pafik.i.mrowka
12.12.04, 09:29
Wczoraj zaciekawiony ofertą Eurobanku o "wyprzedaży" kredytów, postanowiłem
sprawdzić ich ofertę. W jednym z centrów handlowych znalazłem czerwony kiosk
i zapytałem o pożyczkę.
Tutaj pierwszy szok. Aby pracownik Eurobanku mógł zrobił prostą symulację
spłat, potrzebne były wszystkie moje dane włącznie z dwoma numerami telefonu,
adresem oraz nazwiskiem rodowym matki.
Ale to nie koniec niespodzianek. Po wklepaniu wszystkich informacji do
komputera, ten połączył się z systemem-który-wie-wszystko i na ekranie
pojawiła się informacja, że nie jestem wiarygodnym kredytobiorcą.
Na moje pytanie dlaczego, otrzymałem odpowiedź: KOMPUTER TAK POWIEDZIAŁ.
Zarabiam 1600 netto, nie mam żony, dzieci, nic nie spłacam. Nie zalegam
nigdzie. Wiem, że Eurobank udziela pożyczek już od 700 zł netto pensji.
Trzeci cios między oczy: Ok, nie dostanę kredytu, ale co stanie się z moimi
danymi, które dostaliście za darmo?
Odpowiedź pracownika: "Te dane przez jakiś czas będą, a później znikną.."
Uważam, że takie postępowanie jest nie w porządku.
Bilans:
Chciałem pożyczyć 1000 zł. Dostałem 0zł.
Bank dostał moje dokładne dane za 0zł.
Nie podano mi powodu odmowy udzielenia kredytu.
Na drugi dzień poszedłem do Lukasa. Bez podawania żadnych danych, zrobili
symulację. Mogę wziąć u nich max. 4 tys. zł.
"Co jeszcze możemy dla Ciebie zrobić?" - disappear, please ;)