kraciak
28.05.05, 23:53
Dochodzę do wniosku, że nie ma instytucji bardziej wścibskiej,
kaznodziejskiej i wiedzącej zawsze lepiej od zainteresowanego, niż rodzina.
Nie mówię o najbliższej, choć i ta potrafi dać popalić, ale o wszelkich
ciociach, wujkach, etc. Usłyszałam ostatnio od mamy, iż wujek mówił jej, że
niech mnie nie zmarnuje (w jaki sposób?), bo już mam tyle lat, a jeszcze nie
mam męża, ani dziecka. I że mongoła urodzę (dla niewtajemniczonych - dziecko
z zespołem Downa), bo za stara będę na rodzenie. Dodam, że jeszcze 2 lat do
trzydziestki mi brakuje. Mama, usiłując zachować spokój, przekonywała wuja,
że mam od wielu lat chłopaka, jeszcze pobieram nauki (jakaś nienormalna widać
jestem), a że dziecko z Downem może urodzić również młoda osoba.
Dodam jedynie, że córka wuja wychodziła za mąż, bo "musiała", jest już dawno
po rozwodzie, więc szkoda, że mnie osobiście takich porad nie uczynił, bo nie
omieszkałabym mu tego "wyrzygać", choć kuzynkę lubię.
Powiedzcie sami, można z rodziną inaczej, niż tylko na zdjęciu?