Dodaj do ulubionych

Żyje z teściową której muszę za wszystko płacić

07.02.19, 18:48
Witajcie.
Jestem w kropce. Zastanawiam się czy patrzę zbyt subiektywnie i potrzebuję innego spojrzenia na sprawę.
Od 2 lat jestem mężatką. Od 3 lat mieszkam w domu rodzinnym męża z jego rodzicami, którzy według umowy mogą mieszkać z nami do końca życia, a my musimy zapewniać im m. in. prąd i ogrzewanie. Mąż jest właścicielem za równo domu jak i gospodarstwa rolnego i ziemi. Wybór jednak miało pozostałe rodzeństwo, które się na to nie zdecydowało, ale otrzymali oni wsparcie w postaci kasy. Mąż przez kilka lat dokupił ziemię i podniósł wartość gospodarstwa o jakieś 130 %.
W czym jednak problem? Problem dotyczy materializmu i zaborczości teściowej.
Jeszcze za nim zostaliśmy małżeństwem widziałam, że cała rodzina żyje za pieniądze męża. Teściowa nimi rządzi i je rozdysponowuje. Fakt faktem o nic nie musiał się martwić, jednakże oni nie dawali od siebie nic. A jak już do tego dochodziło, potrafiła mu wypominać by oddał każdy wyłożony grosz. Ciężko było mi na to patrzeć, ale podzieliłam nasz majątek dopiero wówczas kiedy było po ślubie. Teściowie mieli swoje renty i pieniążki, a my swoje - podobnie z mieszkaniem. My swoje u góry oni na dole. Był z tego powodu wieli bunt i oczekiwanie, że będziemy im dawali na jedzenie, ale nie zgodziłam się. Z kilku powodów. Są to b. toksyczni i nie fair ludzie, po drugie mają swoje źródła dochodów, po trzecie my zapewniamy im wszystko więc o żadne koszty nie muszę się martwić, mają wszystko to, czego potrzebują.
Od tej pory wszystko jest przez teściową wyliczane. Dosłownie wszystko. Nadal nie dają nic od siebie, a każdą z rzecz potrafi mi wycenić, lub oczekiwać, że coś powinno być kupione. Np. ona zamawia kilka worków ziemniaków - my za nie płacimy itp. Od pewnego czasu pracuję. Więc wyszło jakoś tak, że ona i tak gotuje więc zechciała gotować i dla niej, bo to nie problem. Wyjeżdżam rano więc zaczęła zapraszać męża też na śniadania. Zgodziłam się, bo po pierwsze wygodnie, a po drugie nasze stosunki będą lepsze jeśli będziemy jedli wspólnie chociaż jeden pomsiłek, a mąż nie będzie musiał jeść sam. No, ale nic za darmo. Mimo, że nie musielibyśmy wiele kupować bo wiele rzeczy mamy swoich: przetwory mleczne, mięsa, warzywa itp. to ona otwarcie przyznała, że chce pieniądze. Przystało na 200 zł na msc. Ale gdy poprosiłam ją by upiekła dziecku ciasto do szkoły skasowała w między czasie 30 zł za produkty, bo szukała w szkole uznania i zrobiła coś wymyślnego. Nasze dziecko dostało owsików, a my byliśmy w pracy. Więc dziadek zabrał babcie i pojechali po leki dla wnuczki. Kupili dużo leków także dla wszystkich domowników. A przy rozliczeniu 200 zł za żywienie powiedziala "jeszcze 50 zł za wasze leki". Takich sytuacji jest multum. A żeby było śmieszniej to myślałam, że jeśli będzie dostawała od nas pieniążki na produkty to choć ciut się postara, a tymczasem mam wrażenie, że ona robi wszystko by nie wydać z tych pieniędzy ani grosza - przygotowując np. potrawy tylko i wyłącznie ze swojskich produktów, a mąż np. dzień w dzień na śniadanie je przetwory z naszego mięsa na przemian z jajkami...
Czy to normalne? Jak to rozegrać? Ja czuję, że ona na każdym kroku chce nas wykorzystać. Przy czym zaznaczam, że my staramy się takich zachować unikać - nigdy nie proszę by mi za coś oddawała, często dajemy im prezenty, produkty itp.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka