propanstwowiec
09.01.13, 17:42
Temat powraca do znudzenia, ale minister od transportu wreszcie odważył się nazwać sprawę po imieniu mówiąc o „mordercach za kierownicą” (co niektórych podobno bardzo uraziło). Jednak jeśli antidotum na ten zatrważający stan, mają być tylko radary… to chyba nie tędy droga. Jako obywatelowi wydaje mi się, iż adekwatnie do zagrożenia trzeba zastosować radykalne środki. Co można zaproponować (opierając się na obserwacji i logice, a nie wyłącznie na obcych wzorcach)?
1. Lotne patrole (już takie są, ale za mało), które miałyby za zadanie wyeliminować z ruchu drogowego kierowców, którzy wyjątkowo narażają zdrowie a nawet życie innych uczestników ruchu, czyli rozwijają nadmierną prędkość, przekraczają linię ciągłą, nie zatrzymują się na czerwonym świetle, nie zwalniają przed pasami
2. Wykorzystać spostrzeżenia kierowców poprzez możliwość zgłaszania obserwowanych przypadków na specjalną telefoniczną linię i szybkie reagowanie służb na takie sygnały (w USA używają helikoptera)
3. Karanie i jeszcze raz karanie, ku przestrodze, osób które już dokonały przestępstwa drogowego: zabijając lub doprowadzając do utraty zdrowia innych (konfiskata pojazdu, więzienie bez zawieszenia, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów)
4. Radary, kamery itd. mogą jedynie wspomagać wymienione działania, ale ich nie zastąpią
5. W pewnych przypadkach (gdy tylko kierowcy stanowili zagrożenie, ale nikt nie ucierpiał) wykorzystałbym możliwość ukarania pracą na rzecz miasta/gminy
Dotychczasowe przedsięwzięcia, czyli naszpikowanie dróg radarami (i kosztowne), zakaz skrętu w prawo, światła cały rok, opony zimowe, znaki ograniczające prędkość do minimum itd. itp. dotąd nie pomogły (i raczej nie pomogą…)