expertyzer
24.04.05, 17:11
Jechałem dzisiaj po takim parku koło jeziorka na rowerze.Oglądałem sobie
przyrodę budzącą się do życia.Po parku chodzili ludzie z psami.Jedne pieski
były na smyczy, inne nie.W pewnym momencie jeden piesek, taki mały pudelek
czarny podbiegł do mnie i biegł koło mojego roweru i szczekał.Bardzo się
bałem i przyśpieszyłem.Piesek też zaczął biegnąć coraz szybciej.W pewnym
momencie postanowiłem skręcić gwałtownie w prawo.Piesek biegł niestety po
mojej prawej stronie.No i stało się.Tylnym kołem przejechałem po jego
przednich łapach chyba.Bo słychać było takie chrupnięcie jak przy łamaniu
kości np jak się je kurczaka z rożna.No i się zatrzymałem, żeby zobaczyć co
się stało.Piesek mocno piszczał i nie mógł sie ruszyć, a jedna łapa była
jakby przekrzywiona w przeciwnym kierunku jak normalnie się zgina.Nie
wiedziałem co robić, już chciałem nawet rzucić w niego jakimś kamieniem, żeby
się nie męczył, bo chyba nic mu nie pomoże, ale widziałem, że biegnie
właściciel więc szybko wsiadłem na rower i odjechałem ile sił w nogach.Po
paruset metrach musiałem stanąć,żeby ochłonąć z tego wszystkiego, bo byłem
cały spocony.Teraz jestem w domu i trochę nieswojo się czuję.Nie wiem czy
dobrze zrobiłem zostawiając go takiego cierpiącego? No i w sumie to wina
pieska, bo sam biegał tak koło mnie.