rysiu-milosc
23.05.13, 17:24
Tesknie za PRL. Czasy mojej mlodosci przypadaja na lata 70. Szczegolnie tesknie za peerelowskimi cipeczkami. Za wszesnego Gierka, za poznego zreszta tez, panie nie golily sobie miejsc intymnych. Wiec tamte peerelowskie cipeczki byly naturalne, nie przystrzyzone jak owce. Kazda cipeczka byla inna, bo to mialo zwiazek z owlosieniem. Owlosienie nadawalo nie tylko inny wyglad, ale tez i smak. Wystarczylo uzyc mydla produkcji krajowej, aby cipuchna byla swieza i gotowa do degustacji, a jednoczesnie nie zatracala swoich niepowtarzalnych walorow. Jak sie mialo ochote, to mozna bylo poskubac wloski lonewe jak baranek trawke. Co wazne - te cipeczki mialy swoj niepowtarzalny smak. Byly rozkosznie kwasne jak rybka polana cytryna. Obecne cipeczki nie sa zdrowe, bo sa zanieczyszczone czesto chemikalmiami zwanymi perfumami i nieraz jezyk bardzo piecze. Obecne cipeczki sa czesto wygolone i jedna od drugiej zasadniczo sie nie rozni. Jedyna pociecha jest w tym wszystkim to, ze wspolczesne czasy lepiej sprzyjaja lewicowym idealom, bo jak cipeczka jest skropiona perfumami i wygolona, to cipeczka trzydziestolatki nie rozni sie od cipeczki dziarskiej siedemdziesieciolatki. Ale nie wiem - przyznaje z bolem serca - czy lewicowy postep wyszedl cipeczkom na dobre. Nasze czasy neka syndrom cipeczki przemyslowej - takiej co zeszla niemal z tasmy produkcyjnej: wystrzyzona, ogolona, identyczna co inne. Szkoda, ze coraz rzadziej mozna zakosztowac peerelowskiej cipeczki. Szkoda, wielka szkoda.