eichendorff
08.08.05, 11:28
Skoro mam być ekspertem od spraw Śląska ;-), a to forum o dyskryminacji,
warto by połączyć oba tematy.
Ślązakom zabrania się mówić w ich języku. Oczywiście nie wprost. Są inne, jak
się okazuje bardzo skuteczne, metody. By je jednak przedstawić należy cofnąć
się w czasie o jakieś 80 lat.
Po przyłączeniu części Górnego Śląska do Polski w roku 1922. polska
administracja, wbrew wcześniejszym przedplebiscytowym obietnicom, dostała w
ręce napływowej ludności z Galicji czy Wielkopolski. Już po kilku latach
zaczęło rodzić to ogromne zniechęcenie Ślązaków do państwa polskiego.
Antagonizmy nasiliły się jeszcze bardziej po 1926 r., gdy śląskim wojewodą
został "człowiek Piłsudskiego" - Michał Grażyński. Prowadził on wyjątkowo
brutalną politykę wynaradawiania Ślązaków, przy której Otto von Bismarck ze
swoim Kulturkampfem, byłby niewiele znaczącym pionkiem. Stanowiska w
administracji i kierownicze stanowiska w zakładach przemysłowych, otrzymywały
tylko osoby spoza Śląska lub ci, którzy wykazali się dostatecznym stopnie
spolonizowania. Język śląski sprowadzony został do poziomu gwary, dzieci w
szkole były często bite przez nauczycieli za posługiwanie się tym językiem.
Statu organiczny województwa śląskiego, wprowadzający szeroką autonomię, był
łamany niemal co dzień.
Propaganda państwowa stosowała następujący zabieg: jeśli ktoś uważał się za
Polaka, musiał mówić po polsku, natomiast jeśli nie uważał się za Polaka, to
był Niemcem, za co zresztą spotykały surowe - choć również nieoficjalne -
sankcje. Nie było miejsca na jakieś inne, niż polska i niemiecka,
narodowości. Podobną taktykę stosowali w tym samym okresie naziści na
niemieckiej części Górnego Śląska.
Władza komunistyczna po 1945 r. wprowadziła również nowe metody
wynaradawiania. Do starych, sanacyjnych sposobów, doszły również wywózki w
głąb ZSRR, morderstwa, gwałty, obozy koncentracyjne, czy wypędzenia do
Niemiec. Te przeżycia głęboko utkwiły w pamięć Ślązaków. Coraz więcej z nich –
szczególnie ci, którzy chcieli zrobić jakąś karierę – odchodziło od śląskiej
mowy i tradycji. Językiem śląskim posługiwały się tylko osoby wywodzące się z
nizin społecznych i nie mające żadnych ambicji zawodowych. W ten sposób po
dziś dzień, osoby mówiące w języku śląskim w miejscach publicznych (np. w
środkach komunikacji miejskiej) są obrzucane pogardliwie wzrokiem przez
innych (również samych Ślązaków!), przez co większość Ślązaków, wstydzi się
swojej mowy.
Od roku 1989, zauważyć można, pewną formę odwilży. Organizuje się konkursy
tzw. gwary śląskiej. Jednak osoby występujące w takich konkursach są ubrane w
wiejskie szaty sprzed 150 lat. Ma to na celu zasugerowanie odbiorcy, że tylko
na wsi używa się jeszcze tzw. gwary. Śląska kultura sprowadzona została w
ciagu ostatnich 80 lat (i nadal jest tak postrzegana) do formy cepeliowskiej
atrakcji. Kto chce być nowoczesny, musi o śląskiej tożsamości zapomnieć raz
na zawsze...