blue_jim
15.07.05, 10:06
Wczoraj urodzilo sie dziecko znajomemu z pracy i juz dzisiaj przyszedl do
pracy nawalony, tak ze upadl juz na schodach, a teraz caly czas od rana siedzi
w kiblu. Ale juz zdazyl wszystkich zaprosic do knajpy (ale od razu zastrzegl,
ze stawia tylko po jednym piwie, a potem kazdy sam placi). Nie rozumiem tego.
Kiedys podpytalem o to innego kolesia i powiedzial, ze to z radosci. A ja i
tak im nie wierze, bo wedlug mnie jest to dla nich po prostu idealna okazja do
wypicia. Pomyslcie tylko, zony nie ma w domu, wiec mozna wrocic o ktorej sie
chce, jest sie niby usprawiedliwionym, bo 'wszyscy tak przeciez robia', jak
sie czlowiek nawali do nieprzytomnosci to i tak nikt z rodziny nie zauwazy, bo
wszyscy beda zajeci dzieckiem i matka. Wiec po co tlumaczyc sie 'radoscia' i
'tradycja'. Przyznajcie po prostu, ze chce sobie wypic. Jak dla mnie ta
'tradycja' to maxizenada.
Ps. Tez mam dziecko i wcale sie nie upilem po jego narodzinach.