kora3
10.11.12, 07:28
Ostatnio miałam okazję poznać 3 rodziny, które borykają się z ogromnym problemem – mają chore dzieci. Wszyscy rodzice walczą o zdrowie tych maluchów i prawdziwym darem losu dla tych dzieci jest to, że właśnie takich rodziców te dzieci mają, bo inni pewnie mogliby odpuścić i po prostu skazać te dzieci na kalectwo bez walki, albo powolne umieranie. Chwała tym rodzicom tym bardziej, ze w tej walce o zdrowie i życie suchych pociech są sami.
No własnie: sami. Schorzenie dzieci są cieżkie, a operacje b. kosztowne. Dla każdego przeciętnego człowieka, który nie wygrał w totka i nie zarabia 100 tys. złotych miesięcznie takie kwoty są kosmiczne i trudne do zaoszczedzenia nawet przy ekstremalnym zaciskaniu pasa. Jedyna szansa to uzbieranie kasy na operacje od ludzi dobrej woli. I zwykle to się udaje. Ale dziw bierze, jak mało angazują się w takie akcje ludzie, czy organizacje pro life. W dyskusji podczas której była okazja do poznania tych rodzin brała udział taka działaczka. Mówiła o tym, jakie to piękne, ze te dzieci są i jeszcze piękniejsze może, że rodzice je tak kochają. Tyle. O tym, ze trzebaby pomóc takim ludziom – zero. „Pomagać” trzeba tylko tym kobietom, które chcą aborcji, albo wahają się czy urodzić np. dziecko z wadą. Te się „wspiera” opowiadaniem o tym, jak będzie wspaniale mieć dziecko jakie by nie było oraz o tym, jakie męki czekają w zaświatach za to, że się człowiek boi takiej sytuacji, jak dziecko bez oczek, nózek, albo warzywo. Jak „wsparcie” się uda i dziecko przyjdzie na swiat – radź sobie matko sama, nasza rola skończona, dziecko JEST , nie usunęłaś go dzieki nam, ma szanse na życie! No właśnie – na życie, jakie życie? Na Zycie w cierpieniu, kalectwie i bez nadziei, bo kiedy dziecko już jest, „obrońcy życia” jego zyciem już się nie zajmują. Cały czas pieją, ze z zyciem mamy do czynienia od poczecia do naturalnej śmierci, ale interesuje ich tylko ten „kawałek” – od poczecia do porodu. Potem wartośc życia dla takich ludzi spada do czasu, gdyby niewydalający do naturalnej śmierci cierpiący człowiek chciał eutanazji. W pozostałej czesci, choćby najcieższej i najtrudniejszej „obrońcy”mogą „wesprzeć” modlitwą i zachwytem, jak to ludzie sobie radzą z „krzyzem” cierpienia. A ci ludzie potrzebują konkretnej POMOCY!
W tych konkretnych rodzinach było tak, że nie rozwazano aborcji. Wady dwójki z chorych dzieci nie zostały wykryte w badaniach (bo są w sumie niewykrywalne na etapie prenatalnym) jednego – tak- ale w tak później fazie ciąży, że o aborcji nie mogłoby być już mowy. Te dzieci nie musiały wiec być „ratowane” przez „obrońców życia”- może wiec dlatego się nimi nie interesują. Ale są przecież sytuacje, gdy „obrońcy” muszą „wkraczać” i „ratować”, bo podli rodzice rozwazają aborcję. Moja propozycja jest taka: kochani obrońcy życia, wkraczajcie, ratujcie i bierzcie potem ODPOWIEDZIALNOŚĆ za swe szlachetne czyny. Zobowiązujcie się PISEMNIE do opieki nad ludźmi, o których przyjście na swiat walczyliście! Niechże w to zobowiązanie będą wpisane konkretne kwoty, jakimi będziecie zasilać budżet rodzinny takiego dziecko przeznaczone na jego utrzymanie, leczenie, rehabilitację, niechże będą wpisane konkretne czynności, jakie będziecie przy tym dziecku wykonywać w ramach oioeki nad nim. Nie modlitwy i „adopcje duchowe” tylko KONKRETNE pieniądze i KONKRETNE czynności. Niech Wasze szlachetne zobowiązania będą jasne i ludziom wiadome! Wtedy będzie chwała Wam za ratowanie życia.