eryk7_s
26.03.05, 18:01
... nmazbierało mi się tego sporo. Oto jakie kwestie są już "prane" w
niejednej grupie dyskuzyjnej - podaję je w takiej kolejności, w jakiej były
poruszone:
Kto ma "uczyć" seksu???
Myślę tu o dzieciakach, które nie tylko surfują po porno-stronach, ale
wchodzą też na dyskusyjne witryny dla "dorosłych": Dawniej nie było takiego
kłopotu: bystre i przebiegłe dzieciaki podglądały rodziców i wujków, potem na
podwórzu lub podczas przerw szkonych (oczywiście "w najgłębszej tajemnicy") -
konsultowały między sobą i budowały sobie dość spójny obraz życia
seksualnego. A teraz? Każdy 10-latek bez trudu ominie "zapory" internetowe i
wejdzie na strony porno. I zanim w ogóle zobaczy nagą dziewczynę na żywo, już
mu się marzy anal, oral i bryzganie spermą po twarzy... Nic w tym "dobrego" -
a co gorsza: EROTYCZNEGO. Czy ma ktoś jakiś DOBRY pomysł?
Słówko o kontaktach dzieci z seksem:
Moja córuchna miała chyba dziewięć lat, gdy wróciła ze szkoły i
podekscytowana oznajmiła: - "Tatusiu! Kolega zaprosił mnie i koleżankę do
domu, a potem pokazał video swojego taty! Tam goli panowie gołym paniom
wkładali wyprostowane siusiaki do pupy i buzi, potem pryskali po buziach i
cycorach czymś białym. Kolega powiedział, że tak wygląda miłość - czy to
prawda?" Ja na to: "Mhmmm... Z miłości nie robi się takiego cyrku - miłość
wygląda inaczej... A kobiety robiące dla głupców takie hece za pieniądze, nie
odczuwają nic miłego, więc na pewno nie jest to miłość..." Po paru dniach z
ciekawości zapytałem znajomego lekarza, a on na to: "Mhmmm... pewnie że jest
to miłość! Tylko taka dla dorosłych..." I tak wszyscy powiedzieli co
wiedzieli... (Na ogół dzieci nie ośmielają się zdawać takich pytań. Raz że
mogą oberwać po buzi, a po drugie – ojciec pedofil mógłby powiedzieć, że
córka go „sprowokowała”. Czy da się poważnie traktować takie bzdury,
że „dzieci powinny się uczyć życia od rodziców”???) A więc jeśli nie
rodzice – to kto? Bo na pewno nie katecheta...
Czy seks stał się nową "kontr-religią"?!
Na to wygląda, bo właśnie od czasów "rewolucji seksualnej" (lata 1960/70)
zaczęły na Zachodzie pustoszeć kościoły. Po drugie - triumfalnej ekspansji
pornografii, mody na swobodę obyczajową i wczesną inicjację - nie zatrzymała
nawet pandemia AIDS. Mało tego - mamy swoistego rodzaju wieczorne "seks-
mabożeństwa"! Nawet "kościółkowe" małżeństwa oglądają wieczorem
pornografię... Ba! Znam nawet kobiety samotnie oglądające nocne filmy
z "różowej" serii spod znaku "króliczka"... Ot - piękne, częstokroć
egzotyczne dziewczyny i wspaniale zbudowani faceci odstawiają prawdziwe
misteria "quasi-religijne". Seks genitalno-oralno-analny pośród bryzgów
spermy w wykonaniu trzech facetów i dziewczyny (czasem odwrotnie) - jest
oglądany bez cienia wstrętu, a za to z wzruszeniem - toż na ekranie ukazują
się nowi "aniołowie" i "bogowie"...
Nic dziwnego, że prawie każdy dorastający chłopak przeżywa egzaltowane,
bezsenne noce z marzeniami pełnymi skłębionych ciał i śpiesznej masturbacji.
Nie jedna też dziewczyna ćwiczy na bananie (tak jak uczą w żurnalach) -
"technikę francuską". Oczywiście - i chłopak i dziewczyna - coraz wcześniej
pragną być "dorośli"... A że seks jako taki stał się RELIGIĄ - mamy kolejny
dowód: Otóż pojawiło się pojęcie "seks-herezji" i "seks-bluźniestwa": Niech
no tylko ktoś powie o czymś, czego nie ma na porno-witrynach i na porno-
kasetach, a już jest reakcja w postaci oburzenia, milczącej konsternacji, a
czasem gwałtownej dezaprobaty. Taką dezaprobatę wzbudził zapewne
tekst: "Edukacja specjalna dla MŁODOCIANYCH". (To, że dziewczyna w
ramach "pierwszego razu" spije się, pozwoli zbiorowo "przelecieć" -
to "normalka"... Ale jakieś panieńskie zberezieństwa w pozycji "jeźdźca"?
Tfu!!! Toż to sprzeczne z wszystkimi "porno-bibliami" i świerszczykami
traktowanymi jak "brewiarze"! No nie???)
A OTO POWÓD NIE JEDNEGO WYBUCHU WŚCIEKŁOŚCI - MÓJ KRÓTKI "KONTR-PODRĘCZNIK"
PRZECIWKO ZWOLENNIKOM PEŁNEJ SWOBODY PRZEDMAŁŻEŃSKIEJ:
Piszę to dla młodocianych, którym "śpieszno do dorosłości" - a są zdani tylko
na bzdety publikowane w brukowcach, a wiedzę "techniczną" czerpią z porno
witryn. Są bowiem sposoby dużo naturalniejsze i szlachetniejsze. Oto co można
bezpiecznie robić już w okresie przejściowym - gdy hormony już dają o sobie
ostro znać, a na uregulowane współżycie nie ma szans. "Pozycja Lilith"
("kobieta górą") jest idealna do każdego flirtu przedmałżeńskiego i
wstępnego w ogóle. Można to robić w ubraniu, stroju kąpielowym lub nago.
Rzecz polega na tym, że mężczyzna leży na plecach, a kobieta przysiada oklep
na jego funkcjonalnym członku - ale płasko ułożonym na męskim brzuchu.
Spontaniczny orgazm następuje po 2-3 godzinach słodkich przekomarzanek -
czasem wcześniej. Nawet jeśli dziewczyna w ten sposób przeleci (albo jak kto
woli - "przejedzie”) kilku lub kilkunastu chłopaków, (zanim wybierze sobie
tego "naj" i przystąpi do stopniowej zmiany ról) – wyjdzie jej tylko na
zdrowie... (Najwięcej pomyłek i kłopotów osobistych wynika ze stosunków
przedwczesnych lub po prostu zbędnych.) Ten sposób jest stokroć lepszy
niż "petting" - bo ma miejsce bliski, tkliwy i naturalny kontakt cielesny
oraz psychiczny. Dziewczyny w okresie przejściowym bywają agresywne i lubią
dominować - a to jest metoda pozwalająca harmonijnie przejść na stopę
bardziej subtelną. Nie wnosi też skrępowania i niesmaku. typowego dla
pettingu.
Załączam jeszcze ważną informację "techniczną": Gdy oboje zdecydują się
flirtować nago, to nasienie precyzyjnie ląduje w męskim dołku pępkowym -
trzeba tu albo szczególnej "premedytacji" albo poważnego niedopatrzenia, żeby
z tego wynikła ciąża... Oczywiście - przychodzi czas, gdy trzeba isc "na
całość" - ale robi się to przy 200 (!) procentowej pewności, że jest to
miłość z perspektywami... Gdybym miał środki - powyższy tekst rozdawałbym w
formie ulotek już w ostatnich klasach podstawówki. Bowiem już tak czy
inaczej, dzieciaki wtedy "zaczynają zaczynać" - a w wyniku lekkomyślności i
fałszywych wyobrażeń o DOROSŁOŚCI - skutki są fatalne...
Dla informacji: Te i podobne "zberezieństwa" były kiedyś powszechne wśród
dorastających Murzynów, Indian, Polinezyjczyków, Aborygenów, Cyganów i...
miedzy innymi Górali na naszym Podhalu! Konkretnie: różne kształcące
zabawy "na pół gwizdka" były powszechne wszędzie tam - gdzie matka potrafiła
córkę uczciwie poinformować, na co można sobie przed narzeczeństwem pozwolić -
a na co NIE... (Jeśli chodzi o matki: Jak tu szanować taką oto „nowoczesną
mamusię” – która córę do 18-go roku pilnuje jak przysłowiowy „Cerber” – a
potem wygania de lekarz po pigułki antykoncepcyjne i komunikuje: „Już jesteś
dorosła i możesz robić co chcesz!”)
Jak na razie - spotkałem tylko jedą matkę zdolną do mądrej i poważnej
rozmpowy ze swoją córką - jest nią moja żona...