monikate
07.01.05, 19:03
Przychodziły w wielkich ilościach w latach osiemdziesiątych. "Z Zachodu". Od
rodziny, od znajomych, od organizacji charytatywnych, coby nam ułatwić i
uprzyjemnić życie w zgrzebnej Polsce. Moja rodzina dostawała je od rodziny z
Niemiec, tych zachodnich wtedy. Co to było za przeżycie! Zbiórka w
mieszkaniu, odwijanie paczki, na wierzchu pachnące bibułki, w naszym pojęciu
był to zapach wielkiego świata. Czytanie spisu paczki i sprawdzanie, czy
zgadza się z jej zawartością. A w środku: mydełko FA, upojnie pachnące, nie
tak, jak mają obecnie dostępne w sklepach mydełka... Filtry do ekspresu do
kawy! Jeden filtr używało się ostrożnie parę razy, aby starczyło jak
najdłużej, bo nie wiadomo było, kiedy będzie następna paczka. Rodzynki,
orzechy, migdały. Obojętnie, jaka była pora roku, mama je chowała ze
słowami: "będą na święta". Kawa prawdziwa! Herbata o ludzkim smaku! Czekolady
Milka, Toblerone... Dlaczego te obecne już nie mają tego smaku, co paczkowe?!
No i ciuchy, ciuchy! Na widok których koleżanki wzdychały zazdrośnie: "ona
się ubiera za granicą". Katalogi i żurnale. Zapraszało się potem znajomych na
ich wspólne oglądanie. Ależ to było przeżycie i radość. Długo się przeżywało
otrzymanie takiej zagranicznej paczki.
Macie podobne wspomnienia? Co dostawaliście w paczkach?