kaz_nodzieja
21.11.15, 20:08
ośrodka (uwaga, drastycznie nie politycznie poprawne, osoby o zbytniej politycznej poprawności proszeni są o zaprzestanie czytania):
"To moze ja sie wypowiem. Nie tylko mieszkamy w poblizu Erstaufnahme, ja takze tam bywam, na terenie osrodka (z racji wykonywanego zawodu). W osrodku przebywa obecnie ok. 750 migrantow. Pisze z pelna swiadomoscia, ze nie sa to uchodzcy z terenow objetych kleska wojny. Uchodzcow z Syrii, Iraku oraz Afganistanu jest ok. 40% (ostatnio zaczyna byc ich wiecej). Pozostali mieszkancy osrodka to obywatele Macedonii, Albanii, Kosowa, Egiptu, Bosni.
Owszem, sa cale wielopokoleniowe rodziny. Dzieci (w tym mlodocianych, ponizej 18 roku zycia) jest obecnie ok. 70. Pisze "okolo", bo osrodek to nie wiezienie: KAZDY jego mieszkaniec moze w kazdej chwili go opuscic i udac sie gdzie tylko zapragnie. O tym, ze kogos juz nie ma na terenie osrodka dowiadujemy sie najczesciej wtedy, gdy przeprowadzany jest bilans wydan posilkow (mieszkancy maja karty na posilki). Juz w pierwszym tygodniu funkcjonowania osrodka kwitl nam handel falszywymi dokumentami: od aktow urodzenia, poprzez swiadectwa szkolne, prawo jazdy, na potwierdzeniach "dyplomow" oraz paszportach skonczywszy sad Donosila o tym nasza lokalna prasa oraz policja (maja swoja wlasna strone, na torej informuja mieszkancow o aktualnych wydarzeniach).
Tak, policja bywa na terenie osrodka regularnie, bo niestety ale taka mieszanina narodowosciowa pociaga za soba mnostwo roznych mniejszych lub wiekszych konfliktow sadNajczesciej dochodzi so nieporozumien miedzy Syryjczykami a uchodzcami z Afganistanu. I widac to juz takze wsrod najmlodszych mieszkancow osrodka, bo strasi przenosza konflikty na dzieci. Smutne to.
Tak, byly proby kradziezy: w miejscowych sklepach, na stacjach benzynowych.
Trudno takze bylo wytlumaczyc "gosciom" fakt, ze dzikie kaczki w miejscowym parku nie sa bynajmniej "atrakcja kulinarna" (kilka sztuk zostalo wylapanych, zgrilowanych i spozytych przy rozpalonym ognisku), ze nie ma targowania sie przy kasie w miejscowych supermarketach, ze samochody parkujace pod supermarketem nie sa taksowkami i nie maja obowiazku przewozu nieproszonych pasazerow (panowie ladowali sie do srodka, pokazywali kartke z adresem i nie dali sie namowic na wyproszenie ich z pojadu na zewnatrz, dopoki nie przyjechala policja i nia zalagodzila "konfliktu kulturowego").
Owszem, sporo ludzi pomaga, w ramach wolontariatu.
Moja kolezanka z niemieckiego Czerwonego Krzyza nie miala jeszcze w tym roku urlopu.
Bo niemozliwoscia jest obecnie go wykorzystac.
Coraz czesciej jednak ci ludzie sie zwyczajnie wykruszaja.
Bo ich zadanie zaplanowali sobie na kilka tygodni, nie na miesiace czy nawet lata.
Integracja w samym osrodku tez pozostawia wiele do zyczenia: jest wiele ofert zajec, poczawszy od kursow szycia, szydelkowania, robienia na drutach, jezykow obcych (niemiecki, angielski, francuski - WSZYSTKIE w ramach wolontariatu), zajec dla dzieci, kursu rowerowego, rozgrywek pilki noznej, siatkowki i wielu innych ... to w tych zajeciach bierze udzial jednak bardzo malo mieszkancow, szacujemy ze jakies 20-25%. I zwyczajnie sie pytamy, jak to pozniej bedzie wygladac, gdy mieszkancy zostana rozlokowani w gminach, gdzie beda musieli o wszystko zadbac sami.
Mieszkancy naszejmalej gminy sa raczej wyrozumiali.
Ale rozumiem ich rozgoryczenie gdy zobaczyli, ze ich dary (osrodek prosil swego czasu o walizki i torby podrozne, zeby mieszkancy osrodka mogli w nich swoje rzeczy trzymac pod lozkami, bo przybywajac mieli najczesciej tylko jakas torne foliowa lub w ogole NIC) sa kilka dni pozniej porozrzucane po calym miescie. Nie, nie byly to "lachmany". Pracowalam przy segregacji odziezy, zabawek, ksiazek. Ludzie naprawde przynosili markowe rzeczy, takie, ktore sami nie powstadzliby sie zalozyc. Torby byly w wiekszosci nowe, z metkami. Kilka dni pozniej mieszkancy znajdowali je porozrzucane po calym miescie. W poblizu Sparkasse takze znaleziono zamkniete torby i walizki. Ogloszono zagrozenie bombowe, na pol dnia zamknieto 5 ulic, bank, ewakuowano ludzi ... Policja, straz pozarna, jednostka antybombowa. I kolejne koszta dla tak malej gminy (5 tys. mieszkancow) sad
Da tygodnie temu bylam na naszym miejscowym basenie, z corka.
Caly maly basen (do 1,50 glebokosci, gdzie dzieci ucza sie plywac) zajety przez grupe mlodych mezczyzn (ok. 20 osob), w przeswitujacych majtasach, niektorzy probowali majtasy sciagac, bo ciagle im spadaly i widocznie bylo im w niewygodnie. Nie reagowali na prosby personelu (bledem moze bylo to, ze nasz personel to wylacznie kobiety), by zachowywali sie mniej glosniej, nie skakali z brzegu do basenu, nie wrzucali pilek na siatke zawieszona pod sufitem, nie sciagali majtasow przed zjechaniem ze zjezdzalni.
Miejscowi mieszkancy zwyczajnie ... opuszczali hale basenowa, bez slowa. Nie, nikt z miejscowych nie smial sie poskarzyc.
Moi sasiedzi sa rodzina zastepcza. Maja male gospodarstwo bio. Zdecydowali sie odpowiedziec na apel o pomoc i przjeli pod dach 15-letniego chlopca z Afganistanu. Poniewaz chlopiec nie mial doslownie nic poza tym, co na grzbiecie, zorganizowalismy u nas we wsi zbiorke odziezy. Mam 17-letniego syna, zanioslam sasiadom ciuchy po nim. Chlopiec byl uradowany. Moj maz dal mu slowniczek podreczny (jeszcze z czasow Bundeswehry w Afganistanie), zeby mogl sie komunikowac, bo nawet zaczatkow angielskiego nie znal. Na drugi dzien moi sasiedzi znalezli liste "zyczen", jaki mlody czlowiek noca sobie przy pomocy slowniczka i laptopa (corka sasiadow oddala mu swoj): najnowszy model iphona, wypasiony laptop i pare innych gadzetow. Sasiedzi tlumaczyli mu, ze nie maja zwyczajnie na to pieniedzy. Owszem, na nastepny dzien kupili mu Jakis uzywany smartfon (niecale 100€wink. Chlopiec byl wyraznie niepocieszony, potem wpadl w szal sad Noca zniszyczl wszystkie podarowane mu przez mieszkancow rzeczy, w tym nowy rower. I ... uciekl. To nie jest tak, ze ta rodzina byla zielona pod wzgledem tematu, ciezkosci przypadku itp. byli juz rodzicami zastepczymi dla mlodocianych przestepcow, alkoholikow, narkomanow ... Wiedzieli, ze latwo nie bedzie. Ale takiego ciosu sie jednak nie spodziewali. Po telefonie do osrodka, z ktorego chlopca zabrali dowiedzieli sie, ze tego samego dnia uciekli wszyscy "przyjaciele" chlopca (przybyl z ich grupa) i juz na terenie osrodka pracownicy doszli do przekonania, ze chlopy ci najprawdopodobniej byli juz wczesniej w jakims mlodocianym gangu. Gdzie sie znajduja obecnie, tego nikt nie wie."