l.george.l
10.04.13, 18:08
Czy ostatnie słowa wykrzyczane przez pilotów podczas pamiętnego lotu nie są najbardziej trafnym wyjaśnieniem katastrofy? Wyobraźmy sobie sytuację, że jedziemy samochodem. Pusta droga, doskonałe warunki, nagle eksploduje nam bak z paliwem. W takiej sytuacji pewnie nic byśmy nie zdążyli krzyknąć, ale gdyby nawet , to pewnie byłyby to słowa pełne zaskoczenia i przerażenia typu: o, Jezu, o, matko, co się dzieje. Załóżmy teraz inne warunki. Jedziemy w gęstej mgle, ni ch***, nic nie widać. Rozsądek podpowiada nam, że powinniśmy zjechać z drogi i przeczekać, aż się mgła podniesie. Wiemy, że ryzykujemy, ale jedziemy jednak dalej, bo nie mamy czasu. Nagle wpadamy na słup. Reakcja jest oczywista, świadomi, że sami jesteśmy sobie winni krzyczymy: k*** mać. I tyle w tym temacie.