angelfree
29.03.12, 13:59
Nie wiem, jak w innych miastach, ale w Warszawie, aby zapisać dziecko do dobrego rejonowego gimnazjum rodzice przemeldowują dzieci do odpowiedniego rejonu. Podobno istnieje nawet handel takimi meldunkami. Najbardziej oblegane szkoly te meldunki weryfikują, jednak najczęściej nic takiego nie ma miejsca.
Zawsze myślałam, że to absolutny margines, (przecież to straszny klopot, mnie by się nie chciało), wiem jednak z pierwszej ręki od mamy dziecka kończącego szkolę podstawową, że w ich klasie zdecydowana większość (około 80%) dzieci została przemeldowana w rejon pobliskiego, dobrego gimnazjum.
Pobliskie rejonowe dobre gimnazjum prowadzi też nabór konkursowy na wolne miejsca (nie wiem, czy to konkurs świadectw, czy egzamin, bez znaczenia). Oczywiście im więcej dzieci "rejonowych", także tych lipnie przemeldowanych, tym mniejsze szanse dla tych z zewnątrz próbujących się dostać w ramach konkursu.
Jak widzicie taki przejaw "radzenia sobie"?
Czy powinniśmy starać się dać dziecku jak najlepsze szanse nawet łamiąc prawo?
Czy raczej, nawet za cenę trafienia do niechcianej szkoły należy dziecko uczyć uczciwości?
Jak mu to wytlumaczyć, kiedy widzi, że startuje w nierównej konkurencji?
Czy to prawo dzielące dzieci na lepsze i gorsze wedlug miejsca zamieszkania jest dobre, czy głupie?