nefretete435
05.01.13, 01:00
Mój staż to była kompromitacja i kpina z człowieka.
Naczelnik wydziału był bardzo zdziwiony, że wogóle pojawiam się na stażu skierowana z urzędu pracy. Choć to przecież urząd miasta o mnie występował (oczywiście po znajomości). Od początku wielki problem i zamieszanie. Skąd sie wzięłam, co ze mną zrobić, kto sie ma mną zająć, czym mam sie zająć, kto jest opiekunem stażu? Milion pytań i brak odpowiedzi. Przekazuje mnie jakiemuś podwładnemu, który nie bardzo nie wie gdzie i po co ma iść. Po raz kolejny tłumaczę mu skąd się tu wzięłam.
Zaczyna się chodzenie a w właściwie błądzenie po pokojach i szukanie jakiegoś miejsca ulokowania mnie. Nikt nie chce, nikt nic nie wie, każdy się wypiera, mie ma czasu, nie ma miejsca, nie ma warunków, nie ma potrzeby, nie ma szefa, nie ma komu podjąć decyzji, wszędzie jakieś problemy itp. Pracownicy są zajęci, nie chcą się odrywać od pracy, nie chcą rozmawiać. Myślą chyba, że jestem "wtyczką". Chodzimy tak pół dnia. W końcu w kolejnym zwiedzanym pokoju widzimy wolny stołek. Jadna z pracownic jest na urlopie. Siadam...przy parpecie, bo na jej biurku są stosy segregatorów, w środku rzeczy osobiste. 5 osób na 20 metrach...ciasno, ciemno, duszno... Na podłodze również kilka stert dokumentów, o dwie z nich się ocieram, później już opieram. Przypomina to przeprowadzkę, reorganizację. Patrzą na mnie ukradkiem ze współczuciem i zdziwieniem, że jeszcze stąd nie uciekłam. I tak napięta atmosfera jeszcze bardziej gęstnieje, nikt z nikim nie rozmawia. Myślą intensywnie - czyja to wtyczka? pod kogo jest podczepiona? To dopiero pół dnia, dalej będzie jeszcze ciekawiej. Ciąg dalszy nastąpi...
Zdradzajac nieco zakończenie. Miałam nadzieję, że sie do czegoś przydam, coś pomogę – jakież było moje zozczarowanie. Współczuję bardzo pracownikom tam zatrudnionym, nawet tym bufonom po znajomościach. Kierwonikom i naczelnikom również. O organizacji pracy, zarządzaniu zasobami ludzkimi chyba nikt tam nie słyszał. Warunki pracy trudne, stresujące, wymagania księżycowe, szefostwo bez podstaw kultuty, szacunku dla pracy i człowieka. Nie ma co zazdrościć tym ludziom. Po prostu kołchoz. Jak jakaś gazeta jest zainteresowana to chętnie opowiem, opiszę...Zresztą mam dużo czasu, chyba napiszę książkę...