proszę o opinię dyskutantów z tematów homo...

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.08.02, 23:49
nie będę już odpowiadał na posty terry`ego, z jednej prostej przyczyny - jego
argumenty wyczerpały się, a on wciąż powtarza to samo, szkoda więc tracić
czas na kogoś takiego... mądry głupiemu ustępuje, zwłaszcza, że kontynuowanie
dyskusji jest całkowicie jałowe... zniżanie się do jego poziomu jest również
męczące... polecam wszystkim ignorowanie jego dalszych wypowiedzi - widzę
zresztą, że część już to zrobiła... czekam na rozmówców wykazujących kulturę,
poziom merytoryczny oraz chęć wymiany argumentów - czyli na prawdziwych
dyskutantów... pyskówka może być zabawna, ale do czasu, chamstwo za to trudno
wyplenić, jest nużące oraz powoduje, że tracę wiarę w społeczeństwo...

PS. Jeżeli są heterycy, którzy nie zgadzają się z terrym, czy też sposobem
prezentowania jego poglądów, proszę o wypowiedzenie się na tym forum, w
dwojakim celu - primo, przywrócenia mi wiary w to, że istnieją jeszcze
porządni hetero :-), secundo - pokazania mu, że jest nawet w ramach swojej
orientacji jest w mniejszości, może zrozumie, że poglądy, które propaguje,
także sposób w jaki to czyni, są skrajne i absurdalne...
    • Gość: michał odpowiedzi umieszczajcie proszę na forum psychol. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.08.02, 23:52
      ponieważ ten wątek znajduje się też na forum psychologia, proszę o umieszczanie
      postów w tamtym wątku, rozbijanie go na 2 części nie ma chyba sensu...
      • jakuboski Moja opinia o artykułach p. Wrzosińskiej. 06.09.02, 21:18
        chciałbym jedynie korzystając z możliwości wystąpienia na forum przytoczyć
        treść mojego listu do p. Wrzosińskiej, który pierwotnie zamieściłem w
        rubryce "Wasze opinie" pod artykułem "komu wolność, komu knebel". oto jego
        treść:Szanowna Pani! przeczytalem pani artykul z duzym zaciekawieniem,
        opinie o nim równiez, doszedlem do wniosku ze nie powinna pani
        byc zdziwiona owymi "atakami" na pania. artykul pani uwazam za
        ciekawy, dobrze ze poruszyla pani temat tak istotny dla
        srodowisk homoseksualnych, lecz niestety nie moge po jego
        przeczytaniu pozbyc sie wrazenia zadziwiajacej, jak na pani
        pozycje zawodowa, ambiwalencji. schemat pani tekstu skomponowany
        jest na zasadzie "tak, zgadzam sie, ale jednak nie moge sie
        zgodzic." dosyc uszczypliwa, by nie powiedziec jadowita, krytyke
        opinii pani adwersarzy, powinna pani odniesc równiez do wlasnego
        tekstu, przy czym bedzie to juz tylko pani zmartwienie a nie
        pani promotora. w nastepnych tekstach pani autorstwa skupa sie
        pani na wyjasnianiu co pani chciala powiedziec i jak blednie
        czytelnicy zrozumieli pani wypowiedzi. widac czytelnicy GW nie
        dorosli do pani poziomu literackiego. "literackiego" wlasnie,
        poniewaz studiujac pani teksty nie sposób okreslic ich inaczej
        jak literatura, watpliwej jakosci. ale nie chce by postrzegla
        mnie pani jako nastepnego, który nic poza inwektywami nie ma do
        powiedzenia. otóz mam i to wiele, ogranicze sie jednak do kilku
        uwag. co do uwag na temat "wywodów" Bojarskiej-Nowaczyk:
        zarzucila jej pani "motivated cognition", a czymze sa pani
        artykuly? przeciez w kazdym z nich udowadnia pani, za pomoca
        watpliwych bo stronniczych, argumentów teze, która przyswieca
        pani w prowadzeniu dyskusji na lamach. mówi pani o "popisie
        zadufania", z którym nie warto polemizowac. a to pani zdaniem
        nie jest zadufanie? nie dyskutuje pani z argumentami "kolezanki
        po fachu", natomiast ochoczo przystepuje pani do debaty z
        laikami. widac jedynie na taka dyskusje moze pozwolic pani nie
        znajomosc tematu. nie zarzucam pani, bron boze, braku
        profesjonalizmu, ale mysle, ze znajomosc tematu homoseksualizmu
        pozostawila pani na etapie poznania teoretycznego, z
        niekoniecznie wszystkich zródel. piszac o wciaganiu mlodziezy w
        homoseksualny styl bycia, obraza pani zarówno srodowisko
        homoseksualne jak i wspomniana mlodziez. "swieze
        mieso"? "kaptowanie"? gdzie uslyszala panie takie wypowiedzi? w
        toalecie na dworcu glównym? dlaczego nie pokwapi sie pani na
        spotkanie jakiejs nieformalnej grupy homoseksualnej, lub nie
        poczyta pani ambitniejszej literatury gejowskiej niz np. "nowy
        men" ( przypuszczam, ze równiez tam mogla pani znalezc
        wspomniane epitety). to zupelnie tak jakby charakteryzowac
        korelacje heteroseksualne na podstawie wulgarnych czasopism
        pornograficznych, gdzie o kobietach pisze sie "szyneczki" a o
        mezczyznach "buhaje". blagam! wierzyc mi sie nie chce, ze
        mieniac sie taka profesjonalista, ze byle doktorantka nie ma
        prawa z pania polemizowac, dopuszcza sie pani takiego splycenia
        tematu. zgadza sie pani z "gejem anonimem" by nie walczyc z
        gejami przy czym w tym samym tekscie daje pani zielone swiatlo
        wszystkim homofobom piszac ze homoseksualizm nie jest naturalny,
        choc w naturze wystepuje. nie zgadza sie pani, ze homoseksualizm
        jest choroba, nie da sie go leczyc, jako, ze orientacja
        seksualna jest niezmienna a nastepnie rozwodzi sie pani o tym ze
        homoseksualizm jest odwracalny. skoro jest odwracalny, to znaczy
        ze ci którzy w tym stanie pozostaja, na zlosc naturze (i
        homofobom) nie chca tego zmienic, a stad ju z nie daleka droga,
        moze nie do obozów, ale do pelnej dyskryminacji. zgadza sie pani
        ze zwiazek homoseksualny ma prawo byc chroniony prawnie, po czym
        sama pani temu zaprzecza cytujac wypowiedz pana Pieciaka.
        no i na tym poprzestane, bo równiez sklaniam sie do pani tezy,
        ze z pewnymi argumentami polemizowac nie warto a z niektórymi
        nie sposób. intencja mojej wypowiedzi nie jest analiza pani
        dwoistosci pogladów, ale próba zrozumienia pani tekstów, które
        sama musi pani czytelnikom tlumaczyc, co stawia pani teksty w
        grupie tych, o których zwyklo sie mówic, rozpoczynajac od "co
        autor chcial przez to powiedziec".
        jestem wieloletnim czytelnikiem GW, ale po lekturze pani
        artkulów powaznie zaczalem sie zastanawiac czy nie powrócic do
        lektury czasopism w stylu "swiata mlodych", poniewaz ich
        retoryka jest dla mnie w pelni zrozumiala. czego o pani
        literaturze nie moge powiedziec.
        z powazaniem
        kuba.


      • Gość: Krzycho Re: odpowiedzi umieszczajcie proszę na forum psyc IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.02, 00:24
        Michal!
        Przeczytalem caly ten watek, a z rozpedu i watek zapoczatkowany przez Terry'ego
        i wydaje mi sie, ze najlepiej odczekac jakis czas i zaczac od nowa. Ta lektura
        wymagala ode mnie wiele cierpliwosci i samozaparcia, a nie dowiedzialem sie
        niczego poza tym, ze zarowno geje jak i homofoby maja klopoty z polska
        interpunkcja. Tam sie zrobilo juz takie bagno wzajemnych docinkow, ze trudno
        liczyc na to, ze nagle wybuchnie rzeczowa dyskusja. Nie podejrzewam tez, by
        komukolwiek chcialo sie szukac pojedynczych rzeczowych postow w zalewie obelg.
        Pozdrawiam!
        • Gość: wikul Międzynarodówka homoseksualistów IP: *.acn.waw.pl 15.09.02, 00:40
          Nasi rozmarzeni politycy wciąż jedynie opowiadają o przyszłych rozkoszach,
          jakich zaznamy dzięki obłapce z Europą, gdy tymczasem ludzie zaradni od dawna
          jednoczą Europejczyków własnym przemysłem mając z tego już dziś i rozkosz, i
          pieniądze. Jak się właśnie okazało, skromna jednoosobowa agencyjka ze Szczecina
          potrafiła w niedługim czasie zbliżyć do siebie circa 1000 mieszkańców naszego
          kontynentu a nawet bodaj dalekiej Kanady. Wprawdzie wyłącznie mieszkańców
          jednej płci, ale za to bez żadnych ulg, kontyngentów czy dotacji z budżetu!
          Pominę szczegóły, bo trąbią o nich wszystkie gazety, chcę natomiast zwrócić
          uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze - "działania operacyjne" kolejny raz
          przeprowadziła telewizja a nie policja, co mnie osobiście bardzo cieszy, gdyż
          oznacza, że opłaty za abonament nie są jednak, wbrew opinii złośliwców,
          przepuszczane wyłącznie na głupstwa. Po drugie - od samego początku określa się
          tę aferę mianem sprawy "pedofila ze Szczecina", zamiast powiedzieć otwarcie, że
          oto przypadkiem udało się ujawnić jedną z wielu agend rozległej międzynarodówki
          homosiów. Oczywiście, "pedofil" i "homoseksualista" to z medycznego punktu
          widzenia absolutnie nie to samo, ale choć oba terminy odsyłają do różnych
          definicyj w podręcznikach seksuologii, praktyka bywa nieco bardziej
          skomplikowana. W świetle polskiego prawa pedofilem jest właściwie każdy,
          kto "dopuszcza się czynu lubieżnego względem osoby poniżej lat 15" - również za
          jej wyraźną zgodą. Formalnie zatem pod ten sam paragraf podpada psychotyczny
          amator nieświadomych niczego pięcioletnich dziewczynek, jak i zwykły uwodziciel
          chłopców, którzy jeszcze się co prawda nie golą, ale już słyszeli o tym i owym.
          W końcu postęp teraz taki, że wystarczy obejść pierwszy lepszy kiosk, by mieć o
          życiu wiedzę, jaką niegdyś miewali jedynie bardzo zużyci rozpustnicy. Według
          uczonych mężów dla klasycznego pedofila płeć dziecka nie ma wielkiego
          znaczenia, gdyż "właściwą podnietę seksualną" stanowi w tym wypadku
          ciało "wykazujące cechy niedojrzałości" i pełniące rolę swoistego fetysza. Z
          tego powodu niektórzy seksuolodzy nawet wprost zaliczają pedofilię do szeroko
          pojętego fetyszyzmu. W Szczecinie jednak rolę fetysza pełniły, zdaje się,
          głównie dojczmarki, płeć zaś była do wyboru jak niegdyś kolor Forda T: dowolna,
          pod warunkiem, że będzie to płeć męska. Na takie dictum uczeni mężowie
          powiadają po namyśle że, owszem, można być "pedofilem" i "homoseksualistą"
          naraz. To znaczy lubić ciała "wykazujące cechy niedojrzałości", ale jednak
          określonej płci - mianowicie własnej. Wszak chłopczyka od dziewczynki da się
          odróżnić nawet w niemowlęctwie. Co istotne, o ile w całej populacji
          homoseksualiści stanowią obecnie najprawdopodobniej ok. 2-5% (choć geje-
          fanatycy upierają się czasem i przy 10 procentach), o tyle wśród pedofilów jest
          ich aż 20-30%! Przy tym są oni znacznie aktywniejsi i dlatego w grupie ofiar
          już zdecydowanie przeważają chłopcy (ok. 75%). Wielka "ciemna liczba" w tych
          sprawach skłania naturalnie do nie kończących się polemik i zaprzeczeń, ale
          powinowactwo między homoseksualizmem a pedofilią (prawnie pojmowaną!) wydaje
          się być znaczące. Lud zaś bez żadnych badań wie od dawna, że - przepraszam za
          zgrzebny język ludu - "pedała ciągnie do młodych chłopaków". Młodzież zaś
          dojrzewa teraz wcześnie i wyjątkowo bezpruderyjnieWedług badań wykonanych na
          tyle dawno, by oddalić podejrzenie o postępowe matactwa, jedynie 5%
          homoseksualistów to zdeklarowani pedofile. Jest to wprawdzie odsetek wyższy niż
          wśród heteroseksualistów, lecz niezbyt imponujący. Natomiast aż 45% homosiów
          lubi młodzieńców w okresie "między początkiem dojrzewania a pojawieniem się
          pierwszego zarostu" (czyli mniej więcej 12-16-letnich). Nazywa się to ładnie
          efebofilią, co kulturalnym homosiom kojarzy się pewnie z Grecją i ucztą u
          Agatona. Właśnie takich efebów umieszczał w swych kartotekach pan "pedofil ze
          Szczecina", posługując się, podkreślmy, polskim - jak można było dostrzec w TV -
          programem komputerowym. To jednak krzepiące, że mamy nie tylko dorodną
          młodzież, ale i dobrze napisane programy: co by też powiedziała Europa, gdyby
          nagle padła u nas baza pełna tak podniecających danych! Obawiam się jednak, że
          na wieść, iż Niemiec przeglądał polskie dzieci "w komputerze", ciemne kręgi
          naszego społeczeństwa mogą zareagować jeszcze bardziej alergicznie. Wiadomo,
          dziś w każdym porządnym filmie z mordobiciem dyskietki to podstawowy atrybut
          mafii albo łobuzów z rządu. Wystarczy teraz tylko ziarnko prawdopodobieństwa,
          okruszek prawdy... A ziarnko właściwie już jest. Ludzie oglądają wielkie parady
          homoseksualistów (tak kiczowate, że homoś Leonardo da Vinci spaliłby się ze
          wstydu), słyszą o akcjach organizacji gejowskich, o politycznych żądaniach i
          naciskach. A potem zastanawiają się: kim są ci, którym wolno bezkarnie obrażać
          cudze świętości i mają moc czegoś tam żądać od rządów? Czasem komuś wpadnie w
          rękę gejowski "przewodnik" z adresikami, kogoś innego zadziwi rozległość
          międzynarodowych kontaktów. Do tego teraz jeszcze ta szczecińska dyskietka!
          Sami homoseksualiści zaczynają chyba rozumieć, że organizując się tak dobrze -
          przedobrzyli. Rzewne opowieści o prześladowanej "mniejszości seksualnej" budzą
          już tylko niechęć, a "mniejszość" coraz częściej bywa postrzegana jako swoista
          międzynarodówka, mafia, która w dodatku, jak to mafia, kierując wszystkim, musi
          również odpowiadać za postępki wszystkich swoich członków. Być może z tego
          właśnie powodu następuje obecnie kolejna zmiana strategii w objaśnianiu
          homoseksualizmu jako zjawiska. W czasach, gdy za "obcowanie z mężczyzną"
          groziło więzienie, jedynym ratunkiem wydawało się uznanie upodobań
          homoseksualnych za chorobę, choćby nawet i psychiczną. Homoseksualistów nie
          należy karać, ale leczyć - powiadano. Znamienne, że podejście to podobno
          przynosiło nieraz owoce. Jeszcze w latach sześćdziesiątych trafiali się lekarze
          twierdzący, że udało im się kogoś z homoseksualizmu wyleczyć całkowicie.
          Niektórzy chwalili się nawet 50% skutecznością! Nadeszły jednak czasy
          kontrkultury; czasy, kiedy wierzyło się jarmarcznym szalbierzom i z
          uszanowaniem wysłuchiwało opowieści wariatów. Nic więc dziwnego, że
          organizujący się ruch gejowski od argumentów medycznych wolał względność
          prawdy, samorealizację i tym podobne androny. Głoszono wówczas, że
          homoseksualizm jest równie dobrą jak heteroseksualizm swobodną ekspresją
          osobowości (czyli w gruncie rzeczy rezultatem wolnego wyboru). Gejów nie należy
          więc leczyć, ale akceptować. Ponieważ organizacje gejowskie szybko zostały
          zaakceptowane w grze wyborczej przez lewicę, w naukowych księgach zaczęto
          natychmiast podkreślać, że "homoseksualizm nie jest żadną chorobą kwalifikującą
          się do leczenia", a wkrótce potem zniknął on z szacownego rejestru chorób WHO.
          Dzisiaj akceptacja homoseksualizmu rzadko bywa tak neoficko naiwna i
          bezwarunkowa. Geje nie bardzo mają już o co walczyć, więc raz puszczona w ruch
          energia obraca się coraz częściej w agresję skierowaną przeciw reszcie świata -
          zwłaszcza tej obrzydliwie konserwatywnej i religijnej. Również zaślepiony
          polityczną poprawnością zgiełk wokół AIDS wywołał w efekcie więcej wrogości do
          gejów niż spodziewanego współczucia. Trzeba jednak trafu, że spolegliwi uczeni
          z amerykańskiego National Institute of Health akurat teraz odkryli u wielu
          homoseksualistów obecność unikalnego fragmentu DNA w matczynym chromosomie X.
          Cóż za ulga! Homoseksualizm (męski! - skąd się biorą lesbijki uczeni z NIH
          jeszcze nie wykombinowali) nie jest więc wynikiem jakiegoś rozbrykania
          moralnego ani też absorbującą chorobą, na którą lekarze mogliby próbować
          ordynarnie przepisywać pigułki. Homoseksualizm jest po prostu uwarunkowany
          genetycznie! Jest przeznaczeniem zapisanym w genach niczym w wielkiej księdze
          Kubusia Fatalisty. Wydaje się wszakże jakby sami geje jakoś nie całkiem
          • Gość: wikul Międzynarodówka homoseksualistów (c.d.) IP: *.acn.waw.pl 15.09.02, 01:30
            Wydaje się wszakże jakby sami geje jakoś nie całkiem w tę piękną i wygodną
            teorię wierzyli. W praktyce skłaniają się oni bowiem chętniej ku dawnym,
            przedpostępowym poglądom, wedle których zachowania homoseksualne są w dużej
            mierze wyuczone i powstają wskutek odpowiednich (czy też raczej - wybitnie
            nieodpowiednich!) doświadczeń w okresie dojrzewania. Również w Szczecinie nie
            zawracano sobie głowy jakąś tam genetyką, skupiając się rozsądnie na żmudnej
            pracy u podstaw wśród młodego narybku w myśl niezapomnianej dyrektywy,
            że "kadry decydują o wszystkim". Gdy zaś wytężona praca przyniesie w końcu
            owoce i kadry rzeczywiście rozrosną się do tych upragnionych 10% homosiów w
            populacji, przyjdzie czas, by pomyśleć np. o partii politycznej. A wtedy - w
            obliczu takich uciech! - zapewne nawet niejeden Don Juan poczuje raptem dziwną
            awersję do kobiet. Na razie homoseksualiści, czy to z wyboru, genetyki, czy też
            z uwiedzenia, na ogół oświadczają skromnie, że nie chcą dla siebie żadnych
            względów. Przeciwnie - pragną być wreszcie traktowani "jak inni ludzie".
            Dlatego pewien popłoch wśród biskupów wywołała prośba grupy gejów i lesbijek,
            by Episkopat powołał dla nich specjalne duszpasterstwo. Pomysł ten miano
            nawet "rozważyć", ale, chwała Bogu, na ostatniej Konferencji Episkopatu Duch
            Święty, widać, nie popuścił i prośbę stanowczo odrzucono.Bo i rozważmy. Jeśli
            homoseksualizm jest po prostu - jak twierdzi wielu gejów - jednym z
            równoprawnych upodobań seksualnych, to równie dobrze można by domagać się od
            Kościoła ustanowienia duszpasterstwa dla mężczyzn lubiących blondynki. Msza we
            własnym gronie, gdzieś w tle może nawet obraz z blond Matką Boską...Jeżeli
            natomiast homoseksualizm jest uwarunkowany genetycznie, to - wbrew pozorom -
            nawet wtedy chrześcijanin-homoseksualista nie znajduje się w jakimś osobliwym
            położeniu. Znane jest na przykład genetyczne podłoże pewnych postaci otyłości:
            człowiekowi chce się jeść wprost okropnie i wiele wysiłku kosztuje go, by nie
            popadać nieustannie w grzech główny obżarstwa. Czy jednak z tego zaraz wynika,
            że Episkopat powinien ustanowić osobne duszpasterstwo dla wiernych z dużym
            apetytem? To już jednak zapatrzonym w swoją seksualność homosiom do głowy nie
            przychodzi. I pomyśleć, że dawno temu homoś Platon zrobił tyle dobrego dla
            logiki!
            Lech
            Stępniewski
            JA JESTEM KOCHANY! NIESTETY - INACZEJ...Mój artykuł o "Międzynarodówce
            homosiów" spotkał się niespodziewanie z bardzo ciepłym przyjęciem ze strony
            P.T. homosiów-internautów. Otrzymałem oto niedawno pocztą elektroniczną aż 19
            (dziewiętnaście!) zwięzłych i jednobrzmiących listów, których nadawca proponuje
            umieszczenie swego organu płciowego w pewnym moim otworze naturalnym, używanym
            przeze mnie wyłącznie w związku z końcowymi procesami trawiennymi. Z
            konieczności muszę więc propozycję tę delikatnie - by nie ranić uczuć mego
            adoratora - acz stanowczo odrzucić. Pochlebia mi ona jednak, gdyż rozumiem, że
            jest to najwyższy możliwy wyraz uznania ze strony postępowych płciowo
            środowisk.
            L.S.



            • Gość: michał Re: Międzynarodówka homoseksualistów (c.d.) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.09.02, 00:08
              Post, a właściwie 2 posty dość ciekawe, pisane w miarę obiektywnie, acz z
              przebijającą nutką niechęci, z niektórymi tezami się zgadzam, z niektórymi nie,
              tak więc przejdę do najważniejszych spośród tych drugich:
              -wielce ciekaw jestem skąd autor brał te wszystkie procenty (oczywiście poza
              tymi, o których źródłach wyraźnie pisze), uważam, że akurat sama orientacja nie
              warunkuje większego prawdopodobieństwa pedofilii, a także, że o pedofilii
              heteroseksualnej mniej się mówi (jest zresztą mniej sensacyjna). Najwięcej
              wątpliwości mam co do tych 45%, nie owijając w bawełnę - uważam te dane za
              wyssane z palca, przynajmniej dopóki nie poznam innego źródła...
              -co do organizacji, to być może nastąpiło "przedobrzenie", jednak należy się
              zastanowić, jakby było, gdyby ta organizacja, aktywność była mniejsza,
              gorsza... wydaje mi się, że jednak byłoby gorzej...
              -zdjęcie homoseksualizmu z listy chorób jako efekt wiary w kuglarstwa i
              różnorodne androny (zresztą gdyby tak odebrać autorowi możliwość
              samorealizacji, być może traktowałby ją z większym szacunkiem), oraz wiara w
              możliwość wyleczenia brzmi zabawnie...
              -tezy o dobrowolnym wyborze homoseksualiści akurat nigdy nie głosili...
              -walczyć jest oczywiście nadal o co - zwłaszcza w polsce - głównie o społeczną
              akceptację, także prawa do legalizacji związków...
              -co do teorii dotyczącej wyłącznie gentycznego pochodzenia homoseksualizmu, to
              nie została ona potwierdzona, uważa się obecnie, że to kwestia genetyczno-
              środowiskowa (jak w sumie niemal wszystko :-))
              -spiskowa teoria dotycząca pracy u podstaw, partii politycznej itd., jak każda
              paranoja polityczna może budzić tylko śmiech i zażenowanie... nie mówiąc już o
              tym, że żaden don juan nie zostanie homo tylko dlatego, że to się stanie
              zachowaniem popularniejszym... jak na razie odsetek jest stały i żadne
              działania go nie zmienią...
              -uważam duszpasterstwo dla homo za nieporozumienie, ja akurat jestem
              niewierzący i uważam za coś absurdalnego wiarę u homoseksualisty... ale nie
              takie absurdy w religii widziano...
              -faktem jest, że domagamy się podobnych praw, fakt, że takich nie mamy

              Ogólnie przebijające z całego tekstu praktycznie równanie homoseksualistów z
              pedofilami (zwłaszcza wmawianie cynicznego werbowania narybku) trąci
              lepperyzmem - może i inteligentni ją zauważą, jednak lepper ma wielu
              zolenników... zbyt wielu
Pełna wersja