Mój staż z urzędu pracy to była kpina

05.01.13, 01:00
Mój staż to była kompromitacja i kpina z człowieka.

Naczelnik wydziału był bardzo zdziwiony, że wogóle pojawiam się na stażu skierowana z urzędu pracy. Choć to przecież urząd miasta o mnie występował (oczywiście po znajomości). Od początku wielki problem i zamieszanie. Skąd sie wzięłam, co ze mną zrobić, kto sie ma mną zająć, czym mam sie zająć, kto jest opiekunem stażu? Milion pytań i brak odpowiedzi. Przekazuje mnie jakiemuś podwładnemu, który nie bardzo nie wie gdzie i po co ma iść. Po raz kolejny tłumaczę mu skąd się tu wzięłam.

Zaczyna się chodzenie a w właściwie błądzenie po pokojach i szukanie jakiegoś miejsca ulokowania mnie. Nikt nie chce, nikt nic nie wie, każdy się wypiera, mie ma czasu, nie ma miejsca, nie ma warunków, nie ma potrzeby, nie ma szefa, nie ma komu podjąć decyzji, wszędzie jakieś problemy itp. Pracownicy są zajęci, nie chcą się odrywać od pracy, nie chcą rozmawiać. Myślą chyba, że jestem "wtyczką". Chodzimy tak pół dnia. W końcu w kolejnym zwiedzanym pokoju widzimy wolny stołek. Jadna z pracownic jest na urlopie. Siadam...przy parpecie, bo na jej biurku są stosy segregatorów, w środku rzeczy osobiste. 5 osób na 20 metrach...ciasno, ciemno, duszno... Na podłodze również kilka stert dokumentów, o dwie z nich się ocieram, później już opieram. Przypomina to przeprowadzkę, reorganizację. Patrzą na mnie ukradkiem ze współczuciem i zdziwieniem, że jeszcze stąd nie uciekłam. I tak napięta atmosfera jeszcze bardziej gęstnieje, nikt z nikim nie rozmawia. Myślą intensywnie - czyja to wtyczka? pod kogo jest podczepiona? To dopiero pół dnia, dalej będzie jeszcze ciekawiej. Ciąg dalszy nastąpi...

Zdradzajac nieco zakończenie. Miałam nadzieję, że sie do czegoś przydam, coś pomogę – jakież było moje zozczarowanie. Współczuję bardzo pracownikom tam zatrudnionym, nawet tym bufonom po znajomościach. Kierwonikom i naczelnikom również. O organizacji pracy, zarządzaniu zasobami ludzkimi chyba nikt tam nie słyszał. Warunki pracy trudne, stresujące, wymagania księżycowe, szefostwo bez podstaw kultuty, szacunku dla pracy i człowieka. Nie ma co zazdrościć tym ludziom. Po prostu kołchoz. Jak jakaś gazeta jest zainteresowana to chętnie opowiem, opiszę...Zresztą mam dużo czasu, chyba napiszę książkę...
    • genoveva Re: Mój staż z urzędu pracy to była kpina 05.01.13, 15:59
      No i spróbuj tu wszystkim dogodzić ;)

      Jakiś czas temu mieliśmy stażystę, który miał do nas pretensję, że się czegoś od niego w ogóle chce. I żeby to jeszcze była praca - przynieś, podaj, pozamiataj, ale nie, dostał bardzo fajną działkę, w której mógł się sporo nauczyć.
      • zaretpug Re: Mój staż z urzędu pracy to była kpina 05.01.13, 21:11
        genoveva napisała:

        > No i spróbuj tu wszystkim dogodzić ;)
        >
        > Jakiś czas temu mieliśmy stażystę, który miał do nas pretensję, że się czegoś o
        > d niego w ogóle chce.
        > I żeby to jeszcze była praca - przynieś, podaj, pozamiata
        > j, ale nie, dostał bardzo fajną działkę, w której mógł się sporo nauczyć.

        A to ciekawe. Co mu nie pasowało właściwie? Może to było po prostu niezgodne z jego zainteresowaniami?
        • genoveva Re: Mój staż z urzędu pracy to była kpina 07.01.13, 20:09
          zaretpug napisał(a):
          >
          > A to ciekawe. Co mu nie pasowało właściwie?

          Mam wrażenie, że w ogóle nie miał ochoty pracować.

          > Może to było po prostu niezgodne z
          > jego zainteresowaniami?

          Wiedział do jakiej firmy i do jakiego działu przychodzi. Nie przychodzi się pracować w call center jeśli nie interesuje cię odbieranie telefonów, do działu IT jeśli nie interesuje cię informatyka, do kancelarii prawnej, jeżeli nie interesuje cię prawo itp., itd.
          Chyba nie liczył na to, że przychodząc na staż dostanie od razu funkcję managera, dyrektora lub prezesa ;)
    • zaretpug A co to za urząd i jaki wydział? 05.01.13, 21:08
      nefretete435 napisała:

      > Mój staż to była kompromitacja i kpina z człowieka.
      >
      > Naczelnik wydziału był bardzo zdziwiony, że wogóle pojawiam się na stażu skier
      > owana z urzędu pracy. Choć to przecież urząd miasta o mnie występował (oczywiśc
      ...

      A co to za urząd i jaki wydział? Nie chodzi mi o miasto i adres, tylko o bliższą charakterystykę miejsca. Jak długo trwał staż? Bardzo ciekawe jest to co piszesz.
    • purchawkapuknieta Re: Mój staż z urzędu pracy to była kpina 06.01.13, 19:41
      podbijam watek, bo chcę sie dowiedziec czegos wiecej.
    • migreniasta Re: Mój staż z urzędu pracy to była kpina 06.01.13, 19:51
      Płatne staże są kompromitacją.
      To wyraz niemocy urzędów odpowiedzialnych za zatrudnienie. Ciesz się,ze dostałaś staż w budżetówce,bo u prywaciarzy stażystów traktują jak niewolników a też nie wiadomo jak tych stażystów traktować. To sztuczne piąte koło u wozu.
      Szkoda,że się tym przejmowałaś. Lepszym podejściem byłoby potraktować to na lajcie .
      Wiem,że to co piszę jest okropne,ale lajf is brutal end ful of zasackas
      • zaretpug Re: Mój staż z urzędu pracy to była kpina 06.01.13, 19:53
        migreniasta napisała:

        > Płatne staże są kompromitacją.
        > To wyraz niemocy urzędów odpowiedzialnych za zatrudnienie. Ciesz się,ze dostała
        > ś staż w budżetówce,bo u prywaciarzy stażystów traktują jak niewolników a też n
        > ie wiadomo jak tych stażystów traktować. To sztuczne piąte koło u wozu.
        > Szkoda,że się tym przejmowałaś. Lepszym podejściem byłoby potraktować to na laj
        > cie .
        > Wiem,że to co piszę jest okropne,ale lajf is brutal end ful of zasackas

        Ja znam tylko jeden przypadek stażysty, i to w dodatku zadowolonego. Miejsce stażu - przypadkowe, nie przez znajomości.
        • Gość: zniesmaczona Re: Mój staż z urzędu pracy to była kpina IP: *.gorzow.mm.pl 21.03.13, 12:12
          Mój staż , a właściwie skierowanie na staż z PUP to też jedna, wielka kpina. Dyrektor wydziału w urzędzie (nie napiszę jakim) była bardzo zdziwiona, kiedy zamiast poprosić o podpis, że się nie nadaję, wyraziłam wielką chęć do pracy. Padały pytania o moje rzekome inne zajęcie, bo jak stwierdziła Pani Dyrektor jestem w takim wieku (34 lata), że zapewne mam inną pracę na czarno, więc jak się domyśla, niepotrzebne mi będą cytuję "te marne grosze za staż". Później padło jeszcze kilka zdań o tym, że mogę przerwać sobie staż w każdym momencie jeżeli znajdę inną pracę, albo o tym, że nie mam co liczyć na stanowisko pracy po stażu, bo kandydatów i tak wyławia się w drodze konkursu. Przez trzy dni wydeptywałam ścieżkę do urzędu, ponieważ jednego dnia Pani Dyrektor była na spotkaniu i nie wiadomo było, czy się jeszcze pojawi w gabinecie do końca dnia pracy, drugiego dnia załapałam się na krótkie spotkanie i rozmowę, która w rezultacie zakończyła się zdaniem "dobrze, proszę przyjść jutro po odpowiedź, ale jak tak pani bardzo chce, to gdzieś panią upchnę...a trzeciego dnia zastałam w drzwiach kartkę z napisem :" informacja w pokoju nr (...)". Pani sekretarka w owym pokoju oznajmiła mi, że przykro jej, ale nie posiadają już wolnych miejsc, jednak mogę się dowiadywać, bo mają jeszcze trzech kandydatów, którzy się nie określili z odpowiedzią... Poczułam się w tym momencie jak śmieć bez wykształcenia... Jedna wielka kpina i żenada. Staże , które już wcześniej są obsadzone znajomymi i znajomymi znajomych...
    • Gość: aborcjonista a co to jest staż ???????????????????????????? IP: 62.22.15.* 21.03.13, 15:26
      Ja mając 18 lat po prostu pognałem do pracy , jak mozna maronować czas na jakieś darmowe
      staże lub płatne 200zł , zmarnowane miesiące lub lata w głupiej nadzieji że nagle po , zostanie sie grubą rybą :) ?

      W pracy stażystów nie traktuje sie poważnie , bo są zbędni i przeszkadzają
    • mila2712 Re: Mój staż z urzędu pracy to była kpina 21.03.13, 22:54
      Urząd Pracy kieruje niewłaściwe osoby ( np niezgodnie z posiadanym wykształceniem).
      Stażyści też nie są bez winy - robić tak by się nie narobić, olewają wszystko ...

Inne wątki na temat:
Pełna wersja