Gość: caramba
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.12.04, 20:03
Czy was nie dziwi, że w większości kręgów, pomijając kręgi patologiczne, o
klasie człowieka świadczy jego poziom wiedzy ogólnie mówiąc humanistycznej.
Generalnie człowiek, który zna np. wiele nazwisk kompozytorów, wiele tytułów
książek jest uznawany za bardzo mądrego. Obciachem jest nie wiedzieć kto
napisał oratorium Mesjasza, ale nie jest wstydem powiedzieć, że się nie wie
na czym polegają prawa Ohma. Ba, wielu tzw. "inteligentnych" ludzi
(przynajmniej chcących uchodzić za inteligentnych) nie wstydzi się
powiedzieć, że nie potrafi sprawnie liczyć! A przecież motorem postępu i
naszej wiedzy o świecie nie są "mądrości" jakie możemy wyczytać w pijanych
zwidach Witkiewicza, ale właśnie odkrycia fizyków czy biologów. Ogólnie
mówiąc ludzi prawdziwej nauki. Jednocześnie mamy ich w pewnej pogardzie. Nie
uczymy dzieci w szkole nazwisk słynnych matematyków. Dlaczego tak się dzieje?
Tak hołubimy filizofów, chociaż oni od zarania świata zadają te same pytanie
i nie udzielają na nie zadnej sensownej odpowiedzi...