ewa12321
10.08.15, 10:46
Czestochowa, aktualne upaly, w nocy ledwo ochlodzenie.
Ale pielgrzymi maja sily. Koczuja gdzies w okolicy, do pozna w nocy slyszy sie spiewy, nawolywania przez megafon, rano wyruszaja w ostatni boj: zdobycie Jasnej Gory.
Zbieraja sie grupami, tu takie miasto, troche dalej inne. Jest ledwo po czwartej. Kontakt nawiazuja przy pomocy wszechobecnych megafonow. Suna przez spiace jeszcze osiedla mieszkaniowe - gdzie akurat jedyna mozliwosc otwarcia okien, aby choc troche wychlodzic mieszkanie - a to co z siebie przy okazji wydaja, trudno nazwac spiewem. Raczej wyciem, ryczeniem, ktore przegluszaja megafony. Co kilka minut rusza nowa grupa ludzi
Nie wytrzymuje, wychodze na trase i zaczynam najpierw spokojnie, potem coraz bardziej nerwowo wyciszac wyjaca tluszcze. Nie, oni sie nie uspokoja, bo to pielgrzymka, im wolno.
Naprawde im wolno? Wolno narzucac wlasny styl zycia innym?
A jak by szanowni pielgrzymi zareagowali, gdyby im imam obok 5 razy dziennie nawolywal z meczetu do modlitwy? Bardzo im tego zycze, niech zobacza, co to oznacza byc zmuszonym do wspoluczestnictwa w niechcianych obrzadkach.
Interwencja na policji tez nie przyniosla skutku. To przeciez pielgrzymka, mam wytrzymac, choc do 6.00 obiwiazuje cisza nocna. Poza tym jest akurat po 6.00, wiec nawet zgloszenia nie przyjma.
Takie wycia polskich pielgrzymow spotyka sie nie tylko w Polsce: gora Synaj Egipt, setki ludzi drapalo sie przez pol nocy pod gore, aby w ciszy obserwowac wschod slonca. Wszyscy byli cicho oprocz Polakow: w czasie wschodu spiewali jedna zwrotke poboznej piesni za druga.
Czesto wstydze sie byc Polka.