angelfree
14.09.12, 20:30
Temat interwencyjny, z góry proszę o wybaczenie ewentualnych bluzgów, które mogą mi się wymknąć.
Nigdy nie jeżdżę bez biletu, dlatego powszechna nienawiść do kanarów zawsze mnie dziwiła.
Dzis mojej córce została wlepiona kara, pomimo, że miała przy sobie ważną kartę miejską.
Do szkoły dojeżdża metrem i tramwajem. Wiem, ze miała kartę, bo nie wsiadłaby do metra bez biletu - jest histeryczką, jak zapomni karty dzwoni do domu i roztrzęsionym głosem błaga o jej przywiezienie albo biegnie po nią do domu.
Dojechała metrem do centrum, przesiadła sie do tramwaju i tam została poddana kontroli. Kontroler nie wział nawet do reki karty, wziął natomiast legitymację i napisał wezwanie do zapłaty zaznaczając w odpowiedniej kratce, że nie okazała ważnego biletu.
Czternastolatka, w dodatku po raz pierwszy spotykająca się z taką sytuacją nie miała odwagi na konfrontację z dorosłym meżczyzną i oczywiście wezwanie podpisała. Następnie zadzwoniła do mnie i przez następne pół godziny uspokajałam płaczące i krzyczące dziecko.
Udało mi sie ją skłonić do pójścia do szkoły, po szkole pojechała (komunikacją miejską, rzecz jasna) na rehabilitację i potem metrem do domu, odebrałam ją na stacji i od razu poszłyśmy załatwiać sprawę - czyli kartę miała od rana ze sobą.
Karę oczywiście anulowano, ale pobrano opłatę za anulowanie w wysokości 14,40zł - bo przecież na wezwaniu jest napisane, ze jechała bez biletu.
Tu zaczyna się błędne koło.
Zapłącić 14,40 zł musiałam, bo po 7 dniach rozpoczyna się procedura windykacyjna.
Natomiast poinformowano mnie, że moge się odwołać, a nawet złożyć skargę, ale ZTM ma na odpowiedź miesiąc.
Oczywiście czternaście złotych to nie jest suma, o którą warto się bić, ale chodzi o zasadę, więc odwołanie napisałam, zażądałam też konfrontacji z kontrolerem.
Co właściwie może zrobić gimnazjalista w sytuacji, kiedy podchodzi do niego kontroler? Wezwać policję?
Oczywiście, wykorzystałam sytuację i wytłumaczyłam córce, że następnym razem ma prawo nie podpisywać takiego wezwania jeśli coś się nie zgadza, a jeszcze lepiej dopisać komentarz z własnym opisem sytuacji. Nie wiem jednak, czy starczy jej na to odwagi, bo do specjalnie konfrontacyjnych nie należy.
Co siedzi w takich ludziach, że wykorzystują naiwność dzieciaków? Przecież wiedzą, że czternastolatek im nie podskoczy.
Jak się przed tym bronić?