Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowokuje!

    • szrimp Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 12.03.05, 17:10
      Jakbym slyszala moja Mame pare lat temu...

      Nie jestes toksyczna, po prostu kochasz swoje dziecko- tylko tyle i az tyle...

      Kiedysm moj chory zwiazek z chlopakiem zrujnowal niemal do zera moje stosunki z
      Rodzina i doszczetnie zniszczyl kontakty towarzyskie...Nic nie minelo samo, a
      kiedy zdalam sobie sprawe ze swojej sytuacji-taki zwiazek to jak uzaleznienie-
      musialam uciekac.
      I ucieklam najdalej jak to bylo mozliwe, tysiace kilometrow. Bez powrotu.
      Jesli Twoja corka sama nie zrozumie, ze ten zwiazek jest zly, nie mozesz jej
      pomoc. Tylko ja mocno kochaj i nie krytykuj. Mocno kochaj. Zawsze.
    • Gość: anulllla Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: 81.219.225.* 12.03.05, 22:30
      Sama jescze kilka lat temu byłam zbuntowaną córką. O kontaktach pomiędzy moją
      mamą a mną raczej trudno pisać- z mojej strony były nijakie. Moja mama
      próbowała na różne sposoby poprawić stosunki pomiedzy nami, między innymi
      stosując nakazy i zakazy. Niestety chyba nie tędy droga. W moim przypadku
      spowodowało to, że spędzałam w domu coraz mniej czasu, nie rozmawiałam w ogóle
      z rodzicami, a jak już byłam w domu to mówiłam ze jestem zajęta i muszę się
      uczyć.
      Wydaje mi się najważniejsze aby Pani miła zaufanie do swojej córki. Ja kiedyś
      usłyszałam od swojej mamy, że mi ufa. Te słowa zawsze pojawiały mi się w
      myślach gdy miałam ochotę zrobić coś nader głupiego.
      Każdy młody człowiek potrzebuje trochę luzu. Che poznać inne życie i zasmakoważ
      zakazanego obocu. Ważne jest aby Pani nauczyła się rozmawiać z córką, abyście
      stały się przyjaciółkami. Wtedy na pewno córka się otworzy.
      Oczywiste jest, ze matka musi zwracać uwagę na to co robi córka, ale reakcja na
      działanie córki nie może być ostra. Może lepiej zaproponować jakieś
      alternatywne rozwiązania?
      • maksimum Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 13.03.05, 04:03
        Domyslam sie,ze 22 letnia corunia nie placi za pokoj ani za jedzonko,ktore
        mamcia przygotowywuje i dlatego ma cala rodzinke w poopie.
        Coruni sie wydaje,ze nie moze byc gorzej,to czas najwyzszy,zeby mamusia jej
        pokazala jak prawdziwe zycie wyglada,gdzie na zarcie i dach nad glowa trzeba
        pracowac.
        • Gość: BK Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 13.03.05, 07:30
          Zgadzam się. Wychowała mnie tylko Matka (wdowa), bywało strasznie, brak
          porozumienia, zero autentycznego kontaktu, wzajemne żale, brak zaufania etc. A
          byłam zawse grzeczną dziewczynką, skupioną na nauce, papierosa w życiu nie
          wypaliłam, wódki nie znoszę etc. Mając 24 lata wyjechałam na rok za granicę, bo
          potrzebowałam jak powietrza SAMODZIELNOŚCI, SAMOSTANOWIENIA (moja Matka
          nazywała to samowolą i nieodpowiedzialnością), po powrocie wynajęłam
          mieszkanie. W dniu przeprowadzki Matka wpadła w histerię przy firmie
          przewozowej... Potem było już tylko lepiej - ona ODŻYŁA (!!!), bo wreszcie
          zajęła się sobą, a nie mną (faceta sobie znalazła szybciej niż ja ;)), ja
          zobaczyłąm Ją z innej perspektywy, doceniłam to, że żyłam sobie jak królewna do
          końca studiów. Rozumiem, że się boisz - sama będę przypuszczalnie "samotnie"
          wychowywać nastoletnie dziecko i włos staje mi na głowie na samą myśl, "w jakie
          kręgi" może moje dziecko wpaść. Nie wiem, czy mam rację, ale w Waszej sytuacji
          jasno postawiłabym warunek - zero narkotyków + skoro zarabiasz, a NAS, RODZICÓ<
          TRAKTUJESZ JAK POWIETRZE ALBO JAK WROGÓW, a dom jak hotel - utrzymujesz razem z
          nami mieszkanie. Jeśli nie - idź na swoje. Tylko dobrze się zastanów, czy
          ewentualne wyjście z domu nie zniszczy jej, czy jest na pewno wystarczająco
          dojrzała. W moim przypadku przecięcie pępowiny pomogło odbudować relacje między
          Matką i córką - nigdy nie było tak dobrze, jak jest teraz. Czasem trzeba
          oddalenia, żeby ludzie mogli się do siebie naprawdę zbliżyć!! Rodziców i dzieci
          dotyczy to chyba zwłaszcza. Wierzę, że jest dużo lepiej, kiedy mądrze "odsuwa
          się", przecina pępowinę rodzic, a nie - szlaeńczo, demonstracyjnie - dorosłe
          dziecko. Życzę Wam powodzenia! I pamiętaj, mówi się o toksycznych rodzicach -
          ale dziecko też nie ma prawa być toksyczne wobec własnej matki czy ojca!
          Wszyscy jesteście dorośli - i wszyscy potrzebujecie odpoczynku od siebie i
          partnerstwa (pomagami wymagam, a nie tylko służę i pomagam, jak małemu dziecku
          albo nastolatkowi). Nie daj się córce poniżać i sama tego nie rób - spróbuj
          zobaczyć, że jest dorosła i puść ją na szerokie wody - z ich cholernie trudną
          wolnością.
          • Gość: spidos no i co że jara mięte ;) IP: *.3vnet.pl 13.03.05, 08:49
            niech jara.. jak lubi.. ja też lubie. Moja mama wie o tym, fakt nie jest z tego
            dumna, no ale cóż, inna generacja. W każdym razie twoja córka wchodzi w dorosłe
            życie, robi hajs jakiś a ty chcesz to zanegować. Weź sie zastanów nad sobą
            lepiej, czy tak naprawde jej pomagasz bo chyba nic. No i zrozum, że od jakiegoś
            czasu jesteś OBSERWATOREM, a nie osobą posiadającą aktywny wpływ na bieg jej
            życia i jak bedziesz stawiała warunki itd. jak ci niektórzy odpisali to sie
            tylko pokłócicie na długo, może na lata... Córka ma swój rozum, każdy go ma.
            pozdrawiam

            no a co do marychy to wogooole sama zapal z córką, to jest nowoczesna
            rzeczywistość. dla mnie to jest jak piwo, mam przy sobie pół grama jeszcze, i
            spale je dzisiaj z koleżanką ;]
            • Gość: Ula Re: no i co że jara mięte ;) IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 13.03.05, 10:20
              Boze....To ja chyba dzieci juz nie chce miec...
              ...Nowoczesna rzeczywistosc... :(
              • Gość: tezcorka Re: no i co że jara mięte ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 10:44
                Zaraz zaraz, przeciez nie o zadna glupia trawe tu chodzi ani o seks, to raczej
                normalne ze dziewczyn aprobuje roznych rzeczy, niestety to jest jeszcze wiek
                bardzo cielecy, widze to dopiero teraz , wczoraj skonczylam 30 lat. Wydawalo mi
                sie wtedy ze wiem wszystko, nigdy sie nie zmienie i inne te pierdoly ltore z
                wiekiem i przezyciami (rozwod) przechodza. Chodzi tu o cos zgola innego,
                mianowicie o to, ze nie udalo sie pani nawiazac zdrowej wiezi z corka kiedy byl
                na to czas. Nie oskarzam pani, moja mama tez przeoczyla czas kiedy moglysmy sie
                zaprzyjaznic, pracowala ciezko i myslala ze to wystarczy a ja czekalam. potem
                bardzo trudno bylo mi z nia rozmawiac, a ona wymagala zebym jej opowiadala o
                chlpakach i imprezach. Sory mama, ale trzeba bylo uwazac jak lgnelam do ciebie
                a ty traktowalas mnie jak dzieciaka co nic nie rozumie. Musze pania pocieszyc
                ze mimo idiotyzmow jakie w tamtym czasie robilam: imprezy alkoholowe(jakos u
                mnie sie akurat trawy nie palilo ale zadna to roznica), wczesne wspolzycie
                (sama sie postaralam o pigulki), jak to sie mowi "wyszlam na ludzi". Skonczylam
                studia na UW, za granica zrobilam doktorat, teraz oczekuje dziecka i mam
                swietny kontakt z moja mama (a to od momentu wyjazdu do francji na studia),
                jest mja powiernica choc nigdy nie powiem jej wszystekigo, zreszta od tego sa
                przyjaciolki. Fakt ze sie rozwiodlam po 2 latahc malzenstwa tez nie jest tu bez
                znaczenia:chcialam okropnie rodzicom pokazac ze sama o sobie decyduje i wyszlam
                za maz kompletnie nieprzygotowana do tego. teraz jestesmy wszyscy razem i nie
                wyobrazam sobie zycia bez mojej mamy, a byl czas kiedy myslalam ze jej
                nienawidze. Wzystko przchodzi, trzeba uzbroic sie w cierpliwosc, ale tez nie
                ludzic sie ze nawiaze pani nagle z corka wspaniala wiez, pewne rzeczy sa nie do
                naprawienia. Prosze nie nazywac sie toksyczna matka, ma pani prawo do swoich
                uczuc, corka kiedys to doceni i zrozumie. Mysle ze nikt nie ma recepty na
                wychowanie dziecka, pani tez nie wiec nie ma sensu sie obwiniac. ponad to
                polecam pomoc terapeutyczna, nam z mama bardzo to pomoglo w odbudowaniu tego co
                wydawalo sie raz na zawsze zniszczone.
                pozdarwiam pania i trzymam kciuki
                aga (tez corka)
            • Gość: perissa Re: no i co że jara mięte ;) IP: *.adsl.inetia.pl 13.03.05, 12:52
              Aż przykro czytać, że ktoś taki jak ty - niedowarzony i infantylny małolat, a
              przy tym na najlepszej drodze do uzależnienia i zniszczenia swojego życia i
              życia swoich bliskich - "wymądrza się" wobec dojrzałej, dobrej, mądrej i
              zatroskanej o los swojego dziecka Matki... Lepiej zastanów się nad sobą, bo coś
              mi się zdaje, że sporo, oj, sporo masz niecnych sprawek "za uszami"...
            • Gość: Anna Re: no i co że jara mięte ;) IP: *.aw / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 13:59
              Myślę, że matka nie tylko nie jest z ciebie dumna ale cierpi z twojego
              powodu.Radę zastanowienia się powinieneś dać sobie samemu a nie matkom, ktore
              poszukują drogi uchronienia swoich głupich dzieci od znalezienia się na
              śmietniku. Stań więc przed lustrem,samemu sobie spójrz w oczy jeśli potrafisz,i
              oceń swoją dojrzałość i odpowiedzialność.Twojej matce napewno będzie lżej,kiedy
              zaakceptuje twoje wybryki ale odmówi ponoszenia ich kosztów,ty zaś niechybnie
              znajdziesz się pewnego dnia w rynsztoku.Może mieć "humory" i nie podać ci
              ręki,by wyciągnąć z g.......
            • Gość: gnago Re: no i co że jara mięte ;) IP: *.comp.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 21:07
              Wsadż se ptaszka w futrynę i trzaśnij drzwiami coool doznania marycha się chowa(to trendy).Gdy doznania się skończą , zobaczysz jaki piękny jest świat bez wspomagaczy.



          • Gość: Teresa to jest to! IP: *.net-serwis.pl 13.03.05, 11:08
            pozdrawiam Cie serdecznie BK
            • Gość: BK Re: to jest to! IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 13.03.05, 14:23
              Oj, dziękuję :). To moze dla uzupełnienia, skoro ktoś przeczytał: mam 29 lat,
              moja Matka 60 i właśnie przed chwilą plotkowałyśmy przez telefon o pichceniu
              dobrego gulaszu. A właśnie stoi mi przed oczami, jak na początku studiów moja
              Mama płakała i obra żała się, że ja wole iść na obiad z paczką z roku, a ona
              stoi przy garach i mi gotuje... No tak to jest, ale na sczęście może się
              zmienić. Bardzo bym się cieszyła, gdyby nasz "przypadek" był dla kogokolwiek
              pomocą i nadzieją.
    • Gość: romangprezydent ZLA BO PROWADZI LEPSZE ZYCIE SEXUALNE NIZ TY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 10:39
      a co cie to obchodzi? tez sobie znajdz mlodego chlopa ;-)
      • Gość: nevion Re: ZLA BO PROWADZI LEPSZE ZYCIE SEXUALNE NIZ TY IP: *.acn.waw.pl 13.03.05, 13:20
        palant:)
      • Gość: nevion Palant IP: *.acn.waw.pl 13.03.05, 13:21
        jak w tytule:)
      • Gość: ewa Re: ZLA BO PROWADZI LEPSZE ZYCIE SEXUALNE NIZ TY IP: *.adsl.inetia.pl 13.03.05, 13:58
        wyjątkowo głupi palant
    • Gość: Hanna Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.aw / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 10:59
      Jesteś mądrą i kochającą matką.Temu zachowaniu córki należy powiedzieć dość, bo
      inaczej zniszczy nie tylko siebie i swoje życie ale bez skrupułów zniszczy
      ciebie.Mam za sobą podobne doświadczenie.Zamiast w porę odciąć się powodowana
      poczuciem odpowiedzialności i miłością do córki znosiłam jej nieodpowiedzialne
      poczynania a konsekwencje ich brałam na swój grzbiet.Minęło 14 lat,przyszło na
      świat dwoje dzieci,miłość córka zamieniła na nienawiść.Każda póżniejsza forma
      buntu z mojej strony pogłębiała kryzys w jej rodzinie, bo głównie chodziło o
      to, że odcinało się żródło dochodów jakim dla nich byłam.w końcu i tak doszło
      do rozwodu,do mieszkania, z którego córka uciekła z dziećmi, natychmiast jej
      mąż wprowadził następną kochankę z 2 dzieci,a muszę ci powiedzieć,że zanim
      córka go poznała, miał za sobą inne związki, z których każdej kobiecie
      zostawiał pamiątkę na całe życie.Jedna z nich była na tyle bezczelna,że do mnie
      przychodziła upominać się o alimenty zamiast do byłego kochasia i jego rodziców.
    • Gość: Hanna Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.aw / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 11:18
      Zobowiązana jestem skończyć temat.Relacje między mną i córką ciągle się
      pogarszały i cokolwiek bym nie zrobiła- zawsze było żle.Musiałam sobie wreszcie
      powiedzieć- ona po prostu taka jest; samolubna, nie licząca się z nikim i z
      niczym.Straciłam zdrowie,zabrakło mi już środków na finansowanie coraz
      większych potrzeb.Przyszedł dzień, kiedy powiedziałam córce dość;zwróć się o
      pomoc do teściowej(nie da się ukryć- z tą kobietą nie znosimy się wzajemnie),
      niech ona płaci ci alimenty.Moja córka nigdy żadnej z moich rad nie przyjęła,
      koleżanki do dziś mają więcej do powiedzenia, a utrzymują z nią kontakt tylko
      te,które mogą ją wykorzystać. Musisz zebrać siły w sobie.Powodzenia.
    • Gość: Ania Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 13:29
      o boze nie chce byc nie mila ale czy wiekszosc was wziela te rady z sredniowiecza? bezwzgledne posluszenstwo rodzicom, dziewczyna ma 22 lata chyba normalne ze wspolzyje pali papierosy i czasem zapali trawke ale nie trzeba ja za to z domu wyrzucic co z tego ze jest studentka i zarabia o rany co za ludzie w ogole spalcie ja na stosie za to
    • Gość: perissa Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 13.03.05, 13:46
      Droga Pani "Matko",

      bardzo Pani współczuję. Wierzę, że jest Pani bardzo, bardzo ciężko - na pewno
      nie zasłużyła Pani na taki los i na pewno nie jest Pani "toksyczną matką". Z
      Pani słów wynika raczej, że jest Pani dobrą (może "za dobrą"?), mądrą,
      kochającą, zatroskaną i NISZCZONĄ przez własne dziecko matką. To raczej Pani
      córka jest "bardzo toksyczną i trudną osobą".

      Przeczytałam wszystkie posty, poza kilkoma - zawierające wiele cennych rad.
      Myślę jednak, że - biorąc pod uwagę złożoność sytuacji - trudno będzie je Pani
      zastosować. Każdy przypadek jest inny, każde dziecko (zwłaszcza dorosłe) wymaga
      innego podejścia i dlatego nawet bardzo dogłębne poznanie problemu (a nie takie
      tylko powierzchowne, jakie możliwe jest via forum) nie zagwarantuje, niestety,
      że uzyska Pani dobrą i gotową do zastosowania radę...

      Moim zdaniem, z uwagi na alarmujący "problem narkotykowy" (niebezpieczeństwo
      uzależnienia), na pewno powinna Pani szybko zasięgnąć rady specjalisty - na
      początek skorzystać choćby z telefonu zaufania lub zasięgnąć porady
      doświadczonego "monarowca". Takie sprawy nie mogą czekać.
      Reszta poruszonych przez Panią problemów, równie trudna, też wymaga
      rozwiązania, ale można zająć się nimi równolegle i z większym spokojem.
      Pani pomoc specjalisty (np. psychologa) też wydaje się potrzebna - głównie
      dlatego, że to Pani widzi i niesie na swoich barkach ciężar całej tej sytuacji,
      Pani się zamartwia, denerwuje i spala, to na Pani zdrowiu odbije się karygodne,
      skandaliczne i nieznośne zachowanie Pani córki - córkę zdaje się to wszystko
      nic nie obchodzić. Zadepcze Panią, zniszczy i nawet nie zauważy, co zrobiła...
      Proszę więc zadbać O SIEBIE, choćby po to, aby stres związany z całą tą
      sytuacją nie zniszczył Pani i aby starczyło Pani sił na rozwiązywanie tego
      strasznego "węzła gordyjskiego", z jakim przychodzi się Pani zmagać.

      A swoją drogą, jakie to okrutne: dała Pani z siebie wszystko, aby córkę jak
      najlepiej wychować i wszystko jej zapewnić. Dziś, kiedy najlepsze lata Pani
      życia minęły, ubywa sił, a i zdrowie też pewnie już nie to, kiedy powinna Pani
      móc zacząć liczyć choćby na "pokoleniowy rewanż", jeśli już nie na miłość,
      wdzięczność, troskę, pomoc i wyrękę, spotyka Panią taki los... Czytając Pani
      słowa płakałam nad Pani losem i zimną obojętnością i niewdzięcznością Pani
      córki...

      Życzę Pani dużo zdrowia i sił w zmaganiu o wydobycie z Pani córki tych jej
      dobrych cech, które być może jeszcze całkiem w niej nie uległy zniszczeniu.

      P.S.: Gdyby nie narkotyki, to może przychyliłabym się do rad tych forumowiczów,
      którzy poradzili Pani pozwolić córce odejść i się usamodzielnić. To mogłaby być
      bardzo dobra terapia - może nieco "wstrząsowa", ale w końcu zastosowana na
      wyraźne "życzenie" Pani córki i dla jej dobra. Nie stosuje się nawet do
      najbardziej elementarnych zasad współżycia rodzinnego, więc może pora
      najwyższa "przeciąć pępowinę".
      Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia, niezależnie od tego, jaką
      Pani wybierze drogę postępowania.
      • Gość: Hanna Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.aw / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 14:39
        Zgadzam się całkowicie, choć z doświadczenia wiem, jak trudne dla matki jest
        odcięcie pępowiny.Im dalej w las tym więcej drzew, stąd wniosek, że im szybciej
        tym lepiej.Toksyczna córka z pewnością i tak oskarżać będzie matkę za swoje
        klęski życiowe ale z pewnością taka decyzja matki oszczędzi jej garb przed
        dokładaniem sobie ciężarów,których nie będzie w stanie udżwignąć.Miejmy
        nadzieję,że 22-letnia osoba będzie miała prawo nazwać siebie dojrzałą kobietą
        po wyciągnięciu prawidłowych wniosków.Matce i córce można życzyć powodzenia i
        wspierać udręczoną kobietę kobietę życzliwością.Pozdrawiam.
    • clk dac sobie spokoj z porzadkiem 13.03.05, 16:05
      nie mam relacji z matka. dla niej najwazniejszy byl porzadek, moj wyglad itd.
      mam 22 lata, zamieszkalam sama.
      Jak wczesniej mialam gdzies sprzatanie, zmywanie itd, tak teraz jak nie
      mieszkam z rodzicami to ja sama z siebie sprzatam, zmywam itd.
      To sie zmieni mi wystarczylo samo zamieszkanie.
      A i nie ma nic na sile :)
      Wiem z doswiadczenia
      • Gość: ewa Re: dac sobie spokoj z porzadkiem IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.03.05, 18:57
        Mam dobre relacje z córką. Staram się zawsze pamiętać moją młodość. Nigdy nie
        stawiam spraw materialnych na pierwszym miejscu, nie wypominam, że to mój dom,
        moje jedzenie, moje wychowywanie. Jeżeli nie mogłabym wytrzymać z córką, np z
        powodu nadmiernego brudu (robactwo!), porozmawiałabym z nią otwarcie i
        poprosilabym by się wyprowadziła z moją pomocą finansową. Jeżeli nie
        odpowiadałby mi jej chłopak, poprosiłabym spokojnie by mi go do domu nie
        przyprowadzała, bo lubię komfort towarzyski. Ale to jej wybór, jej życie. Ma
        prawo do błędów, złych wyborów, etc. Warto w spokojnej rozmowie (tylko raz!)
        ostrzec przed skutkami, by mieć czyste sumienie. Ale warto też czasem gdzieś z
        córką pójść, zrobić sobie wspólnie kawkę , napić się wina etc. porozmawiać,
        opowiedzieć o swoich przygodach, pomyłkach i rozróbach. TO panie wzajemnie
        zbliża, córka widzi w nas nie tylko matkę ale także człowieka. Zapewnić, że
        zawsze może liczyć na naszą pomoc i zrozumienie, wsparcie. My z zórką czasem
        próbujemy zdefiniować miłość, seks i inne problemy. Trochę żartem , trochę
        serio. Jeżeli słyszy ode mnie tylko takie opinie, że seks to coś czego
        znaczenie w młodości się przecenia a na starość nie docenia,,,to rozmowa ze mną
        nie jest policyjnym przesłuchaniem, ale interesującą pogawędką. Nie przejmuję
        się słysząc też żartobliwe krytyki. Czasem oglądamy wspólnie filmy. Moja mama
        natomiast czasem nam to porozumienie zakłóca, wtrącając się właśnie tak, jak
        niektórzy w tej dyskusji - dziecko nie ma pieniędzy to nie ma głosu, za moich
        czasów... - posłuszeństwo, gdy nie jest na swoim, - ona jest leniwa i
        bałaganiarska, - nie powinna tego lub owego. A ona jest dorosła i niech poznaje
        swój świat, który jest przecież inny niż kiedyś, a jaki będzie nie wiadomo. Ona
        ma w nim zyć i niech sama dokonuje wyborów. Mogę jej tylko dawać informacje.
        Polubcie swoje córki.
        • adam10011 Re: dac sobie spokoj z porzadkiem 13.03.05, 21:01
          Córka odrzuciła funkcjonujący dotychczas w Pani rodzinie rozkład ról
          społecznych.Odsunęła Panią od swoich problemów.Uznała,że wie lepiej co jest dla
          niej dobre.Z listy swoich autorytetów skreśliła Panią już dawno(Pani
          prwdopodobnie nawet nie wie kiedy).Dziś zauważyła Pani,że okazała się wielkim
          samolubem(nie troszczy się o stan psychiczny matki).Swoim zachowaniem
          powiedziała, że interesy matki nie liczą się w konfrontacji z jej interesami
          (przypuszczam,że miała w rodzinie zawsze uprzywilejowaną pozycję).Dziś chce
          Pani odebrać jej pozycję uprzywilejowaną(która polega na braniu ... bez
          zapłaty).Ona się na to nie zgadza.Ona ma 22 lata,jest dorosła i powinna
          wreszcie płacić za siebie.Niestety nie udało się Pani ochronić jej przed
          zapłaceniem "frycowego".Im wcześniej zacznie sama płacić za siebie tym
          lepiej.Pani powinna więcej uwagi poświęcić sobie-swojemu spokojowi
          • po_godzinach Re: dac sobie spokoj z porzadkiem 13.03.05, 21:13
            Dokładnie.
            • Gość: Roman G. Re: dac sobie spokoj z porzadkiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 01:01
              Pogonic ku..wiszcze z domu!
        • Gość: onion Re: dac sobie spokoj z porzadkiem IP: 217.137.107.* 14.03.05, 08:36
          podoba mi sie Twoja wypowiedz;
          smiem twierdzic, ze tez mam niezle relacje z moja corka.Jest dorosla chociz
          jeszcze trodno mowic o samodzielnosci.Nie mieszkamy razem od jakiegos czasu i
          to ja sie wyprowadzilam wychodzac za maz. Nie mniej jednak spedzilysmy razem
          kilkanascie lat i byly one rozne. Tak naprawde polubilam moje dzieciatko kiedy
          osiagnela wiek nastoletni. Razem jezdilysmy na wycieczki rowerowe, razem na
          wyjazdy wielkanocne, razem na wakacje pod namiot. Zrobila sie juz duza i mozna
          bylo z nia pojsc na piwo, a nie tylko na zupke marchewkowa i to byl dla mnie
          bardzo wazny moment. Jako matka jestem zapewne beznadziejna i majac juz dziecko
          stwierdzam, ze nigdy nie powinnam dostapic takiego zaszczytu. Chyba dlatego
          moja corka jest jedynaczka.
          Moje dzieiatko jest wspaniele, duzo madrzejsze ode mnie w tym wieku.
          Ostatnio poinformowala mnie, ze wybiera sie na koncert do zaprzyjaznionej
          knajpy i pierwszy tramwaj powrotny ma o 4 z minutami. Szok, jak to, calonocna
          impreza? I pozniej refleksa, ja przeciez tez w jej wieku urywalam sie z domu
          kiedy moglam i robilam to raczej na zasadzie psa spuszczonego z lancucha. Ona
          przynajmniej wykazuje sie rozwaga, sprawdza mozliwosci i podejmuje decyzje w
          oparciu o racjonalne przeslanki. Ja nie bylam taka przewidujaca i wiele rzeczy
          bralam "na zywiol". Ona wcale nie musiala mowic mi o tym koncercie, ja i tak
          nie mam zadnych mozliwosci kontrolowania jej czasu. Doceniam jednok szczerosc i
          zaufanie.
          Padlo w tej dyskusji wiele slow o przyjazni matki i corki. Ktos kiedys
          powiedzial, bardzo madrze moim zdaniem, ze corki maja przyjacilki w szkole, na
          studiach, wsrod swoich rowiesniczek, a matka jest tylko jedna.
          Nie staram sie byc przyjacilka swojej corki, ona ma ich kilka, niektore od
          przedszkola.Natomiast zawsze saram sie pokazac jej rozne mozliwosci zycia,
          docenic inne spojrzenie na swiat, zauwazyc rozne aspekty rzeczywistosci.
          Staralam sie uswiadomic mojemu dzieciatku, ze chlopak, ktory aktualnie
          zaparzata jej uwaga nie jest jedynym facetem na swiecie, ze to co ja aktualnie
          fascynuje niekoniecznie przekalada sie na wartosi cenione w stalym zwiazku.
          Moze przesadzilam, nie wiem. mam tysiace pytan i watpliwosci i czesto dziele
          sie nimi z moja corka. Staram sie byc z nia kiedy ma watpliwosci i obawy, kiedy
          nie wie jak powiedziec "nie" i dotyczy to roznych sytuacji.
          Nigdy nie domagam sie prywatnych zwierzen, bo wiem jak bardzo to bylo
          nieprzyjemne kiedy sama bylam wypytywana przez moich rodzicow. Nienawidzilam
          tego i nigdy nie zapomne upokarzajacego pytania mojego ojca; czy jestem jeszcze
          dziewica? Od tamtej pory minelo wiele lat a ja ciagle czuje niesmak wobec niego.
          Dzieci sa chyba po to zeby moc je kochac, a milosc nie stawia warunkow, nie
          wartosciuje, nie ma w niej miejsca na hipokryzje. Zaznalam zycia w wielu
          aspektach i osmielam sie mowic o niejakim doswiadczdeniu. Nie znaczy to jednak,
          ze znam recepte na szczesliwe zycie mojego dzieciatka. To co dla jednych jest
          szczesciem, dla innych moze byc tylko poprawnoscia.
          Chcilabym, zeby moje dziecko uniknelo moich bledow ale doskonale wiem, ze kazdy
          musi popelnic swoje wlasne.
          Jestem choleryczka i czesto sie wsciekam, a potem przychodzi refleksja i jasna
          ocena sytuacji. Jestem wdzieczna swojej corce za wyrozumialosc i cierpliwosc.

          POzwole sobie jeszcze na dygresje:
          "Jeżeli słyszy ode mnie tylko takie opinie, że seks to coś czego
          > znaczenie w młodości się przecenia a na starość nie docenia"
          sorry, wlasnie docenia dopiero na starosc, bo juz wiemy jak wazny naprawde w
          zyciu jest seks i bliskosc drugiego czlowieku. Nie wiem natomiast czy przecenia
          sie go w mlodosci, raczej demonizuje.
        • Gość: onion Re: dac sobie spokoj z porzadkiem IP: 217.137.107.* 14.03.05, 08:46
          moja wczesniejsza wypowiedz w duzej mierze odnosila sie do ewy, jakkolwiek
          zostanie to odczytane.
    • Gość: tymek Powiedz jej, że ją kochasz. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 07:41
      Powiedz jej, że ją kochasz.
    • Gość: józefinka Do: Matki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 09:12
      Tyle juz tu głosów i punktów widzenia sie pojawiło, a problem stary jak świat i
      wciąż trudny do rozstrzygnięcia: pogodzenie się rodziców z często
      kontrowersyjnymi zwyczajami ich dorosłych dzieci. No coż. Sama niedawno
      wyprowadziŁam sie z domu, ponieważ moja mama wypytywaŁa mnie o wszystko od A do
      Z i ciągle miaŁa pretensje o jakieś domowe obowiązki, z których wywiązuję sie
      lepiej niz ona (!). Zaznaczam, że skończyłam studia, pracuję i swoje juz
      przeżyŁam. W końcu przestaŁa mi odpowiadać ciągŁa kontrola, zwłaszcza że to ja
      utrzymywałam dom. Nie dzwonię, nie rozmawiam, unikam mojej matki... i
      odpoczywam.
      To nie jest tak, że tylko jedna strona ustala reguły gry, a druga musi sie
      dostosować. Czy baŁagan w pokoju ważniejszy jest od ciepłej i pełnej zaufania
      atmosfery? Dziewczyna ma jakieś problemy, o których Ci nie mówi, bo ma dość
      pouczania - a chaos zewnętrzny jest tu odbiciem chaosu wewnętrznego.
      Uczy się, pracuje - więc jednak jest odpowiedzialna. Spróbuj ja tolerować, nie
      wtrącać się, być nastawiona życzliwie. Spróbuj zrozumieć jej świat - ona
      jeszcze sama do Ciebie przyjdzie, kiedy będzie trochę starsza!
      Wchodzenie w dorosŁe zycie nie jest łatwe. I nie wszystkie wybory i postawy sa
      miłe, grzeczne i takie, jakby inni sie tego spodziewali. A czŁowiek to
      inteligentne stworzenie i jednak uczy się na własnych błędach.
      Nie martw się :)))
      • Gość: truskawka Re: Do: Matki IP: *.stenet.org / *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 09:54
        Mam 28 lat i już od dawna prowadzę swoje własne życie, raz lepsze, raz gorsze, ale zawsze na powierzchni. Problem o którym piszesz jest wyjątkowo trudny, choć przecież w odpowiedzi pojawiła się cała masa truizmów i banałów. Ja pewnie też się ich nie ustrzegę. Ale czy zadałaś sobie pytanie w jaki sposób pomgłaś jej zostać osobą dorosłą wcześniej, przed pojawieniem się tych wszystkich problemów? Nie znam waszej sytuacji, ale czy nie było przypadkiem tak, że Twoja córeczka była ukochanym, bezproblemowym dzieckiem które dobrze się uczyło, nie sprawiało żadnych kłopotów i było przedmiotem dumy całej rodziny? Może po prostu przegapiony został moment, w którym trzeba przestać traktować dziecko jak dziecko, a teraz Twoja córka stanęła w sytuacji, która ją przerosła i zachowuje się jak (przepraszam!!!) rozwydrzona, niepoważna gó..ara? Jest na to rada choć pewnie bardzo trudna dla rodziców. Postaw twarde warunki. Określ wyraźnie jakie są zasady panujące w Waszym domu i albo się do nich dostosuje albo wara z niego, ale z drugiej strony pozwól jej rozwiązywać własne problemy we własnym zakresie. Z Twojej wypowiedzi wynika, ze nie jesteście wielkimi przyjaciółkami (jako dwie dorosłe kobiety), więc przyjacielskie pogaduchy będą sztuczne i nadmuchane. Ale mimo wszystko staraj się nawiązywać nową warstwę Waszego kontaktu.
        Ja sama wciąż źle żyłam z rodzicami, jeśli tylko mieszkałam z nimi, a wyprowadzki i wprowadzki zdażały mi się kilkakrotnie. Powody bywały różne, ale już kilka lat temu doszłam do niezwykle banalnego wniosku - jesteśmy w stanie zachowywać się wobec siebie poprawnie, a nawet przyjacielsko, tylko wtedy kiedy ja mieszkam osobno. I od kiedy mieszkam 500 km od rodziny, zrozumieli to także moi rodzice. Być moze gwałtowne przecięcie pępowiny i Wam pomoże, bo tylko wtedy Twoja córka potraktuje Twoje pretensje poważnie, a tak ciągle są dla niej tylko męczącym brzęczeniem nad uchem. Ale daj jej szansę, jeśli się poparzy, musi wiedziec, że moze na Ciebie (a właściwie na Was, bo ojciec też jest baaardzo ważny) liczyć. Oby udało się Wam wszystkim znaleźć jakieś rozwiązanie! Bo to wszystko będzie cholernie trudne, ale przecież nie jest beznadziejne. A a propos narkotyków - musi sama dojść do momentu, w którym z nimi zerwie, ale niech wie, ze wtedy też moze na ciebie liczyć! Powodzenia!
    • Gość: me Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.acn.waw.pl 14.03.05, 09:14
      Ludzie, czy Was wszystkich do konca wykoleilo. Chce sie tak zachowywac, to niech
      wywala z domu. Owszem jest dorosla i ma prawo do wszystkiego. Ale jej matka tez
      jest dorosla i ma prawo do zycia w spokoju. Jesli ktos tu jest toksyczny to
      tylko kochana coreczka. Niech pozna troche zycia. Jesli naprawde jest kochana,
      to pomoc tu mozy tylko tak zwana 'twarda' milosc. Pozostac z nia w kontakcie ale
      zostawic ja rownoczesnie samej sobie. Niech sama zrozumie swoj blad. To co dzis
      robi to zwykle pasozytnictwo. I jesli chce marnowac sobie zycie, to nie na
      oczach matki, ktora placi za jej mieszkanie i wyzywienie, ale niech robi to za
      wlasne, 'dorosle' pieniadze.
    • Gość: danita Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 10:18
      Pomysl o calej sytuacji, odwracajac ja. Jezeli jest zakochana to tzw.logiczne
      argumenty do niej nie przemowia. Milosc czyni slepym i odpornym na wszystko co
      realne. Moze przytulenie jej do siebie i proba pokazania ze w dalszym ciagu
      jest dla Ciebie corka i dzieckiem da efekt otwarcia. Dla niej to co przezywa
      w tej chwili to naprawde powazne problemy. Byc moze dla niej najwazniejsza jest
      teraz fascynacja sexem i przez pryzmat tych doznan odbiera swojego chlopaka.
      Powinnas znac swoja corke i wiedziec czym mozna jej zaimponowac, jaki ma czuly
      pnkt. jak podchodzi do zycia. Balagan w pokoju i palenie papierowsow to jeszcze
      nie koniec swiata. Twoja corka ma "dopiero" i "az" 22 lata. Porozmawiajcie o
      zaufaniu, lojalnosci i oczekiwaniach ale jej!!!!!. Pozdrawiam
      PS. Mam syna 28 i 18 lat.
      • Gość: MATKA Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 11:00
        Dziękuje wszystkim za merytoryczną dyskusję. Wiele waszych rad otworzyło mi
        oczy na moje postępowanie. Mój pierwszy post był troche przekoloryzowany, nie
        jest aż tak strasznie. W końcu córce jakieś wartości przekazywaliśmy przez te
        22 lata i mam nadzieję że to będzie procentowało w przyszłości. Zdaję sobie
        również sprawę, że działają tu hormony i u mnie (niedługo pewnie klimakterium)
        i u niej. Rozmawiałyśmy o tym. Staram się być dla niej wyrozumiała ale
        przychodzi taki dzień, że wystarczy jedno słowo z mojej strony, a czasami nawet
        nie, a ona wybucha, zamyka się w pokoju. Jej związek z tym facetem chyba się
        rozpada, co chwila zrywają ze sobą. I to jest tak, że kiedy go kilka dni nie ma
        na horyzoncie, to wraca spokój, jak tylko sie pojawi ona dostaje "małpiego
        rozumu". Znam swoją córkę i miałysmy naprawdę dobry kontakt, skończyło się
        wtedy gdy wspólnie z mężem chieliśmy jej uświadomić, że ten związek ją
        wyniszcza. Właściwie przyznała nam rację, że z tym facetem nie ma przyszłości,
        ale ona go kocha. Ale po tej rozmowie chyba oczy jej się otworzyły, stąd chyba
        te frustracje, które przeżywa. Mam nadzieję, że jakoś to przejdzie i ten bunt
        za jakiś czas się zakończy. A propos wyprowadzki - właśnie miała się
        wyprowadzić (ma gdzie), ale nie pozwoliłam właśnie ze względu na tego faceta.
        Pozwolę jak sytuacja się unormuje na tyle, że będę mogła jej znów zaufać.
        • Gość: Matka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 11:21
          I wcale nie jestem agresywna. Po prostu nie pozwalam na chlew w domu, na
          palenie w domu. Nie jestem pedantką i uważam, że dom jest do mieszkania a nie
          do sprzątania (to nie muzeum).
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 15.03.05, 21:58
          > A propos wyprowadzki - właśnie miała się
          > wyprowadzić (ma gdzie), ale nie pozwoliłam właśnie ze względu na tego faceta.
          > Pozwolę jak sytuacja się unormuje na tyle, że będę mogła jej znów zaufać.

          Co to znaczy: nie pozwolilas?

          Ma gdzie sie wyprowadzic, czyli, jak rozumiem, nie obciazy cie dodatkowymi kosztami.

          W takim razie NIE MASZ PRAWA jej "pozwalać" lub "nie pozwalać" na wyprowadzkę.
          Nie przychodzi ci do głowy, że 22-letnia kobieta powinna sama decydować o swoim
          życiu?

          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 15.03.05, 22:02
            P.S. Nawet gdyby ta jej wyprowadzka oznaczała, że musiałabyś do niej dopłacać...
            To także nie masz prawa "pozwalać" lub "nie pozwalać" córce!! A tak! Miałabyś
            natomiast słuszne prawo odmówić uczestniczenia w kosztach. Ale NIE MASZ PRAWA
            zabraniać córce samego wyprowadzenia się z domu!
            • Gość: Teresa Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.net-serwis.pl 15.03.05, 23:00
              a ty nie masz prawa pouczac jej, jakie prawa ma, a jakich nie ma!
            • Gość: liza Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 15.03.05, 23:25
              Hola, hola, droga panno "anuszko"!
              Nie tak ostro! To ty NIE MASZ PRAWA w ten sposób zwracać się do nikogo i w
              żadnej sprawie, a w szczególności do osoby tak na moje wyczucie dwa razy
              starszej od ciebie, dobrej, troskliwej i kochającej Matki, znającej swoje
              dziecko (chociaż dorosłe, wciąż jednak nie w pełni samodzielne) i kierującej
              się jego dobrem. I bez twojego "NIE MASZ PRAWA" w stosownym czasie
              tamto "dziecię" się usamodzielni - bądź spokojna. To, że studiujesz na AGH (my
              ten etap mamy dawno za sobą i wiele innych dokonań na życiowym koncie) naprawdę
              NIE UPOWAŻNIA cię ani do takiego tonu, ani do tak kategorycznych sformułowań,
              ani do agresji wobec MATKI, która zapoczątkowała całą tę dyskusję. Tego wymaga
              kultura, która również ciebie obowiązuje. No, chyba, że jesteś
              kolejnym "ciężkim przypadkiem"... Cóż, zdarza się w najlepszej rodzinie,
              niestety...

              Pozdrawiam.

              P.S.: Dzisiejszym dziewczętom nie wiedzieć czemu wydaje się, że im bardziej są
              zaczepne, agresywne i drapieżne (a czasem także zwyczajnie ordynarne), tym
              bardziej atrakcyjne (?????????!!!!!!!), chociaż zupełnie nie pojmuję komu w
              taki sposób chcą zaimponować...
              Więcej delikatności, łagodności, pokory i taktu, Młoda Damo. A także więcej
              zrozumienia dla innych, którzy przecież MAJĄ PRAWO różnić się od ciebie
              poglądami, czyż nie?... Kobiecość to między innymi uczuciowość, wrażliwość oraz
              wewnętrzne piękno i ciepło, a także empatia i przyjazny stosunek do rozmówcy
              oraz wola zrozumienia problemu...
              Spróbuj zabrać głos bez zakładania złej woli MATKI, bez zbędnej agresji i żądzy
              zdominowania twojej interlokutorki. I dokonaj wysiłku zrozumienia choć trochę
              jej stanowiska. Idę o zakład, że sama tylko zmiana twojej własnej postawy
              dokona "rewolucyjnych zmian" w twoim sposobie myślenia, czego serdecznie ci
              życzę...
              • Gość: anuszka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.h3.agh.edu.pl / *.ha3.agh.edu.pl 16.03.05, 08:09
                A tu od razu masa pouczeń!... :-)

                To typowe.

                Przypominam: powiedziałam, że tamta pani nie ma prawa do pewnych akcji w
                stosunku do doroslej osoby.
                Dla mnie rzecz jest oczywista: Dorosłemu nie można zabraniać jak dziecku. Kto
                mimo wszystko zabrania, naraża się na całkiem słuszny bunt i złość.

                Typowe jest to, ze przypomnienie tej prostej oczywistości zostało przez kilka
                pań uznane za "agresję" z mojej strony.

                Typowe jest też, że te właśnie panie reprezentują pewien określony typ
                rozumowania. Z jednego zarzutu (o agresji) wysnuwają wiele innych zarzutów i
                mniemań o mnie: Że młoda(?), przemądrzała(?), bez szacunku dla starszych(?),
                przekonana o własnej atrakcyjności(?).

                A może ja jestem profesorem AGH?? :-) Któż to wie?

                Pozdrawiam uprzejmie szanowne panie.


                • Gość: mamusia Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 16.03.05, 10:16
                  Marzysz, dziecinko?...
                  Dobrze jest mieć takie marzenia - powodzenia!
                  A z agresją jednak uważaj.
                  Kobiecie w niej nie do twarzy.
                  • po_godzinach Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 16.03.05, 10:19
                    Heh))
                    dobrze, że nie jestem twoją córką))).

                    Bo synem to juz badziej, jemu przystoi agresja.
                  • Gość: anuszka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.h3.agh.edu.pl / *.ha3.agh.edu.pl 16.03.05, 16:45
                    > Marzysz, dziecinko?...
                    > Dobrze jest mieć takie marzenia - powodzenia!

                    Wierz mi, na podstawie tego, co tu napisałam tudzież na podstawie adresu mojego
                    serwera naprawde nie możesz wykluczyć, że jestem profesorem AGH a nie jakąś
                    studentką. :-)

                    W internecie zdarzają się zreczy, o których nie śniło się filozofom... Więc
                    uważaj, jak się do mnie odnosisz...

                    • Gość: Teresa Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.net-serwis.pl 17.03.05, 01:42
                      wszystko jedno, co tam na tej uczelni robisz, wypowiedzialas sie jak gowniara
                      co innego, gdybys ujela sprawe tak: corka w tym wieku ma prawo nie posluchac
                      • Gość: anuszka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.h3.agh.edu.pl / *.ha3.agh.edu.pl 17.03.05, 18:14
                        > wszystko jedno, co tam na tej uczelni robisz, wypowiedzialas sie jak gowniara
                        > co innego, gdybys ujela sprawe tak: corka w tym wieku ma prawo nie posluchac

                        Nie wiem, gdzie w mojej wypowiedzi zauważasz gó..arzerię. Racja, pełnoletnie
                        dziecko nie ma obowiązku posłuszeństwa wobec rodziców. Ale również rodzice nie
                        mają prawa do wydawania mu nakazów i zakazów.

                        Przykład: Przypuśćmy, że od dzisiaj jakiś obywatel zabrania ci wychodzenia samej
                        z domu. Czy uważasz, że ma on prawo zabraniać? Ano nie ma prawa, abstrahując od
                        tego, że oczywiście możesz go zawsze olać.

                        Powiesz, że z rodzicami to co innego, bo oni są szczególnie powołani do troski o
                        swoje dzieci. No to przypuśćmy, że wychodzenia z domu zabrania ci od dzisiaj nie
                        "jakiś" obywatel, ale twój mąż, który wszak jest powołany do troski o
                        bezpieczeństwo żony. Ma nawet jakieś tam swoje powody, np. uważa, że chodzenie
                        samej po ulicy jest ogólnie niestosowne. No i co, czy mąż miałby prawo wydać ci
                        taki zakaz albo cofnąć zakaz i wydać pozwolenie na wyjście z domu? Otóż według
                        mojego rozeznania - nie. Niezależnie od tego, czy ty się z jego uzasadnieniami
                        zgadzasz ani od tego, czy jesteś posłuszna zakazowi.

              • miang Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo 16.03.05, 10:25
                > Więcej delikatności, łagodności, pokory i taktu, Młoda Damo. A także więcej
                > zrozumienia dla innych, którzy przecież MAJĄ PRAWO różnić się od ciebie
                > poglądami, czyż nie?... Kobiecość to między innymi uczuciowość, wrażliwość oraz
                >
                > wewnętrzne piękno i ciepło, a także empatia i przyjazny stosunek do rozmówcy
                > oraz wola zrozumienia problemu...

                jestes facetem? bo swojej definicji kobiecości najwyraźniej nie spełniasz
    • Gość: thuringwethil Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 10:55
      droga Matko

      "Odkąd poznała chłopaka, dla którego zrobi wszystko dom
      traktuje jak hotel"- zrobi wszystko czyli co konkretnie zrobiła?
      Jak hotel- czyli jak, płaci? o jakie traktowanie chodzi?

      "Na zwracana uwagę reaguje agresją"- a w jaki sposób zwracasz uwagę?


      "Jest dorosła, ma 22 lata, uczy się (studia dzienne) i dorabia
      sobie zleceniami ok. 400 zł/m-c. Co robić?" - chyba wypada się cieszyć :o)


      "zamknęła się w sobie - zero rozmów, burkliwe odpowiedzi"- może coś jej się
      w głowie pozmieniało, a może nie chce jej się rozmawiać z powodu atmosfery
      miedzy Wami?

      "Zaczęła z nim współżycie i podobno jest świetny w łózku " nie bardzo rozumiem
      co to ma do rzeczy, to chyba dobrze że jest świetny? Lepiej by było
      gdyby był beznadziejny?


      Nie zrozum mnie źle Matko, ale Twój post niewiele tak naprawdę mówi poza tym, że
      jesteś wściekła na córkę i zbuntowana przeciwko jej dorosłości. Można pomysleć
      że dziewczyna wrzeszczy na Ciebie, wyzywa, ma robaki w pokoju, jest niechlujna
      i wyuzdana. A można pomysleć że ma nieład w pokoju, nie rozmawia z Toba bo
      masz do niej pretensje. Ważna sprawa i nikt nie zwrócił na to uwagi-
      może te czerwone oczy to nie wynik kłopotów z chłopakiem?
      moze to wynik kłopotów między Wami?

      Faktem jest, że 22 letnia osoba ma prawo palić papierosy (musisz być naprawdę
      ostra skoro robi to po kryjomu) i pić alkohol, trawka to oczywiście inna
      sprawa, sama nie palę ale mnóstwo znajomych tak. Naturalne jest także, że
      współżyje- może zamiast spekulować, idź z nią do swojego ginekologa? Spytaj czy
      stac ją na tabletki? Nie demonizuj seksu, w tym wielu nienormalne by było
      gdyby nie współżyła mając stałego chłopaka.

      Prosisz o rady- mogę zaproponować tylko jedno- zajmij się sobą. Idź na
      siłownię, na kurs garncarstwa, na kółko literackie- poznaj kobiety w swoim
      wieku w podobnej sytuacji. Niedługo zostaniesz w domu bez córki-
      to najgorszy okres dla matek. Po prostu zacznij już teraz rozwijać
      swoje hobby. Córka zobaczy, że nie jest na świeczniku, zobaczy że
      masz swoje życie, sama przyjdzie pogadać prędzej czy później
      ale tylko pod warunkiem, że dasz jej przestrzeń. Zauważ, że ludzie często
      mówią wtedy, kiedy nie padają konkretne pytania. Zamiast pytać "czemu palisz
      papierosy, czemu masz bałagan w pokoju?" spytaj "co słuchać?"...


      Polecam też pogadać z psychologiem. Nie na zasadzie terapii, lecz na zasadzie
      rozmowy i uzyskania jakichś rad. To na pewno nie zaszkodzi, a powinno
      Cie uspokoić.

      To co moim zdaniem w tym wszystkim najważniejsze, to że córka żyje juz
      swoim życiem, a Ty nie żyjesz swoim a jej. Dopiero oddalając się od
      siebie możecie się tak naprawdę zbliżyć.

      Pozdrawiam,
      psycholog, o której kiedyś mama mówiła niemal te same słowa- wyprowadziłam się
      na 2 roku studiów i okazało sie nagle że umiem sprzątać, gotować, radze sobie.
      Po kilku latach wrócił kontakt z mamą. Teraz sama przyznaje, że ważniejszy był
      bałagan na moim biurku (książki!!) niż moje sprawy, moje samopoczucie. Mama
      chodzi teraz na salsę i plotkujemy zawzięcie. Pomogło to, że zajęła się
      sobą- tak jak ja po prostu zajełam sie na pewnym etapie sobą.
      • Gość: c. Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 11:34
        Ciekawe, czy za tak samo normalną uznalibyście sytuację, w której to matka ma
        gigantyczny bajzel w pokoju, dużo pije i popala trawkę, a przy okazji płacze z
        powodu jakiegoś funta kłaków nie wartego faceta. Wtedy zapewne uznalibyście, że
        córeczka powinna zareagować, a sytuację z dzieckiem uznajecie za normalną.
        Celowo piszę "dzieckiem", bo 22 letnia studentka, choć nominalnie dorosła,
        życiowo bynajmniej nie jest.
      • Gość: samotna matka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 14.03.05, 17:59
        Droga Pani Psycholog,

        to pięknie, że po "przecięciu pępowiny" wreszcie dobrze ułożyły się Pani
        stosunki z Pani Matką i że teraz są modelowe. Ale w Pani wypowiedzi zabrakło mi
        refleksji nad sobą - jak bardzo była Pani egoistyczna i nieczuła na uczucia
        własnej Matki wtedy, gdy byłyście razem.

        Abstrahując od omawianych na forum przypadków - generalnie w
        dzisiejszym "bezstresowym" wychowaniu (i domowym, i szkolnym) zbyt wiele uwagi
        poświęca się tzw. PRAWOM młodych ludzi, natomiast nic nie mówi się o
        OBOWIĄZKACH. Egocentryczne dzieciaki chętnie chłoną wiedzę o każdym należnym
        sobie przywileju i z łatwością zapominają o tym, co winne są innym...
        Rezultaty takiego "braku równowagi" w wychowaniy widoczne są gołym okiem
        wszędzie dookoła... To nie przypadek, że pokolenie 50- i 60-latków nadal
        podrywa się z miejsca w tramwaju na widok starszej od siebie, schorowanej, czy
        po prostu obarczonej dużymi ciężarami osoby, ale nie zdarza się to prawie
        dzieciom i młodzieży (która leży "rozwalona" w fotelu tarasując przy okazji
        połowę przejścia)... To nie przypadek, że dzisiejsze Mamy (i Ojcowie) swoim
        Matkom (i Ojcom) dużo pomagały uważając to za swój całkiem naturalny
        obowiązek, a dziś, zapracowane do granic możliwości, nie mogą doczekać się od
        swoich roszczeniowo nastawionych dzieci ani ugotowanego obiadu, ani umytych
        okien przed świętami, ani posprzątania wokół siebie (a cóż dopiero mówić o
        całym domu!), ani nawet szklanki herbaty po ciężko przepracowanym dniu...

        Myślę, że czas najwyższy zrewidować tę trwającą od lat psychologiczno-
        pedagogiczną modę na "chodzenie na paluszkach" wokół coraz bardziej nieznośnych
        i egoistycznych bachorów i podpowiadanie im, co jeszcze im się od życia należy
        i od kogo. Myślę, że - dla równowagi - trzeba jak najprędzej, jak najwięcej i
        jak najgłośniej zacząć mówić o PRAWACH MATEK - do miłości, do szacunku, do
        wdzięczności, do pomocy w pracach domowych, do troski i opieki ze strony
        dorastających i dorosłych dzieci, do wyręki w pracach coraz bardziej
        przekraczających ich malejące z każdym rokiem możliwości... Trzeba o tym mówić
        tym głośniej, im więcej z każdym rokiem przybywa dookoła mam samotnych, a więc
        takich, którym nikt w wychowywaniu ich dzieci nie pomaga, a które - z
        konieczności - skupiać się muszą na zapewnianiu bytu swoim "okaleczonym"
        rodzinom i nie zawsze mogą skutecznie pełnić wychowawczą rolę "ojca i matki"...

        Pozdrawiam

        • Gość: po_godzinach Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 18:03
          Ale kto to ma mówic i zrobić?
          • Gość: samotna matka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 15.03.05, 02:24
            Szanowna (Szanowny) "po_godzinach",

            prawda, że "wszystkie dzieci są nasze"? - No, właśnie. A więc do nas wszystkich
            należy obowiązek uświadamiania naszym dzieciom prawd tak oczywistych.

            Do domu - w pierwszym rzędzie, bo - czy się nam to podoba, czy nie - ma
            największy wpływ na młode pokolenie (więc bardzo szkoda, że bywa niepełny).

            Do szkoły - na drugim miejscu. A jest to aktualnie jedno z takich miejsc, gdzie
            uczy się - najpierw dzieci, a potem młodzież - jak bardzo wiele im się należy,
            ale zupełnie zapomina się o obowiązkach. Do dziś pamiętam, jak po lekcji n.t.
            praw dziecka w szkole mojej córki niemal "w oczach", z dnia na dzień, moje
            dziecko nagle "poraził" ogrom jej praw - rzeczywistych i tych, jakie sobie na
            kanwie praw dziecka "dośpiewała"... Odtąd właściwie moje słowo przestało się
            dla niej w ogóle liczyć, no, bo o jakich obowiązkach ja mówię, skoro "ona ma
            prawo", a ja: muszę, bo ona jest moim dzieckiem, mam obowiązek, bo ona jest
            niepełnoletnia i ja za nią odpowiadam, nie mam prawa, bo ... itd. itp... Długo
            by o tym pisać, jak takie jednostronne informacje, przekazywane dzieciom w
            skądinąd słusznej sprawie i ze szlachetną intencją, bywają źle rozumiane i
            niewłaściwie (delikatnie mówiąc) wykorzystywane przez niedojrzałe młode osoby...
            Z drugiej strony to, czego uczy obecny system wychowawczy (i nie tylko)
            realizowany w szkołach, też do niczego nie prowadzi. Jeśli nauczyciel nie ma
            prawa ucznia porządnie skarcić, czy wyprosić z klasy, to o czym my mówimy?
            Jeśli zawiera się z uczniami drobiazgowo formułowane kontrakty (wychowawcze,
            przedmiotowe), z których uczeń co do przecinka "rozlicza" nauczyciela, sam
            dając z siebie tyle, "co kot napłakał" albo i mniej, to dokąd to zmierza?
            Jeśli w końcu to nauczyciela, a nie ucznia, rozlicza się za JEGO "niepowodzenia
            dydaktyczne" - nawet wtedy, gdy zrobił wszystko, aby im zapobiec, nawet wtedy,
            gdy dotyczą ucznia, który ze szkoły zwyczajnie kpi sobie w żywe oczy, nie
            wypełniając żadnych z jego szkolnych obowiązków i powinien w normalnych
            warunkach po prostu być relegowany, to jaki może być oddźwięk wychowawczy (i w
            odniesieniu do sameo zainteresowanego, i w stosunku do całej klasy) takich
            zabiegów "wychowawczych"?

            Do psychologów i pedagogów - bo to wpływ i rezultat oddziaływania rozmaitych
            teorii związanych z tymi dyscyplinami, lansowanych z uporem przez lata,
            obserwujemy teraz tak powszechnie wokół siebie. Najlepszym przykładem może być
            owo "bezstresowe wychowanie", które może i jest bezstresowe dla dziecka, przez
            jakiś czas, ale potem naraża je na niepomiernie wielki stres związany z tym, że
            takie "bezstresowo" chowane dziecię nie wie w końcu, gdzie jest jego miejsce (a
            wydaje mu się, że w centrum zainteresowania całego otoczenia)... "Ubocznym
            produktem" (prawie niewartym wspomnienia) takiego wychowania są zadeptywane i
            niszczone przez swoje coraz bardziej nieznośne dzieci, zestresowane ... matki,
            o których jakoś cicho w tych wszystkich teoriach... Usuwając dzieciom pył spod
            stóp (bo mogłoby to się odbić fatalnie na całej ich przyszłości), śmiertelnie
            udręczone mamy nie mają już nawet siły na uśmiech i walkę o swoje prawo do
            życia, do szacunku, do pomocy ze strony swoich latorośli...
            Nie bez powodu napisałam poprzednio, że "czas najwyższy zrewidować trwającą od
            lat psychologiczno-pedagogiczną modę na "chodzenie na paluszkach" wokół coraz
            bardziej nieznośnych i egoistycznych bachorów i podpowiadanie im, co jeszcze im
            się od życia należy i od kogo". Z powodu mojego dziecka miewałam do czynienia z
            poradniami pedagogiczno-psychologicznymi - i ja, i ono. Słuchałam rad,
            dyskutowałam i stosowałam się do nich, choć mój "zdrowy rozum" buntował się
            niekiedy okrutnie. Jeszcze bardziej buntował się, kiedy czasem docierało do
            mnie i to, co Pani miała do powiedzenia mojemu dziecku, które (podobno)
            utwierdzała w postawie buntu, agresji i roszczeń, zapewniając moje nieznośne
            wtedy dziecko, że ono "jest w porządku", a tylko matkę ma "be"... Od tamtego
            czasu minęło już kilka lat. Mój nabożny respekt dla jedynie słusznych rad
            objawionych psychologom i pedagogom poważnie został nadwyrężony. Z perspektywy
            czasu rodzi się też we mnie coraz więcej wątpliwości odnośnie stosowanych przez
            nich metod i głoszonych poglądów...

            Do prasy i mediów - bo najsilniej i najpowszechniej oddziaływują na młodzież
            (niestety, w większości bywają to oddziaływania negatywne, niekiedy nawet
            bardzo) i wydają się wręcz stworzone do takich oddziaływań. Lansowanie
            pozytywnych wzorców nie jest łatwe, ale właśnie dlatego trzeba to robić.

            Wreszcie - do nas wszystkich, którzy możemy (każdy na swoim maleńkim, życiowym
            odcinku) własnym przykładem, czasem - zwróconą uwagą, żartem, zrobić wiele,
            bardzo wiele dobrego. Per saldo - dla nas wszystkich...

            Pozdrawiam
            • Gość: po_godzinach Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.05, 08:52
              Szanowna Pani Samotna Matko),
              bardzo dziekuję za obszerne wyjasnienie.
              Pozwolę sobie odnieść się do tego któtko.

              Zgadzam się, że roszczeniowa postawa jako taka jest szkodliwa. Dotyczy to nie
              tylko dzieci i młodzieży, lecz równiez innych grup społecznych w Polsce.

              Skupmy sie jednak na dzieciach. Uważam, że postawy roszczeniowe u dzieci
              kształtują się od bardzo wczesnego dzieciństwa w rodzinach. nawet od bardzo
              małego dziecka mozna wymagac, aby np sprzątało po sobie zabawki, pomagało mamie
              w kuchni i szanowało prawo dorosłego do wypoczynku. Tylko wymaga to nieco
              wysiłku i konsekwencji. Poza tym samą mnie zadziwia dość powszechna metoda
              rodziców "zdmuchiwania pyłku spod stóp dziecka", no ale za to przecież dziecka
              nie można winić. Moim zdaniem dziecko jest takim samym człowiekiem, jak
              dorosły, tylko mniejszym - i jego obowiązki muszą być na skalę jego możliwości.
              Podam przykład. Swego czasu mój syn, będący w szkole podstawowej miał tendencję
              wchodzic nieproszony do mojego pokoju, gdy miałam gościa. Przy najbliższej
              okazji, gdy on miał gościa, to ja weszłam do jego pokoju i rozsiadłam się. Na
              jego wyrażone zdziwienie usłyszał "a tak to synu smakuje" - i zrozumiał,
              oczywiście).
              Mam jednak koleżanki, które swoim 18-letnim dzieciom sprzątały, prasowały i
              robiły kolacje (bojąc się ich gniewu). Coż - ich wybór.
              Dziecku należy sie miłość, czas i opieka - i wzajemnie, to samo nalezy się
              rodzicom od swoich dzieci. Ale do tego matki (bo to one głównie wychowują)
              muszą swoje dzieci wychować. Pewna znajoma mi organizacja zajmująca się
              młodzieżą z problemami przeprowadziła ostatnio badania na temat rodzin. I cóż
              się okazało? Że największy procent pacjentów (szło o narkomanów) to dzieci
              matek, które są: 1-nauczycielkami, 2-pielęgniarkami, 3-urzędniczkami. Nad tym
              należałoby się zastanowić.
              Moja babcia mówiła bowiem, ze "dobrego piekło nie zepsuje, a złego i kościół
              nie naprawi".
              Najgorsza nawet szkoła nie "zepsuje" dziecka, które jest "dobrze wychowane" w
              domu. Tak myśle i takie jest moje doświadczenie.

              Najwięcej szkody robią te matki, które najpierw "zdmuchują te
              pyłki", "poświęcają się' - potem zaś wymagają od dzieci czegoś, czego same ich
              nie nauczyły - no i (najgorsze) wymagają wdzięczności.
              Dobrze jest też pamiętać, że dziecko tylko przez chwilę ma się dla siebie, a
              tak naprawdę, to wychowuje się je nie dla siebie, a dla niego samego.

              Jeśli zaś idzie o samotne matki. Często dziecko jest dla nich jedyną ważną
              osobą w ich życiu, jedynym celem. Rozkładają więc nad nim szczególnie duży
              parasol ochronny, zapominając, że w ten sposób usiłuja rozwiązać również swoje
              problemy (samotność). Poza tym, czy w rodzinach, gdzie jest ojciec wypełnia on
              swoją funkcję wychowawczą? Nie sądzę.

              Pozdrawiam.

              PS. Pewien starszy pan, kioskarz, czytając gazetę, wyczytał, że kilkuletni
              chłopiec dokonał napadu i zakrzyknął oburzony - jakie to dzisiaj są dzieci !!
              Moją jedyną reakcją było - panie, kto je tak wychował? Co robili jego rodzice?

            • Gość: po_godzinach Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.05, 08:57
              I jeszcze jedno - umknęło mi - czy wie Pani o tym, że terapia "problemowej
              młodzieży" polega na terapii rodzin?
              • Gość: samotna matka Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.adsl.inetia.pl 15.03.05, 10:05
                Szanowna Pani "po_godzinach",

                w całej rozciągłości zgadzam się z Panią. Takie zasady wyznawałam i stosowałam
                przez całe swoje rodzicielskie życie. Niestety, dziecko dziecku nierówne... I
                nawet najbardziej modelowe wychowanie jednego nie zawsze zagwarantuje sukces w
                przypadku drugiego, co najlepiej widać w rodzinach wielodzietnych...
                Osobiście znam blisko rodzinę, w której doskonale wychowało się dwoje dzieci,
                natomiast trzecie się wykoleiło tak skutecznie, że potem pół swojego dorosłego
                życia spędziło, ku zgryzocie swoich dobrych, kochających Rodziców, za
                kratkami...
                A więc radziłabym - bardzo ostrożnie z takimi pochopnymi ocenami, zwłaszcza gdy
                nie mamy pojęcia o całokształcie sytuacji.........

                A w kwestii samotnych mam powiem tylko jedno - przez całe swoje życie spotkałam
                tylko 2 (słownie: dwie) osoby, które zadały sobie trud zrozumienia złożonej i
                niezwykle trudnej (pod BAAAAARDZO WIELOMA względami) sytuacji samotnego
                rodzica. Oczywiście, nie liczę innych samotnych mam, bo one wiedzą aż nadto
                dobrze z iloma problemami na codzień i od święta wiąże się samotne
                rodzicielstwo... Reszta chętnie "szufladkuje" nie zadając sobie trudu
                zrozumienia czegokolwiek... Nie mówiąc o wyciągnięciu "pomocnej dłoni"
                (cokolwiek dla każdego z nas to oznacza...), co zdarza się prawie tak często,
                jak przysłowiowa "Gwiazdka w maju".

                Pozdrawiam ciepło i wiosennie - mimo zupełnego braku zrozumienia
                • Gość: po_godzinach Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.05, 10:28
                  W moim liście było, oczywiście, wiele uproszczeń.

                  Nie upieram się, że rozumiem w pełni sytuację samotnej matki. Chętnie więc
                  dowiedziałabym się, jak Pani rozumie owo "wyciągnięcie reki"). Będę wdzięczna
                  za wyjaśnienie.


                  Natomiast będę się upierała, że dziecko wychowywane jest głównie w domu i
                  głównie przez matkę. Inne instytucje mają charakter jedynie wspomagający.
                  Hołduję równiez sasadzie, że aby było co wyjąć, najpierw trzeba włożyć). Czyli -
                  żeby wymagać od dziecka, najpierw trzeba wyposażyc je w odpowiednie
                  umiejętności. W tym sensie - jeśli chcę, żeby moje dziecko szanowało moje
                  uczucia, duzo wcześniej musze je tego nauczyc - nie mówiąc juz o tym, że ja
                  muszę szanować jego uczucia, osobę i poglądy. Jeśli więc chcę, żeby mój syn
                  umył okna, nie moge tego od niego żądać, mogę go co najwyżej poprosić
                  ustalając, kiedy ON będzie miała na to czas, nie zaś, kiedy JA tego chcę (to
                  tak z grubsza). Nie zdarzyło się, żeby nie umył. Odwrotnie - jeśli on chce,
                  żebym ja cos dla niego zrobiła, postepuje podobnie, czyli mnie o to prosi.

                  Oczywiście, zdarzają się sytuacje wymykające się temu - no, ale mówimy o
                  ludziach, nie o maszynach.
    • Gość: Gunia Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: 213.25.157.* 15.03.05, 10:35
      Do Józefinki,truskawki i kogoś kto podpisał się thuringwethil:
      piszecie to ,o czym ja sama napisałam juz kilka dni temu,tyle że ubrałam to w
      nieco inne słowa.Ktoś kto pisał tuż za mną określił ironicznie moją wypowiedź
      jako pseudofilozoficzny bełkot.A jednak nie jestem sama w takiej ocenie
      sytuacji.Pozdrawiam.
      • Gość: MATKA Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 13:05
        Nie mam już siły, faceta nie ma - rzucił ją a jest coraz gorzej. Chyba ją
        wyrzucę z domu, dlaczego ma cierpieć cała rodzina? Niech się łajdaczy do oporu,
        jak się utytła w gó..e to może zmądrzeje.
        • Gość: ADJG Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.07.05, 22:28
          Daj jej czas. Lecz stawiaj warunki. Puszcenie jej samopas nie jest idealnym
          rozwiązaniem (trawa to grupa ryzyka) ale może wtedy pujdzie po rozum do głowy.

          Moja historia jest następująca, nie wiem czy się Tobie do czegoś przyda.

          Jak miałam lat 21 bardzo się zakochałam, nie widziałam tego że wybranek jest
          neurotyczny, leniwy, bez ambicji. Mojej mamie nie podobał się ten facet i to co
          ze mną wyprawia. Szybko zamieszkałam razem z nim, zaczełam palić trawe, pić
          alkochol, moja nauka się mocno pogorszyła, nie miałam ochoty dbać nawet o
          kwiaty. Nawet zaczełam sie nie starać o wygląd swój własny - poprostu kompletny
          marazm. Wpadłam w depresje. Moja mama jako że się uczyłam, dawała mi pięniądze
          tylko na chleb, tak okolo 400 zł. Na nic wiecej nie moglam liczyć, a jeżeli
          tylko myślałam o podjęciu jakiejś pracy bylo mi to szybko przez faceta wybijane
          z głowy tekstami, że nic nie umiem, jestem beznadziejna. Moja mam temu
          wszystkiemu przyglądała się z boku i czekała. Zawsze wiedziałam, przez ten cały
          okres, że moge do niej przyjść i bede w pełni zaakceptowana. Przyszłam po 1,5
          roku. Dopiero wtedy od siostry dowiedziałam się jakie mama psy wieszała na tym
          facecie, jak martwiła się o mnie. Jednak chciała, żebym sama doszła do decyzji o
          opuszeniu tego pana i zmienieniu swojego życia. Czasem byłam zła,że nie
          powiedziała mi kategorycznie nie, ale WIEM, że jest to dla mnie idealna nauka na
          całe życie, a wnioski wyciągnełam.
    • Gość: anitek Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 00:19
      Pozwólcie, że włączę się do dyskusji.
      Ja byłam strasznym dzieckiem. W wieku 16 lat uciekłam z domu i trafiłam do
      burdelu!!! Na szczęscie rodzice dzięki swoim że tak powiem koneksjom szybko
      wyciągnęli mnie z tego bagna. Zostałam karnie wysłana do pracy w drukarni na
      całe wakacje, ale wspomnienie tego horroru zostało im pewnie do dzisiaj.
      Właściwie przez całe liceum wagarowałam, piłam alkohol, paliłam papierosy, nie
      mówiąc juz o takich szczegółach, jak obrzydliwy bałagan, który zdawał się
      powstawać z niczego wszędzie tam, gdzie usiadłam chociażby na pięć minut. Z
      pierwszego liceum , do którego chodziłam, zostałam wyrzucona. W drugim
      nauczyciele byli chyba zbyt tolerancyjni. Do rodziców docierało może 10%
      wszystkich moich wybryków, kiedy akurat nie udało mi się niepostrzeżenie
      wemknąć pijanej do swojego pokoju o drugiej w nocy, albo ktoś znajomy zobaczył
      mnie z fajką na ulicy, albo wróciłam ze szkolnej dyskoteki w krzywo zapiętej
      bluzce i z 'malinkami' na szyi. Nigdy nie dowiedzieli się o eksperymentach z
      narkotykami (przez jakieś pół roku tydzień w tydzień wciągałam amfetaminę), ani
      też na szczęście nie dotarła do nich opinia o mnie jako pierwszym k.....szonie
      w szkole. Która niestety do tej pory ciągnie się za mną jak smród za wojskiem.
      Obudziłam się przed maturą i zdałam ją... uwaga... ze średnią 5.8 (to nie
      żarty).
      Dostałam się z trzecią lokatą na studia.
      Teraz mam 26 lat, mam swoją firmę, narzeczonego, własne mieszkanko, psa i kota
      i powoli myślę o powiększeniu rodziny.

      Moja siostra.
      Przez całe liceum eksperymentowała z narkotykami, z dużym naciskiem na LSD i
      amfetaminę. Piła z koleżankami na umór, często dla zwiększenia fazy łykając
      przy tym tramal. Wagarowała. Za chuligańskie wybryki kilkakrotnie zatrzymywala
      ją policja.
      Teraz ma 24 lata, właśnie wychodzi za mąż, skończyła 3-letnie studia
      ekonomiczne i jest po pierwszym roku weterynarii. Jest druga na roku.

      Dlaczego to piszę?

      Bo jeżeli Twoja córka przechodzi swój bunt młodzieńczy trochę później niż inne
      dziewczyny, to jest bardzo podobny przypadek. Jeżeli ma choć trochę rozsądku w
      głowie, to sama wybierze dla siebie właściwą drogę. Możesz spróbować ją trochę
      ukierunkować, ale prawie na pewno nie weźmie Cię na poważnie. Pomyśli (sorry),
      że jesteś stara i trujesz. My też tak myślałyśmy.

      I dlatego, że gdyby wszyscy rodzice wiedzieli o swoich dzieciach tyle, co Ty
      wiesz o swojej córce, to wybuchłaby powszechna panika, a poradnie odwykowe
      pękałyby w szwach. Takie mamy czasy.
      A te czerwone oczy... to niekoniecznie przez niego, może byc od palenia trawy.
      • Gość: ludzie.i.koty Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 00:38
        Jakie błędy popełnili wasi rodzice?
        • Gość: anitek Re: Nie chcę być toksyczna matka, ale córka prowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 16:43
          Powiedziałabym z perspektywy czasu, że niewiele. Byli tolerancyjni, może zbyt
          pobłażliwi. Dla mnie impulsem do ucieczki z domu było to, że narozrabiałam
          wspólnie z koleżanką i za karę ja nie pojechałam na obóz młodzieżowy, a ona
          wypłakała się mamie w rękaw i ją puścili. Nie mogłam znieść takiej
          niesprawiedliwości i zrobiłam po swojemu. Ale i tak uważam teraz, że to oni
          mieli rację. Chyba też trochę za bardzo nam ufali. Kiedy wychowawczyni mojej
          siostry podzieliła się z moja mamą podejrzeniami (całkiem uzasadnionymi i
          popartymi w miarę konkretnymi dowodami), że siostra bierze narkotyki, rodzice
          uwierzyli siostrze.
          Nie pozwalali nam jednak na wszystko, co to to nie. Na dyskotekę w wieku 16 lat
          tak - ale powrót o 1 w nocy. Alkohol tak - ale dla smaku, wino do kolacji, a
          nie do stanu totalnego upojenia. Patrząc wstecz, to my miałyśmy diabła za
          skórą. Pozwalali nam na wiele rzeczy, a my chciałyśmy jeszcze i jeszcze więcej.
Pełna wersja