sibeliuss
26.07.11, 12:16
U mnie w robocie jest jak w zespole naczyń połączonych, każdy ma swój odcinek i przekazuje robotę dalej. Panowie z moim wieku w większości są żonaci i dzieciaci. Pensje są jakie są, co nie ma wpływu na rozwojowość ich stadła, tylko niestety to rodzi określone skutki. Żeby zapewnić byt rodzinie panowie spinają się, trochę kombinują, a trochę próbują przerzucić na innych. Być może na tym polega bycie głową rodziny. Nie zmienia to faktu, że nie powinno to obchodzić innych. Jeśli para decyduje się na kolejne dziecko, to chyba bierze pod uwagę wiele czynników. Jeśli nie bierze, no to maja problem, oni mają a nie otoczenie. O ile część zespołu znienawidziła mnie po oświadczeniu, że przy obecnym nawale pracy nie mogę być w parze (uzgodnienia robimy na cztery ręce) z żadną młodą matką, bo jak jej dziecko zachoruje to ja sam zwyczajnie nie dam rady, zatem młoda mama powinna dostać odcinek mniej obłożony robota. Dziś próbowano mi dołączyć do kolesia, który mając małe dziecko i niepracującą żonę wkrótce zostanie tatusiem bliźniaków. Z oczywistych przyczyn ma drugą pracę, którą próbuje robić w czasie tej pierwszej, to dla mnie już nie jest oczywiste. Nie powiem tego zwierzchnikom, ale też nie będę robił niczego za niego. No więc jestem aspołeczny, nie rozumiem ludzi mających rodziny, mój egoizm jest niespotykany, a poza tym osobom otrzymującym rodziny należy się uprzywilejowanie wynikające ze zrozumienia i ludzkiej uczciwości i empatii.