rrhadane
27.06.05, 22:14
Znalazłam taki artykuł, sprzed trzech lat, wklejam go tu w calości:
Dziecko czeka na adopcję, Romowie na proces
Chłopczyka sprzedanego przez matkę "nabywcy" oddali do szpitala.
- Zarzuty z art. 253 § 1 kodeksu karnego, dotyczące handlu ludźmi, zostały
postawione jedynie trójce Romów, którzy kupili dziecko. Matce nie
przedstawiono jeszcze żadnego zarzutu, chociaż prawdopodobnie będzie on
dotyczył organizowania nielegalnej adopcji (art. 253 § 2 kk) - poinformował
nas rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Opolu Roman Wawrzynek.
Przypomnijmy, że wypowiedź dotyczy głośnej sprawy, o jakiej pisaliśmy w
poprzednim numerze Kuriera. 27-letnia matka, po odebraniu nowonarodzonego
dziecka z krapkowickiego szpitala, przekazała je trzem osobom narodowości
Romskiej za kwotę ok. 200 dolarów. Wcześniej deklarowała zrzeczenie się syna
i przekazanie go do Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego w Opolu. Tak właśnie
zrobiła z piątką swoich starszych dzieci.
Intensywne poszukiwania Romów i dziecka trwały przez kilka dni. W akcję
włączona została policja z całego kraju oraz Straż Graniczna. Brano bowiem
pod uwagę możliwość wywiezienia dziecka za granicę. Jednym z kierunków akcji
poszukiwawczej była inwigilacja społeczności romskiej, tym bardziej, że kilka
dni po "transakcji", do policji dotarł sygnał, że dziecko może się jeszcze
znajdować wśród kędzierzyńskich Romów. Do pomocy w znalezieniu dziecka
zobligowano więc Prezesa Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Romów w Polsce,
Jana Korzeniewskiego, który na własną ręke przeprowadził śledztwo.
W tym samym dniu w godzinach popołudniowych dziecko zostało oddane.
Jego "nabywcy" zatrzymani przez kędzierzyńska policję, znaleźli się w
prokuraturze. Dziecko było zdrowe i bardzo zadbane. Potwierdziło to
wcześniejsze przypuszczenie policji, że młoda para Romów ( on 32 lata, ona
29), która nie posiadała własnych dzieci kupiła chłopczyka z zamiarem
wychowania go. Świadczyła o tym również wizyta, jaką bezpośrednio po
otrzymaniu dziecka, ludzi ci złożyli w Sądzie Rejonowym w Strzelacach
Opolskich, gdzie pytali się o warunki adopcji.
Za "kupno" dziecka zarówno młodym Romom, jak i towarzyszącej im starszej
kobiecie, grozi kara pozbawienia wolności na okres nie krótszy niż 3 lata. –
Trudno w tej chwili wyrokować, bo przy tego typu sprawach dużo zależy od
pobudek, jakimi kierowali się ci ludzie. Równie trudno wyrokować o opisywanym
w lokalnej prasie udziale w całej sprawie dyżurnego lekarza, który zdaniem
matki poinformował Romów o dziecku i o tym, gdzie ją można znaleźć.
Niezależnie od tego, co o tym napisano, w chwili obecnej nie ma podstaw do
postawieniu lekarzowi żadnych zarzutów - mówi Wawrzynek. Jedyne konsekwencje,
jakie zdaniem prokuratora Warzynka mogą zostać zatosowane wobec lekarza to
te, związane z ewentualnym niedopełnieniem przez niego obowiązków służbowych,
a to leży w gestii przełożonych krapkowickiego lekarza, a nie prokuratury.
Dyrektor SP ZOZ Krapkowice Andrzej Marcyniuk, po przeanalizowaniu informacji,
jakie otrzymał od pracowników i po rozmowie z samym lekarzem również nie
znalazł podstaw do wyciągnięcia wobec niego konsekwencji służbowych. Z
informacji, jakie nam przekazał, wynika, że zarówno lekarz, jak i
pielęgniarki długo przekonywały młodą matkę żeby nie zabierała dziecka. Było
to tym usprawiedliwione, że był to jej kolejny poród w krapkowickim szpitalu,
a wszystkie poprzednie zakończyły się oddaniem dziecka do adopcji. – Zleciłem
też badanie systemu informatycznego szpitala. Jest tam zapisana każda
operacja związana z "wejściem" do danych wszystkich pacjentów. Dzisiaj na
podstawie tzw. "czarnej skrzynki" systemu mogę powiedzieć, że w ciągu 26
godzin przed wydaniem wypisu nikt nie otwierał danych osobowych tej
pacjentki – dodał Marcyniuk.
Lekarz w dalszym ciągu wykonuje swoje obowiązki służbowe, a jak powiedział
jego przełożony, dalsza eskalacja nieuzasadnionych i nie popartych niczym
podejrzeń skierowanych w jego stronę może tylko doprowadzić do rezygnacji
wysokiej klasy fachowca z pracy w szpitalu.
Dziecko, którego pierwsze dni życia postawiły na nogi całą polską policję w
oczekiwaniu na rodzinę zastępczą, przebywa pod opieką Katolickiego Ośrodka
Adopcyjnego w Opolu. Wobec Romów został natomiast zastosowany dozór
policyjny.
Lidia KulikDziecko czeka na adopcję, Romowie na proces
Chłopczyka sprzedanego przez matkę "nabywcy" oddali do szpitala.
- Zarzuty z art. 253 § 1 kodeksu karnego, dotyczące handlu ludźmi, zostały
postawione jedynie trójce Romów, którzy kupili dziecko. Matce nie
przedstawiono jeszcze żadnego zarzutu, chociaż prawdopodobnie będzie on
dotyczył organizowania nielegalnej adopcji (art. 253 § 2 kk) - poinformował
nas rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Opolu Roman Wawrzynek.
Przypomnijmy, że wypowiedź dotyczy głośnej sprawy, o jakiej pisaliśmy w
poprzednim numerze Kuriera. 27-letnia matka, po odebraniu nowonarodzonego
dziecka z krapkowickiego szpitala, przekazała je trzem osobom narodowości
Romskiej za kwotę ok. 200 dolarów. Wcześniej deklarowała zrzeczenie się syna
i przekazanie go do Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego w Opolu. Tak właśnie
zrobiła z piątką swoich starszych dzieci.
Intensywne poszukiwania Romów i dziecka trwały przez kilka dni. W akcję
włączona została policja z całego kraju oraz Straż Graniczna. Brano bowiem
pod uwagę możliwość wywiezienia dziecka za granicę. Jednym z kierunków akcji
poszukiwawczej była inwigilacja społeczności romskiej, tym bardziej, że kilka
dni po "transakcji", do policji dotarł sygnał, że dziecko może się jeszcze
znajdować wśród kędzierzyńskich Romów. Do pomocy w znalezieniu dziecka
zobligowano więc Prezesa Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Romów w Polsce,
Jana Korzeniewskiego, który na własną ręke przeprowadził śledztwo.
W tym samym dniu w godzinach popołudniowych dziecko zostało oddane.
Jego "nabywcy" zatrzymani przez kędzierzyńska policję, znaleźli się w
prokuraturze. Dziecko było zdrowe i bardzo zadbane. Potwierdziło to
wcześniejsze przypuszczenie policji, że młoda para Romów ( on 32 lata, ona
29), która nie posiadała własnych dzieci kupiła chłopczyka z zamiarem
wychowania go. Świadczyła o tym również wizyta, jaką bezpośrednio po
otrzymaniu dziecka, ludzi ci złożyli w Sądzie Rejonowym w Strzelacach
Opolskich, gdzie pytali się o warunki adopcji.
Za "kupno" dziecka zarówno młodym Romom, jak i towarzyszącej im starszej
kobiecie, grozi kara pozbawienia wolności na okres nie krótszy niż 3 lata. –
Trudno w tej chwili wyrokować, bo przy tego typu sprawach dużo zależy od
pobudek, jakimi kierowali się ci ludzie. Równie trudno wyrokować o opisywanym
w lokalnej prasie udziale w całej sprawie dyżurnego lekarza, który zdaniem
matki poinformował Romów o dziecku i o tym, gdzie ją można znaleźć.
Niezależnie od tego, co o tym napisano, w chwili obecnej nie ma podstaw do
postawieniu lekarzowi żadnych zarzutów - mówi Wawrzynek. Jedyne konsekwencje,
jakie zdaniem prokuratora Warzynka mogą zostać zatosowane wobec lekarza to
te, związane z ewentualnym niedopełnieniem przez niego obowiązków służbowych,
a to leży w gestii przełożonych krapkowickiego lekarza, a nie prokuratury.
Dyrektor SP ZOZ Krapkowice Andrzej Marcyniuk, po przeanalizowaniu informacji,
jakie otrzymał od pracowników i po rozmowie z samym lekarzem również nie
znalazł podstaw do wyciągnięcia wobec niego konsekwencji służbowych. Z
informacji, jakie nam przekazał, wynika, że zarówno lekarz, jak i
pielęgniarki długo przekonywały młodą matkę żeby nie zabierała dziecka. Było
to tym usprawiedliwione, że był to jej kolejny poród w krapkowickim szpitalu,
a wszystkie poprzednie zakończyły się oddaniem dziecka do adopcji. – Zleciłem
też badanie systemu informatycznego szpitala. Jest tam zapisana każda
operacja związana z "wejściem" do danych wszystkich pacjentów. Dzisiaj na
podstawie tzw.