Gość: obserwatorka
IP: 81.168.209.*
28.03.05, 13:03
Wbrew pozorom zachodzi korelacja. Wyobraźcie sobie parę: ona i on spacerują w
parku/po mieście, mogą być z dzieckiem lub bez, wokół może kręcić się pies
lub nie, mogą być młodzi ale nie baardzo młodzi lub w średnim wieku ale nie
starzy. Szczegóły nie mają znaczenia. Na takim spacerze od razu widać jak na
dłoni relacje między nimi. Nawet nie trzeba "przypadkowo" podsłuchiwać -
wystarczy że popatrzy się na sposób spacerowania. On z przodu albo z tyłu,
często idą w milczeniu lub wymieniają błahe uwagi, on ma znudzoną minę bo
wolałby posiedzieć w domu i oglądać telewizję/poczytać gazetę, ona jest
zniecierpliwiona/znudzona/zniechęcona bo nie wychodzi tak jak chciała...
Oddalili się od siebie od dnia ślubu lub początku związku, idą równolegymi
ścieżkami które nigdy albo prawie nigdy JUŻ się nie przetną.
Paradoksalnie sytuacja ze starymi ludźmi jest odwrotna: idą pod rękę, żywo o
czymś rozprawiają, czasem widać wzajemną troskę w oczach. Zdaje mi się że
świadomość końca tak wpływa na nich: chcą łapać życie, jeszcze się cieszyć,
jeszcze wiele przeżyć...