damyk1
17.06.15, 18:45
Tak się zastanawiam, pewnie wątkow blo sporo ale napiszę swoj...
11 lat emu się ożeniliśmy, rok później mielismy syna, mieszkalismy w dużym domu pod Warszawą w okolicy zieleni z moimi rodzicami. Oboje umarli i zaczeły się problemy...
Od początku mówiłem że musimy wynająć dom, były krzyki że cos gdzies słyszala ze z lokatorami to jest be.
Poszedłem jeździć Tirem aby zarabiac więcej i wrzaski, bo mnie w domu nie ma, zmieniłem prace na lokalną, co dzień w domu ale wyjazdy o 1:00 - 2:00 a wracam ok. 18. Jest źle bo wracam późno, jestem przemęczony. Żona albo pracuje albo nie, ja zarabiam 3tys. Oddaje wyplatę a potem sie proszę o 20 zeta na drugi dzień.... I szlysze że jestem drogi w utrzymaniu....
I do tego 20 telefonow do mnie, do syna a jak żona sie pokłóci z synem to tel do mnie z żalami albo żale że jestem zmęczony
Tez tak macie?