ikcort
14.06.11, 08:48
Proszę, proszę! "Gazeta Wyborcza" przypuszcza kolejną akcję uświadamiającą społeczeństwo, tym razem w kwestii zalet i walorów czytelnictwa. W jej ramach redaktor Goźliński był łaskaw zauważyć, że książki to - wyobraźcie sobie - "okna do rzeczywistości i do nas samych". Nie wiem, ile książek trzeba przeczytać, żeby wygłosić również pretensjonalne zdanko, ale niemało, jak sądzę. :)
Zastanawia mnie jedno: po co się organizuje takie akcje i czemu właściwie mają one służyć. To już przecież nie pierwsza tego typu. Przypominam ponadto, że przez ostatnie parę lat byliśmy świadkiem podobnego festiwalu, mianowicie lansowania wykształcenia - wyższego, rzecz jasna. Ludzie wykształceni - powiadali uczeni obywatele - są w jakiś sposób lepsi, więc społeczeństwo złożone z samych ludzi wykształconych będzie w jakiś sposób lepsze. Zabawne, co? Czemu właściwie dla społeczeństwa (narodu?) miałoby być korzystne rozpowszechnianie czytelnictwa? Tego, rzecz jasna, nikt nie tłumaczy, nie, to jest aksjomat (czy może raczej dogmat, bo aksjomaty miewają sens), i jako taki nie podlega kwestii.
To była pierwsza moja wątpliwość. Jest jeszcze druga: bardzo, ale to bardzo wątpię nie tylko w zasadność tego rodzaju akcji, ale również w ich skuteczność. Czy kształceni ci redaktorzy naprawdę wierzą, że zachęcając w internecie czy telewizorze do czytania książek, odniosą jakikolwiek widoczny skutek? Przecież to jest śmieszne!
A pewnie dodatkowo, znając życie, niejeden europieniążek przypłynął na ten szczytny cel z odległych krajów. Ech... Zapraszam do dyskusji.