kocurek134
09.04.05, 22:37
Nie protestuje przeciwko rozniecaniu wokół jego osoby bałwochwalczego kultu
(O. Stanisław Musiał, jezuita, zapytany o polską pomnikomanię papieską,
odparł: "To mnie też przeraża"), nazywaniem go Ojcem Świętym, Świątobliwością
itp. podczas gdy Jezus, który ma być jakoby założycielem chrześcijańskiego
Kościoła, tego surowo zabraniał: "Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym
ojcem; jeden bowiem jest Ojciec, Ten jest w niebie" (Mt 23, 9). Każdy normalny
zwrot w mediach odnośnie osoby Jana Pawła II, typu: Karol Wojtyła, przywódca
Kościoła katolickiego (co na zachodzie jest zwyczajem), u nas traktowany jest
jako afront wobec papieża, narodu, Boga i w ogóle wszystkich świętych. Każda
próba analizy tego pontyfikatu bez zbędnego bałwochwalstwa, poddawana jest
krytyce i anatemom. Tytułem przykładu można podać przypadek szefa Wiadomości
TVP, Piotra Sławińskiego, który w wewnętrznym (nie publicznym!) piśmie odważył
się nazwać Karola Wojtyłę - "Karolem Wojtyłą" oraz "liderem Państwa
Watykańskiego". Z tej wewnętrznej wzmianki w ciągu kilku dni wynikła wielka
afera. Prymas Glemp i reszta hierarchów strasznie się rozsierdzili na
profanatora świętości, nie pomogło ukaranie go grzywną oraz jego skrucha -
domagano się dymisji Sławińskiego, jako człowieka "niekompetentnego". Nawet w
Gazecie Wyborczej ukazały się głosy oburzenia. Oto pani Agnieszka Kublik
pisze: "Nazwanie papieża Jana Pawła II p. Karolem Wojtyła to po prostu
grubiaństwo". Podobny jazgot i nagonkę rozpętano po projekcji filmu produkcji
amerykańskiej o pontyfikacie naszego rodaka. W filmie przedstawiono go jako
wielkiego człowieka i wielkiego papieża. Niestety, film nie był kręcony na
kolanach... Znów domagano się głów. Księżyna, odpowiedzialny za dopuszczenie
tego obrazu, wyraził publiczną skruchę i się pokajał. Po jakimś czasie
wszystkim przeszło. Inny przykład - publikacja książkowa. Marco Politi i Carl
Bernstein napisali wiarygodny i powszechnie na zachodzie uznany za prawdę
dokument pt. Jego Świątobliwość. Książkę przetłumaczono na wiele języków, ktoś
podjął decyzję o przetłumaczeniu na polski. Ci co za komuny walczyli o wolność
wypowiedzi nie potrafili jednak być konsekwentni. Książka ukazałasię w wersji
ocenzurowanej. Sprawa znalazła się w sądzie, cenzorzy przegrali. Niektórym
jednak nawet akutalny poziom bałwochwalstwa wydaje się za mało pobożny. Na
jednej z pielgrzymek wierni z Polski trzymali olbrzymi transparent: "Tatusiu
Św. - kochamy Cię". To nie jest grzech, o tatusiach Jezus nie wspominał.
Sugeruję więc, w celu większego szacunku dla swego Pisma Św. oficjalny tytuł
(bezmyślnie powtarzany przez wszystkich polskich dziennikarzy) Ojciec Święty
zastąpić formułą mniej grzeszną - Tatuś Święty.
Podsumowanie