Dodaj do ulubionych

Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka sama

IP: 195.116.118.* 14.02.05, 13:48
Śmiałam se kobiet, które wpadają w romanse z żonatymu facetami, i wierzą, że
można na nieszczęściu innych zbudować własne szczęście. Śmiałam se kiedy
słyszałam, że łykają te wszystkie piękne słówka jak poranną kawę i w
zachwycie zasypiają z myślami o nim. I sama zrobiłam to samo. Zakochałam się.
Ze wzajemnością.Ja mężatka, on żonaty. Oboje znudzeni we własnych
małżeństwach. Miłość jak z bajki. Wspólne weekendy oczywiście niby służbowe,
kilka godzin dziennie przez telefon bo mieszkamy od siebie kilkaset
kilometrów. W końcu decyzja, że mówimy swoim współmałżonkom o ty, że chcemy
odejść. On mów pierwszy. Zaczyna się dramat.Jego żona kilkuletnią
córeczkę "uświadamia" że tatuś już jej nie kocha bo chce odejść do innej
Pani. Dziecko dostaje jakiejś histerii.Ona zaczyna do mnie wydzwaniać. Błaga
go żeby jej nie zostawiał. On zostaje w domu. Wtedy wydawało mi się, że
dobrze, żę nie zdążyłam tego powiedzieć we własnym domu choć ja nie mam
dzieci. Tymczasem on prosi, żebyśmy nadal utrzymywali kontakt, spotykali się
kiedy tylko nadarzy się okazja. Jestem tak zakochana, że godzę się na
wszystko. Pryska mit o wspólnym życiu. Jest teraz bardzo pilnowany a my nadal
się spotykamy. Nie umiemy żyć bez siebie ale ze sobą też nie. Mowi, że nie ma
siły, żeby odejść od córki ale codziennie kilka razy dziennie dzwoni, smsuje
obsypuje prezentami. Przecież gdyby chodziło tylko o seks mógłby znaleźć
kogoś na miejscu a nie 700 km od własnego domu. Codziennie od kilku miesięcy
mówi, że kocha ale no odejdzie z domu. Więc gdzie zmierza ta znajomość? Nie
mam siły przestać go kochać bo kazego dnia przypomina mi o sobie. Nie
wytrzymam już tego. Mój mąż oczywiście nawet niczego nie zauważył bo dla
niego co bym nie zrobiła i tak jestem najważniejsza i najkochańsza tylko,że
ja już chyba nic do niego nie czuję. Wiem, że kocham tamtego ale wiem, że to
bez sensu. Jak się wyleczyć z tej miłości? Jak zapomnieć? Jak nie tęsknic?
Postąpiłam jak głupia nastolatka i jak głupia uwierzyłam, że można żyć jak w
bajce ale ta bajka wyniszcza mój organizm coraz bardziej. Dziękuję, żę mogłam
się wygadać.
Obserwuj wątek
    • izka82 Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka 14.02.05, 14:08
      Ja bylam kiedys taka jak Ty- moze nie smialam sie, ale nie miescilo mi sie w
      glowie, jak mozna w ogole zainteresowac sie zonatym, a co dopiero zaczynac
      jakis romans... No i los splatal mi figla, jak na ironie teraz ja stalam sie
      kochanka zonatego..
      Droga Ingo, nie umiem Tobie poradzic, ale wydaje mi sie ze nie mozna oszukac
      swoich uczuc. On ciebie naprawde kocha, Ty kochasz jego - bedziecie jeszcze
      razem, nie rezygnuj! Wiem , ze to moze zbyt pieknie powiedziane, ale z tego co
      napisalas, tylko tyle moge tobie powiedziec!! Ja bym nie rezygnowala...

      Pozdrawiam cieplo

      iza
      • Gość: zuza Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: *.provider.pl / *.provider.pl 14.05.05, 15:42
        "wydaje mi sie ze nie mozna oszukac swoich uczuc", a co z uczciami meza, ktory
        nieswiadomy, tego ze ma przyprawiane rogi, swiata poza zonka nie widzi, moze
        trzeba zadac sobie pytanie, czego sie tak naprawde chce, czy chce sie byc z
        kochasiem, wtedy jasno i bez ogrodek porozmawiac z mezem i rozstac sie,
        uwzgledniajac wszystkie nieprzyjemne konsekwencje jakie sie z tym wiaza, albo
        zakonczyc sprawe z kochasiem i pokornie wrocic na lono rodziny.

        nie da sie byc jedna d... na dwoch weselach, sorry za ostry ton, ale jak czytam
        te posty wszystkich znudzonych, rozpeszczonych i zdradzajacych zon, to mi sie
        po prostu noz w kieszeni otwiera

        gdzie tu jest miejsce na W I E R N O S C i U C Z C I W O S C M A L Z E N
        S K A, ktora kazdy wstepujacy w malzenstwo slubuje, jezeli nawet milosc sie
        wypali, to jestesmy winni drugiej stronie chociaz tyle, aby byc wzgledem niej
        uczciwym.

        Moze potrzebny jest jakis powazny problem, który wstrzasnie fundamentem
        dotychczasowej egzystencji, a wszystkie inne problemy rozwiaza sie od razu same.

        Moja rada, to obrze zastanowic sie nad soba oraz celem do ktorego sie zdaza, bo
        zycie ma sie tylko jedno i nie ma czasu na replay i poprawki. Powodzenia!
    • ewpiot Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka 14.02.05, 14:36
      A ja uwazam, ze jesli facet wciaz wraca do zony to nie ma szans na to, ze ja
      zostawi. Chyba ze ona dowie sie o wszystkim, i zostawi jego. Malo to jednak
      prawdopodobne zwazajac na to, ze dowiedziawszy sie chce o niego walczyc. Takie
      kobitki walcza do konca desperacko, nawet gdy nie maja szans-i najczesciej
      wygrywaja. Skad wiem?Ano, mialam kilka takich romansow, i zawsze konczylo sie
      jednym-facet zostawal przy zonie, nawet jesli jej nie kochal.Moj romans trwal 2
      lata, zona wiedziala o wszystkim, i nie chciala odpuscic. Od tej pory
      przysieglam, ze nigdy sie nie wplacze w romans z zonatym. Niewielu facetow stac
      na to, zeby zaczac zycie od poczatku-raczej to jest wyjatkiem. Sa wygodniccy i
      nie maja odwagi postawic wszystkiego na jedna karte. Dlatego uwazam, ze wasz
      zwiazek nie ma szans, predzej czy pozniej sie wypali i skonczy. Oboje bedziecie
      mieli dosc tej szarpaniny. Dobrze ze niczego nie powiedzialas
      mezowi,przynajmniej tego problemu sobie zaoszczedzilas. A co masz robic?Nic.
      Milosci nie da sie zabic, to tylko odnosi odwrotny skutek-teskni sie jeszcze
      bardziej. Jesli chcesz uwolnic sie od tego uczucia musisz go przezyc do konca,
      przejsc przez wszystkie fazy przezywajac wszystko doglebnie i calkowicie.
      Bedziecie sie jeszcze jakis czas spotykac, kochac i plakac, az w koncu oboje
      nie bedziecie miec sily zeby to ciagnac. Zmeczenie i wypalenie da znac o sobie.
      Skonczy sie samo, zobaczysz. Powodzenia.
      • Gość: życie płata figle Re: Justyka - odrobilaś lekcje? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 16:03
        justyka -a ja Ci powiem dziecko, że życie potrafi płatać figle. i Tobie z całą
        pewnością spłata. Ale trochę później - jak dorośniesz i wyjdziesz zamąż. Teraz
        żyjesz ideałami o tej jednej jedynej i prawdziwej miłości i ślubie. A potem? A
        potem przypomnisz sobie brednie, które przed laty wypisywałaś na forum. I inna
        małolata wyzwie cie suką. Tego ci życzę
        • jusytka Re: Justyka - odrobilaś lekcje? 16.02.05, 22:13
          Dodam jeszcze.. Mam wrażenie, że tobie życie płata takie same figle co autorce
          wątku. Nie rozumiesz więc, że rodzina jest świętością, i nikt z czysto
          hedonistycznych pobudek nie ma prawa jej burzyć !!!!
        • Gość: rilka Re: Justyka - odrobilaś lekcje? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 06:45
          hehh, pewnie, wiec kazda mezatka musi byc suka... o nie, zdziry, ja jestem
          mezatka od paru lat, faceci uganiaja sie za mna jak dzicy i zdarzylo sie pare
          razy, ze nie robilo im roznicy, ze mam meza, a mimo to nigdy nie zaswital mi w
          glowie pomysl, zeby sie puszczac... przyznam, czulam kiedys silne emocje na
          widok pewnej osoby, ktora byla uosobieniem moich marzen o mezczyzie mojego
          zycia, kiedy jeszcze nie znalam mojego meza, ale od tego bylo daleko do
          zeszmacenia sie zdrada...
          mojemu mezowi chce dawac szczescie, bo tego samego od niego oczekuje, poza tym
          wiem, ze mezczyzna, ktory podjalby sie takich kretactw musialby mnie miec za
          dziwke, wiec powieszajcie sie zdziry, bo tyle wam zostalo
              • Gość: Samboni Re: Rilka I jej Mąż IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 22:39
                Ludzie jak wam łatwo przychodzi mówić na temat, którego sami wogóle nie
                znacie :) Chociaż z drugiej strony piszecie tak kategorycznie, że penie wiecie
                o co chodzi. Najgłośniej i najzajadlej szczekają na innych zawsze ci co mają
                coś na sumieniu!!! Sorki ale tak to zwykle bywa Rilko i Mężu-Rilki :)
                • Gość: rilka Re: Rilka I jej Mąż IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 01:35
                  dla jasnosci, nie ruszaja mnie takie gadki
                  dodam jeszcze, ze przykro mnie zaskoczyly wypowiedzi na tym forum, zwlaszcza
                  odpowiedzi na moje posty
                  skoro nie wierzy sie juz w to, ze ludzie zyja spokojnie i szczesliwie obok
                  siebie, to znaczy jest wiele osob po takich przykrych doswiadczeniach
                  krytykuje to, bo usiluje sie wczuc w sytuacje dziecka tego faceta, jego zony,
                  zdradzanego meza, zdaje sobie sprawe, ze mi samej cos takiego podcieloby
                  skrzydla, nawet nie potrafie sobie wyobrazic, jak czulabym sie w sytuacji
                  ktorejs z tych trzech osob, ale na pewno fatalnie
                  moja relacja z mezem rozni sie od tych, w ktorych sa moje kolezanki, choc nie
                  jest to jednoznacznie pozytywna roznica
                  • Gość: facet po 30 Re: Rilka I jej Mąż IP: *.adsl.inetia.pl 21.02.05, 08:54
                    Wiecie co? Przeczytałem tu mnóstwo opinii. Z jednymi zgadzam się z innymi nie.
                    Związek dwojga ludzi to nie tylko miłość, to też wzajemne zrozumienie, zaufanie
                    a przede wszystkim przyjaźń. Partner to też kumpel. Nie ma prawdziwej miłości
                    bez przyjaźni, bez gotowości do pokazania partnerowi swego wszechświatu.
                    Pamiętajcie o tym. Wierze w udane i szczęśliwe małżeństwa! Ale małżeństwo jak
                    każdy związek wymaga pielęgnacji, pracy obu stron nad utrzymaniem go
                    w „formie”. Zdarza się i tak że po latach dochodzimy do wniosku, że czujemy się
                    nie spełnieni w związku. Wtedy mniej lub bardziej świadomie zaczynamy szukać.
                    To ludzkie. Nie kreujcie poglądów krytycznych bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo
                    co komu może się w życiu wydarzyć. Znamy siębie tylko na tyle na ile nas
                    sprawdzono. Najlepszym przykładem jest tu INGA. Ja Rilko kilka lat temu
                    twierdziłem dokładnie jak ty. Zmieniłem zdanie. Zmienił je czas albo jak kto
                    woli samo życie. Na koniec dodam jeszcze tylko jedno: jeżeli ktoś zdradza i
                    jednocześnie twierdzi że kocha swego partnera to albo nie wie co mówi albo
                    oszukuje samego siebie, albo powinien porozmawiać z seksuologiem lub psychiatrą…
                    • julka2005 Re: Rilka I jej Mąż 21.02.05, 10:35
                      Gość portalu: facet po 30 napisał(a):

                      > Wiecie co? Przeczytałem tu mnóstwo opinii. Z jednymi zgadzam się z innymi
                      nie.
                      > Związek dwojga ludzi to nie tylko miłość, to też wzajemne zrozumienie,
                      zaufanie
                      >
                      > a przede wszystkim przyjaźń. Partner to też kumpel. Nie ma prawdziwej miłości
                      > bez przyjaźni, bez gotowości do pokazania partnerowi swego wszechświatu.
                      > Pamiętajcie o tym. Wierze w udane i szczęśliwe małżeństwa! Ale małżeństwo jak
                      > każdy związek wymaga pielęgnacji, pracy obu stron nad utrzymaniem go
                      > w „formie”. Zdarza się i tak że po latach dochodzimy do wniosku, że
                      > czujemy się
                      > nie spełnieni w związku. Wtedy mniej lub bardziej świadomie zaczynamy szukać.
                      > To ludzkie. Nie kreujcie poglądów krytycznych bo tak naprawdę nigdy nie
                      wiadomo
                      >
                      > co komu może się w życiu wydarzyć. Znamy siębie tylko na tyle na ile nas
                      > sprawdzono. Najlepszym przykładem jest tu INGA. Ja Rilko kilka lat temu
                      > twierdziłem dokładnie jak ty. Zmieniłem zdanie. Zmienił je czas albo jak kto
                      > woli samo życie. Na koniec dodam jeszcze tylko jedno: jeżeli ktoś zdradza i
                      > jednocześnie twierdzi że kocha swego partnera to albo nie wie co mówi albo
                      > oszukuje samego siebie, albo powinien porozmawiać z seksuologiem lub
                      psychiatrą
                      > …................."Miłość jest POTĘGĄ..ANI WODA ANI OGIEN ANI WICHER NIE
                      ZNISZCZĄ MIŁOŚCI.... LECZ KTO ODDAJE BOGACTWA DOMU SWEGO ZA MIŁOŚĆ - ZYSKUJE
                      NIESŁAWĘ.... Ile to już wątków o miłości,a z nią PARSZYWEJ ZDRADZIE........
                      szkoda słów. Trzymajcie się kupy ZDRAJCY - winszuję wyborów..;[
                  • Gość: rozwiedziona Re: Rilka I jej Mąż IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.05, 11:22
                    rilka, czytając Twoje posty widzę siebie sprzed kilku lat. Kochalismy się
                    bardzo, wyrozumiałość, tolerancja. Boże, jak ja bez reszty ufałam swojemu
                    mężowi. Był troskliwy, dbał o dom, dzieci. Tworzyliśmy idealny związek.
                    Jestem sześć lat po rozwodzie. Zmienia partnerki nie częściej niż podczas
                    trwania naszego związku.
                    W małżeństwie miałam to co sobie wypracowałam - męża, który mnie uwielbiał,
                    spokój w domu /do czasu gdy nie wyszły na jaw jego poczynania/, dostatek,
                    zapewnienia o dozgonnej miłości.
                    Początkowo też próbowałam utrzymać nasz związek - to był błąd. Do dzisiaj
                    musiałabym znosić upokorzenia. Ten człowiek, pomimo kolejnych przysiąg nie
                    zmieniał swojego postępowania. On zawsze taki był i będzie.
                    Nie życzę Ci takiego wstrząsu, ale gdy Cię słucham, widzę wyraźnie swoją
                    historię. Jesteś zaślepiona tak jak ja kiedyś.
                    Jeszcze ta wypowiedź Twojego męża. Skąd ja to znam?
                    Dużo zdrowego rozsądku.
                    Pozdrawiam.
          • Gość: bosa Re: Justyka - odrobilaś lekcje? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 22:21
            zaraz padnę. Nie wiesz dziecino, że mężatki to bardziej łakomy kąsek niż
            single?? Choćby dlatego, że faceci liczą na to, że będą bardziej dyskretne i
            nie zadurza się głupio, jak nastolatka. Liczą na taki skok w bok bez
            zobowiązań. I choćbyś była garbata, zezata i kulawa, to i tak większe wzięcie
            byś miała niz niejedna śliczna panna. Jestem mężatka od 8 lat, nigdy męża nie
            zdradziłam. Ale tak sobie myślę - nie wiadomo, co komu pisane :)
        • Gość: kobieta po 30 Re: Justyka - odrobilaś lekcje? IP: *.lsk.gda.pl 20.02.05, 19:25
          Oj nie można tak pisać, że to życie płata figle. Te figle to oni sobie nawzajem
          zafundowali. Jeżeli jest się z kimś w związku to trzeba wiedzieć, jakie są
          konsekwencje zdrady, to nigdy nie jest takie proste jak w książkach, filmach i w
          wypowiedziach na forum w internecie... I wcale to nie usprawiedliwia ludzi,
          którzy mając rodziny i będąc w związkach z innymi ludźmi postępują niegodziwie.
          Jeżeli nie kochała męża, dlaczego mu nie powiedziała??? Bała się, że nie będzie
          miał kto jej utrzymywać? Bała się, że nowy ukochany nie zdecyduje się na
          odejście od żony?
          Dlaczego ludzie robiąc sobie dobrze nie myślą o tym, że krzywdzą przy tym dzieci?
          Sama mam syna i nigdy nie zrobiłabym niczego, co mogłaoby być dla niego
          niszczące. Tak tez rozumiem to, co zrobił ten facet razem ze swoją żoną: użyli
          dziecka dla swoich celów, ona opowiadając córce o przerastającej takiego
          maluszka historii o złej pani, a on wracając do żóny i poddając się jej
          szantażowi. Kobieta, która jest autorką wątku, robi krzywdę swoim dzieciom bez
          względu na to, czy odejdzie od męża, czy też z nim będzie, bo nie wierzę, aby
          dzieci nie wyczuły hipokryzji mamusi. A nawet jeśli tak dobrze gra, to kiedyś
          prawda wyjdzie na jaw i co wniesie w życie jej dzieci???

          Życie nie jest proste, bycie odpowiedzialnym też nie, ale jeśli ktoś podejmuje
          tak poważną decyzję, jaką jest małzeństwo i posiadanie dzieci, powinien zdawać
          sobie sprawę z konsekwencji.
          To, że ktoś sobie powie: Ach to to życie takie jest kurcze dziwne i płata mi
          figle, wcale nie zdejmuje z niego odpowiedzialności za jego uczynki.
          Wcale nie żal mi tej pani, tego pana, ani jego żony, ani też męża "bohaterki".
        • Gość: nena Re: Justyka - odrobilaś lekcje? IP: 1.3.* / *.proxy.aol.com 20.02.05, 21:46
          Byloby swietnie gdyby po slubie nasz maz albo zona kochali nas do grobowej
          deski. Tak powinno byc, ale zycie pisze czasami inne scenariusze.
          Jestem mezatka i kocham mojego meza, ale nie wyobrazam sobie, ze mogla bym byc
          z nim po tym jak by mnie zdradzil. Nie lubie resztek.... Zreszta moj maz mysli
          tak samo.
          Nie sadze, ze mozna odbudowac zaufanie po czyms takim. Tak jak stluczony wazon -
          skleic mozna, ale woda moze sie i tak przedostac.Poza tym, rozumiem, ze mozna
          byc samemu i cierpiec, ale byc z kims i cierpiec? To nie ma sensu. Mysle, ze
          kobiety zostaja z kim kto je zdradzil z wygody, moze finansowej, moze z braku
          odwagi, zeby wszystko zaczac od nowa.
          Co do tego co napisal Justyka, cieplymi uczuciami nie moglabym darzyc kobiety,
          ktora by mi uwiodla meza, ale do tego tanga potrzeba zawsze dwojga......
    • Gość: janko Re: do inga IP: 80.51.236.* 14.02.05, 15:35
      Wy kobiety postępujecie nielogicznie i angażyjecie się wtedy kiedy niepotrzeba
      wmawiając wszystkim że kochacie po czym czar pryska.Daj sobie spokój nie
      kontaktuj się i zajmij się czym innym jak wypełnisz sobie dzień zajęciami na
      max to Ci przejdzie.
    • Gość: tere_fere_kuku Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 15:45
      to wszystko to jest jakas piramidalna bzdura......"miłość jak z bajki"?.....to
      nie miłość tylko pożądanie.....czy kogoś się naprawdę kocha, wie się dopiero
      wtedy, gdy w codziennym zyciu zweryfikuje się to uczucie...a nie od spotknia do
      spotania raz na jakiś czas........oboje jestes niedojrzali do tworzenia
      prawdziwych, stałych związków....kręci was tylko faza zakochania, randki i
      potajemne schadzki
      • Gość: kazik Re: Śmiałam się z takich kobieta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 18:22
        To zawsze na ogół chwilowa faza fascynacji ale tak masz rację codzinne życie to
        weryfikuje.Ja np mam taką osobę z którą w codziennym życiu czuję się
        świetnie,rozumiemy się bez słów a jako że każde z nas jest po przejściach nawet
        znalezienie kompromisu przychodzi nam łatwo choć wszyscy wiedzą że ta kobieta
        zawsze chciała postawić na swoim,ze względu na to że już raz pokłóciliśmy się a
        to było z jej winy to nie mieszkamy razem teraz i nie jesteśmy parą ale
        spędzamy dużo czasu z sobą ale u
        ostatnio usłyszałem że kocha kogoś tam i nie sypiamy od tego czasu ze sobą ale
        ona i ten facet to podobna historia jak ingi ale i tak z nim nie będzie bo on
        się tym bawi a ona fascynuje i pewnego dnia będzie o tym pisać co robić
        Może to dziwne wszystko ale wiem,chwilowe fascynacje do niczego dobrego nie
        doprowadzą i lepiej czasami przespać się z wiaderkiem wody na glowie niż
        pakować się w jakieś chore układy.No wiecie kobiety w takich układach to
        cierpią a faceci się w nich zwykle bawią.Miłość z bajki to może raz na milion
        się zdarza a ale nie wszystkie bajki kończą dobrze nie wiem czy to pamiętacie
        jeszcze z dzieciństwa.Czekam na opinie o tym kiedy naprawdę związek jest super
    • megxx Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka 14.02.05, 18:29
      kobieta.gazeta.pl/wysokie_obcasy/1,53581,2547274.html
      Powinnyśmy w ogóle poddać się pewnym zapobiegawczym środkom, byłoby w zasadzie łatwiej:) A poza tym, kiedy kobieta strzela oczami po facetach dookoła? Gdy jest zaniedbana w domu! Gdy wieje chłodem, gdy nie ma wsparcia itd. Być może są jednostki na tyle dowartościowane, że nie czują potrzeby bycia z kimś, ale większość to jednak nie jest na singli stworzona:)
      • Gość: kazik Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 18:44
        I właśne te które tak mówią że samemu mi dobrze to najbardziej potrzebuja
        partnera,
        wystarczy że pokażesz jej jak z facetem jest inne życie-pokażesz jej że może
        na ciebie liczyć,zrobisz jej drobny upominek przytulisz ją oferując swoje
        ciepło bez zadnych erotycznych podtekstów a zobaczysz jaka bęzie
        uśmiechnięta,szczęśliwa.Jeśli to dostrzeże i nawet się na ciebie nie zdecyduje
        to przestanie puszczać płytę o wyższośći singli.
        • Gość: deedeebg kaziu, dlatego kocham gejow :) IP: *.net.autocom.pl 18.02.05, 18:47
          bo jak narazie nie spotkalam ani jednego heteryka ktory by mnie
          probowal "przytulic" bez podtextow sexualnych...

          wiec stosuje zasade ograniczonego zaufania.mimo ze od ponad 5 lat jestem w
          stalym zwiazku (co mnie juz zaczyna przerastac, bo czuje sie jak w starym
          dobrym malzenstwie) licze tylko na siebie. na mezczyznach zazwyczaj jest ciezko
          polegac (a na informatykach szczegolnie. no,chyba ze chodzi o naprawienie
          kompa. zreszta koledzy i tak maja pierwszenstwo;)

          i tak na marginesie - mimo ze nigdy nie myslalam ze sie w takie G*&o wpakuje,
          jestem z gosciem, ktory, wstyd powiedziec, odszedl od zonci i 2 nieplanowanych
          bachorkow. ale coz, jest to polskie reality...
          poza tym wiecie co sie mowi o mezczyznach - ze sa jak toalety publiczne - albo
          zajeci, albo zasr*&^
          ;p
          ale tej biedaczce i tak nie radze ciagniecia tego, przedstawiciele plci meskiej
          maja to do siebie, ze rzadk osa w stanie powiedziec co NAPRAWDE im sie dzieje
          miedzy uszami. a ten to widocznie nie dosc ze hipokryta i goopek, to na dodatek
          tchorz nieprzecietny i humorzasty jak (za przeproszeniem) baba w ciazy - sam
          nie wie czego chce i po co...
          • Gość: wuł Droga DeeDeeBG IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 00:58
            Wszystko OK,

            Ale nie pisz że twoje bycie z rozwodnikiem to "Polska rzeczywistość"...

            To jest "twoja rzeczywistość" i ty ją tak ukształtowałaś.
            To co napisałaś może sugerować że wszyscy jesteśmy skazani
            na jakieś pogibane zakręty życiowe, a to przecież nieprawda.

            A tak na marginesie: Myślę że ludzie, którzy żeniąc się/wychodząć za mąż
            uwzględniają rozwód jako jakąś tam ewentualność w przyszłości
            nie powinni przysięgać "nie opuszczę cię aż do śmierci"
            tylko np. "nie opuszczę cię aż do zdrady", "nie opuszczę cię chyba że staniesz
            się apatyczny lub spastyczny", "nie opuszczę cię, chyba że cię opuszczę" itd
            itp.
            Co wy na to?
            • les.vacances Re: Droga DeeDeeBG 21.02.05, 01:49
              Gość portalu: wuł napisał(a):

              > Wszystko OK,
              >
              > Ale nie pisz że twoje bycie z rozwodnikiem to "Polska rzeczywistość"...
              >
              > To jest "twoja rzeczywistość" i ty ją tak ukształtowałaś.
              > To co napisałaś może sugerować że wszyscy jesteśmy skazani
              > na jakieś pogibane zakręty życiowe, a to przecież nieprawda.
              >
              > A tak na marginesie: Myślę że ludzie, którzy żeniąc się/wychodząć za mąż
              > uwzględniają rozwód jako jakąś tam ewentualność w przyszłości
              > nie powinni przysięgać "nie opuszczę cię aż do śmierci"
              > tylko np. "nie opuszczę cię aż do zdrady", "nie opuszczę cię chyba że
              staniesz
              > się apatyczny lub spastyczny", "nie opuszczę cię, chyba że cię opuszczę" itd
              > itp.
              > Co wy na to?

              My na to, ze to na pewno bardziej uczciwe )
              Nic nie jest raz na zawsze.
              • Gość: wuł Re: Droga DeeDeeBG IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 11:05
                A tu się nie zgodzę. Moje obie babcie były z dziadkami na zawsze - do śmierci.
                Moja matka z ojcem też są razem od początku i raczej będą do końca. Nigdy bym
                nie powiedział że którekolwiek z nich się w małżeństwie męczyło.

                Jeżeli chodzi o małżeństwo - mam chyba z setkę przykładów że może (i powinno)
                być raz na zawsze.

                howgh
                • Gość: po_godzinach Re: Droga DeeDeeBG IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 13:31
                  Uzylam tego sformulowania w pewnej przenosni )) - majac na mysli to, ze
                  zaden "stan" nie jest "raz na zawsze". Poza tym uwazam, ze nie wolno zakladac z
                  gory, ze nam "na pewno" nic sie nie przydarzy, ze my "na pewno" dochowamy
                  wiernosci i przysiegi. Dlatego, byc moze, jestem w ogole przeciwniczka
                  jakichkolwiek przysiag, wole pozostawic takie sprawy ludzkim sumieniom. Mozna
                  bowiem panowac nad swoimi zachowaniami, nie mozna jednak nad emocjami. Nie da
                  sie pokochac meza, ktorego przestalo sie kochac, mozna natomiast pozostac mu
                  wierna (poswiecajac w pewien sposob) swoje szczescie. Tylko czy taki niekochany
                  maz powinien taka ofiare przyjac? Moim zdaniem, nie.Nie sluzolybo to nikomu -
                  ani zonie, ani jemu, ani ew. dzieciom, dla ktorych przykladem do nasladowania w
                  swoim pozniejszym zyciu byloby kiepskie malzenstwo. Nie zapominajmy, ze dzieci
                  przenosza wlasny model rodziny na swoje rodziny - czy dobrym przykladem jest
                  wiec dla nich model, gdy matka nie kocha ojca (lub odwrotnie) ? Nie sadze.
                  Nie rozpatrujemy tu, jak rozumiem, sytuacji, gdy wszystko jest OK ))).

                  Krotko mowiac uwazam, ze gdy ludzie przestaja sie kochac, powinni sie rozstac i
                  szukac swojej drogi od nowa. Tak jest lepiej dla wszystkich - nie mowiac juz o
                  tym, ze uczciwiej.

                  Pozdrawiam.
      • Gość: blabla Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: *.smstv.pl / *.smstv.pl 18.02.05, 18:50
        >A poza tym, kiedy kobieta strzela oczami po facetach dookoła? Gdy jest
        >zaniedbana w domu! Gdy wieje chłodem, gdy nie ma wsparcia itd.
        megxx po pierwsze się z Tobą zgadzam, i dorzucam jeszcze swoją prośbę do
        wszystkich par: pracujcie nad KOMUNIKACJĄ!!! Albo się rozejdźcie...
        >Być może są jednostki na tyle dowartościowane, że nie czują potrzeby bycia z
        >kimś, ale większość to jednak nie jest na singli stworzona:)
        Po drugie dzięki za to zdanie, uff jednak należę do większości ;)
    • witch-witch Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka 15.02.05, 18:40
      Jak to mowia: "nie smiej sie dziadku z czyjegos wypadku...." twoj romans to
      powazna sprawa, jednak grubo sie mylisz, ze nie mozna sie odkochac. Mozna
      trzeba tylko chciec. Nie powinnas siebie tez obarczac wielka wina za to co sie
      stalo. W sumie to co wiesz o tym czlowieku, napewno bardzo malo. Coz na starosc
      bedziesz mialo troche bardziej przyjemne wspomnienia.
        • witch-witch Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka 16.02.05, 11:39
          Gość portalu: inga napisał(a):

          > Nie jest wyssana z palca. Jest czystą prawdą. Dziękuję wszystkim za poradę -
          to
          >
          > dużo daje do myślenia. Od kilku dni nie kontaktujemy się bo poprosiłam o czas
          > na odpoczynek. Bardzo za nim tęsknię ale wiem, w
          > sobie bo inaczej zwaruiję. Dziękuję jeszcze raz
          ..........................................................................
          Łatwo jest komuś prawić morały, niż napisać coś mądrego od siebie. To jak
          piszesz: "że muszę zwalczyć to uczucie" to jedna strona medalu. A ta druga, że
          oboje nie jesteście szczęśliwi w swoich relacjach. I może najlepiej by było
          gdybyś od tego zaczęła. Porozmawiaj i zdecyduj coś poważnego i dorosłego. Twój
          mąż ma prawo znać prawdę o tobie i o tym, że masz romans. On nie jest
          marionetka, którą zmusza się do życia w rodzinnym kłamstwie i przestawia w kąta
          w kąt tak jak się chce, a zwłąszcza w sytucji dokonanej. On złączył swoje życie
          z tobą, zaufał tobie, jest zapewne zaangażowany. A że tobie to małżeństwo nie
          odpowiada z jakiś tam względów, nie oznacza, że swoim milczeniem i
          niedopowiedzeniami, masz prawo go krzywdzić. Zapewnie jako wolnej osobie będzie
          ci łatwiej urządzić swoje życie tak jak chcesz. Może właśnie nawet z tym
          mężczyzna, który ci się tak bardzo podoba, a moze z kimś bardziej dostępnym.
          • ewpiot Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka 16.02.05, 13:22
            Ja bym nie dorazdala tak od razu walenia prawdy mezowi. To my, kobiety,
            wybaczamy zdrade, mezczyzna nigdy. Albo bardzo rzadko. Powiedzenie facetowi o
            zdradzie oznacza najczesciej rozpad malzenstwa-predzej czy pozniej. A ta
            dziewczyna w obecnym okresie zycia jest cala rozdergana, zaplatana, i na pewno
            nie znajduje sie w stanie rownowagi psychicznej. Raczej nie polecalabym
            dzialania w afekcie i podejmowania tak waznych zyciowych decyzji, bo latwo w
            takim stanie lapnac, chalpnac, a juz na pewno poleca raniace slowa, i raczej
            balabym sie brania na siebie ryzyka odpowiedzialnosci za malzenstwo w tym
            stanie ducha. Na jej miejscu odczekalabym jakis czas, az wszystko przycichnie,
            uspokoila sie, i dopiero zaczela rozmowy z mezem. I nie od razu od zdrady,
            tylko od refleksji na temat wspolnych relacji i drogi ich poprawy. Ale w jednym
            witch-witch masz racje, decyzje o wiazniu sie z druga osoba nalezy podejmowac
            po uwolnieniu sie od zobowiazan. Najpier wolnosc, potem mozna ukladac sobie
            zycie. Indze zycze pomyslnego rozwiazania problemow.
        • Gość: Volski Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: 66.168.95.* 20.02.05, 16:14
          Ingo,
          Ty masz bardziej podstawowy problem niz ta "milosc". Solidne
          niedowartosciowanie. Radze przeegzaminowac swoje zycie by dopatrzyc sie zrodel.
          Najprawdopodobniej Twoi rodzice, pozniej szkola. Jezeli tego nie zrobisz, to
          bedziesz miala ciag takich przypadkow. Twoje zycie wydaje sie pogonia za
          kims/czyms co Cie doceni (praca lub ludzie), a byc moze masz to pod nosem (=
          wlasna rodzina, nie rodzice). Przypominasz mi moja pierwsza zone, ktora w
          dalszym ciagu sie nie zmienila, chociaz rozwiedlismy sie 20 lat temu. Zycie jest
          twarde i jezeli sie nie robi pracy domowej, to sie pozniej za to placi.
          • citalinka Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka 21.02.05, 11:00
            Volski, jest tak jak napisałeś. Ingo (jestem Twoja imienniczką zreszta...)
            prosze zwróć uwage na jego wpis. Niestety borykam się właśnie z "ciagiem"
            takich sytuacji emocjonalnych. Od lat interesuję się psychologią, przyjaźnię
            się też z panią psycholog i wierz mi Inusiu, że źródło jest tam: w braku
            bezwarunkowej miłości w dzieciństwie. To narzuca naszej podświadomości
            schemat "odrzuceni /czy też szerzej: niedostepnośc czy to emocjonalna,
            fizyczna, społeczna/ = MIŁOŚĆ. Partnerzy kochający i dostepni pod każdym
            względem nas nie kręcą, brzydko mówiąc. Nie jest mi łatwo tak sie wymądrzać,
            aktualnie znów jestem po uszy zakochana w kims w 905 niedosteponym, ale "biorę
            poprawkę" na moja wypaczoną emocjonalność i nie robie rewolucji w zyciu (choć
            stale o tym myslę), bo wiem, że po wypaleniu sie tej znajomości, przyjdzie
            ("wypatrzę sobie") inną, kogoś znów niedostępnego. Bo u mnie (może u nas)
            CIERPIENIE = MIŁOŚĆ. Zaś spełnienie na codzień = nuda, brak tych emocji, jakie
            daje JEGO niedostepność. Nie wiem, czy wyrażałam sie tu precyzyjnie, bo jestem
            dość niewyspana. Polecam ci książkę Święcickiej-Macavoy (jakoś tak)
            pt. "Obsesja miłości". Nie zrażaj się głupim tytułem to jest świetna analiza
            mechanizmów, które wkręcają nas w takie sytuacje. Pomoga zdobyć minimum
            dystansu do miłosnych emocji. Pa.
      • Gość: edek Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: *.adsl.inetia.pl 18.02.05, 18:26
        Tak samo uważam. Jeśli męża już nie kochasz, powiedz mu. Trochę pocierpi, a
        potem będzie ci wdzięczny! Sam byłem takim mężem a teraz uważam, że moja ex
        wyrzadziła mi wielką przysługę, mówiąc że ma kogoś innego.
        Pozwoliło mi to zbudować sobie na nowo życie, a i jej jest teraz o wiele łatwiej
        (pomimo że jej facet od lat nie odchodzi od żonki!). Oszukiwanie partnera, z
        którym przeżyło się przecież kiedyś kilka fajnych chwil, to nie tylko świństwo,
        ale też głupota. Po czymś takim z mężem nigdy nie będzie ci dobrze - nawet,
        jeśli się o niczym nie dowie.
        • Gość: Inga Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: *.u.wavenet.pl 19.02.05, 01:16
          Bardzo dziękuje wszystkim za porady.Malutka -jesteś dla mne wspaniałym
          przykładem,że można przetrwać te złe chwile i żyć inaczej.Wiem,e nie beziemy
          juz razem i tylko chcę umieć zachować to w pamięci i nie tęsknić, nie
          rozpatrywać co by było gdyby jednak.Już nie.Rozmawiamy ze sobą codziennie bo
          oboje nie umiemy się "odzwyczaić" od siebie.połączyła nas bardzo duża więź
          emocjonalna.Wspólne upodobania i marzenia.To on opisywał mi wielokrotnie naszą
          wspólną przyszłość i prosił, żebym się nie poddawała, że wie, że to miłość na
          całe życie.Teraz przerosła go rzeczywistość.Szczególnie dziecko.Jego żona do
          mnie dzwoniła kilka razy.Sama mi powiedziała,że przesadziła mowiąc dziecku o
          tym wszystkim.Wiecie co?Wzięlam winę na siebie.Powiedziałam jej, że to ja go
          namiawiałam do tego romansu, związku i opuszczenia rodziny.Nie mogłam patrzeć
          na jego rozpacz kiedy mówił o dziecku.Wiedziałam,że tak bedzie lepiej bo
          czułam,że nie uniesie ciężaru opuszczenia domu.Zrobiłam z siebie wariatke ale
          zrobiłam to z prawdziwej miłości, żeby tylko mniej cierpiał.Mówi mi,że jego
          życie jest puste i szare, że nigdy nie wybaczy sobie,że mnie zawiódł ale nie
          opuści dziecka i rodziny.Wiem,że to wszystko wydaje się Wam pomieszane ale
          uwierzcie,że to była prawdziwa miłość mimo takiego finału.Moje małżenstwo jest
          i tak skoczone pod względem uczuciowym. Mój mąz mnie kocha z przyzwyczajenia,
          ja jestem obok niego z przyzwyczajenia i pewnie tak będzie.Nigdy wcześniej go
          nie zdradziłam. Nie szukałam też po prostu romansu.Chciałam prawdziwej miłości
          a kiedy przyszła okazało sie,że jest za trudna.Teraz chcę tylko umieć
          zapomnieć.To wszystko.Tylko czy możemy zostać tylko przyjaciółmi? Boję sie,że
          to nie możliwe.Oboje cierpimy.To beznadziejne.Nie umiemy żyć bez siebie.Nie
          umiemy żyć razem.
    • Gość: sloneczko Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: *.onlink.net 18.02.05, 17:54
      typowy samolub i egoista. Skok na bok - prosze bardzo ale jak sie sprawa
      rypnela to siup do zony pod kolderke i teraz to on nie moze bo zona , bo corka.
      I na dodatek obsypuje go prezentami . Kto ? Corka? Skad ma na to kase? On od
      poczatku stawial sprawe jasno. Jestesmy z soba razem tak dlugo az sie sprawa
      wyda i wtedy ty bedziesz wiedziala ze on zony nie opusci bo nie moze, bo jest
      czlowiekiem honorowym i odpowiedzialnym. Tak przeciez jest wygodne.Przeciez
      teraz jest to nie mozliwe bo zona go pilnuje, wypuszcza go z gomu na sznurku
      itp.On taki biedniutki i taki rozdarty.Jedzie 700 km. A to pech! Gdyby mial
      kochanke 7 km od domu tez byloby fajnie. No coz glupia baba przytrafila sie
      700 km od domu i sprawa jest dopiero wygodna. W domu zona, blisko domu
      kochanka i daleko od domu jeszcze jedna . A on sie sprawdza ile jeszcze takich
      moze miec. Zycze powodzenia a nadewszystko rozumu. Jak sie sprawa wydala i
      milosc wyszla na jaw to dla mnie sprawa jasna kogo sie zostawia a dla ciebie
      nie ?
      • Gość: kinga Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 16:58
        Witam wszystkich, którzy zabierają głos na forum. Myślę, że ja też mogę
        dorzucić od siebie kilka zdań. Dawno temu zdradził mnie mąż. Nie mogłam długo
        pogodzić się z tym faktem, nie mogłam zrozumieć dlaczego to zrobił, a o
        kobiecie, która próbowała rozbić moje małżeństwo miałam okropne zdanie. Dziś
        wiem, że w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. Teraz sama zdradzam męża i
        nie kieruje mną chęć zemsty ale szalone uczucie do mężczyzny, którego poznałam
        jakiś czas temu. Życie płata nam figle i zsyła niespodzianki w momentach kiedy
        najmniej się ich spodziewamy. Mężczyzna, z którym zdradzam meża jest żonaty.
        Mam świadomość, że krzywdzimy naszych bliskich ale to co zaistniało między nami
        jest silniejsze od zdrowego rozsadku. Jest nam ze sobą dobrze i chciałabym aby
        mogło to trwać wiecznie. Jestem jednak świadoma, że romanse nie trwają
        wiecznie. Być może przeżywam to zauroczenie nowym partnerem aby lepiej i
        łatwiej było mi zrozumieć powody, dla których mój mąż kiedyś również zdecydował
        sie na skok w bok. Dziś przynajmniej go nie potępiam bo wiem, że na pewne
        sytuacje zwyczajnie nie mamy wpływu, a uczucia spadają na nas jak grom z
        jasnego nieba. Nie wszyscy są na tyle silni aby się przed nimi bronić. A poza
        tym nigdy do końca nie wiemy czy to co przyszło nie jest tym jedynym i ostatnim
        uczuciem. Kocham swojego obecnego partnera i on kocha mnie. Ale musimy
        funkcjonować w swoich związkach małżeńskich "dla dobra sprawy". Być może kiedyś
        oboje przejrzymy na oczy, ale póki co, to cieszymy się chwilą. Pozdrawiam
        wszystkich, a zwłaszcza tych, którzy tak zaciekle potępiają wszystkich
        zdradzających. Nie róbcie tego, bo nigdy nie wiadomo czy pewnego dnia los nie
        ześle wam niespodzianki w postaci kogoś z kim zdradzicie swoich obecnych
        partnerów. Ja też myslałam, że zdradzają wszyscy, ale ja NIGDY tego nie
        zrobię!!! Nic bardziej błędnego!!! Nigdy nie mówcie NIGDY!!!
    • Gość: zośka z kamienia Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 18:25
      Ja się nigdy nie śmiałam z kobiet, które mają romanse z żonatymi, bo generalnie
      nie śmieję się z kalek, obojętnie fizycznych czy psychicznych.
      Trzeba być emocjonalną kaleką decydując się na taki związek, a te historie typu:
      "stało się to tak nagle" "piorun z jasnego nieba" to zwyczajne, często w życiu
      stosowane usprawiedliwianie samego siebie i własnej ułomności.
      Łatwiej zwalić na los, piorun, znudzonego męża itd. niż przyjrzeć się sobie i
      zastanowić się, dlaczego tak łatwo deptamy potrzeby i pragnienia innych ludzi,
      aby sobie robić dobrze.
      I czy tak właściwie sobie robimy dobrze, czy też może źle, bo jak z reguły
      kończą się takie związki chyba wiadomo.
      • Gość: KKK Biedni obudzcie sie ! ! ! IP: *.pool.mediaWays.net 18.02.05, 19:06
        Zoska z kamienia, popieram cie w 100% !!
        Taka jest smutna rzeczywistosc dzisiejszych czasow.

        Kazdy musi sie uczyc na wlasnych bledach, nasze wypowiedzi nie maja dla nich
        absolutnie zadnego znaczenia. Gdyby sluchali dobrych rad, nie byloby tyle
        rozerwanych malzenstw, opuszczonych, biednych (fizycznie i psychicznie) dzieci.
        Ludzie, kiedy sie wreszcie obudzicie z tego zlego snu?
        • Gość: zośka z kamienia Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 22:14
          Ty też nie możesz wiedzieć co wiem, a co nie wiem na temat miłości. Nie znasz
          mnie przecież, a to że mam inne zdanie od ciebie nie jest dla mnie dowodem na
          to, że ty znasz lepiej ode mnie sens miłości. Zazwyczaj tak się dzieje, że
          myśli się że to właśnie ja odkryłem/am sens miłości.
          Łatwiej brnąć w coś co uważa się za prawdziwą miłość, nawet jak jest to tylko
          wybór łatwiejszej drogi. Tak przecież zazwyczaj bywa, że łatwiej oczekiwać aż
          rycerz na białym koniu zmnieni nasze życie, zamiast samemu je zmienić.
          Tyle, że zmieniać coś samemu, starać się i pracować wymaga wysiłku i nie jest
          tak spektakularnie kolorowe jak jazda, nawet z żonatym, rycerzem na koniu.
          Ileż można przeżyć uniesień, wzruszeń, jak cudownie można cierpieć i płakać
          koleżnką w rękaw, że gdyby tylko nie ta wstrętna żona, albo gdybyż to mąż
          bardziej się nami interesował.
          To znacznie łatwiejsze, niż zainteresować się własnym mężem, no nie?
          • Gość: Solidarna z żoną A mi Ciebie nie szkoda Ingo, natomiast bardzo mi IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 18.02.05, 23:30
            szkoda zdradzonej żony i jej dziecka. Żonie zawalił się świat...Chce go
            ratować, jest zdesperowana, nie winię jej za to co powiedziała dziecku, tym
            bardziej, że nie od niej to wiesz, a przekaz może być fałszywy, dzwoni do
            ciebie i prosi o rozwagę. Walczy o męża. Myślisz, że ich nie połączyła kiedyś
            miłość? Jestem tego pewna..., no, ale pan małżonek zaczął myśleć główką a nie
            głową. Ty i jej mąż też jesteście zwykłymi draniami, myślącymi tylko o sobie.
            Gdy jest dziecko, gdy są dwie rodziny, zaangażowane są uczucia innych
            (współmałżonków) to nie wskakuje się pod czyjąś kołderkę.Skrzywdziliście tyle
            osób i siebie zresztą także. I nie gadaj tyle o miłości, bo to nie jest miłość.
            Nie potępiam ciebie, ale wszystkim podobnie myślącym chętnie przypomniałabym
            przysłowie: "nie rób drugiemu, co tobie niemiło". Chciałabym, żeby tamtej
            kobiecie , żonie wyprostowało się życie, obojętnie z mężem czy nie, a może z
            kimś innym. Tobie życzę tego samego co robisz innym!!!!
            • Gość: wiosna Re: A mi Ciebie nie szkoda Ingo, natomiast bardzo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 11:36
              No cóż jestem przekonana,że przydażyło Ci się coś podobnego i stąd taka opinia.
              A pomyślałś o tej żonie, która od dnia kiedy się dowiedziała o kochance do
              końca swojego życia będzie myślała kiedy mąż spóźni się 15 min że z pewnością
              jest zdradzana? Nie wiem jak kobiety mogą żyć pod jednym dachem z kimś kto je
              zdradził. Wpuszczać go do łóżka i udawać że nic się nie stało. Przytulac sie i
              myslec czy czasem on nie mysli o jakiejs innej. Przeciez to jest horror. Nigdy
              w zyciu, chocbym miala trojke dzieci nie wybaczylabym mezowi zdrady. A na
              potwierdzenie moich slow dodam, ze zlapalam meza na zdradzie gdy nasz syn mial
              poltora roku. Wyrzucilam go z domu choc to byla tylko jakas przygoda. Te ktore
              blagaja, rzucaja sie do stop dzwonia do kochanek i zebrza o mlosc nie maja
              honoru i godnosci. Sa uazleznione najczesciej finansowo od mezow i boja sie
              zaczac nowe zycie. Kobiety miejcie troche godnosci tylko wtedy mezowie beda was
              szanowac!
    • Gość: myszy Re: Śmiałam się z takich kobiet,a stałam się taka IP: 212.* / *.cza.warszawa.supermedia.pl 18.02.05, 19:03
      moj maz poznal kobiete, rozwodke, i po roku szalenczego romansu i zycia na dwa
      fronty, odszedl do niej - zostawil mnie i dzieci, jestesmy bez niego od poltora
      roku i... teraz sie ciesze, ze to nie ja bede sie z nim uzerac na starosc kiedy
      zrobi sie nieznosny ;-) zycze im jak najlepiej, i niech mu tylko nie przyjdzie
      do glowy wracac...
      troche ta radosc gorycza podszyta, tesknota dzieci, na poczatku takze moja...
      i bezradnoscia, i zrozpaczonymi pytaniami, co ONA ma takiego, czego MI
      zabraklo, dlaczego odszedl...
      dzieci tesknia najbardziej, choc widuja sie z ojcem dosc czesto, dwa czasem
      trzy razy w tygodniu, ale uwazam ze lepiej kiedy nie widza naszej codziennej
      walki, braku sympatii czy rozgoryczenia - bo nawet jesli ich ojciec zostawil
      mnie, to ich ojcem bedzie do konca
      uwazam ze zona twojego faceta postapila bardzo nie fair wykorzystujac dziecko w
      tej rozgrywce z mezem - jej corka dlugo bedzie miala traume i prawdopodobnie
      klopot ze zbudowaniem wlasnych zwiazkow w przyszlosci, z odbudowaniem poczucia
      bezpieczenstwa, itd itp
      takie sprawy to zawsze sprawy miedzy rodzicami, a dzieci maja prawo wiedziec,
      owszem, ale nie za duzo i na miare swoich mozliwosci emocjonalnych... a przede
      wszystkim MUSZA uzyskac zapewnienie od OBOJGA rodzicow, ze sa bezpieczne, bo i
      tatus i mamusia dalej je kochaja. to jest podstawowe i niezbywalne prawo
      dziecka, ktorego nie mozemy go pozbawic przez chec "rozgrywania" naszych
      spraw...
      polecam ci ksiazke andrzeja wisniewskiego (terapeuty) "zwiazki i rozwiazki" -
      dobrze napisana, przedstawia problem rozstania (jego i zony, albo ciebie i
      jego, albo ciebie i meza), a z wlasnego doswiadczenia radze ci zajac sie czyms -
      jakis kurs weekendowy, albo inne zajecia, gimnastyka, taniec, cos co sprawi ze
      poczujesz ze sama sie soba opiekujesz - wtedy wroci wlasciwa perspektywa i
      bedziesz mogla ocenic co warto a czego nie warto...
      aha, i jeszcze jedno - jesli twoj maz nic nie wie, albo wydaje ci sie ze nie
      wie, to moze byc tak, ze on, podswiadomie, daje ci szanse naprawy waszego
      zwiazku, obyscie tylko chcieli o tym rozmawiac i nad tym pracowac... wiec nie
      mow mu pochopnie o wszystkim tylko dlatego ze bedziesz sie chciala podzielic
      tym ciezarem ktory powoli zaczal cie przerastac
      bo romans byl twoim wyborem (nawet jesli bylo to typowe "coup de foudre" czy
      inne nadprzyrodzone zjawisko ;-) i nie wolno ci go obciazac odpowiedzialnoscia
      za te decyzje...

      pozdrawiam cieplo i zycze ci wiele sily - i odwagi :)

    • Gość: PSYCHOPATOLOG Czy istnieje prawdziwa miłość? IP: *.chello.pl 18.02.05, 19:14
      Czy według Was miłość = sex i zabawa?
      Czy prawdziwa miłość istnieje, ale wszystko ma swój kres?
      Czy miłość to tylko przemiana biochemiczna w mózgu, na którą nie warto tracić
      czasu, a może to zwykła słabość?

      Zawsze w tym wszystkim najbardziej żal mi było dzieci?
      Kiedy dorastają chodzą na psychoterapię oraz po pigułki. Zawsze powtarzają, że
      nienawidzą któregoś ze swoich rodziców ( np. matki-suki, jak ktoś powiedział na
      forum, której coś kiedyś mocno popie..ło się we łbie na pukcie miłości -
      mimo, że tata ją bardzo kochał.) Któryś z rodziców chciał się rozerwać, oderwać
      od zwykłej, szarej rzeczywistości, a ten drugi się o tym dowiedział - załamał,
      a potem doszło do kłótni, sądów, szarpanin w domu itp. I wreszcie diagnoza :
      nerwica, depresja, schizofrenia, czasem narkotyki i alkochol, czasem
      prostytucja albo pedofilia... i kilka lat życia wyjęte na psychotropach i
      psychoterapii.
      Pamiętajcie " czasem " o swoich pociechach, bo kiedyś będziecie chcieli, aby
      one pamiętały o Was; a może okazać się tak, że w godzinie choroby, biedy albo
      śmierci Wasz syneczek( albo córeczka)nie będzie chciał pamiętać o rodzicu,
      który kiedyś spie..ł mu dzieciństwo, bo kto chciałby o tym pamiętać.


        • Gość: hello Re: Czy istnieje prawdziwa miłość? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 20:03
          och dziewczyno, dziewczyno.Na forum można pisać wszystko, no prawie wszystko.
          Możesz sobie pogadadać, wypłakać się, ale decyzję i tak musisz podjąć sama .
          nikt tego za ciebie nie zrobi. Chyba, że los rozwiaze twoj dylemat i sam was
          rozlaczy.
          Musisz sie jednak zmierzyc ze swiadomoscia, ze ludzie sa rozni. NIektorzy bardzo
          zrownowazeni, odporni na ciosy losu, inni to tylko powoje. Tak wychowani, tka
          przezyli swoje zycie i jesli nagle zabierzesz te podpore - upadna. A razem z
          nimi ich dzieci, bo trudno jest oddzielic swoj bol od swojego zycia. I nie kazdy
          jest dyplomata i aktorem, zeby robic dobra mine do zlej gry. Na zawsze zaciazy
          na twoim sumieniu ta kobieta i jej dziecko pozostawione gdzies tam. A zwiazek na
          dochodne takze ma swoj kres. Nadchodzi moment, kiedy kazda kobieta chce
          stabilizacji. Wtedy bedziesz wiedziala co robic. Tylko ze czas leci.
        • Gość: PSYCHOPATOLOG Re: Czy istnieje prawdziwa miłość? IP: *.chello.pl 18.02.05, 20:25
          Kasiu udaj się do dobrego psychologa , diagnozy przez internet się nie stawia.
          Porozmawiasz z nim trochę, "wypłaczesz się" ( jak pisze hello w odpowiedzi dla
          Ciebie ), a on oceni Twój problem " z boku " i z odpowiednią wiedzą wyniesioną
          ze szkoły i praktyki ( a nie z forum, albo od wróżki jak robią niektórzy )
          zachęci Cię do zastanowienia się nad sobą, dziećmi i swoim życiem.
        • strozik.k Re: Do Kasi (drugiej) 19.02.05, 21:37

          Zdefiniuj słowa - "w malzenstwie jestem nieszczesliwa ".Na czym polega to Twoje poczucie? On zawiódł Twoje oczekiwania, nie kochasz go, on Cię nie kocha, czy też jeszcze inny problem ? Moim zdaniem, jeśli macie już dwoje dzieci, to raczej ich szczęście powinno być najważniejsze, chyba że mąż jest np. narkomanem lub alkoholikiem i niszczy rodzinę a Ty nie możesz mu pomóc.