szrimp Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 12.03.05, 17:10 Jakbym slyszala moja Mame pare lat temu... Nie jestes toksyczna, po prostu kochasz swoje dziecko- tylko tyle i az tyle... Kiedysm moj chory zwiazek z chlopakiem zrujnowal niemal do zera moje stosunki z Rodzina i doszczetnie zniszczyl kontakty towarzyskie...Nic nie minelo samo, a kiedy zdalam sobie sprawe ze swojej sytuacji-taki zwiazek to jak uzaleznienie- musialam uciekac. I ucieklam najdalej jak to bylo mozliwe, tysiace kilometrow. Bez powrotu. Jesli Twoja corka sama nie zrozumie, ze ten zwiazek jest zly, nie mozesz jej pomoc. Tylko ja mocno kochaj i nie krytykuj. Mocno kochaj. Zawsze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anulllla Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: 81.219.225.* 12.03.05, 22:30 Sama jescze kilka lat temu byłam zbuntowaną córką. O kontaktach pomiędzy moją mamą a mną raczej trudno pisać- z mojej strony były nijakie. Moja mama próbowała na różne sposoby poprawić stosunki pomiedzy nami, między innymi stosując nakazy i zakazy. Niestety chyba nie tędy droga. W moim przypadku spowodowało to, że spędzałam w domu coraz mniej czasu, nie rozmawiałam w ogóle z rodzicami, a jak już byłam w domu to mówiłam ze jestem zajęta i muszę się uczyć. Wydaje mi się najważniejsze aby Pani miła zaufanie do swojej córki. Ja kiedyś usłyszałam od swojej mamy, że mi ufa. Te słowa zawsze pojawiały mi się w myślach gdy miałam ochotę zrobić coś nader głupiego. Każdy młody człowiek potrzebuje trochę luzu. Che poznać inne życie i zasmakoważ zakazanego obocu. Ważne jest aby Pani nauczyła się rozmawiać z córką, abyście stały się przyjaciółkami. Wtedy na pewno córka się otworzy. Oczywiste jest, ze matka musi zwracać uwagę na to co robi córka, ale reakcja na działanie córki nie może być ostra. Może lepiej zaproponować jakieś alternatywne rozwiązania? Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 13.03.05, 04:03 Domyslam sie,ze 22 letnia corunia nie placi za pokoj ani za jedzonko,ktore mamcia przygotowywuje i dlatego ma cala rodzinke w poopie. Coruni sie wydaje,ze nie moze byc gorzej,to czas najwyzszy,zeby mamusia jej pokazala jak prawdziwe zycie wyglada,gdzie na zarcie i dach nad glowa trzeba pracowac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BK Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 13.03.05, 07:30 Zgadzam się. Wychowała mnie tylko Matka (wdowa), bywało strasznie, brak porozumienia, zero autentycznego kontaktu, wzajemne żale, brak zaufania etc. A byłam zawse grzeczną dziewczynką, skupioną na nauce, papierosa w życiu nie wypaliłam, wódki nie znoszę etc. Mając 24 lata wyjechałam na rok za granicę, bo potrzebowałam jak powietrza SAMODZIELNOŚCI, SAMOSTANOWIENIA (moja Matka nazywała to samowolą i nieodpowiedzialnością), po powrocie wynajęłam mieszkanie. W dniu przeprowadzki Matka wpadła w histerię przy firmie przewozowej... Potem było już tylko lepiej - ona ODŻYŁA (!!!), bo wreszcie zajęła się sobą, a nie mną (faceta sobie znalazła szybciej niż ja ;)), ja zobaczyłąm Ją z innej perspektywy, doceniłam to, że żyłam sobie jak królewna do końca studiów. Rozumiem, że się boisz - sama będę przypuszczalnie "samotnie" wychowywać nastoletnie dziecko i włos staje mi na głowie na samą myśl, "w jakie kręgi" może moje dziecko wpaść. Nie wiem, czy mam rację, ale w Waszej sytuacji jasno postawiłabym warunek - zero narkotyków + skoro zarabiasz, a NAS, RODZICÓ< TRAKTUJESZ JAK POWIETRZE ALBO JAK WROGÓW, a dom jak hotel - utrzymujesz razem z nami mieszkanie. Jeśli nie - idź na swoje. Tylko dobrze się zastanów, czy ewentualne wyjście z domu nie zniszczy jej, czy jest na pewno wystarczająco dojrzała. W moim przypadku przecięcie pępowiny pomogło odbudować relacje między Matką i córką - nigdy nie było tak dobrze, jak jest teraz. Czasem trzeba oddalenia, żeby ludzie mogli się do siebie naprawdę zbliżyć!! Rodziców i dzieci dotyczy to chyba zwłaszcza. Wierzę, że jest dużo lepiej, kiedy mądrze "odsuwa się", przecina pępowinę rodzic, a nie - szlaeńczo, demonstracyjnie - dorosłe dziecko. Życzę Wam powodzenia! I pamiętaj, mówi się o toksycznych rodzicach - ale dziecko też nie ma prawa być toksyczne wobec własnej matki czy ojca! Wszyscy jesteście dorośli - i wszyscy potrzebujecie odpoczynku od siebie i partnerstwa (pomagami wymagam, a nie tylko służę i pomagam, jak małemu dziecku albo nastolatkowi). Nie daj się córce poniżać i sama tego nie rób - spróbuj zobaczyć, że jest dorosła i puść ją na szerokie wody - z ich cholernie trudną wolnością. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: spidos no i co że jara mięte ;) IP: *.3vnet.pl 13.03.05, 08:49 niech jara.. jak lubi.. ja też lubie. Moja mama wie o tym, fakt nie jest z tego dumna, no ale cóż, inna generacja. W każdym razie twoja córka wchodzi w dorosłe życie, robi hajs jakiś a ty chcesz to zanegować. Weź sie zastanów nad sobą lepiej, czy tak naprawde jej pomagasz bo chyba nic. No i zrozum, że od jakiegoś czasu jesteś OBSERWATOREM, a nie osobą posiadającą aktywny wpływ na bieg jej życia i jak bedziesz stawiała warunki itd. jak ci niektórzy odpisali to sie tylko pokłócicie na długo, może na lata... Córka ma swój rozum, każdy go ma. pozdrawiam no a co do marychy to wogooole sama zapal z córką, to jest nowoczesna rzeczywistość. dla mnie to jest jak piwo, mam przy sobie pół grama jeszcze, i spale je dzisiaj z koleżanką ;] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ula Re: no i co że jara mięte ;) IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 13.03.05, 10:20 Boze....To ja chyba dzieci juz nie chce miec... ...Nowoczesna rzeczywistosc... :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tezcorka Re: no i co że jara mięte ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 10:44 Zaraz zaraz, przeciez nie o zadna glupia trawe tu chodzi ani o seks, to raczej normalne ze dziewczyn aprobuje roznych rzeczy, niestety to jest jeszcze wiek bardzo cielecy, widze to dopiero teraz , wczoraj skonczylam 30 lat. Wydawalo mi sie wtedy ze wiem wszystko, nigdy sie nie zmienie i inne te pierdoly ltore z wiekiem i przezyciami (rozwod) przechodza. Chodzi tu o cos zgola innego, mianowicie o to, ze nie udalo sie pani nawiazac zdrowej wiezi z corka kiedy byl na to czas. Nie oskarzam pani, moja mama tez przeoczyla czas kiedy moglysmy sie zaprzyjaznic, pracowala ciezko i myslala ze to wystarczy a ja czekalam. potem bardzo trudno bylo mi z nia rozmawiac, a ona wymagala zebym jej opowiadala o chlpakach i imprezach. Sory mama, ale trzeba bylo uwazac jak lgnelam do ciebie a ty traktowalas mnie jak dzieciaka co nic nie rozumie. Musze pania pocieszyc ze mimo idiotyzmow jakie w tamtym czasie robilam: imprezy alkoholowe(jakos u mnie sie akurat trawy nie palilo ale zadna to roznica), wczesne wspolzycie (sama sie postaralam o pigulki), jak to sie mowi "wyszlam na ludzi". Skonczylam studia na UW, za granica zrobilam doktorat, teraz oczekuje dziecka i mam swietny kontakt z moja mama (a to od momentu wyjazdu do francji na studia), jest mja powiernica choc nigdy nie powiem jej wszystekigo, zreszta od tego sa przyjaciolki. Fakt ze sie rozwiodlam po 2 latahc malzenstwa tez nie jest tu bez znaczenia:chcialam okropnie rodzicom pokazac ze sama o sobie decyduje i wyszlam za maz kompletnie nieprzygotowana do tego. teraz jestesmy wszyscy razem i nie wyobrazam sobie zycia bez mojej mamy, a byl czas kiedy myslalam ze jej nienawidze. Wzystko przchodzi, trzeba uzbroic sie w cierpliwosc, ale tez nie ludzic sie ze nawiaze pani nagle z corka wspaniala wiez, pewne rzeczy sa nie do naprawienia. Prosze nie nazywac sie toksyczna matka, ma pani prawo do swoich uczuc, corka kiedys to doceni i zrozumie. Mysle ze nikt nie ma recepty na wychowanie dziecka, pani tez nie wiec nie ma sensu sie obwiniac. ponad to polecam pomoc terapeutyczna, nam z mama bardzo to pomoglo w odbudowaniu tego co wydawalo sie raz na zawsze zniszczone. pozdarwiam pania i trzymam kciuki aga (tez corka) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: perissa Re: no i co że jara mięte ;) IP: *.adsl.inetia.pl 13.03.05, 12:52 Aż przykro czytać, że ktoś taki jak ty - niedowarzony i infantylny małolat, a przy tym na najlepszej drodze do uzależnienia i zniszczenia swojego życia i życia swoich bliskich - "wymądrza się" wobec dojrzałej, dobrej, mądrej i zatroskanej o los swojego dziecka Matki... Lepiej zastanów się nad sobą, bo coś mi się zdaje, że sporo, oj, sporo masz niecnych sprawek "za uszami"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna Re: no i co że jara mięte ;) IP: *.aw / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 13:59 Myślę, że matka nie tylko nie jest z ciebie dumna ale cierpi z twojego powodu.Radę zastanowienia się powinieneś dać sobie samemu a nie matkom, ktore poszukują drogi uchronienia swoich głupich dzieci od znalezienia się na śmietniku. Stań więc przed lustrem,samemu sobie spójrz w oczy jeśli potrafisz,i oceń swoją dojrzałość i odpowiedzialność.Twojej matce napewno będzie lżej,kiedy zaakceptuje twoje wybryki ale odmówi ponoszenia ich kosztów,ty zaś niechybnie znajdziesz się pewnego dnia w rynsztoku.Może mieć "humory" i nie podać ci ręki,by wyciągnąć z g....... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gnago Re: no i co że jara mięte ;) IP: *.comp.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 21:07 Wsadż se ptaszka w futrynę i trzaśnij drzwiami coool doznania marycha się chowa(to trendy).Gdy doznania się skończą , zobaczysz jaki piękny jest świat bez wspomagaczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Teresa to jest to! IP: *.net-serwis.pl 13.03.05, 11:08 pozdrawiam Cie serdecznie BK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BK Re: to jest to! IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 13.03.05, 14:23 Oj, dziękuję :). To moze dla uzupełnienia, skoro ktoś przeczytał: mam 29 lat, moja Matka 60 i właśnie przed chwilą plotkowałyśmy przez telefon o pichceniu dobrego gulaszu. A właśnie stoi mi przed oczami, jak na początku studiów moja Mama płakała i obra żała się, że ja wole iść na obiad z paczką z roku, a ona stoi przy garach i mi gotuje... No tak to jest, ale na sczęście może się zmienić. Bardzo bym się cieszyła, gdyby nasz "przypadek" był dla kogokolwiek pomocą i nadzieją. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: romangprezydent ZLA BO PROWADZI LEPSZE ZYCIE SEXUALNE NIZ TY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 10:39 a co cie to obchodzi? tez sobie znajdz mlodego chlopa ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nevion Re: ZLA BO PROWADZI LEPSZE ZYCIE SEXUALNE NIZ TY IP: *.acn.waw.pl 13.03.05, 13:20 palant:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: ZLA BO PROWADZI LEPSZE ZYCIE SEXUALNE NIZ TY IP: *.adsl.inetia.pl 13.03.05, 13:58 wyjątkowo głupi palant Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hanna Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.aw / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 10:59 Jesteś mądrą i kochającą matką.Temu zachowaniu córki należy powiedzieć dość, bo inaczej zniszczy nie tylko siebie i swoje życie ale bez skrupułów zniszczy ciebie.Mam za sobą podobne doświadczenie.Zamiast w porę odciąć się powodowana poczuciem odpowiedzialności i miłością do córki znosiłam jej nieodpowiedzialne poczynania a konsekwencje ich brałam na swój grzbiet.Minęło 14 lat,przyszło na świat dwoje dzieci,miłość córka zamieniła na nienawiść.Każda póżniejsza forma buntu z mojej strony pogłębiała kryzys w jej rodzinie, bo głównie chodziło o to, że odcinało się żródło dochodów jakim dla nich byłam.w końcu i tak doszło do rozwodu,do mieszkania, z którego córka uciekła z dziećmi, natychmiast jej mąż wprowadził następną kochankę z 2 dzieci,a muszę ci powiedzieć,że zanim córka go poznała, miał za sobą inne związki, z których każdej kobiecie zostawiał pamiątkę na całe życie.Jedna z nich była na tyle bezczelna,że do mnie przychodziła upominać się o alimenty zamiast do byłego kochasia i jego rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hanna Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.aw / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 11:18 Zobowiązana jestem skończyć temat.Relacje między mną i córką ciągle się pogarszały i cokolwiek bym nie zrobiła- zawsze było żle.Musiałam sobie wreszcie powiedzieć- ona po prostu taka jest; samolubna, nie licząca się z nikim i z niczym.Straciłam zdrowie,zabrakło mi już środków na finansowanie coraz większych potrzeb.Przyszedł dzień, kiedy powiedziałam córce dość;zwróć się o pomoc do teściowej(nie da się ukryć- z tą kobietą nie znosimy się wzajemnie), niech ona płaci ci alimenty.Moja córka nigdy żadnej z moich rad nie przyjęła, koleżanki do dziś mają więcej do powiedzenia, a utrzymują z nią kontakt tylko te,które mogą ją wykorzystać. Musisz zebrać siły w sobie.Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 13:29 o boze nie chce byc nie mila ale czy wiekszosc was wziela te rady z sredniowiecza? bezwzgledne posluszenstwo rodzicom, dziewczyna ma 22 lata chyba normalne ze wspolzyje pali papierosy i czasem zapali trawke ale nie trzeba ja za to z domu wyrzucic co z tego ze jest studentka i zarabia o rany co za ludzie w ogole spalcie ja na stosie za to Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: perissa Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 13.03.05, 13:46 Droga Pani "Matko", bardzo Pani współczuję. Wierzę, że jest Pani bardzo, bardzo ciężko - na pewno nie zasłużyła Pani na taki los i na pewno nie jest Pani "toksyczną matką". Z Pani słów wynika raczej, że jest Pani dobrą (może "za dobrą"?), mądrą, kochającą, zatroskaną i NISZCZONĄ przez własne dziecko matką. To raczej Pani córka jest "bardzo toksyczną i trudną osobą". Przeczytałam wszystkie posty, poza kilkoma - zawierające wiele cennych rad. Myślę jednak, że - biorąc pod uwagę złożoność sytuacji - trudno będzie je Pani zastosować. Każdy przypadek jest inny, każde dziecko (zwłaszcza dorosłe) wymaga innego podejścia i dlatego nawet bardzo dogłębne poznanie problemu (a nie takie tylko powierzchowne, jakie możliwe jest via forum) nie zagwarantuje, niestety, że uzyska Pani dobrą i gotową do zastosowania radę... Moim zdaniem, z uwagi na alarmujący "problem narkotykowy" (niebezpieczeństwo uzależnienia), na pewno powinna Pani szybko zasięgnąć rady specjalisty - na początek skorzystać choćby z telefonu zaufania lub zasięgnąć porady doświadczonego "monarowca". Takie sprawy nie mogą czekać. Reszta poruszonych przez Panią problemów, równie trudna, też wymaga rozwiązania, ale można zająć się nimi równolegle i z większym spokojem. Pani pomoc specjalisty (np. psychologa) też wydaje się potrzebna - głównie dlatego, że to Pani widzi i niesie na swoich barkach ciężar całej tej sytuacji, Pani się zamartwia, denerwuje i spala, to na Pani zdrowiu odbije się karygodne, skandaliczne i nieznośne zachowanie Pani córki - córkę zdaje się to wszystko nic nie obchodzić. Zadepcze Panią, zniszczy i nawet nie zauważy, co zrobiła... Proszę więc zadbać O SIEBIE, choćby po to, aby stres związany z całą tą sytuacją nie zniszczył Pani i aby starczyło Pani sił na rozwiązywanie tego strasznego "węzła gordyjskiego", z jakim przychodzi się Pani zmagać. A swoją drogą, jakie to okrutne: dała Pani z siebie wszystko, aby córkę jak najlepiej wychować i wszystko jej zapewnić. Dziś, kiedy najlepsze lata Pani życia minęły, ubywa sił, a i zdrowie też pewnie już nie to, kiedy powinna Pani móc zacząć liczyć choćby na "pokoleniowy rewanż", jeśli już nie na miłość, wdzięczność, troskę, pomoc i wyrękę, spotyka Panią taki los... Czytając Pani słowa płakałam nad Pani losem i zimną obojętnością i niewdzięcznością Pani córki... Życzę Pani dużo zdrowia i sił w zmaganiu o wydobycie z Pani córki tych jej dobrych cech, które być może jeszcze całkiem w niej nie uległy zniszczeniu. P.S.: Gdyby nie narkotyki, to może przychyliłabym się do rad tych forumowiczów, którzy poradzili Pani pozwolić córce odejść i się usamodzielnić. To mogłaby być bardzo dobra terapia - może nieco "wstrząsowa", ale w końcu zastosowana na wyraźne "życzenie" Pani córki i dla jej dobra. Nie stosuje się nawet do najbardziej elementarnych zasad współżycia rodzinnego, więc może pora najwyższa "przeciąć pępowinę". Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia, niezależnie od tego, jaką Pani wybierze drogę postępowania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hanna Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.aw / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 14:39 Zgadzam się całkowicie, choć z doświadczenia wiem, jak trudne dla matki jest odcięcie pępowiny.Im dalej w las tym więcej drzew, stąd wniosek, że im szybciej tym lepiej.Toksyczna córka z pewnością i tak oskarżać będzie matkę za swoje klęski życiowe ale z pewnością taka decyzja matki oszczędzi jej garb przed dokładaniem sobie ciężarów,których nie będzie w stanie udżwignąć.Miejmy nadzieję,że 22-letnia osoba będzie miała prawo nazwać siebie dojrzałą kobietą po wyciągnięciu prawidłowych wniosków.Matce i córce można życzyć powodzenia i wspierać udręczoną kobietę kobietę życzliwością.Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
clk dac sobie spokoj z porzadkiem 13.03.05, 16:05 nie mam relacji z matka. dla niej najwazniejszy byl porzadek, moj wyglad itd. mam 22 lata, zamieszkalam sama. Jak wczesniej mialam gdzies sprzatanie, zmywanie itd, tak teraz jak nie mieszkam z rodzicami to ja sama z siebie sprzatam, zmywam itd. To sie zmieni mi wystarczylo samo zamieszkanie. A i nie ma nic na sile :) Wiem z doswiadczenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: dac sobie spokoj z porzadkiem IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.03.05, 18:57 Mam dobre relacje z córką. Staram się zawsze pamiętać moją młodość. Nigdy nie stawiam spraw materialnych na pierwszym miejscu, nie wypominam, że to mój dom, moje jedzenie, moje wychowywanie. Jeżeli nie mogłabym wytrzymać z córką, np z powodu nadmiernego brudu (robactwo!), porozmawiałabym z nią otwarcie i poprosilabym by się wyprowadziła z moją pomocą finansową. Jeżeli nie odpowiadałby mi jej chłopak, poprosiłabym spokojnie by mi go do domu nie przyprowadzała, bo lubię komfort towarzyski. Ale to jej wybór, jej życie. Ma prawo do błędów, złych wyborów, etc. Warto w spokojnej rozmowie (tylko raz!) ostrzec przed skutkami, by mieć czyste sumienie. Ale warto też czasem gdzieś z córką pójść, zrobić sobie wspólnie kawkę , napić się wina etc. porozmawiać, opowiedzieć o swoich przygodach, pomyłkach i rozróbach. TO panie wzajemnie zbliża, córka widzi w nas nie tylko matkę ale także człowieka. Zapewnić, że zawsze może liczyć na naszą pomoc i zrozumienie, wsparcie. My z zórką czasem próbujemy zdefiniować miłość, seks i inne problemy. Trochę żartem , trochę serio. Jeżeli słyszy ode mnie tylko takie opinie, że seks to coś czego znaczenie w młodości się przecenia a na starość nie docenia,,,to rozmowa ze mną nie jest policyjnym przesłuchaniem, ale interesującą pogawędką. Nie przejmuję się słysząc też żartobliwe krytyki. Czasem oglądamy wspólnie filmy. Moja mama natomiast czasem nam to porozumienie zakłóca, wtrącając się właśnie tak, jak niektórzy w tej dyskusji - dziecko nie ma pieniędzy to nie ma głosu, za moich czasów... - posłuszeństwo, gdy nie jest na swoim, - ona jest leniwa i bałaganiarska, - nie powinna tego lub owego. A ona jest dorosła i niech poznaje swój świat, który jest przecież inny niż kiedyś, a jaki będzie nie wiadomo. Ona ma w nim zyć i niech sama dokonuje wyborów. Mogę jej tylko dawać informacje. Polubcie swoje córki. Odpowiedz Link Zgłoś
adam10011 Re: dac sobie spokoj z porzadkiem 13.03.05, 21:01 Córka odrzuciła funkcjonujący dotychczas w Pani rodzinie rozkład ról społecznych.Odsunęła Panią od swoich problemów.Uznała,że wie lepiej co jest dla niej dobre.Z listy swoich autorytetów skreśliła Panią już dawno(Pani prwdopodobnie nawet nie wie kiedy).Dziś zauważyła Pani,że okazała się wielkim samolubem(nie troszczy się o stan psychiczny matki).Swoim zachowaniem powiedziała, że interesy matki nie liczą się w konfrontacji z jej interesami (przypuszczam,że miała w rodzinie zawsze uprzywilejowaną pozycję).Dziś chce Pani odebrać jej pozycję uprzywilejowaną(która polega na braniu ... bez zapłaty).Ona się na to nie zgadza.Ona ma 22 lata,jest dorosła i powinna wreszcie płacić za siebie.Niestety nie udało się Pani ochronić jej przed zapłaceniem "frycowego".Im wcześniej zacznie sama płacić za siebie tym lepiej.Pani powinna więcej uwagi poświęcić sobie-swojemu spokojowi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Roman G. Re: dac sobie spokoj z porzadkiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 01:01 Pogonic ku..wiszcze z domu! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: onion Re: dac sobie spokoj z porzadkiem IP: 217.137.107.* 14.03.05, 08:36 podoba mi sie Twoja wypowiedz; smiem twierdzic, ze tez mam niezle relacje z moja corka.Jest dorosla chociz jeszcze trodno mowic o samodzielnosci.Nie mieszkamy razem od jakiegos czasu i to ja sie wyprowadzilam wychodzac za maz. Nie mniej jednak spedzilysmy razem kilkanascie lat i byly one rozne. Tak naprawde polubilam moje dzieciatko kiedy osiagnela wiek nastoletni. Razem jezdilysmy na wycieczki rowerowe, razem na wyjazdy wielkanocne, razem na wakacje pod namiot. Zrobila sie juz duza i mozna bylo z nia pojsc na piwo, a nie tylko na zupke marchewkowa i to byl dla mnie bardzo wazny moment. Jako matka jestem zapewne beznadziejna i majac juz dziecko stwierdzam, ze nigdy nie powinnam dostapic takiego zaszczytu. Chyba dlatego moja corka jest jedynaczka. Moje dzieiatko jest wspaniele, duzo madrzejsze ode mnie w tym wieku. Ostatnio poinformowala mnie, ze wybiera sie na koncert do zaprzyjaznionej knajpy i pierwszy tramwaj powrotny ma o 4 z minutami. Szok, jak to, calonocna impreza? I pozniej refleksa, ja przeciez tez w jej wieku urywalam sie z domu kiedy moglam i robilam to raczej na zasadzie psa spuszczonego z lancucha. Ona przynajmniej wykazuje sie rozwaga, sprawdza mozliwosci i podejmuje decyzje w oparciu o racjonalne przeslanki. Ja nie bylam taka przewidujaca i wiele rzeczy bralam "na zywiol". Ona wcale nie musiala mowic mi o tym koncercie, ja i tak nie mam zadnych mozliwosci kontrolowania jej czasu. Doceniam jednok szczerosc i zaufanie. Padlo w tej dyskusji wiele slow o przyjazni matki i corki. Ktos kiedys powiedzial, bardzo madrze moim zdaniem, ze corki maja przyjacilki w szkole, na studiach, wsrod swoich rowiesniczek, a matka jest tylko jedna. Nie staram sie byc przyjacilka swojej corki, ona ma ich kilka, niektore od przedszkola.Natomiast zawsze saram sie pokazac jej rozne mozliwosci zycia, docenic inne spojrzenie na swiat, zauwazyc rozne aspekty rzeczywistosci. Staralam sie uswiadomic mojemu dzieciatku, ze chlopak, ktory aktualnie zaparzata jej uwaga nie jest jedynym facetem na swiecie, ze to co ja aktualnie fascynuje niekoniecznie przekalada sie na wartosi cenione w stalym zwiazku. Moze przesadzilam, nie wiem. mam tysiace pytan i watpliwosci i czesto dziele sie nimi z moja corka. Staram sie byc z nia kiedy ma watpliwosci i obawy, kiedy nie wie jak powiedziec "nie" i dotyczy to roznych sytuacji. Nigdy nie domagam sie prywatnych zwierzen, bo wiem jak bardzo to bylo nieprzyjemne kiedy sama bylam wypytywana przez moich rodzicow. Nienawidzilam tego i nigdy nie zapomne upokarzajacego pytania mojego ojca; czy jestem jeszcze dziewica? Od tamtej pory minelo wiele lat a ja ciagle czuje niesmak wobec niego. Dzieci sa chyba po to zeby moc je kochac, a milosc nie stawia warunkow, nie wartosciuje, nie ma w niej miejsca na hipokryzje. Zaznalam zycia w wielu aspektach i osmielam sie mowic o niejakim doswiadczdeniu. Nie znaczy to jednak, ze znam recepte na szczesliwe zycie mojego dzieciatka. To co dla jednych jest szczesciem, dla innych moze byc tylko poprawnoscia. Chcilabym, zeby moje dziecko uniknelo moich bledow ale doskonale wiem, ze kazdy musi popelnic swoje wlasne. Jestem choleryczka i czesto sie wsciekam, a potem przychodzi refleksja i jasna ocena sytuacji. Jestem wdzieczna swojej corce za wyrozumialosc i cierpliwosc. POzwole sobie jeszcze na dygresje: "Jeżeli słyszy ode mnie tylko takie opinie, że seks to coś czego > znaczenie w młodości się przecenia a na starość nie docenia" sorry, wlasnie docenia dopiero na starosc, bo juz wiemy jak wazny naprawde w zyciu jest seks i bliskosc drugiego czlowieku. Nie wiem natomiast czy przecenia sie go w mlodosci, raczej demonizuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: onion Re: dac sobie spokoj z porzadkiem IP: 217.137.107.* 14.03.05, 08:46 moja wczesniejsza wypowiedz w duzej mierze odnosila sie do ewy, jakkolwiek zostanie to odczytane. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tymek Powiedz jej, że ją kochasz. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 07:41 Powiedz jej, że ją kochasz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: józefinka Do: Matki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 09:12 Tyle juz tu głosów i punktów widzenia sie pojawiło, a problem stary jak świat i wciąż trudny do rozstrzygnięcia: pogodzenie się rodziców z często kontrowersyjnymi zwyczajami ich dorosłych dzieci. No coż. Sama niedawno wyprowadziŁam sie z domu, ponieważ moja mama wypytywaŁa mnie o wszystko od A do Z i ciągle miaŁa pretensje o jakieś domowe obowiązki, z których wywiązuję sie lepiej niz ona (!). Zaznaczam, że skończyłam studia, pracuję i swoje juz przeżyŁam. W końcu przestaŁa mi odpowiadać ciągŁa kontrola, zwłaszcza że to ja utrzymywałam dom. Nie dzwonię, nie rozmawiam, unikam mojej matki... i odpoczywam. To nie jest tak, że tylko jedna strona ustala reguły gry, a druga musi sie dostosować. Czy baŁagan w pokoju ważniejszy jest od ciepłej i pełnej zaufania atmosfery? Dziewczyna ma jakieś problemy, o których Ci nie mówi, bo ma dość pouczania - a chaos zewnętrzny jest tu odbiciem chaosu wewnętrznego. Uczy się, pracuje - więc jednak jest odpowiedzialna. Spróbuj ja tolerować, nie wtrącać się, być nastawiona życzliwie. Spróbuj zrozumieć jej świat - ona jeszcze sama do Ciebie przyjdzie, kiedy będzie trochę starsza! Wchodzenie w dorosŁe zycie nie jest łatwe. I nie wszystkie wybory i postawy sa miłe, grzeczne i takie, jakby inni sie tego spodziewali. A czŁowiek to inteligentne stworzenie i jednak uczy się na własnych błędach. Nie martw się :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: truskawka Re: Do: Matki IP: *.stenet.org / *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 09:54 Mam 28 lat i już od dawna prowadzę swoje własne życie, raz lepsze, raz gorsze, ale zawsze na powierzchni. Problem o którym piszesz jest wyjątkowo trudny, choć przecież w odpowiedzi pojawiła się cała masa truizmów i banałów. Ja pewnie też się ich nie ustrzegę. Ale czy zadałaś sobie pytanie w jaki sposób pomgłaś jej zostać osobą dorosłą wcześniej, przed pojawieniem się tych wszystkich problemów? Nie znam waszej sytuacji, ale czy nie było przypadkiem tak, że Twoja córeczka była ukochanym, bezproblemowym dzieckiem które dobrze się uczyło, nie sprawiało żadnych kłopotów i było przedmiotem dumy całej rodziny? Może po prostu przegapiony został moment, w którym trzeba przestać traktować dziecko jak dziecko, a teraz Twoja córka stanęła w sytuacji, która ją przerosła i zachowuje się jak (przepraszam!!!) rozwydrzona, niepoważna gó..ara? Jest na to rada choć pewnie bardzo trudna dla rodziców. Postaw twarde warunki. Określ wyraźnie jakie są zasady panujące w Waszym domu i albo się do nich dostosuje albo wara z niego, ale z drugiej strony pozwól jej rozwiązywać własne problemy we własnym zakresie. Z Twojej wypowiedzi wynika, ze nie jesteście wielkimi przyjaciółkami (jako dwie dorosłe kobiety), więc przyjacielskie pogaduchy będą sztuczne i nadmuchane. Ale mimo wszystko staraj się nawiązywać nową warstwę Waszego kontaktu. Ja sama wciąż źle żyłam z rodzicami, jeśli tylko mieszkałam z nimi, a wyprowadzki i wprowadzki zdażały mi się kilkakrotnie. Powody bywały różne, ale już kilka lat temu doszłam do niezwykle banalnego wniosku - jesteśmy w stanie zachowywać się wobec siebie poprawnie, a nawet przyjacielsko, tylko wtedy kiedy ja mieszkam osobno. I od kiedy mieszkam 500 km od rodziny, zrozumieli to także moi rodzice. Być moze gwałtowne przecięcie pępowiny i Wam pomoże, bo tylko wtedy Twoja córka potraktuje Twoje pretensje poważnie, a tak ciągle są dla niej tylko męczącym brzęczeniem nad uchem. Ale daj jej szansę, jeśli się poparzy, musi wiedziec, że moze na Ciebie (a właściwie na Was, bo ojciec też jest baaardzo ważny) liczyć. Oby udało się Wam wszystkim znaleźć jakieś rozwiązanie! Bo to wszystko będzie cholernie trudne, ale przecież nie jest beznadziejne. A a propos narkotyków - musi sama dojść do momentu, w którym z nimi zerwie, ale niech wie, ze wtedy też moze na ciebie liczyć! Powodzenia! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: me Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.acn.waw.pl 14.03.05, 09:14 Ludzie, czy Was wszystkich do konca wykoleilo. Chce sie tak zachowywac, to niech wywala z domu. Owszem jest dorosla i ma prawo do wszystkiego. Ale jej matka tez jest dorosla i ma prawo do zycia w spokoju. Jesli ktos tu jest toksyczny to tylko kochana coreczka. Niech pozna troche zycia. Jesli naprawde jest kochana, to pomoc tu mozy tylko tak zwana 'twarda' milosc. Pozostac z nia w kontakcie ale zostawic ja rownoczesnie samej sobie. Niech sama zrozumie swoj blad. To co dzis robi to zwykle pasozytnictwo. I jesli chce marnowac sobie zycie, to nie na oczach matki, ktora placi za jej mieszkanie i wyzywienie, ale niech robi to za wlasne, 'dorosle' pieniadze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: danita Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 10:18 Pomysl o calej sytuacji, odwracajac ja. Jezeli jest zakochana to tzw.logiczne argumenty do niej nie przemowia. Milosc czyni slepym i odpornym na wszystko co realne. Moze przytulenie jej do siebie i proba pokazania ze w dalszym ciagu jest dla Ciebie corka i dzieckiem da efekt otwarcia. Dla niej to co przezywa w tej chwili to naprawde powazne problemy. Byc moze dla niej najwazniejsza jest teraz fascynacja sexem i przez pryzmat tych doznan odbiera swojego chlopaka. Powinnas znac swoja corke i wiedziec czym mozna jej zaimponowac, jaki ma czuly pnkt. jak podchodzi do zycia. Balagan w pokoju i palenie papierowsow to jeszcze nie koniec swiata. Twoja corka ma "dopiero" i "az" 22 lata. Porozmawiajcie o zaufaniu, lojalnosci i oczekiwaniach ale jej!!!!!. Pozdrawiam PS. Mam syna 28 i 18 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MATKA Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 11:00 Dziękuje wszystkim za merytoryczną dyskusję. Wiele waszych rad otworzyło mi oczy na moje postępowanie. Mój pierwszy post był troche przekoloryzowany, nie jest aż tak strasznie. W końcu córce jakieś wartości przekazywaliśmy przez te 22 lata i mam nadzieję że to będzie procentowało w przyszłości. Zdaję sobie również sprawę, że działają tu hormony i u mnie (niedługo pewnie klimakterium) i u niej. Rozmawiałyśmy o tym. Staram się być dla niej wyrozumiała ale przychodzi taki dzień, że wystarczy jedno słowo z mojej strony, a czasami nawet nie, a ona wybucha, zamyka się w pokoju. Jej związek z tym facetem chyba się rozpada, co chwila zrywają ze sobą. I to jest tak, że kiedy go kilka dni nie ma na horyzoncie, to wraca spokój, jak tylko sie pojawi ona dostaje "małpiego rozumu". Znam swoją córkę i miałysmy naprawdę dobry kontakt, skończyło się wtedy gdy wspólnie z mężem chieliśmy jej uświadomić, że ten związek ją wyniszcza. Właściwie przyznała nam rację, że z tym facetem nie ma przyszłości, ale ona go kocha. Ale po tej rozmowie chyba oczy jej się otworzyły, stąd chyba te frustracje, które przeżywa. Mam nadzieję, że jakoś to przejdzie i ten bunt za jakiś czas się zakończy. A propos wyprowadzki - właśnie miała się wyprowadzić (ma gdzie), ale nie pozwoliłam właśnie ze względu na tego faceta. Pozwolę jak sytuacja się unormuje na tyle, że będę mogła jej znów zaufać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Matka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 11:21 I wcale nie jestem agresywna. Po prostu nie pozwalam na chlew w domu, na palenie w domu. Nie jestem pedantką i uważam, że dom jest do mieszkania a nie do sprzątania (to nie muzeum). Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 15.03.05, 21:58 > A propos wyprowadzki - właśnie miała się > wyprowadzić (ma gdzie), ale nie pozwoliłam właśnie ze względu na tego faceta. > Pozwolę jak sytuacja się unormuje na tyle, że będę mogła jej znów zaufać. Co to znaczy: nie pozwolilas? Ma gdzie sie wyprowadzic, czyli, jak rozumiem, nie obciazy cie dodatkowymi kosztami. W takim razie NIE MASZ PRAWA jej "pozwalać" lub "nie pozwalać" na wyprowadzkę. Nie przychodzi ci do głowy, że 22-letnia kobieta powinna sama decydować o swoim życiu? Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 15.03.05, 22:02 P.S. Nawet gdyby ta jej wyprowadzka oznaczała, że musiałabyś do niej dopłacać... To także nie masz prawa "pozwalać" lub "nie pozwalać" córce!! A tak! Miałabyś natomiast słuszne prawo odmówić uczestniczenia w kosztach. Ale NIE MASZ PRAWA zabraniać córce samego wyprowadzenia się z domu! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Teresa Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.net-serwis.pl 15.03.05, 23:00 a ty nie masz prawa pouczac jej, jakie prawa ma, a jakich nie ma! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: liza Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 15.03.05, 23:25 Hola, hola, droga panno "anuszko"! Nie tak ostro! To ty NIE MASZ PRAWA w ten sposób zwracać się do nikogo i w żadnej sprawie, a w szczególności do osoby tak na moje wyczucie dwa razy starszej od ciebie, dobrej, troskliwej i kochającej Matki, znającej swoje dziecko (chociaż dorosłe, wciąż jednak nie w pełni samodzielne) i kierującej się jego dobrem. I bez twojego "NIE MASZ PRAWA" w stosownym czasie tamto "dziecię" się usamodzielni - bądź spokojna. To, że studiujesz na AGH (my ten etap mamy dawno za sobą i wiele innych dokonań na życiowym koncie) naprawdę NIE UPOWAŻNIA cię ani do takiego tonu, ani do tak kategorycznych sformułowań, ani do agresji wobec MATKI, która zapoczątkowała całą tę dyskusję. Tego wymaga kultura, która również ciebie obowiązuje. No, chyba, że jesteś kolejnym "ciężkim przypadkiem"... Cóż, zdarza się w najlepszej rodzinie, niestety... Pozdrawiam. P.S.: Dzisiejszym dziewczętom nie wiedzieć czemu wydaje się, że im bardziej są zaczepne, agresywne i drapieżne (a czasem także zwyczajnie ordynarne), tym bardziej atrakcyjne (?????????!!!!!!!), chociaż zupełnie nie pojmuję komu w taki sposób chcą zaimponować... Więcej delikatności, łagodności, pokory i taktu, Młoda Damo. A także więcej zrozumienia dla innych, którzy przecież MAJĄ PRAWO różnić się od ciebie poglądami, czyż nie?... Kobiecość to między innymi uczuciowość, wrażliwość oraz wewnętrzne piękno i ciepło, a także empatia i przyjazny stosunek do rozmówcy oraz wola zrozumienia problemu... Spróbuj zabrać głos bez zakładania złej woli MATKI, bez zbędnej agresji i żądzy zdominowania twojej interlokutorki. I dokonaj wysiłku zrozumienia choć trochę jej stanowiska. Idę o zakład, że sama tylko zmiana twojej własnej postawy dokona "rewolucyjnych zmian" w twoim sposobie myślenia, czego serdecznie ci życzę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anuszka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.h3.agh.edu.pl / *.ha3.agh.edu.pl 16.03.05, 08:09 A tu od razu masa pouczeń!... :-) To typowe. Przypominam: powiedziałam, że tamta pani nie ma prawa do pewnych akcji w stosunku do doroslej osoby. Dla mnie rzecz jest oczywista: Dorosłemu nie można zabraniać jak dziecku. Kto mimo wszystko zabrania, naraża się na całkiem słuszny bunt i złość. Typowe jest to, ze przypomnienie tej prostej oczywistości zostało przez kilka pań uznane za "agresję" z mojej strony. Typowe jest też, że te właśnie panie reprezentują pewien określony typ rozumowania. Z jednego zarzutu (o agresji) wysnuwają wiele innych zarzutów i mniemań o mnie: Że młoda(?), przemądrzała(?), bez szacunku dla starszych(?), przekonana o własnej atrakcyjności(?). A może ja jestem profesorem AGH?? :-) Któż to wie? Pozdrawiam uprzejmie szanowne panie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamusia Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 16.03.05, 10:16 Marzysz, dziecinko?... Dobrze jest mieć takie marzenia - powodzenia! A z agresją jednak uważaj. Kobiecie w niej nie do twarzy. Odpowiedz Link Zgłoś
po_godzinach Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 16.03.05, 10:19 Heh)) dobrze, że nie jestem twoją córką))). Bo synem to juz badziej, jemu przystoi agresja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anuszka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.h3.agh.edu.pl / *.ha3.agh.edu.pl 16.03.05, 16:45 > Marzysz, dziecinko?... > Dobrze jest mieć takie marzenia - powodzenia! Wierz mi, na podstawie tego, co tu napisałam tudzież na podstawie adresu mojego serwera naprawde nie możesz wykluczyć, że jestem profesorem AGH a nie jakąś studentką. :-) W internecie zdarzają się zreczy, o których nie śniło się filozofom... Więc uważaj, jak się do mnie odnosisz... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Teresa Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.net-serwis.pl 17.03.05, 01:42 wszystko jedno, co tam na tej uczelni robisz, wypowiedzialas sie jak gowniara co innego, gdybys ujela sprawe tak: corka w tym wieku ma prawo nie posluchac Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anuszka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.h3.agh.edu.pl / *.ha3.agh.edu.pl 17.03.05, 18:14 > wszystko jedno, co tam na tej uczelni robisz, wypowiedzialas sie jak gowniara > co innego, gdybys ujela sprawe tak: corka w tym wieku ma prawo nie posluchac Nie wiem, gdzie w mojej wypowiedzi zauważasz gó..arzerię. Racja, pełnoletnie dziecko nie ma obowiązku posłuszeństwa wobec rodziców. Ale również rodzice nie mają prawa do wydawania mu nakazów i zakazów. Przykład: Przypuśćmy, że od dzisiaj jakiś obywatel zabrania ci wychodzenia samej z domu. Czy uważasz, że ma on prawo zabraniać? Ano nie ma prawa, abstrahując od tego, że oczywiście możesz go zawsze olać. Powiesz, że z rodzicami to co innego, bo oni są szczególnie powołani do troski o swoje dzieci. No to przypuśćmy, że wychodzenia z domu zabrania ci od dzisiaj nie "jakiś" obywatel, ale twój mąż, który wszak jest powołany do troski o bezpieczeństwo żony. Ma nawet jakieś tam swoje powody, np. uważa, że chodzenie samej po ulicy jest ogólnie niestosowne. No i co, czy mąż miałby prawo wydać ci taki zakaz albo cofnąć zakaz i wydać pozwolenie na wyjście z domu? Otóż według mojego rozeznania - nie. Niezależnie od tego, czy ty się z jego uzasadnieniami zgadzasz ani od tego, czy jesteś posłuszna zakazowi. Odpowiedz Link Zgłoś
miang Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 16.03.05, 10:25 > Więcej delikatności, łagodności, pokory i taktu, Młoda Damo. A także więcej > zrozumienia dla innych, którzy przecież MAJĄ PRAWO różnić się od ciebie > poglądami, czyż nie?... Kobiecość to między innymi uczuciowość, wrażliwość oraz > > wewnętrzne piękno i ciepło, a także empatia i przyjazny stosunek do rozmówcy > oraz wola zrozumienia problemu... jestes facetem? bo swojej definicji kobiecości najwyraźniej nie spełniasz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: thuringwethil Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 10:55 droga Matko "Odkąd poznała chłopaka, dla którego zrobi wszystko dom traktuje jak hotel"- zrobi wszystko czyli co konkretnie zrobiła? Jak hotel- czyli jak, płaci? o jakie traktowanie chodzi? "Na zwracana uwagę reaguje agresją"- a w jaki sposób zwracasz uwagę? "Jest dorosła, ma 22 lata, uczy się (studia dzienne) i dorabia sobie zleceniami ok. 400 zł/m-c. Co robić?" - chyba wypada się cieszyć :o) "zamknęła się w sobie - zero rozmów, burkliwe odpowiedzi"- może coś jej się w głowie pozmieniało, a może nie chce jej się rozmawiać z powodu atmosfery miedzy Wami? "Zaczęła z nim współżycie i podobno jest świetny w łózku " nie bardzo rozumiem co to ma do rzeczy, to chyba dobrze że jest świetny? Lepiej by było gdyby był beznadziejny? Nie zrozum mnie źle Matko, ale Twój post niewiele tak naprawdę mówi poza tym, że jesteś wściekła na córkę i zbuntowana przeciwko jej dorosłości. Można pomysleć że dziewczyna wrzeszczy na Ciebie, wyzywa, ma robaki w pokoju, jest niechlujna i wyuzdana. A można pomysleć że ma nieład w pokoju, nie rozmawia z Toba bo masz do niej pretensje. Ważna sprawa i nikt nie zwrócił na to uwagi- może te czerwone oczy to nie wynik kłopotów z chłopakiem? moze to wynik kłopotów między Wami? Faktem jest, że 22 letnia osoba ma prawo palić papierosy (musisz być naprawdę ostra skoro robi to po kryjomu) i pić alkohol, trawka to oczywiście inna sprawa, sama nie palę ale mnóstwo znajomych tak. Naturalne jest także, że współżyje- może zamiast spekulować, idź z nią do swojego ginekologa? Spytaj czy stac ją na tabletki? Nie demonizuj seksu, w tym wielu nienormalne by było gdyby nie współżyła mając stałego chłopaka. Prosisz o rady- mogę zaproponować tylko jedno- zajmij się sobą. Idź na siłownię, na kurs garncarstwa, na kółko literackie- poznaj kobiety w swoim wieku w podobnej sytuacji. Niedługo zostaniesz w domu bez córki- to najgorszy okres dla matek. Po prostu zacznij już teraz rozwijać swoje hobby. Córka zobaczy, że nie jest na świeczniku, zobaczy że masz swoje życie, sama przyjdzie pogadać prędzej czy później ale tylko pod warunkiem, że dasz jej przestrzeń. Zauważ, że ludzie często mówią wtedy, kiedy nie padają konkretne pytania. Zamiast pytać "czemu palisz papierosy, czemu masz bałagan w pokoju?" spytaj "co słuchać?"... Polecam też pogadać z psychologiem. Nie na zasadzie terapii, lecz na zasadzie rozmowy i uzyskania jakichś rad. To na pewno nie zaszkodzi, a powinno Cie uspokoić. To co moim zdaniem w tym wszystkim najważniejsze, to że córka żyje juz swoim życiem, a Ty nie żyjesz swoim a jej. Dopiero oddalając się od siebie możecie się tak naprawdę zbliżyć. Pozdrawiam, psycholog, o której kiedyś mama mówiła niemal te same słowa- wyprowadziłam się na 2 roku studiów i okazało sie nagle że umiem sprzątać, gotować, radze sobie. Po kilku latach wrócił kontakt z mamą. Teraz sama przyznaje, że ważniejszy był bałagan na moim biurku (książki!!) niż moje sprawy, moje samopoczucie. Mama chodzi teraz na salsę i plotkujemy zawzięcie. Pomogło to, że zajęła się sobą- tak jak ja po prostu zajełam sie na pewnym etapie sobą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: c. Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 11:34 Ciekawe, czy za tak samo normalną uznalibyście sytuację, w której to matka ma gigantyczny bajzel w pokoju, dużo pije i popala trawkę, a przy okazji płacze z powodu jakiegoś funta kłaków nie wartego faceta. Wtedy zapewne uznalibyście, że córeczka powinna zareagować, a sytuację z dzieckiem uznajecie za normalną. Celowo piszę "dzieckiem", bo 22 letnia studentka, choć nominalnie dorosła, życiowo bynajmniej nie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: samotna matka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 14.03.05, 17:59 Droga Pani Psycholog, to pięknie, że po "przecięciu pępowiny" wreszcie dobrze ułożyły się Pani stosunki z Pani Matką i że teraz są modelowe. Ale w Pani wypowiedzi zabrakło mi refleksji nad sobą - jak bardzo była Pani egoistyczna i nieczuła na uczucia własnej Matki wtedy, gdy byłyście razem. Abstrahując od omawianych na forum przypadków - generalnie w dzisiejszym "bezstresowym" wychowaniu (i domowym, i szkolnym) zbyt wiele uwagi poświęca się tzw. PRAWOM młodych ludzi, natomiast nic nie mówi się o OBOWIĄZKACH. Egocentryczne dzieciaki chętnie chłoną wiedzę o każdym należnym sobie przywileju i z łatwością zapominają o tym, co winne są innym... Rezultaty takiego "braku równowagi" w wychowaniy widoczne są gołym okiem wszędzie dookoła... To nie przypadek, że pokolenie 50- i 60-latków nadal podrywa się z miejsca w tramwaju na widok starszej od siebie, schorowanej, czy po prostu obarczonej dużymi ciężarami osoby, ale nie zdarza się to prawie dzieciom i młodzieży (która leży "rozwalona" w fotelu tarasując przy okazji połowę przejścia)... To nie przypadek, że dzisiejsze Mamy (i Ojcowie) swoim Matkom (i Ojcom) dużo pomagały uważając to za swój całkiem naturalny obowiązek, a dziś, zapracowane do granic możliwości, nie mogą doczekać się od swoich roszczeniowo nastawionych dzieci ani ugotowanego obiadu, ani umytych okien przed świętami, ani posprzątania wokół siebie (a cóż dopiero mówić o całym domu!), ani nawet szklanki herbaty po ciężko przepracowanym dniu... Myślę, że czas najwyższy zrewidować tę trwającą od lat psychologiczno- pedagogiczną modę na "chodzenie na paluszkach" wokół coraz bardziej nieznośnych i egoistycznych bachorów i podpowiadanie im, co jeszcze im się od życia należy i od kogo. Myślę, że - dla równowagi - trzeba jak najprędzej, jak najwięcej i jak najgłośniej zacząć mówić o PRAWACH MATEK - do miłości, do szacunku, do wdzięczności, do pomocy w pracach domowych, do troski i opieki ze strony dorastających i dorosłych dzieci, do wyręki w pracach coraz bardziej przekraczających ich malejące z każdym rokiem możliwości... Trzeba o tym mówić tym głośniej, im więcej z każdym rokiem przybywa dookoła mam samotnych, a więc takich, którym nikt w wychowywaniu ich dzieci nie pomaga, a które - z konieczności - skupiać się muszą na zapewnianiu bytu swoim "okaleczonym" rodzinom i nie zawsze mogą skutecznie pełnić wychowawczą rolę "ojca i matki"... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: po_godzinach Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 18:03 Ale kto to ma mówic i zrobić? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: samotna matka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 15.03.05, 02:24 Szanowna (Szanowny) "po_godzinach", prawda, że "wszystkie dzieci są nasze"? - No, właśnie. A więc do nas wszystkich należy obowiązek uświadamiania naszym dzieciom prawd tak oczywistych. Do domu - w pierwszym rzędzie, bo - czy się nam to podoba, czy nie - ma największy wpływ na młode pokolenie (więc bardzo szkoda, że bywa niepełny). Do szkoły - na drugim miejscu. A jest to aktualnie jedno z takich miejsc, gdzie uczy się - najpierw dzieci, a potem młodzież - jak bardzo wiele im się należy, ale zupełnie zapomina się o obowiązkach. Do dziś pamiętam, jak po lekcji n.t. praw dziecka w szkole mojej córki niemal "w oczach", z dnia na dzień, moje dziecko nagle "poraził" ogrom jej praw - rzeczywistych i tych, jakie sobie na kanwie praw dziecka "dośpiewała"... Odtąd właściwie moje słowo przestało się dla niej w ogóle liczyć, no, bo o jakich obowiązkach ja mówię, skoro "ona ma prawo", a ja: muszę, bo ona jest moim dzieckiem, mam obowiązek, bo ona jest niepełnoletnia i ja za nią odpowiadam, nie mam prawa, bo ... itd. itp... Długo by o tym pisać, jak takie jednostronne informacje, przekazywane dzieciom w skądinąd słusznej sprawie i ze szlachetną intencją, bywają źle rozumiane i niewłaściwie (delikatnie mówiąc) wykorzystywane przez niedojrzałe młode osoby... Z drugiej strony to, czego uczy obecny system wychowawczy (i nie tylko) realizowany w szkołach, też do niczego nie prowadzi. Jeśli nauczyciel nie ma prawa ucznia porządnie skarcić, czy wyprosić z klasy, to o czym my mówimy? Jeśli zawiera się z uczniami drobiazgowo formułowane kontrakty (wychowawcze, przedmiotowe), z których uczeń co do przecinka "rozlicza" nauczyciela, sam dając z siebie tyle, "co kot napłakał" albo i mniej, to dokąd to zmierza? Jeśli w końcu to nauczyciela, a nie ucznia, rozlicza się za JEGO "niepowodzenia dydaktyczne" - nawet wtedy, gdy zrobił wszystko, aby im zapobiec, nawet wtedy, gdy dotyczą ucznia, który ze szkoły zwyczajnie kpi sobie w żywe oczy, nie wypełniając żadnych z jego szkolnych obowiązków i powinien w normalnych warunkach po prostu być relegowany, to jaki może być oddźwięk wychowawczy (i w odniesieniu do sameo zainteresowanego, i w stosunku do całej klasy) takich zabiegów "wychowawczych"? Do psychologów i pedagogów - bo to wpływ i rezultat oddziaływania rozmaitych teorii związanych z tymi dyscyplinami, lansowanych z uporem przez lata, obserwujemy teraz tak powszechnie wokół siebie. Najlepszym przykładem może być owo "bezstresowe wychowanie", które może i jest bezstresowe dla dziecka, przez jakiś czas, ale potem naraża je na niepomiernie wielki stres związany z tym, że takie "bezstresowo" chowane dziecię nie wie w końcu, gdzie jest jego miejsce (a wydaje mu się, że w centrum zainteresowania całego otoczenia)... "Ubocznym produktem" (prawie niewartym wspomnienia) takiego wychowania są zadeptywane i niszczone przez swoje coraz bardziej nieznośne dzieci, zestresowane ... matki, o których jakoś cicho w tych wszystkich teoriach... Usuwając dzieciom pył spod stóp (bo mogłoby to się odbić fatalnie na całej ich przyszłości), śmiertelnie udręczone mamy nie mają już nawet siły na uśmiech i walkę o swoje prawo do życia, do szacunku, do pomocy ze strony swoich latorośli... Nie bez powodu napisałam poprzednio, że "czas najwyższy zrewidować trwającą od lat psychologiczno-pedagogiczną modę na "chodzenie na paluszkach" wokół coraz bardziej nieznośnych i egoistycznych bachorów i podpowiadanie im, co jeszcze im się od życia należy i od kogo". Z powodu mojego dziecka miewałam do czynienia z poradniami pedagogiczno-psychologicznymi - i ja, i ono. Słuchałam rad, dyskutowałam i stosowałam się do nich, choć mój "zdrowy rozum" buntował się niekiedy okrutnie. Jeszcze bardziej buntował się, kiedy czasem docierało do mnie i to, co Pani miała do powiedzenia mojemu dziecku, które (podobno) utwierdzała w postawie buntu, agresji i roszczeń, zapewniając moje nieznośne wtedy dziecko, że ono "jest w porządku", a tylko matkę ma "be"... Od tamtego czasu minęło już kilka lat. Mój nabożny respekt dla jedynie słusznych rad objawionych psychologom i pedagogom poważnie został nadwyrężony. Z perspektywy czasu rodzi się też we mnie coraz więcej wątpliwości odnośnie stosowanych przez nich metod i głoszonych poglądów... Do prasy i mediów - bo najsilniej i najpowszechniej oddziaływują na młodzież (niestety, w większości bywają to oddziaływania negatywne, niekiedy nawet bardzo) i wydają się wręcz stworzone do takich oddziaływań. Lansowanie pozytywnych wzorców nie jest łatwe, ale właśnie dlatego trzeba to robić. Wreszcie - do nas wszystkich, którzy możemy (każdy na swoim maleńkim, życiowym odcinku) własnym przykładem, czasem - zwróconą uwagą, żartem, zrobić wiele, bardzo wiele dobrego. Per saldo - dla nas wszystkich... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: po_godzinach Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.05, 08:52 Szanowna Pani Samotna Matko), bardzo dziekuję za obszerne wyjasnienie. Pozwolę sobie odnieść się do tego któtko. Zgadzam się, że roszczeniowa postawa jako taka jest szkodliwa. Dotyczy to nie tylko dzieci i młodzieży, lecz równiez innych grup społecznych w Polsce. Skupmy sie jednak na dzieciach. Uważam, że postawy roszczeniowe u dzieci kształtują się od bardzo wczesnego dzieciństwa w rodzinach. nawet od bardzo małego dziecka mozna wymagac, aby np sprzątało po sobie zabawki, pomagało mamie w kuchni i szanowało prawo dorosłego do wypoczynku. Tylko wymaga to nieco wysiłku i konsekwencji. Poza tym samą mnie zadziwia dość powszechna metoda rodziców "zdmuchiwania pyłku spod stóp dziecka", no ale za to przecież dziecka nie można winić. Moim zdaniem dziecko jest takim samym człowiekiem, jak dorosły, tylko mniejszym - i jego obowiązki muszą być na skalę jego możliwości. Podam przykład. Swego czasu mój syn, będący w szkole podstawowej miał tendencję wchodzic nieproszony do mojego pokoju, gdy miałam gościa. Przy najbliższej okazji, gdy on miał gościa, to ja weszłam do jego pokoju i rozsiadłam się. Na jego wyrażone zdziwienie usłyszał "a tak to synu smakuje" - i zrozumiał, oczywiście). Mam jednak koleżanki, które swoim 18-letnim dzieciom sprzątały, prasowały i robiły kolacje (bojąc się ich gniewu). Coż - ich wybór. Dziecku należy sie miłość, czas i opieka - i wzajemnie, to samo nalezy się rodzicom od swoich dzieci. Ale do tego matki (bo to one głównie wychowują) muszą swoje dzieci wychować. Pewna znajoma mi organizacja zajmująca się młodzieżą z problemami przeprowadziła ostatnio badania na temat rodzin. I cóż się okazało? Że największy procent pacjentów (szło o narkomanów) to dzieci matek, które są: 1-nauczycielkami, 2-pielęgniarkami, 3-urzędniczkami. Nad tym należałoby się zastanowić. Moja babcia mówiła bowiem, ze "dobrego piekło nie zepsuje, a złego i kościół nie naprawi". Najgorsza nawet szkoła nie "zepsuje" dziecka, które jest "dobrze wychowane" w domu. Tak myśle i takie jest moje doświadczenie. Najwięcej szkody robią te matki, które najpierw "zdmuchują te pyłki", "poświęcają się' - potem zaś wymagają od dzieci czegoś, czego same ich nie nauczyły - no i (najgorsze) wymagają wdzięczności. Dobrze jest też pamiętać, że dziecko tylko przez chwilę ma się dla siebie, a tak naprawdę, to wychowuje się je nie dla siebie, a dla niego samego. Jeśli zaś idzie o samotne matki. Często dziecko jest dla nich jedyną ważną osobą w ich życiu, jedynym celem. Rozkładają więc nad nim szczególnie duży parasol ochronny, zapominając, że w ten sposób usiłuja rozwiązać również swoje problemy (samotność). Poza tym, czy w rodzinach, gdzie jest ojciec wypełnia on swoją funkcję wychowawczą? Nie sądzę. Pozdrawiam. PS. Pewien starszy pan, kioskarz, czytając gazetę, wyczytał, że kilkuletni chłopiec dokonał napadu i zakrzyknął oburzony - jakie to dzisiaj są dzieci !! Moją jedyną reakcją było - panie, kto je tak wychował? Co robili jego rodzice? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: po_godzinach Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.05, 08:57 I jeszcze jedno - umknęło mi - czy wie Pani o tym, że terapia "problemowej młodzieży" polega na terapii rodzin? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: samotna matka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 15.03.05, 10:05 Szanowna Pani "po_godzinach", w całej rozciągłości zgadzam się z Panią. Takie zasady wyznawałam i stosowałam przez całe swoje rodzicielskie życie. Niestety, dziecko dziecku nierówne... I nawet najbardziej modelowe wychowanie jednego nie zawsze zagwarantuje sukces w przypadku drugiego, co najlepiej widać w rodzinach wielodzietnych... Osobiście znam blisko rodzinę, w której doskonale wychowało się dwoje dzieci, natomiast trzecie się wykoleiło tak skutecznie, że potem pół swojego dorosłego życia spędziło, ku zgryzocie swoich dobrych, kochających Rodziców, za kratkami... A więc radziłabym - bardzo ostrożnie z takimi pochopnymi ocenami, zwłaszcza gdy nie mamy pojęcia o całokształcie sytuacji......... A w kwestii samotnych mam powiem tylko jedno - przez całe swoje życie spotkałam tylko 2 (słownie: dwie) osoby, które zadały sobie trud zrozumienia złożonej i niezwykle trudnej (pod BAAAAARDZO WIELOMA względami) sytuacji samotnego rodzica. Oczywiście, nie liczę innych samotnych mam, bo one wiedzą aż nadto dobrze z iloma problemami na codzień i od święta wiąże się samotne rodzicielstwo... Reszta chętnie "szufladkuje" nie zadając sobie trudu zrozumienia czegokolwiek... Nie mówiąc o wyciągnięciu "pomocnej dłoni" (cokolwiek dla każdego z nas to oznacza...), co zdarza się prawie tak często, jak przysłowiowa "Gwiazdka w maju". Pozdrawiam ciepło i wiosennie - mimo zupełnego braku zrozumienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: po_godzinach Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.05, 10:28 W moim liście było, oczywiście, wiele uproszczeń. Nie upieram się, że rozumiem w pełni sytuację samotnej matki. Chętnie więc dowiedziałabym się, jak Pani rozumie owo "wyciągnięcie reki"). Będę wdzięczna za wyjaśnienie. Natomiast będę się upierała, że dziecko wychowywane jest głównie w domu i głównie przez matkę. Inne instytucje mają charakter jedynie wspomagający. Hołduję równiez sasadzie, że aby było co wyjąć, najpierw trzeba włożyć). Czyli - żeby wymagać od dziecka, najpierw trzeba wyposażyc je w odpowiednie umiejętności. W tym sensie - jeśli chcę, żeby moje dziecko szanowało moje uczucia, duzo wcześniej musze je tego nauczyc - nie mówiąc juz o tym, że ja muszę szanować jego uczucia, osobę i poglądy. Jeśli więc chcę, żeby mój syn umył okna, nie moge tego od niego żądać, mogę go co najwyżej poprosić ustalając, kiedy ON będzie miała na to czas, nie zaś, kiedy JA tego chcę (to tak z grubsza). Nie zdarzyło się, żeby nie umył. Odwrotnie - jeśli on chce, żebym ja cos dla niego zrobiła, postepuje podobnie, czyli mnie o to prosi. Oczywiście, zdarzają się sytuacje wymykające się temu - no, ale mówimy o ludziach, nie o maszynach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gunia Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: 213.25.157.* 15.03.05, 10:35 Do Józefinki,truskawki i kogoś kto podpisał się thuringwethil: piszecie to ,o czym ja sama napisałam juz kilka dni temu,tyle że ubrałam to w nieco inne słowa.Ktoś kto pisał tuż za mną określił ironicznie moją wypowiedź jako pseudofilozoficzny bełkot.A jednak nie jestem sama w takiej ocenie sytuacji.Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MATKA Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 13:05 Nie mam już siły, faceta nie ma - rzucił ją a jest coraz gorzej. Chyba ją wyrzucę z domu, dlaczego ma cierpieć cała rodzina? Niech się łajdaczy do oporu, jak się utytła w gó..e to może zmądrzeje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ADJG Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.07.05, 22:28 Daj jej czas. Lecz stawiaj warunki. Puszcenie jej samopas nie jest idealnym rozwiązaniem (trawa to grupa ryzyka) ale może wtedy pujdzie po rozum do głowy. Moja historia jest następująca, nie wiem czy się Tobie do czegoś przyda. Jak miałam lat 21 bardzo się zakochałam, nie widziałam tego że wybranek jest neurotyczny, leniwy, bez ambicji. Mojej mamie nie podobał się ten facet i to co ze mną wyprawia. Szybko zamieszkałam razem z nim, zaczełam palić trawe, pić alkochol, moja nauka się mocno pogorszyła, nie miałam ochoty dbać nawet o kwiaty. Nawet zaczełam sie nie starać o wygląd swój własny - poprostu kompletny marazm. Wpadłam w depresje. Moja mama jako że się uczyłam, dawała mi pięniądze tylko na chleb, tak okolo 400 zł. Na nic wiecej nie moglam liczyć, a jeżeli tylko myślałam o podjęciu jakiejś pracy bylo mi to szybko przez faceta wybijane z głowy tekstami, że nic nie umiem, jestem beznadziejna. Moja mam temu wszystkiemu przyglądała się z boku i czekała. Zawsze wiedziałam, przez ten cały okres, że moge do niej przyjść i bede w pełni zaakceptowana. Przyszłam po 1,5 roku. Dopiero wtedy od siostry dowiedziałam się jakie mama psy wieszała na tym facecie, jak martwiła się o mnie. Jednak chciała, żebym sama doszła do decyzji o opuszeniu tego pana i zmienieniu swojego życia. Czasem byłam zła,że nie powiedziała mi kategorycznie nie, ale WIEM, że jest to dla mnie idealna nauka na całe życie, a wnioski wyciągnełam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anitek Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 00:19 Pozwólcie, że włączę się do dyskusji. Ja byłam strasznym dzieckiem. W wieku 16 lat uciekłam z domu i trafiłam do burdelu!!! Na szczęscie rodzice dzięki swoim że tak powiem koneksjom szybko wyciągnęli mnie z tego bagna. Zostałam karnie wysłana do pracy w drukarni na całe wakacje, ale wspomnienie tego horroru zostało im pewnie do dzisiaj. Właściwie przez całe liceum wagarowałam, piłam alkohol, paliłam papierosy, nie mówiąc juz o takich szczegółach, jak obrzydliwy bałagan, który zdawał się powstawać z niczego wszędzie tam, gdzie usiadłam chociażby na pięć minut. Z pierwszego liceum , do którego chodziłam, zostałam wyrzucona. W drugim nauczyciele byli chyba zbyt tolerancyjni. Do rodziców docierało może 10% wszystkich moich wybryków, kiedy akurat nie udało mi się niepostrzeżenie wemknąć pijanej do swojego pokoju o drugiej w nocy, albo ktoś znajomy zobaczył mnie z fajką na ulicy, albo wróciłam ze szkolnej dyskoteki w krzywo zapiętej bluzce i z 'malinkami' na szyi. Nigdy nie dowiedzieli się o eksperymentach z narkotykami (przez jakieś pół roku tydzień w tydzień wciągałam amfetaminę), ani też na szczęście nie dotarła do nich opinia o mnie jako pierwszym k.....szonie w szkole. Która niestety do tej pory ciągnie się za mną jak smród za wojskiem. Obudziłam się przed maturą i zdałam ją... uwaga... ze średnią 5.8 (to nie żarty). Dostałam się z trzecią lokatą na studia. Teraz mam 26 lat, mam swoją firmę, narzeczonego, własne mieszkanko, psa i kota i powoli myślę o powiększeniu rodziny. Moja siostra. Przez całe liceum eksperymentowała z narkotykami, z dużym naciskiem na LSD i amfetaminę. Piła z koleżankami na umór, często dla zwiększenia fazy łykając przy tym tramal. Wagarowała. Za chuligańskie wybryki kilkakrotnie zatrzymywala ją policja. Teraz ma 24 lata, właśnie wychodzi za mąż, skończyła 3-letnie studia ekonomiczne i jest po pierwszym roku weterynarii. Jest druga na roku. Dlaczego to piszę? Bo jeżeli Twoja córka przechodzi swój bunt młodzieńczy trochę później niż inne dziewczyny, to jest bardzo podobny przypadek. Jeżeli ma choć trochę rozsądku w głowie, to sama wybierze dla siebie właściwą drogę. Możesz spróbować ją trochę ukierunkować, ale prawie na pewno nie weźmie Cię na poważnie. Pomyśli (sorry), że jesteś stara i trujesz. My też tak myślałyśmy. I dlatego, że gdyby wszyscy rodzice wiedzieli o swoich dzieciach tyle, co Ty wiesz o swojej córce, to wybuchłaby powszechna panika, a poradnie odwykowe pękałyby w szwach. Takie mamy czasy. A te czerwone oczy... to niekoniecznie przez niego, może byc od palenia trawy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ludzie.i.koty Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 00:38 Jakie błędy popełnili wasi rodzice? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anitek Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 16:43 Powiedziałabym z perspektywy czasu, że niewiele. Byli tolerancyjni, może zbyt pobłażliwi. Dla mnie impulsem do ucieczki z domu było to, że narozrabiałam wspólnie z koleżanką i za karę ja nie pojechałam na obóz młodzieżowy, a ona wypłakała się mamie w rękaw i ją puścili. Nie mogłam znieść takiej niesprawiedliwości i zrobiłam po swojemu. Ale i tak uważam teraz, że to oni mieli rację. Chyba też trochę za bardzo nam ufali. Kiedy wychowawczyni mojej siostry podzieliła się z moja mamą podejrzeniami (całkiem uzasadnionymi i popartymi w miarę konkretnymi dowodami), że siostra bierze narkotyki, rodzice uwierzyli siostrze. Nie pozwalali nam jednak na wszystko, co to to nie. Na dyskotekę w wieku 16 lat tak - ale powrót o 1 w nocy. Alkohol tak - ale dla smaku, wino do kolacji, a nie do stanu totalnego upojenia. Patrząc wstecz, to my miałyśmy diabła za skórą. Pozwalali nam na wiele rzeczy, a my chciałyśmy jeszcze i jeszcze więcej. Odpowiedz Link Zgłoś