marek.marecki5
27.12.12, 16:24
Pracuję dla starszego bogatego mężczyzny jako kierowca. Zawiozę go to do kawarni, to do sklepu. Muszę go miec caly czas na oku, gdyby się źle poczuł i chciał nagle wracac do domu. Mój problem jest taki, ze czasem zawozę go też do kościoła. To znaczy nie mam problemu, że muszę na niego w kościele czekac, choc jestem niewierzący. Problem jest bardziej natury....życiowej. Jest mi po prostu zimno w głowę, jestem łysawy. Siadam zawsze w tyle, niepostrzeżenie. Kilka razy bylo mi tak zimno w łepetynę, że zalożylem czapkę. Bardzo ostro zwrocono mi uwage. Probowałem wyjaśnic swoją sytuację , ze jestem w kościele nie na modlitwach, tylko w ramach pracy. Ale katolicy są bardzo niewyrozumiali. Szkoda, bo siedzę w kościele i głowa mi marznie.