propagacji niż model binarny.

        Spodziewam się że tak... chodziło mi o symboliczne przedstawienie rozprzestrzeniania się czy - jak ładnie to nazywasz - propagacji. Tempo tejże propagacji to już inna kwestia.

        > Moda jest memem

        Rzeczywiście! Przecież takie modele na pewno zostały przedstawione przy okazji teorii memu, masz rację, to tak musi działać, jak replikowanie idei. Nie zagłębiałem się nigdy w memetykę, oglądałem kiedyś tylko jakiś popularny wykład na YouTube, ale chyba faktycznie tam powinienem poszukać odpowiedzi na moje pytania. :) Czy są w memetyce opracowane modele rozprzestrzeniania się idei?

        PS A już się obawiałem, że nikt nie udzieli w tym temacie merytorycznej odpowiedzi. Bardzo Wam jestem wdzięczny, towarzyszu użytkowniku!
    • Gość: ka_p_pa Re: Jak się rozprzestrzenia moda? IP: *.lukman.pl 10.06.11, 21:37
      Sorki, ale nie pomogę. Nic nie wiem na temat mody. Męskiej ani tym bardziej kobietkowej. Nie wiem, czy ubieram się modnie, czy niemodnie. Powiem więcej, w ogóle się nie ubieram. Ot, coś tam na siebie zakładam.
    • paco_lopez Re: Jak się rozprzestrzenia moda? 11.06.11, 22:32
      mam skojarzenie z klockami domina. przestają się tak ładnie przeracać kiedy przewróci sie ostatnie. więc modnie być przestaje kiedy rękawy podwinie oistatnia, która ich do tej pory nie podwijała. z resztą ta co podwijała pierwsza, to kiedy już przed przed ostatnia podwijała ( a powiedzmy w społeczności jest ich kilkanaście) już pojawiał sie na jej twarzy uśmiech politowania. ona juz brała się za cos modniejszego. tak w obrębie tego samego pokolenia zawsze istnieje jakaś awangarda i oporny ogon. tak to wygląda z zwnątrz. wewnatrz jest tak, że bystre oko awangardzisty dostrzeże coś istotnego w ubiorze idola w teledysku albo w reklamie albo na filmie i dąży do zastosowania na sobie. zanim ida entuzjaści, a obok pozostają sceptycy.
    • sammler OT (do ikcorta) 12.06.11, 03:33
      Model raczej nie teges...

      A tak na marginesie, ostatni tydzień spędziłem z przymusu w Krakowie (i bardzo się cieszę, że już wróciłem do jakiej takiej cywilizacji)... Tamtejszym dziewczętom co prawda nie przyglądałem się (w sensie wyglądu), ale zwróciłem uwagę na ich zachowanie. Czy to u was (krakusów) normalne, że w autobusie nie ustępuje się miejsca starszym? Dość szczególne to było - starsi ludzie prawie się przewracali, a wszystkie miejsca siedzące w autobusie zajęte przez studentów, w większości płci żeńskiej, nie licząc jednego chłopaka (ruszali spod jednego z instytutów UJ, więc na 100% studenci). Nawet nie udawali, że starszych nie widzą - widzieli, a mimo to miejsc nie ustępowali...

      W ogóle ten Kraków to dziwne miasto...

      S.
      • ikcort Re: OT (do ikcorta) 12.06.11, 09:07
        > Czy to u was (krakusów) normalne, że w autobusie nie ustępuje się miejsca starszym?

        Nie jestem krakusem. Istotnie, mieszkam w Krakowie od iluś lat, ale jestem napływowy, to zresztą moje trzecie już miasto i z żadnym nie jestem związany ani emocjonalnie, ani kulturowo. Miejsca starszym ustępuję, zresztą w ogóle rzadko siadam.

        > wszystkie miejsca siedzące w autobusie zajęte przez studentów, w większości
        > płci żeńskiej, nie licząc jednego chłopaka (ruszali spod jednego z instytutów
        > UJ, więc na 100% studenci)

        Kraków jest miastem studentów, więc tak czy siak - którykolwiek by to był przystanek - byli to zapewne obywatele studenci. Ale bystry z Ciebie obserwator, rzeczywiście, jest to w Krakowie grupa tyleż liczna, co drażniąca. Gorsi od nich są już tylko kibole, których również tutaj nie brakuje.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja