Adopcje z krajow Azjatyckich i Afrykanskich

16.05.05, 11:48
Czy znacie kogos z Polski, kto adoptowal Azjatyckie lub Afrykanskie dziecko,
oczywiscie nie mam tu na mysli adopcji na odleglosc? Podejrzewam, ze wiele
rodzin zdecydowaloby sie na taka adopcje, choc nie sadze, iz w Polsce jest
ona powszechna, w Anglii natomiast takie adopcje sa coraz bardziej popularne.
Osobiscie znam rodzine, ktora zaadoptowala malutka dziewczynke z Kenii. Mala
jest oczkiem w glowie swoich adopcyjnych rodzicow. Szkoda, ze jest ona jedna
z tak niewielu do ktorych los sie usmiechnal.
    • ijaw Re: Adopcje z krajow Azjatyckich i Afrykanskich 17.05.05, 12:33
      Nie słyszałam Ago i coś mi się wydaje, że jeszcze nie jesteśmy na tym etapie.
      Adpocje zagraniczne są bardzo trudnymi. Ostatnio oglądałam sprawę adopocji
      dziewczynki rumuńskiej, ktora napotykała na wiele przeszkód typu przepisy, prawo
      międzynarodowe itp.
      Pozdrawiam
    • andrzejg Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 18.05.05, 22:08
      Nie chcę ranić niczyich uczuć, ale istotą wychowania dziecka (potomstwa)
      jest zapewnienie swoim genom przetrwania. To wynika bezpośrednio z uwarunkowań
      naturalnych. Cała przyroda postępuje w ten sposób.

      Ostatnio oglądąłem film przyrodniczy o ptakach, a raczej ptaszkach. Nazwy nie
      pamietam. Pamiętam za to opowieść o ich niezwykłej cesze - rozpoznaja dźwięki
      wydawane przez pisklęta. Ponieważ ich gniazda są narażone na zniszczenia i
      często nie są w stanie załozyc nowego, to podejmują się trudu opieki na
      potomstwem innych ptaszków.Ale! IOpiekują sie potomstwem krewniaków.Kuzynów.
      Rozpoznawanie odgłosów wydawanych przez pisklęta jest wykorzystywane własnie w
      tym celu.

      Takie zachowanie rozumiem.

      Rozumiem potrzebę adopcji krewniaka.
      Gdy nie ma krewniaka, to dziecka z kręgu własnej kultury.
      Gdy takiego nie ma to z kręgu własnej rasy.
      Dopiero na końcu dopuszczam adopcję dzieci z innych ras i kultur.

      Juz nie chodzi mi o genetykę, ale po prostu szkoda mi tych dzieci.

      Zachcianka rodziców zaspokajająca ich własne moralne potrzeby , odbije się
      póxniej na tym małym cżłowieku, który będzie musiał przez całe życie walczyć z
      odczuciami rasistowskimi jego otoczenia.

      A.

      P.S.
      Tylko nie bijcie
      wytłumaczcie
      • ijaw Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 01:29
        >Juz nie chodzi mi o genetykę, ale po prostu szkoda mi tych dzieci.
        >Zachcianka rodziców zaspokajająca ich własne moralne potrzeby , odbije się
        >póxniej na tym małym cżłowieku, który będzie musiał przez całe życie walczyć z
        >odczuciami rasistowskimi jego otoczenia.

        Nie tak często krewni interesują się losem osieroconych dzieci. W Polsce, a
        prawdopodobnie i w wielu krajach europejskich, jest więcej sierot społecznych,
        niż rzeczywistych. Sytuacja tych dzieci jest i dramatyczna, i skomplikowana, bo
        ze względu na zachowane prawa rodzicielskie jednego, czy obojga nieudanych
        rodziców nie podlegają adopcji.
        Dzieci europejskie w porównaniu z afrykańskimi sierotami są w komfortowej
        sytuacji, bo znajdują schronienie w domu dziecka. W Afryce, Azji dzieci giną z
        głodu, na ulicach. Orgnizacje humanitarne, na które także się krzywisz, nie
        docierają do wszystkich regionów biedy.
        Andrzeju, to nie jest żadne widzimisię! To jest realna pomoc.
        Każde dziecko może być obiektem dyskryminacji, niekoniecznie ciemnoskóre. CZy
        wiesz ile dzieciaków bywa prześladowanych przez swoich rówieśników?
        Dziecko, które otrzyma miłość rodziców, opiekunów, będzie silne i wzruszy
        ramionami na głupie zaczpeki. A poza tym, coż stoi na przeszkodzie nauczyć
        dzieciaka samoobrony, np judo? Na wypadek spotkania z agresywnymi skinami przyda
        się jak ulał, a skinom po takim spotkaniu odechciałoby się i rasizmu.
        • xurek Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 12:05
          Po czesci zgadzam sie z Andrzejem. Oczywiscie alternatywa „umrzec z glodu na
          ulicy“ badz „zostac zaadoptowanym przez kulturowo i etnicznie zupelnie obce
          otoczenie“ jest bardzo prosta do oceny, jednakze zycie rzadziej niz nam sie
          wydaje stwarza tak jednoznaczne opcje.

          Ja rowniez spotkalam sie kilka razy z adopcja dzieci calkowicie odbiegajacych
          wygladem od rodzicow. Przypadek, gdzie rodzice rzetelnie zajeli sie
          rozwiazaniem problemow z tego wynikajacych znam jeden jedyny, inne byly dla
          mnie dosc „nieprzekonujace“.

          Dziecko bardzo szybko zauwaza swoj i rodzicow wyglad. Im bardziej on sie rozni,
          tym wiecej pytan i tym wieksza chec poznania swoich wlasnych korzeni, co dla
          rodzicow nie majacych z owymi nic wspolnego jest zadaniem bardzo czesto trudnym
          do wypelnienia. Czesto tez rodzice nie rozumieja (albo zrozumiec nie chca?)
          badz bagatelizuja potrzebe dziecka poznania swej „przyrodzonej kultury“. Czesto
          czuja sie ta potrzeba urazeni, interpretujac ja jako „brak wdziecznosci“ ze
          strony dziecka. Czesto tez niestety rodzice maja podswiadomie „zarozumialy“
          stosunek do korzeni dziecka jak rowniez poczucie bycia „dobroczynca“, za ktore
          oczekuja „wiecznej wdziecznosci“, co z kolei budzi automatyczne odruchy buntu u
          dziecka i tak spirala zaczyna sie nakrecac.

          Milosc i akceptacja rodzinna absolutnie nie sa wystarczajace dla dziecka do
          integracji w nowe otoczenie. Dziecko musi znalezc w nim swoje wlasne,
          niezalezne od rodzicow miejsce, ktore w duzej mierze zalezne jest od reakcji
          owego otoczenia. W momencie, kiedy stopien odrzucenia jest dla dziecka
          odczuwalny, konieczne staja sie wzorce, jak z takim odrzuceniem dojsc do ladu i
          jak znalezc swoje miejsce w obliczu tylko czesciowej akceptacji. Rodzic, ktory
          sam spotkal sie z podobnymi reakcjami i jako dorosly znalazl swoje mechanizmy,
          moze je dziecku przekazac, posiada tez z racji wlasnych doswiadczen znacznie
          lepsze wyczucie i zrozumienie uczuc dziecka. Rodzic, ktory nigdy czegos
          podobnego „na wlasnej skorze nie przezyl“ raz ze nie ma wzorcow do przekazania
          a dwa nie jest dla dziecka w tej dziedzinie wiarygodny. Dopoki dziedzi sa male,
          problemy takie sa marginalne, w wieku dorastania staja sie czesto podlozem
          rodzinnych dramatow i “psychicznych skaz” u dziecka.

          Obraz i interpretacja „nedzy“ adoptowanego dziecka przez nowych rodzicow jest
          rowniez czesto zupelnie spaczony z racji niedoinformowania jak rowniez
          szukania “szlachetnej teorii” do pokrycia czesto zupelnie przyziemnej motywacji
          typu, ze dziecko z np. Afryki adoptowac jest latwiej, niz miejscowe (tak jest
          zarowno w Niemczech jak i w Szwajcarii).
          Wychowanie i opieka nad dzieckiem w Afryce bardzo sie rozni od europejskiego
          modelu. Dzieckiem opiekuje sie cala rodzina, rodzice zas czuja sie znacznie
          mniej „osobiscie zwiazani i przywiazani“ do wlasnego dziecka, niz ma to miejsce
          u nas. Dzieci wychowywane sa w duchu jak najwczesniejszej samodzielnosci i
          dzielenia rodzinnych obowiazkow. Dziecko tylko wtedy „umrze samotnie z glodu na
          ulicy“, jezeli jego cala rodzina (czyli rowniez dziadkowie i inni krewni)
          przestana istniec, co jest przypadkiem nie tak czestym. Opieka nad sierota jest
          czesto z naszego punktu widzenia katastrofalna, nie jest to jednak podyktowane
          brakiem checi czy milosci, lecz realnym brakiem srodkow na lekarza, szkole,
          zabawki a nawet ubarnia badz wystarczajace wyzywienie. Zapewnienie takich
          srodkow byloby warunkiem zupelnie wystarczajacym, by dziecko moglo wyrastac w
          warunkach rownych nieosieroconym dzieciom. Szczescie to nie tylko status
          materialny i „wygoda zycia“. W znacznie wiekszej mierze szczescie to szacunek,
          akceptacja, poczucie bycia „rownym wsrod rownych“, milosc, zyciowe zadanie itd.

          Adopcja dziecka to trudne przedsiewziecie, adopcja dziecka z zupelnie obycmi
          korzeniami jeszcze trudniejsze. Dlatego decyzja taka powinna byc bardzo
          doglebnie, dlugoplanowo i „szeroko“ przemyslana.
          PS: banalny przyklad z zycia wziety: bedac na basenie z dwojka “kolorowych
          dzieci” zaczepiona zostalam przez szwajcarskich rodzicow afrykanskiej coreczki
          z pytaniem, jak ja to robie, ze “moja” dziewczynka (nie byla moja, tylko
          kolezanka syna i corka zaprzyjaznionego mieszanego malzenstwa) ma takie sliczne
          dlugie warkoczyki (ich dziewczynka miala wlosy krotsze od mojego syna,
          powystrzygane nierowno, „skudlone“ i widac bylo ze tej drugiej wyraznie
          zazdrosci). Wytlumaczylam rodzicom, ze pielegnacja takich wlosow wymaga
          kilkugodzinnej pracy raz w tygodniu i zaproponowalam kontakt z afrykanska
          fryzjerka, ktora ich tej pielegnacji nauczy. Pani od razu zaczela, ze przeciez
          mala „nie wysiedzi“ kilku godzin (trzeba dziecku dlugo tlumaczyc i powoli z
          rosnacymi wlosami przysposabiac plus szukac zajec absorbujacych i mozliwych do
          wykonania w czasie czesania), ze ona ma wlasna szwajcarska fryzjerke a
          te „afrykanskie salony“ wydaja sie jej wysoce podejrzane i nie wiadomo, co oni
          tam w te wlosy wkladaja, po czym zakonczyla rozmowe tlumaczac coreczce, ze
          krotkie wlosy tez sa bardzo piekne i ze wazniejsze sa „wartosci wewnetrzne“ niz
          warkoczyki na glowie. Mnie zrobilo sie tej dziewczynki strasznie zal.


          Xurek
          • coolaga1 Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 12:58
            Dziecko tylko wtedy „umrze samotnie z gl
            > odu na
            > ulicy“, jezeli jego cala rodzina (czyli rowniez dziadkowie i inni krewni)
            >
            > przestana istniec, co jest przypadkiem nie tak czestym" ale jednak takie
            przypadki sie zdarzaja. Ogladalam ostatnio program, w ktorym przeprowadzony
            zostal wywiad z afrykanska dziewczynka. To dziecko, opowiadalo o tym jak
            pierwszy raz w wieku 9 lat zostalo zgwalcone (podkreslam pierwszy) bo z
            pewnoscia oznacza to, ze nie jedyny, kiedy nekane glodem wyszlo w poszukiwaniu
            jedzenia dla siebie i malutkiej siostry. Takie doswiadczenia z pewnoscia
            pozsotawia wieksze spustoszenie w psychice dziecka niz dorastanie w kochajacej
            rodzinie o innym kolorze skory.
            • ijaw Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 13:32
              >To dziecko, opowiadalo o tym jak pierwszy raz w wieku 9 lat zostalo zgwalcone
              (podkreslam pierwszy) bo z pewnoscia oznacza to, ze nie jedyny, kiedy nekane
              glodem wyszlo w poszukiwaniu jedzenia dla siebie i malutkiej siostry

              Takich przypadkow jest bardzo dużo. Kilkuletnie dziewczynki zajmują sie
              prostytucją, żeby utrzymać rodzeństwo. Zjawisko występuje nagminnie w niektorych
              krajach Ameryki Pld, Azji, pewnie i Afryki. Z uwagą śledzę te problemy. I stąd
              moje stanowisko, że każda adpocja, nawet gdy jest dokonana przez osoby z brakiem
              talentu pedagogicznego jest w tych przypadkach dobrem.
              • xurek Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 13:44
                Zjawisko to w „rownej nagminnosci“ dotyczy czesci Rosji, Rumunii, bylej
                Jugoslawii itd, jezeli by wierzyc mediom. Sledzac media o „prostytucji
                nieletnich“ slysze glownie z krajow wsodnio - azjatyckich, prostytucja ta w
                duzej mierze jest popularna tylko ze wzlgedu na „zachodni popyt“ na nia. Wydaje
                mi sie, iz adopcja nie jest odpowiednim rozwiazaniem tego problemu.

                No i brutalnie trzymajac sie twego przykladu „malej prostytutki utrzymujacej
                rodzenstwo“. Jak chcesz go rozwiazac adopcja? Poprzez adoptowanie przez jedna
                rodzine calego tego rodzenstwa? Poprzez adopcje tej dziewczynki i
                skazanie „nastepnej w kolejce do przejecia roli“? Tylko sensowna pomoc na
                miejscu jest w stanie rozwiazac takie problemy.

                Xurek
                • ijaw Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 14:00
                  O Rosji wiem doskonale, ale zakłamanie polityczne uniemożliwiłoby adopcje poza kraj.
                  Z Rumunii dzieci są adoptowane. Oglądałam reportaż o adopcji rumuńskiej
                  dziewczynki chorej na AIDS. Rzeczywiście dzieci tam żyją w podłych warunkach.
                  Xurek, mi nie zależy na tym skąd się adoptuje, nie mam w tym interesu, żeby to
                  były dzieci akurat wyłącznie z krajów egozotycznych, lecz po prostu biedne, te
                  którym można pomóc.
                  Jak w poście poprzednim, też wolałabym duże akcje, rozwiązujące problemy na
                  miejscu. Takich nie ma, więc chociaż indywidualne. Nie wiele, i dużo.
                  • ijaw o adopcji rosyjskich dzieci 02.06.05, 17:17
                    Wczoraj była wiadomość w wp.pl na temat bezdomności i adopcji rosyjskich dzieci,
                    więc pozwolę sobie zacytować fragment:

                    "Jednak rosyjskie rodziny rzadko adoptują dziecko ze względu na związane z tym
                    społeczne piętno. Jednocześnie rosyjscy nacjonaliści oskarżają cudzoziemców o
                    "kupowanie" rosyjskich dzieci i przypadki nadużyć popełnianych przez rodziców z
                    zagranicy są szeroko opisywane w rosyjskich mediach.

                    Z około 24770 dzieci przysposobionych w zeszłym roku 38% adoptowali cudzoziemcy,
                    a Rosjanie - jedynie 28%. Pozostałe 34% to dzieci adoptowane przez ojczymów lub
                    macochy. Liczba dzieci adoptowanych przez cudzoziemców wzrosła z około 2200 w
                    roku 1994 do ponad 9400 w roku ubiegłym, podczas gdy adoptowanych przez Rosjan
                    (nie licząc adopcji przez ojczymów i macochy) spadła o ponad połowę. W roku 1994
                    takich adopcji było ponad 14 tys., w ubiegłym - poniżej 7 tys."
                    • ijaw Re: o adopcji rosyjskich dzieci 12.06.05, 00:21
                      Będą uregulowania ułatwiające adpocje dzieci przez cudzoziemców. Przynajmniej
                      część dzieci ulicy znajdzie dach nad głową i warunki do rozwoju. Rosyjski MSZ
                      oświadcza:

                      "Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oświadczyło w sobotę, że "nie ma
                      podstaw do tego, aby oponować przeciwko adopcji rosyjskich dzieci przez
                      cudzoziemców, zwłaszcza gdy w Rosji nie można znaleźć przybranych rodziców".
                      Rosyjskie MSZ opowiedziało się za podpisaniem specjalnych porozumień z krajami,
                      których obywatele adoptują w Rosji znaczną liczbę dzieci. Dotyczy to USA,
                      Kanady, Włoch i Hiszpanii.
                      Wszystkie procedury adopcyjne "muszą mieć przejrzysty charakter prawny i
                      gwarantować interesy" adoptowanych dzieci - dodaje MSZ, wypowiadając się
                      przeciwko adopcjom dokonywanym poprzez pośredników, a nie przez uprawnione do
                      tego, sprawdzone agencje.
                      Tymczasem rosyjska prokuratura generalna ustaliła na podstawie kontroli
                      przeprowadzonych 12 maja w 20 z 80 regionów Rosji, że tylko jedna z 87
                      skontrolowanych agencji załatwiających sprawy adopcji dzieci przez cudzoziemskie
                      rodziny spełniała ustanowione wymogi.
                      Według danych rosyjskiego Ministerstwa Edukacji, w kraju jest około 800 tys.
                      sierot lub dzieci porzuconych przez rodziców, z których 545 tys. zostało
                      przygarniętych przez rodziny, ale tylko 159 tys. w formie regularnej adopcji.
                      W sierocińcach i innych instytucjach publicznych i prywatnych przebywa 260 tys.
                      dzieci.
                      Od 1993 roku, czyli od roku w którym w Rosji zaczęto prowadzić statystyki
                      adopcji dzieci przez cudzoziemców, około 63 tys. rosyjskich dzieci znalazło swe
                      nowe rodziny zagranicą. "

                      źródło: wp.pl
                      • ijaw Globalny sierociniec 08.07.05, 22:46
                        Takie prognozy snuje najnowszy Newsweek w artykule nt adopocji zagranicznych.
                        Cały dostępny będzie w wersji papierowej, tutaj tylko fragment. Póki co, bo po
                        niedzieli streszczenie.

                        "W świecie narasta antyadopcyjna psychoza. Dzieci, które mogłyby znaleźć rodzinę
                        za granicą, pozostają w domach dziecka w ojczyźnie. Dan i Joanne Berard piszą do
                        Kristiny e-maile. Mają nadzieję, że niesłysząca dziewczyna z Moskwy zostanie ich
                        przybraną córką. Kristina ma osiemnaście lat, ale pod względem rozwoju
                        umysłowego jest na poziomie sześciolatki. Berardowie chcą ją zabrać do Stanów
                        Zjednoczonych, razem z jej dwiema siostrami bliźniaczkami. Jeśli adopcja
                        Kristiny nie powiedzie się, dziewczynę czeka ponura przyszłość. Według Marii
                        Ternowskiej - dyrektorki domu dziecka, w którym mieszkają siostry - bez państwa
                        Berardów cała trójka ma niewielkie szanse na adopcję w ojczyźnie, a Kristina
                        najprawdopodobniej skończy gdzieś w zapomnianym zakładzie dla osób upośledzonych
                        umysłowo.
                        Berardowie mają jednak pecha. Jeszcze kilka lat temu szybko uporaliby się z
                        formalnościami. Ale dziś w Rosji toczy się ostry spór na temat możliwości
                        dokonywania adopcji przez cudzoziemców. Nacjonaliści zarzucają władzom, że w
                        sytuacji, gdy rosyjski przyrost naturalny dramatycznie spada, władze jeszcze go
                        pogłębiają. Dlatego biurokratyczne przeszkody dla potencjalnych rodziców piętrzą
                        się, a procedury wydłużają w nieskończoność. Efekt już widać. Z danych
                        amerykańskiej ambasady w Moskwie wynika, że liczba adopcji dokonanych przez
                        obywateli USA od początku roku zmniejszyła się o dwie trzecie w porównaniu z
                        ubiegłym rokiem.

                        Joanna Kowalska-Iszkowska Współpraca Konrad Rajca"

                • coolaga1 Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 14:34
                  Xurek przeczytaj jeszcze raz uwaznie moj post, ta dziewczynka nie parala sie
                  prostytucja. Nie powiedzialam tez, ze adpocja jednego dziecka rozwiaze problem
                  prostytucji wsrod nieletnich w krajach afrykanskich czy azjatyckich, ale uwazam
                  ze kazde dziecko zasluguje na milosc i prawdziwe, bezpieczne dziecinstwo i
                  chocby taka adopcja miala uratowac jedno z nich to warto.
                  • xurek nie, Coolaga, 19.05.05, 14:42
                    to ty przeczytaj uwaznie do kogo moj post sie kierowal. Do Ijaw mowiacej o
                    prostytucji. Moj post odnoszacy sie do Twojego jest pod twoim nastepnym. No i
                    nadal mam to samo pytanie, ktore juz raz zadalam (w moim poscie do Ciebie :)):
                    skad Twoja pewnosc, ze decyzje o nazwijmy to "miedzykontynentalnej adopcji"
                    podejmowane sa po wystarczajaco doglebnych przemysleniach?

                    Xurek
          • coolaga1 Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 13:01
            Dodam jeszcze, ze nie uwazam, ze adopcja spoza wlasnego kregu kulturowego to
            fanaberia rodzicow. Kazda decyzja o adopcji to decyzja przemyslana i to z
            pewnoscia niejednokrotnie.
            • xurek Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 13:13
              Kierowanie sie „uslyszalam w telewizji o wypadku...“ w wyrabianiu sobie obrazu
              jakiejs sytuacji wydaje mi sie bardzo niebezpieczne. Gdybym ja np. chciala
              sobie wyrobic obraz USA na podstawie ostatnio czesto i gesto puszczanych
              programow o „kryminalnych przypadkach“ musialabym byc zdania, iz jako kobieta
              najlepiej nie wychodzic tam na ulice.

              Na podstawie czego uwazasz, ze kazda decyzja o adopcji jest przemyslana? W
              znanych mi przypadkach adopcji glowna role grala desperacka chec par (glownie
              kobiet) posiadania dziecka i brak innej mozliwosci osiagniecia tego celu. W
              pierwszym rzedzie brana pod uwage byla adopcja we wlasnym kraju, w miare
              pietrzacych sie trudnosci obszar zwiekszal sie coraz bardziej a potem
              powstawaly „teorie spelnienia dobrego czynu“. Ludzie, ktorzy decyduja sie na
              adopcje dziecka tylko i wylacznie „dla jego dobra“ to jednostkowe przypadki,
              przewaznie majace rowniez wlasne dzieci. Wiekszosc to „biologiczne pragnienie“
              doroslego a nie chec „uratowania innego zycia“, co nie znaczy, ze nie sa to
              dobrzy rodzice badz ze takie pobudki nie sa zrozumiale. Stad jednak jeszcze
              bardzo daleka droga do „gleboko przemyslanej decyzji“.

              Xurek
          • ijaw Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 13:23
            >Milosc i akceptacja rodzinna absolutnie nie sa wystarczajace dla dziecka do
            integracji w nowe otoczenie.

            Nie są. I są. Miłość rozumna zmusza do poszukiwań dróg, metod wychowania,
            uczucie fałszywe, bądź jego brak powoduje sytuacje, o których pisałaś. Czytałam
            raporty ze Skandynawii o kłopotach z tożsamością adoptowanych dzieci z innych
            kultur. Podobne kłopoty występują wśród dzieci adoptowanych na miejscu. Także
            poszukują swych naturalnych rodziców, korzeni.
            Zdarzają się osoby, ktore w ogóle nie mają pojęcia o wychowaniu dzieci. I takie
            traktują instrumentalnie każde dziecko. Kolor skóry, wygląd tu nie ma znaczenia.
            Asha Miro napisała książkę "Córka Gangesu", zajrzyj do adopcji na odległość,
            jest więcej nt.
            Jestem za adopcjami dzieci z innych kultur.
            • xurek Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 13:38
              Te „na miejscu“ poszukuja wlasnych rodzicow, ale nie korzeni w sensie
              kluturowym, gdyz te sa takie same.

              Ja osobiscie uwazam, ze umozliwienie dziecku godziwego zycia w jego kulturze
              jest sensowniejsze, niz wyrywanie go z owej, szczegolnie jezeli „etniczna
              obcosc dziecka“ jest zauwazalna. Adopcja na odleglosc znacznie lepiej osiaga
              ten cel.

              W znanej mi „przykladowej adopcji“ rodzice (Niemcy) od poczatku dbali o nauke
              portugalskiego, od wieku szkolnego matka spedzala czesc kazdych wakacji z synem
              w Brazylii, razem odszukali rodzine syna, kiedy zakomunikowal taka potrzebe i
              zgodzili sie na jego roczny pobyt w Brazylii. Jest to JEDYNY znany mi
              przypadek, gdzie chlopak ma wiedze o kraju pochodzenia rowna tej, ktora maja
              dzieci emigrantow. Jak myslisz, ilu rodzicow zadaje sobie taki trud? Ilu jest w
              stanie przezwyciezyc bariere dzielaca ich od kultury dziecka i sie
              owa „naprawde i na miejscu“ zainteresowac? I zaakceptowac?.

              Ja nie jestem generalnie przeciwko takim decyzjom, uwazam jednak, iz czesciej
              podejmowane sa bez swiadomosci zwiazanych z nimi problemow i konsekwencji niz
              na odwrot. Osobiscie nie czulabym sie na silach wychowac dziecko np. azjatyckie
              na tyle dobrze, na ile moge wychowac swoje wlasne badz z racji doswiadczen i
              kontaktow afrykanskie. Nie mam ani czasu ani uczciwie przyznajac ochoty na
              takie zaglebienie sie w zupelnie obcy mi swiat, jakie byloby do tego koniecznie
              i mam swiadomosc, jak wazne moze sie to okazac.

              Xurek
              • ijaw Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 13:50
                > Jak myslisz, ilu rodzicow zadaje sobie taki trud? Ilu jest w
                stanie przezwyciezyc bariere dzielaca ich od kultury dziecka i sie
                owa „naprawde i na miejscu“ zainteresowac? I zaakceptowac?.

                Nie wiem ilu. Może mało. Myślę, że większość zdaje sobie sprawę z tego co robi.
                Oczywiście, że najlepszym rozwiązaniem byłaby pomoc w naturalnych warunkach. No,
                tak, gdyby cały świat zachodni, łącznie z Ameryką, zrobił uczciwy program pomocy
                dzieciom z krajów trzeciego świata, zajął się wdrożeniem go, itd, to nie
                musiałybyśmy dyskutować o adopcji, rzeczywiście dość kontrowersyjnej.
                Xurek, jestem realistką. Politycy czasami przypominają sobie o kłopotliwych
                regionach, przy okazji wyborów, rocznic, itp, potem znowu to samo.
                Więc dlatego wybieram mały czyn jednostki, który uratuje inną jednostkę
                przynajmniej od upodlenia.
                • xurek Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 14:03

                  "Więc dlatego wybieram mały czyn jednostki, który uratuje inną jednostkę
                  przynajmniej od upodlenia."

                  Zgadza sie. Ale ta sama „jednostka“ miast adoptowac jedno dziecko moglaby za te
                  sama (pieniezna) cene uratowac na miejscu co najmniej 10 „od upodlenia“.
                  Dlaczego decyzje sa inne? Czyz nie ze wzgledu na posiadanie tego dziecka “dla
                  siebie” i “na codzien”?

                  Ja zajelam sie sama “zorganizowaniem wszystkiego”, wiec koszty sa wieksze, bo
                  trzeba jeszcze cos dla rodziny (tez jestem realista i zdaje sobie sprawe, ze
                  nie wspierajac “szefa klanu” nie jestem w stanie wspierac dziecka) no i czesto
                  dzwonic no i jak maz jest w Nigerii to musi tam pojechac a jak nie to musza
                  pojechac krewni i trzeba im to wynagrodzic itd. Mimo to utrzymanie plus
                  wyksztalcenie (znow realistyczne, dzisiaj to juz panna i krawcowa, z czego na
                  miejscu lepiej da sie zyc niz ze studiow uniwersteckich) kosztuje mnie
                  dokladnie 1/20 tego, co utrzymanie mojego syna tutaj. Nie majac dzieci moglabym
                  wiec zyjac tak jak zyje utrzymywac i ksztalcic polowe dzieci calego klanu.

                  Kiedys bedac w Polsce i widzac nedze cyganskich dzieci w Bytomiu przypomnialam
                  sobie o “mojej dziewczynce” i glupio mi sie zrobilo, ze nie pomyslalam wtedy
                  o “tych za miedza”.
                  Mimo, iz ci mali Cyganie mieli z pewnoscia “lepsze ciuchy” niz E. kiedy ja
                  pierwszy raz robaczylam, uwazam ze ich nedza nie jest mniejsza.

                  Xurek
                  • ijaw Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 14:11
                    To wszystko prawda, podjęłyśmy temat adpocji, więc o tym mówimy. Chwalebne, że
                    są ludzie, ktorzy robią coś by ulżyć biednym ludziom. Jest wiele obszarów biedy
                    i każdy sposób reakcji, walki z nią jest dobry. Adopocje, pomoc taka, czy inna.
                    Cieszę się z każdej akcji serca, a jeszcze więcej ci, na których dobro tychże
                    spływa.
                    Niestety muszę wyjść.
                    pozdrawiam
                • jofin Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 14:21
                  Bardzo ciekawe masz Xurek podejscie do sprawy adopcji dzieci i w niektorych
                  miejscach przyznaje Ci nawet racje. Pare lat temu z powodu pewnych okolicznosci
                  zyciowych sama stanelam przed perspektywa adopcji wtedy chyba 9/letniej, znanej
                  mi dziewczynki z Afryki. Bardzo powaznie te mysl i ten pomysl rozwazalam.
                  Jednak gdy postawilam sie w perspektywie tej dziewczynki, ktora wciaz wlasnie
                  miala tam te dalsza rodzine, ktora zajmowala sie nia w sposob, jaki uwazala za
                  najlepszy, stwierdzilam, ze jednak dla nej samej najlepiej bedzie, jezeli
                  pozostanie wlasnie w swojej kulturze wsrod ludzi, ktorzy kochaja ja wlasciwa im
                  miloscia i wsrod tej trudnej czasem dla Europejczyka do zrozumiena afrykanskiej
                  serdecznosci. Roznice pomiedzy kultura afrykanska i europejska sa ogromne.

                  Co do sprawy adopcji dzieci i wychowywania ich w kulturze ich przodkow, to
                  niezupelnie sie z Toba zgodze. Mieszkam teraz w Anglii, gdzie dzieci moje
                  chodza do szkoly z dziecmi z roznych kultur. Sa wsrod nich rowniez dzieci
                  hinduskie. I wczoraj nawet ze znajoma rozmawialam, dopytujac sie o pochodzenie
                  jakiegos dziecka, na co dostalam odpowiedz, ze jego rodzice sa Anglikami, bo
                  tutaj sie urodzili. Zatem we wspolczesnym swiecie, ogormnej migracji ludnosci,
                  odmienny wyglad niekoniecznie musi oznaczac pochodzenie z Azji, Afryki czy
                  Ameryki Poludniowej.

                  To prawda, ze dzieci chca znac swoje korzenie i w wieku dojrzewania sprawy
                  tozsamowosciowe narastaja. Ale sama znam Polakow, ktorzy nie utrzymuja w domu
                  tradycji polskich, wcale nie daza do tego, by ich dzieci znaly nasz jezyk i
                  dzieci zlewaja sie i utozsamiaja sie z kultura kraju, w ktroym zyja i
                  mieszkaja. Jezeli dziecko adoptowane jest odpowiednio wczesnie, tj w wieku do 2
                  roku zycia, mysle, ze sprawy roznic kulturowych nie sa tak trudne do
                  przeskoczenia.
                  Problem , ktory poruszasz wg mnie bardziej dotyczy samej motywacji ludzi,
                  ktorzy podejmuja sie takiej adopcji. Czy wynika to z mody, czy braku dzieci z
                  wlasnego kregu kulturowego, czy tez z rzeczywistego pragnienia wychowywania
                  dziecka. Oczywiscie czasem rzeczywiscie latwiejsza jest mozliwosc adopcji
                  dziecka azjatyckiego czy afrykanskiego. Ale tutaj wiele do powiedzenia moglyby
                  miec osrodki adopcyjne, ktore przeciez przed kazda adopcja badaja przyszlych
                  rodzicow. Z tego co wiem, w POlsce przejscie adopcyjnego testu dla rodzicow,
                  wcale nie jest takie latwe. I mam znajomych, ktorzy niestety poprzestali na
                  jednym adoptowanym dziecku wlasnie z powodu niecheci przechodzenia kolejnych
                  egzaminow.
                  A co do adopcji dzieci afrykanskich w Polsce, otjuz tutaj pisalam, ze mam
                  kolezanke ze studiow, ktora adoptowala trojke dzieci, w tym jedna dziewczynke
                  wlasnie o nieco ciemniejszej karnacji.

                  A co do samych rodzicow. Przeciez nawet my, ktorzy mamy wlasne nie adoptowane
                  dzieci, rowniez czesto nie jestesmy doskonalymi rodzicami i nieraz popelniamy
                  rozne bledy.
                  • coolaga1 Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 14:55
                    Wracajac do adopcji na odleglosc, napewno mozna w ten sposob uratowac wiecej
                    dzieci, ale dziecko oprocz jedzenia, zeszytow i ksiazek oraz pary butow
                    potrzebuje milosci, ciepla domowego, ktorego niestety zaden sierociniec im nie
                    da.
                    • jofin Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 15:11
                      Wiesz, ze 2 lata temu bylam na koncercie dzieci z Ugandy. Nic w tym nie byloby
                      ciekawego, gdyby w chorze nie wystepowaly dzieci, ktore do jeszcze niedawna
                      mieszkaly wlasnie na ulicach, poniewaz ich rodzice zmarli. To co mnie bardzo
                      uderzylo w tych dzieciach, to ich radosc. CZesc z nich skladala swiadectwa, jak
                      wczesniej wygladalo ich zycie, jak wyglada obecnie. I ta promieniujaca z nich
                      prawdziwa radosc.
                      One teraz nie mieszkaja we wlasnym domu, nie maja rodzicow, ale maja osoby,
                      ktore sie nimi zajely, cos w rodzaju sierocinca, ale nie do konca.
                      Jesli to kogos zainteresuje, to podaje link

                      www.watoto.com/villages.html

                      Przy okazji mozecie posluchac, jak wspaniale te dzieci spiewaja.
                  • xurek Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 15:07
                    „Co do sprawy adopcji dzieci i wychowywania ich w kulturze ich przodkow, to
                    niezupelnie sie z Toba zgodze. Mieszkam teraz w Anglii, gdzie dzieci moje
                    chodza do szkoly z dziecmi z roznych kultur. Sa wsrod nich rowniez dzieci
                    hinduskie. I wczoraj nawet ze znajoma rozmawialam, dopytujac sie o pochodzenie
                    jakiegos dziecka, na co dostalam odpowiedz, ze jego rodzice sa Anglikami, bo
                    tutaj sie urodzili.“

                    Moj poglad zupelnie sie z Twoim nie kloci. Ja nie uwazam, ze dziecko musi byc
                    wychowane „w kulturze przodkow“, tylko ze musi miec „wystarczajaca swiadomosc
                    SWOJEJ kultury“. Dziecko Anglikow pochodzenia Hinduskiego od poczatku
                    wychowywane jest w duchu „normalnosci takiego zjawiska“ przekazywanej mu w
                    naturalny sposob przez rodzicow, ktorzy rowniez zyja w takiej samej sytuacji.
                    Dziecko hinduskiego pochodzenia wychowywane przez „autochtonnych“ Anglikow nie
                    ma mozliwosci tego „naturlanego kroku“ uznania siebie za Anglika. Jemu rodzice
                    nie beda w stanie opowiedziec „NASZEJ drogi z Idnii do Anglii“, gdyz takiej nie
                    przeszli. Nie beda tez w stanie pokazac i odpowiedziec, jak nalezy obchodzic
                    sie z przejawami nieakceptacji, gdyz ich opowiesci i rady beda czysta teoria.

                    „Zatem we wspolczesnym swiecie, ogormnej migracji ludnosci, odmienny wyglad
                    niekoniecznie musi oznaczac pochodzenie z Azji, Afryki czy Ameryki Poludniowej.“

                    Absolutnie nie. Moj syn nie wyglada jak „przecietny Szwajcar“, tym niemniej
                    nim bedzie, jezeli tutaj zostaniemy. Ale on WIE, w jaki sposob tym Szwajcarem
                    sie staje i dlaczego wyglada inaczej i jak wyglada swiat tam, skad pochodzi
                    jego ojciec. Nie musi sam przecierac sobie drogi przez tysiace pytan bez
                    odpowiedzi, tylko ma ja niejako „przed oczami“ kazdego dnia. Nie twierdze, ze
                    kazdy nie majacy tej mozliwosci musi skonczyc na kozetce u psychologa, ludzie
                    maja rozne struktury psychiczne i roznie dochodza z problemami do ladu, tym
                    niemniej brak „wzorow do nasladowania“ czesty w miedzykontynentalnych adopcjach
                    moze stac sie problemem.

                    „Ale sama znam Polakow, ktorzy nie utrzymuja w domu tradycji polskich, wcale
                    nie daza do tego, by ich dzieci znaly nasz jezyk i dzieci zlewaja sie i
                    utozsamiaja sie z kultura kraju, w ktroym zyja i mieszkaja.“

                    Znajomosc jezyka plus zachowan rodzicow wywodzacych sie z obcej kultury jest
                    podstawa zupelnie wystarczajaca do zrozumienia i bezproblemowego zaakceptowania
                    swoich korzeni i „drugopokoleniowej emigracji“. Robienie z dziecka „Polaka na
                    obczyznie“ jest moim zdaniem bardzo szkodliwe. Kazdy czlowiek pragnie byc
                    czescia spoleczenstwa, w ktorym zyje, wiec wtopienie sie w nowa kulture jest
                    jak najbardziej pozadane. Tyle tylko, iz z mojego doswiadczenia trudno sie jest
                    wtopic nie znajac i nie „przetrawiwszy“ wlasnej przeszlosci.

                    „Jezeli dziecko adoptowane jest odpowiednio wczesnie, tj w wieku do 2 roku
                    zycia, mysle, ze sprawy roznic kulturowych nie sa tak trudne do przeskoczenia.“

                    Absolutnie sie zgadzam, mysle ze trudnosci w ogole nie istnieja ze strony
                    dziecka. Jezeli jednak dziecko rozni sie wygladem i z tego powodu wciaz
                    konfrontowane jest (przez otoczenie) z problemem obcosci, ktorej samo ani nie
                    odczuwa ani nie rozumie i brak mu rodzica/ow, stanowiacych to „laczace ogniwo“
                    trudniej mu z tym dojsc do ladu. Moj syn ma dopiero 4,5 roku a juz teraz widze,
                    jak wazna jest obecnosc taty w jego w 99% bialym srodowisku, jak wazne sa
                    porownania wlasnego i naszego wygladu, jak wiele czasu zajmuje sie zadawaniem
                    pytan i szukaniem odpowiedzi skad jest, co jest „jego krajem“ i jak wielkie
                    jest zainetresowanie Afryka. Jest tak dlatego, iz jest to ta jego czesc, ktora
                    nie znajduje odbicia w jego codziennym srodowisku. Miedzy Polska a Szwajcaria
                    nie widzi zupelnie zadnych roznic – na poziomie jego 4-letniej percepcji takowe
                    po prostu nie istnieja. To sa jego wewnetrzne spostrzezenia i potrzeby, bo jak
                    dotad nikt nie dal mu do zrozumienia, iz jest w jakikolwiek sposob inny. W
                    momencie, kiedy pojawia sie negatywne reakcje otoczenia (a biorac pod uwage, ze
                    rasizm wciaz jeszcze istnieje nalezy sie z tym liczyc) rozmowy z tata, jego
                    rady i oparcie stana sie jeszcze wazniejsze. Brak takiego „wzorca do
                    nasladowania w trudnych sytuacjach“ nie wydaje mi sie byc pomocny.

                    Xurek
                    • jofin Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 19.05.05, 15:26
                      To wszystko prawda, co piszesz, tylko kiedys madrzy ludzie, ktorzy zajmowali
                      sie rozwojem czlowieka, podzielii nasze potrzeby na potrzeby pierwotne i
                      potrzeby wtorne. I o ile potrzeba milosci, ciepla, domu i rodziny jest potrzeba
                      pierwotna, to potrzeba znajomosci swoich korzeni, zostalaby zakwalifikowana
                      przez nich z pewnoscia do potrzeb wtornych.
                      Co do reszty, wypowiem sie pozniej, bo teraz niestety musze wyjsc.
                      Pozdrawiam

                      Jofin
                      • xurek I tu sie kolo zamyka. 19.05.05, 16:10
                        Dziecko adoptowane z sytuacji „niezaspokojenia potrzeb pierwotnych“ z pewnoscia
                        nie ma tych wtornych. Przeniesione dzieki adopcji do sytuacji „potrzeb
                        wtornych” zapomina, iz kiedys pierwotne byly tak wazne i dostosowujac sie do
                        wzorcow otoczenia zaczyna uwazac te wtorne za wazniejsze.
                        Sztuczne „przypomnienie mu“ o „szczesciu mozliwosci zaspokojenia pierwotnych“
                        nie da zbyt wiele, bo zyjemy problemami tego swiata, w ktorym zyjemy, a nie
                        tego, z ktorym nie mamy stycznosci.

                        W zasadzie wszscy mieszkancy „zachodniego swiata“ powinni byc gleboko
                        szczesliwi z powodu nieprzymierania glodem i cieplego lozeczka. A nie sa :)).

                        Xurek
                        • coolaga1 Re: I tu sie kolo zamyka. 19.05.05, 16:26
                          Sztuczne „przypomnienie mu“ o „szczesciu mozliwosci zaspokoje
                          > nia pierwotnych“
                          Nie sadze, zeby adopcyjny rodzic, wymagal od dziecka wdziecznosci za
                          wielkoduszne "wyrwanie" z nedzy. Dziecko sie kocha bezwarunkowo. Czestokroc
                          adopcyjna mama daje dziecku wiecej milosci niz biologiczna.
                        • jofin Re: I tu sie kolo zamyka. 20.05.05, 01:15
                          No tak, tylko, ze te dzieci, ktore zaspokojonych potrzeb pierwotnyh nie maja,
                          nie sa nawet w stanie, a moze nigdy nawet nie przyjdzie im do glowy, by
                          zastanawiac sie nad swoja tozsamoscia. Po prostu najzwyczajniej w swiecie zgina
                          gdzies na ulicy i egzystencjalne tematy nie zdaza nawe zalegnac sie w ich
                          glowach.

                          W zasadzie wszscy mieszkancy „zachodniego swiata“ powinni byc glebo
                          > ko
                          > szczesliwi z powodu nieprzymierania glodem i cieplego lozeczka. A nie sa :)).
                          >
                          A to juz temat na inna rozmowe.
                    • jofin Re: Dla mnie , tego typu adopcje są niezrozumiałe 20.05.05, 01:04
                      Po pierwsze mam do Ciebie Xurek pytanie, czy rownie silnie oponowalabys, gdyby
                      chodzilo o adopcje miedzykulturowa, ale w obrebie samej Europy. np.
                      skandynawskie dziecko adoptowane przez Wlochow? Czy glownym dla Ciebie
                      problemem przy adopcji dzieci afrykanskich czy azjatyckich jest odmienny kolor
                      ich skory, nieco odmienny wyglad?

                      Piszesz
                      > Dziecko hinduskiego pochodzenia wychowywane przez „autochtonnych“ A
                      > nglikow nie
                      > ma mozliwosci tego „naturlanego kroku“ uznania siebie za Anglika. J
                      > emu rodzice
                      > nie beda w stanie opowiedziec „NASZEJ drogi z Idnii do Anglii“, gdy
                      > z takiej nie
                      > przeszli. Nie beda tez w stanie pokazac i odpowiedziec, jak nalezy obchodzic
                      > sie z przejawami nieakceptacji, gdyz ich opowiesci i rady beda czysta teoria.
                      >
                      Zalozenie, jakie tu przyjmujesz, jest takie, ze rodzice, czy naturalni czy
                      adoptowani sami musza czegos, jakis sytuacji doswiadczyc, aby potem moc o tym
                      nauczac swoje dzieci. Brak osobistych doswiadczen u rodzicow w jakims aspekcie
                      zycia, wg Twoich slow uniemozliwia a nawet utrudnia im przekazanie dzieciom
                      odpowiedniej wiedzy w tym zakresie. Niezupelnie z tym sie zgadzam. Sama bylam
                      przez jakis czas trenerem syna w pilce noznej i to wlasnie dzieki tym
                      prowadzonym przeze mnie treningom, w miedzynarodowych rozgrywkach , w kolejnych
                      4 meczach otrzymywal on nagrode dla najlepszego gracza na boisku. A w pilke
                      nigdy sama nie gralam i moja wiedza i znajomosc futbolu jest powiedzialabym
                      raczej zadowalajaca a nie nadzwyczajna.

                      Przyznam, ze Twoje spojrzenie na wychowanie jest dla mnie o tyle interesujace,
                      ze z pewnymi wypowiadanymi przez Ciebie tezami spotykam sie po raz pierwszy.
                      Troche zdziwiona jestem, ze tak bardzo upierasz sie przy tym, ze ciemniejszemu
                      dziecku potrzebny jest jeden z rodzicow podobnie wygladajacy, ktory by mu
                      przedstawil swiat widziany jego oczami i jego odczuciami. Znam taka rodzine,
                      gdzie ojciec wlasnie ciemniejszy i doszukujacy sie w wielu miejscach rasizmu i
                      doswadczajacy tego rasizmu zarazem tam, gdzie nie wszyscy czarnoskorzy tego
                      doswiadczaja, wlasnie te swoje odczucia przekazal dzieciom tak mocno, ze matka
                      miala bardzo duzy problem, aby dzieci przekonac do tego, ze ich kolor skory
                      jest naprawde ladny i ze nie sa one w niczym gorsze od innych dzieci.

                      Twoje tezy rowniez przyjmuja z gory zalozenie, ze dziecko ciemniejsze czy
                      inaczej wygladajace na pewno bedzie doswiadczalo zachowan dyskryminujacych jego
                      osobe i musi sobie umiec z tym radzic. A ja twierdze, ze owszem moze
                      doswiadczac tych zachowan ale wcale nie musi. Ostatnio nawet rozmawialam z
                      synem na temat przesladownia dzieci w jego szkole i sie dowiedzialam, ze czegos
                      takiego on bynajmniej nie obserwuje, choc tak jak pisalam, nie wszystkie dzieci
                      sa biale i "anglikopodobne".

                      Mam kolejne pytanie, co myslisz o matkach ciemnoskorych dzieci, ktore samotnie
                      te dzieci wychowuja. CZy one z zalozenia nie maja szans na wychowanie zdrowego
                      psychicznie dziecka, bo to dziecko nie ma oczekwianych przez Ciebie
                      odpowiednich wzorcow kulturowych w postaci taty?

                      > Absolutnie sie zgadzam, mysle ze trudnosci w ogole nie istnieja ze strony
                      > dziecka. Jezeli jednak dziecko rozni sie wygladem i z tego powodu wciaz
                      > konfrontowane jest (przez otoczenie) z problemem obcosci, ktorej samo ani nie
                      > odczuwa ani nie rozumie i brak mu rodzica/ow, stanowiacych to „laczace og
                      > niwo“

                      NO wlasnie tu dotykasz ulubionej przeze mnie kwestii, czy czujemy sie inni
                      dlatego, ze jestesmy inni, czy dlatego, ze inni nas tak wlasnie spostrzegaja?


                      >
                      > rasizm wciaz jeszcze istnieje nalezy sie z tym liczyc) rozmowy z tata, jego
                      > rady i oparcie stana sie jeszcze wazniejsze. Brak takiego „wzorca do
                      > nasladowania w trudnych sytuacjach“ nie wydaje mi sie byc pomocny.

                      Ale nie jest to przekonywujacy dla mnie powod do tego, aby biali rodzice nie
                      mogli adoptowac dziecka o ciemniejszej karnacji. Adoptowani rodzice sa
                      rowniez "wzorcem do nasladowania w trudnych sytuacjach", choc moze z
                      dyskryminacja nie zwiazanych. Ale przeciez nigdy w zyciu nie jestesmy w stanie
                      przewidzeic, z jakimi sytuacjami naszemu dziekcu przyjdzie sie zmierzyc.
                      Wychowujemy dziecko calosciowo, tak aby bylo przygotowane na wszelaka
                      konfrontacje w kazdej sytuacji a dziecko pozniej tylko odpowiednio dokonuje
                      transferu.
                      >
                      > Xurek
                      >
                      • xurek Nieporozumienie 23.05.05, 10:10
                        Ja nie „oponuje silnie“ i nie jestem calkowicie przeciw takiej adopcji. Jestem
                        jedynie zdania (na bazie moich skromnych doswiadczen), ze czesto adopcja taka
                        nie jest „do konca przemyslana“ i rodzice nie zdaja sobie sprawy z mozliwych
                        problemow, czesto rowniez problemy owe, gdy sie pojawiaja, nie sa rozwiazywane –
                        nie wiem, czy z racji nie traktowania ich na serio, czy tez z racji
                        niemoznosci ich rozwiazania.

                        „Zalozenie, jakie tu przyjmujesz, jest takie, ze rodzice, czy naturalni czy
                        adoptowani sami musza czegos, jakis sytuacji doswiadczyc, aby potem moc o tym
                        nauczac swoje dzieci. Brak osobistych doswiadczen u rodzicow w jakims aspekcie
                        zycia, wg Twoich slow uniemozliwia a nawet utrudnia im przekazanie dzieciom
                        odpowiedniej wiedzy w tym zakresie. Niezupelnie z tym sie zgadzam. Sama bylam
                        przez jakis czas trenerem syna w pilce noznej....“

                        Nie wydaje mi sie to byc dobrym przykladem. Wielu rzeczy mozna sie jako
                        rodzic „nauczyc“ i dziecku przekazac, jezeli chodzi o konkretne przedmioty albo
                        konkretne umiejetnosci. Przekazanie wzorcow zachowania, zrozumienie procesow
                        psychicznych zachodzacych u dziecka jest jednak znacznie trudniejsze, jezeli
                        nie bazuje na zadnym osobistym doswiadczeniu. Nie znaczy to
                        oczywiscie „niemozliwe“, ale trudne.

                        „Znam taka rodzine, gdzie ojciec wlasnie ciemniejszy i doszukujacy sie w wielu
                        miejscach rasizmu i doswadczajacy tego rasizmu zarazem tam, gdzie nie wszyscy
                        czarnoskorzy tego
                        doswiadczaja, wlasnie te swoje odczucia przekazal dzieciom tak mocno, ze matka
                        miala bardzo duzy problem, aby dzieci przekonac do tego, ze ich kolor skory
                        jest naprawde ladny i ze nie sa one w niczym gorsze od innych dzieci.“

                        To jest rownie, badz nawet bardziej katastrofalne podejscie do sprawy
                        niz „udawanie na sile, ze rasizm w ogole nie istnieje“. Tez sie z nim niestety
                        spotykam, ale nieczesto.

                        „Twoje tezy rowniez przyjmuja z gory zalozenie, ze dziecko ciemniejsze czy
                        inaczej wygladajace na pewno bedzie doswiadczalo zachowan dyskryminujacych jego
                        osobe i musi sobie umiec z tym radzic. A ja twierdze, ze owszem moze
                        doswiadczac tych zachowan ale wcale nie musi. Ostatnio nawet rozmawialam z
                        synem na temat przesladownia dzieci w jego szkole i sie dowiedzialam, ze czegos
                        takiego on bynajmniej nie obserwuje, choc tak jak pisalam, nie wszystkie dzieci
                        sa biale i "anglikopodobne".”

                        Na bazie moich i zaslyszanych doswiadczen uwazam, iz szansa na to, ze dziecko
                        nigdy sie z takimi zachowaniami nie spotka, jest prawie rowna zeru. Smutne, ale
                        z mojego punktu widzenia prawdziwe. Dlatego wydaje mi sie bardzo waznym, by
                        dziecko bylo na tyle silne psychicznie i czulo sie „dobrze we wlasnej skorze“,
                        by takie reakcje otoczenia zinterpretowalo wlasciwie i nie wysnulo wnioskow
                        typu „wszyscy sa rasistami a ja jestem obcy/a“.

                        „Mam kolejne pytanie, co myslisz o matkach ciemnoskorych dzieci, ktore samotnie
                        te dzieci wychowuja. Czy one z zalozenia nie maja szans na wychowanie zdrowego
                        psychicznie dziecka, bo to dziecko nie ma oczekwianych przez Ciebie
                        odpowiednich wzorcow kulturowych w postaci taty?“

                        Znam niemalo takich matek i wiekszosc usiluje na ile moze utrzymac kontakt
                        dziecka z jego „egzotycznymi korzeniami“, nieraz „zupelnie obcymi“, jezeli
                        ojciec calkowicie zerwal kontakt. Nieraz usilowania te wydaja mi sie przesadne,
                        bardzo „na sile“ a efekty sa czasem „szokujace“ w negatywnym sensie. Mysle
                        jednak, iz istnieje po temu jakis powod, w przeciwnym razie te matki nie
                        zachowywaly by sie w ten sposob. Powodem jest pewnie zachowanie dzieci...

                        „NO wlasnie tu dotykasz ulubionej przeze mnie kwestii, czy czujemy sie inni
                        dlatego, ze jestesmy inni, czy dlatego, ze inni nas tak wlasnie spostrzegaja?“

                        Jest to pytanie bez jednoznacznej odpowiedzi. Dorosly przeniesiony w obca sobie
                        kulture bedzie sie czul „innym sam z siebie“, dziecko przeniesione w mlodym
                        wieku tylko wtedy, gdy otoczenie bedzie go tak spostrzegalo. Miedzy tymi
                        ekstremami jest cala masa „sytuacji mieszanych“.

                        „Ale nie jest to przekonywujacy dla mnie powod do tego, aby biali rodzice nie
                        mogli adoptowac dziecka o ciemniejszej karnacji. Adoptowani rodzice sa
                        rowniez "wzorcem do nasladowania w trudnych sytuacjach", choc moze z
                        dyskryminacja nie zwiazanych. Ale przeciez nigdy w zyciu nie jestesmy w stanie
                        przewidzeic, z jakimi sytuacjami naszemu dziekcu przyjdzie sie zmierzyc.“

                        Oczywiscie, ze nikt nie jest w stanie przewidziec „wszystkiego“ i ze zadna
                        konstelacja rodzicow nie jest „gwarancja“ na szczesliwe dziecinstwo i
                        doroslosc. Tym niemniej istnieja konstelacje o „wiekszym ryzyku niepowodzenia“
                        i za takowe uwazam adopcje w srodowisko o duzym ryzyku „utrudnionej integracji“
                        dla dziecka. Problemem nie jest roznica wygladu dziecko – rodzice, tylko
                        reakcja otoczenia na nia. Dlatego tez tego typu adopcja przebiega pewnie
                        inaczej w krajach o duzej tolerancji a inaczej w nietolerancyjnych.

                        Powtarzam jeszcze raz – dla mnie to bardzo trudne przedsiewziecie i wydaje mi
                        sie, ze wielu sie na nie decydujacych nie calkowicie zdaje sobie z tego sprawe.

                        Xurek
                        • jofin Re: Nieporozumienie 25.05.05, 13:56
                          xurek napisała:

                          > Ja nie „oponuje silnie“ i nie jestem calkowicie przeciw takiej adop
                          > cji. Jestem
                          > jedynie zdania (na bazie moich skromnych doswiadczen), ze czesto adopcja taka
                          > nie jest „do konca przemyslana“ i rodzice nie zdaja sobie sprawy z
                          > mozliwych
                          > problemow, czesto rowniez problemy owe, gdy sie pojawiaja, nie sa
                          rozwiazywane
                          > –
                          > nie wiem, czy z racji nie traktowania ich na serio, czy tez z racji
                          > niemoznosci ich rozwiazania.


                          Z tym sie zgodze, ze czesto rodzice adoptujacy dziecko z innej kultury moga nie
                          byc swiadomi problemow kulturoiwych, ktore pojawiaja sie gdy dziecko dorasta.
                          Czaem uroda dziecka i ogromna chec , czy pragnienie posiadania tego dziecka
                          przyslania te wizje. Z drugiej strony wielu rodzicow naturalnych z malzenstw
                          miedzykulturowych tez nie zawsze sobie uswiadamia, ze te problemy predzej czy
                          pozniej sie pojawiaja.
                          >
                          > Nie wydaje mi sie to byc dobrym przykladem. Wielu rzeczy mozna sie jako
                          > rodzic „nauczyc“ i dziecku przekazac, jezeli chodzi o konkretne prz
                          > edmioty albo
                          > konkretne umiejetnosci. Przekazanie wzorcow zachowania, zrozumienie procesow
                          > psychicznych zachodzacych u dziecka jest jednak znacznie trudniejsze, jezeli
                          > nie bazuje na zadnym osobistym doswiadczeniu. Nie znaczy to
                          > oczywiscie „niemozliwe“, ale trudne.

                          Moze przyklad nienajlepszy podalam, ale ja w sobie nosze takie przekonanie, ze
                          jezeli rodzice naprawde kochaja dziecko i zalezy im na jego znalezieniu miejsca
                          dla siebie w otaczajacym go swiecie, to tacy rodzice znajda w sobie odpowiednie
                          srodki i umiejetnosci, aby dziecko odnalazlo siebie w swiecie otaczajacych go
                          kultur i w perspektywie przeszlosci wlasnych rodzicow.

                          > Oczywiscie, ze nikt nie jest w stanie przewidziec „wszystkiego“ i z
                          > e zadna
                          > konstelacja rodzicow nie jest „gwarancja“ na szczesliwe dziecinstwo
                          > i
                          > doroslosc. Tym niemniej istnieja konstelacje o „wiekszym ryzyku niepowodz
                          > enia“
                          > i za takowe uwazam adopcje w srodowisko o duzym ryzyku „utrudnionej integ
                          > racji“
                          > dla dziecka. Problemem nie jest roznica wygladu dziecko – rodzice, tylko
                          > reakcja otoczenia na nia. Dlatego tez tego typu adopcja przebiega pewnie
                          > inaczej w krajach o duzej tolerancji a inaczej w nietolerancyjnych.

                          To prawda, ale tez dlatego, ze w krajach o duzej tolerancji jest po prostu
                          wiecej ludzi odmiennym wygladzie, rozniacych sie kolorem skory czy ksztaltem
                          oczu.
                          >
                          >
    • andrzejg Jo to inaczej widzę 21.05.05, 17:46
      Widzę ,że jesteście przeczuleni ma punkcie koloru skóry, a mi tak bardzo o ten kolor nie chodzi , tylko o róznice kulturowe. Przeciez jeżeli ktoś chce się wiązac z człowiekiem innej rasy to ma do tego prawo. Chce adoptowac dziecko z innego kontynentu? Też jego prawo. Ja tylko zwracam uwagę na problemy jakie z tego wynikną, a że takie będa to wiem na sto procent.

      Chocby z tego względu ,że zyjemy w otoczeniu w sumie mało tolerancyjnym ,którego wpływu na wzajemne relacje pomiędzy partnerami, czy też dzieckiem a opiekunem nie można bagatelizować.

      A sam człowiek?

      Weźmy własne dziecko.Ilez razy spoglądamy na nie doszukując sie podobieństw do samego siebie, czy tez do własnego partnera? Podobieństw dziecka do drugiego rodzica szukamy w związkach szczęśliwych, wypełnionych miłością.

      Niech jednak latorośl coskolwiek zaszwankuje, to już usłyszysz od drugiej strony o wszystkich przywarach i genach jakie po Tobie odziedziczyła...Taka jest normalna kolej rzeczy i ludzka natura.

      Może jednak zupełne oderwanie od korzeni i wręcz zamanifestowanie faktu adopcji przez wybranie dziecka drastycznie od nas się różniącego (może byc Eskimos, czy Japończyk), te wszystki problemy niweluje? Tak oto stawiamy świat przed faktem oczywistym - to dziecko jest adoptowane.

      Moje córki przyznały mi sie kiedyś ,że zastanawiały się, czy przypadkiem nie są adoptowane, bo one takie prawie blondynki , a rodzice czarnowłosi...a ile było żartów o ojcostwie podczas spacerów!!! Uspokoiły sie , bo inne cechy są tak identyfikujące, że nie mógłbym wyprzeć się ojcostwa.

      Czyli w przypadku adopcji dziecka kolorowego gramy w otwarte karty - możemy mu wprost powiedziec , jesteś adoptowane. Nie ma ono rozterek wynikających z tej niepewności.

      Moja daleka kuzynka była 'odstąpiona' bezdzietnej rodzinie w wieku chyba 8 lat.
      Czyli była w pełni świadoma swojego stanu. Małym dla niej pocieszeniem było, że 'nowa' matka była siostrą jej rodzonej matki. Miała pretensje do wszystkich. Do swoich prawdziwych rodziców o to, że ją oddali na wychowanie komu innemu i do swojej ciotki , która zgodziła sie na taki proceder. Jak tylko osiągnęła pełnoletność to poszła na swoje zrywając kontakty z obiema kobietami (chłopy też tam były, ale ich wpływ na bieg wydarzeń był nijaki).

      Czy nie będziemy mieli takiej sytuacji w przypadku adopcji dziecka z innego kręgu kulturowego (świadomośc adopcji) , a do tego spotęgowanej dyskryminacyjnymi bodźcami środowiska w jakim to dziecko będzie żyło?

      Jak tylko dorosnie to pójdzie swoja drogą zapominając o 'darczyńcach', a przecież w wychowaniu dzieci nie chodzi o sam fakt wyhodowania ich do odpowiedniej wagi i wzrostu...

      A.

      • jofin Re: Jo to inaczej widzę 21.05.05, 22:03
        andrzejg napisał:

        Przeciez jeżeli ktoś chce się wią
        > zac z człowiekiem innej rasy to ma do tego prawo. Chce adoptowac dziecko z
        inne
        > go kontynentu? Też jego prawo. Ja tylko zwracam uwagę na problemy jakie z
        tego
        > wynikną, a że takie będa to wiem na sto procent.


        Nigdzie nie pisalam, ze problemow nie bedzie. Ale sma adopcja jest juz odwaznym
        krokiem rodzicow i najczesciej niesie za soba rozne problemy, jak samo
        wychowanie dziecka przez naturalnych rodzicow, ktore jak wiadomo bez
        pojawiajacych sie mniej lub czesciej roznych problemow, rowniez sie nie
        obejdzie.

        >
        > Chocby z tego względu ,że zyjemy w otoczeniu w sumie mało
        tolerancyjnym ,któreg
        > o wpływu na wzajemne relacje pomiędzy partnerami, czy też dzieckiem a
        opiekunem
        > nie można bagatelizować.
        >
        Jednym slowem, kazda nasza decyzje, czy sie wiazac z czlowiekiem ktorego
        kochamy, a ktory ma np skosne oczy albo czarna skore, musimy uzalezniac od
        tego, co ludzie na ten temat powiedza. Blad.
        >
        A sam człowiek?
        >
        > Weźmy własne dziecko.Ilez razy spoglądamy na nie doszukując sie podobieństw
        do
        > samego siebie, czy tez do własnego partnera? Podobieństw dziecka do drugiego
        ro
        > dzica szukamy w związkach szczęśliwych, wypełnionych miłością.
        >
        > Niech jednak latorośl coskolwiek zaszwankuje, to już usłyszysz od drugiej
        stron
        > y o wszystkich przywarach i genach jakie po Tobie odziedziczyła...Taka jest
        nor
        > malna kolej rzeczy i ludzka natura.

        Mozliwe, ale myslac w ten sposob wszsytkich rodzicow adopcyjnych pozbawiasz
        prawa do radosci z adoptowanych dzieci. A wyobraz sobie, ze sa jeszcze rodzice
        adopcyjni, ktorzy decyduja sie na adopcje dzieci niepelnosprawnych. Co o nich
        zatem powiesz.
        >
        > Może jednak zupełne oderwanie od korzeni i wręcz zamanifestowanie faktu
        adopcji
        > przez wybranie dziecka drastycznie od nas się różniącego (może byc Eskimos,
        cz
        > y Japończyk), te wszystki problemy niweluje? Tak oto stawiamy świat przed
        fakte
        > m oczywistym - to dziecko jest adoptowane.

        Jezeli fakt adopcji w spoleczenstwie spostrzegany jest jako fakt wstydliwy i
        chcemy ten fakt tak spostrzegac, to rzecywiscie, jest to problem. Znam paru
        rodzicow adopcyjnych, ktorzy bardzo wczesnie uswiadomili dziecko o fakcie
        adopcji, aby co niektore dobre sasiadki wczesniej od nich tej informacji
        dziecku nie podaly i wszystko zalezy od sposobu przedstawienia tego faktu
        dziecku i calej obudowy tego tematu. Sprawa jak najbardziej do rozwiazania.
        >
        > Moje córki przyznały mi sie kiedyś ,że zastanawiały się, czy przypadkiem nie

        > adoptowane, bo one takie prawie blondynki , a rodzice czarnowłosi...a ile
        było
        > żartów o ojcostwie podczas spacerów!!! Uspokoiły sie , bo inne cechy są tak
        id
        > entyfikujące, że nie mógłbym wyprzeć się ojcostwa.
        >
        > Czyli w przypadku adopcji dziecka kolorowego gramy w otwarte karty - możemy
        mu
        > wprost powiedziec , jesteś adoptowane. Nie ma ono rozterek wynikających z tej
        n
        > iepewności.

        No wlasnie. Wychowanie w prawdzie tylko przynosi owoce. A wiesz, ze wczoraj
        bedac na pewneym spotakniu zobaczylam kobiete z dwojka dzieci ok. 2 lat.
        Dziewczynka biala , chlopczyk calkowicie czarny. Pomyslalam sobie o naszej
        dyskusji. Jednak nie mialam okazji, by sobie z ta kobieta porozmawiac. Dwoje
        dzieci traktowala w podobny sposob. Brala je na rece, przytulala. Przez
        otoczenie byla traktowana jak najbardziej naturalnie, bez szczegolnego
        zainteresowania jej osoba. I bez wytykania jej palcami.
        >
        > Moja daleka kuzynka była 'odstąpiona' bezdzietnej rodzinie w wieku chyba 8
        lat.
        > Czyli była w pełni świadoma swojego stanu. Małym dla niej pocieszeniem było,
        że
        > 'nowa' matka była siostrą jej rodzonej matki. Miała pretensje do wszystkich.
        D
        > o swoich prawdziwych rodziców o to, że ją oddali na wychowanie komu innemu i
        do
        > swojej ciotki , która zgodziła sie na taki proceder. Jak tylko osiągnęła
        pełno
        > letność to poszła na swoje zrywając kontakty z obiema kobietami > były, ale
        >
        > Czy nie będziemy mieli takiej sytuacji w przypadku adopcji dziecka z innego
        krę
        > gu kulturowego (świadomośc adopcji) , a do tego spotęgowanej
        dyskryminacyjnymi
        > bodźcami środowiska w jakim to dziecko będzie żyło?

        To co stalo sie w tym jednostkowym przypadku, niekoniecznie musi byc regula. Ja
        mam dwoch ciotecznych braci, ktorzy rowniez nie byli wychowywani przez swoich
        rodzicow, ale przez moja jedna ciocie, ktora wlasnych dzieci nie miala. Choc to
        juz dorosli ludzie, dalej sa z nia zwiazani i traktuja ja jak wazna dla nich
        osobe.
        >
        > Jak tylko dorosnie to pójdzie swoja drogą zapominając o 'darczyńcach', a
        przeci
        > eż w wychowaniu dzieci nie chodzi o sam fakt wyhodowania ich do odpowiedniej
        wa
        > gi i wzrostu...

        A o co chodzi w wychowaniu?
        >Wg mnie o to, by przygotowac dziecko do doroslosci.

        Kiedys znajomy Amerykanin powiedzial , ze dzeci to sa goscie w rodzinie.
        przychodza na 20 lat i potem odchodza. I uwazam, ze to jest zdrowe spojrzenie
        na wychowanie. Wiem, ze myslenie polskie w tej kwestii jest troszke odmienne.
        ale to juz temat na inna dyskusje.

        >
        • andrzejg przeczytałem 23.05.05, 23:21
          odpowiem póxniej
          tak mnie czas goni

          przepraszam

          A.
          • jofin Adopcja 25.05.05, 14:19
            Cala powyzsza dyskusja na temat adopcji dzieci z innej kultury i rozniacych sie
            wygladem od wiekszosci otoczenia, jest dyskusja bardzo teoretyczna. Rodzice,
            ktorzy decyduja sie na krok adopcji sa to czesto ludzie bardzo zdeterminowani i
            we wspolczesnym swiecie sa to ci, ktorym brak jest srodkow na kuracje
            nieplodnosci, badz tez przeszli wiele tych kuracji ale bez powodzenia.

            Z drugiej strony patrzac na relia polskie, gdzie wciaz liczba obcokrajowcow z
            innych kontynentow jest stosunkowo niska, a ilosc dzieci oddawanych do domu
            dziecka majacych obydwoje np.czarnych rodzicow jest juz naprawde mala, smiem
            twierdzic ze znikoma. Szybciej mozna w tych domach dziecka zobaczyc dzieci
            poczete ze zwiazkow mieszanych i tez nie jest ich wcale tak wiele.

            Z tego co zauwazylam nikt z nas nie postawil sie w sytuacji takich rodzicow nie
            mogacych miec wlasnych dzieci. Z pewnosci ich mysli ida troche innymi torami
            niz nasze i tam, gdzie my widzimy ogromne ograniczenia i niemoznosci, oni moga
            tych problemow wcale nie dostrzegac. Jezeli jest sporo rodzicow, ktorzy jak juz
            napisalam decyduja sie na wychowanie dziecka niepelnosprawnego, nad ktorym
            opieka i wychowanie niesie ze soba naprawde duzo wiecej bardziej zlozonych
            problemow, a osobiscie znam paru takich, ktorzy zdecydowali sie na ten krok, to
            dlaczegoz by adopcja dziecka z innej kultury nie miala racji bytu.

            Zdziwiona jestem postawa coolagi, ktora tak mocno oponowala, gdy andrzej nie
            zrozumiawszy jej podejrzewal, ze ona sama mysli o takiej adopcji. Gdybym nie
            miala wlasnych dzieci, i osobiscie stanela przed sprawa adopcji, na pewno pod
            uwage bralabym rowniez dzieci spoza wlasnego kregu kulturowego, o ile takie
            znajdowalyby sie w kregu tych, ktore na te adopcje oczekuja.



            • andrzejg Re: Adopcja 25.05.05, 16:02
              Trafnie zauważyłas ,że trudno wczuć się w czyjąś sytuację nie mając ich
              problemów. Jest nim na pewno bezpłodność. Szczęściem jest wyleczenie się z tego
              niedomagania, ale nie każdemu to się udaje.

              Trudno mi powiedzieć , co zrobiłbym w takiej sytuacji? Na pewno szukałbym
              dziecka , którego wychowanie rokowałoby największe nadzieje na sukces. Te
              nadzieje minimalizują się przy dziecku niepełnosprawnym i rasowo odmiennym.
              Ba! Kolor włosów może mieć znaczenie. Być może jestem egoistą i wyrachowanym,
              ale adopcja dziecka polega na jego wyborze. Tu , w przeciwieństwie do
              naturalnego poczęcia i porodu, nic nie jest nam narzucone przez pokrewieństwo
              genetyczne. Skoro mamy do czynienia z wyborem, to dlaczego nie powybrzydzać?
              W końcu jest to decyzja na cąłe życie - nasze i dziecka. Dobierając sobie
              partnera, też patrzymy na pewne cechy i dokonujemy wyboru kierując się , czy to
              sercem ,czy rozumem.

              Prawdopodobnie wybrałbym dziecko choćby trochę podobne do mnie, czy też mojej
              żony. Sądzę ,że człowiek taki juz jest. Lepiej wywiąze się z obowiązku gdy ma
              ku temu motywację.

              Dobrze ,że są ludzie zdolni sa do poświęceń.


              A.
Pełna wersja