co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualizmu!

25.10.05, 10:45
IP: *.12-200-80.adsl.skynet.be
Gość: Doki 24.10.05, 21:44 + odpowiedz


> i lekarz to mówi?!

Jestem lekarzem, nikt sie pode mnie nie podszyl i nie wybieram sie na
emeryture.
Czy jednak moj zawod ma tu wiele do rzeczy, jesli chodzi o moje prywatne
poglady
na homoseksualizm? Myli sie przedmowca, ktory twierdzi, ze medycyna opiera sie
na scisle okreslonych normach. Jest wlasnie dokladnie odwrotnie- w medycynie
niczego nie ma na 100%.

Ze co, ze lekarz powinien byc politycznie poprawny? A z jakiej racji?

Uwazam homoseksualizm wlasnie za rodzaj malo przeszkadzajacego w zyciu
kalectwa.
Jak daltonizm. Na pewno nie miesci sie w granicach normy, gdyz prawidlowy
poped
seksualny moze byc skierowany wylacznie heteroseksualnie, a to daltego, ze
pierwotna funcja seksu jest prokreacja, reszta to kulturowa otoczka.

(Tak na marginesie: z faktu, ze ktos jest kaleka, nie wynika jeszcze, ze
trzeba
mu pomagac i ulatwiac zycie. To kolejny wytwor politycznej poprawnosci, ktory
staje sie coraz bardziej szkodliwy. Jednak to nie nalezy do omawianego tu
tematu.)

Nie wypowiadam sie zupelnie o przyczynach wystepowania homoseksualizmu u danej
osoby. Byc moze jest skladnik genetyczny, jak np w daltonizmie. Byc moze to
wina
zanieczyszczenia srodowiska, a byc moze to moda. Nie wiem.

Nie ma zadnego powodu, zeby osoby homoseksualne tepic z powodu ich orientacji
seksualnej, a nawet jest to przegieciem. Jednakowoz NIE JEST zadna
dyskryminacja
stwierdzenie, ze pewne strefy zycia sa zastrzezone dla osob o prawidlowej
(czyli
heteroseksualnej) orientacji. Nie ma tu mowy o zadnej sprawiedliwosci czy
niesprawiedliwosci. Sprawiedliwosc nie jest bowiem tozsama z rownoscia. Poza
tym nieprawda jest, ze istnieje jakiekolwiek "prawo do milosci" czy "prawo do
wyrazania uczuc". Moga istniec co najwyzej umowy wewnatrz spoleczenstwa na ten
temat.

I TAKA JEST PRAWDA, A WIĘC PRECZ Z PARADAMI OSÓB CHORYCH!!!
MOŻE WYMYŚLICIE JESZCZE PARADY OSÓB W ZWIĄZKACH KAZIRODCZYCH????!!!!!
    • 3promile Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 10:48
      "Tak na marginesie: z faktu, ze ktos jest kaleka, nie wynika jeszcze, ze
      trzeba
      mu pomagac i ulatwiac zycie. To kolejny wytwor politycznej poprawnosci, ktory
      staje sie coraz bardziej szkodliwy. Jednak to nie nalezy do omawianego tu
      tematu.)"

      Kto ci dał dyplom? Mengele?
    • syn_rydzyka Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 11:33
      Kiedy pisze jako lekarz, to chyba ma rację - niektórzy to homo, nie wiadomo
      dlaczego, nikomu to nie szkodzi.
      Ale potem pisze jako socjolog czy polityk "Pewne strefy życia są
      zastrzeżone"... Przez kogo? Jakim prawem?
      Nie ma prawa do miłości, do wyrażania uczuć... To nie jest żaden medycznie czy
      w ogóle naukowo potwierdzony fakt, tylko pogląd jednego człowieka.
      To, że istnieją "umowy wewnątrz społeczeństwa na ten temat", w sensie pewnego
      zwyczaju czy normy, jest prawdą. Umowa to jednak umowa - więc jeżeli została
      narzucona a nie umówiona, to po prostu nakaz korzystny dla jednej ze stron.
      Prawdziwa umowa ulega negocjacjom, uwarunkowaniu.
      • po_godzinach Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 11:45
        mnie sie najbardziej podoba fragment; "Tak na marginesie: z faktu, ze ktos jest
        kaleka, nie wynika jeszcze, ze
        trzeba
        mu pomagac i ulatwiac zycie. To kolejny wytwor politycznej poprawnosci, ktory
        staje sie coraz bardziej szkodliwy. "

        Chyba nie chciałabym, aby taki lekarz leczył mnie i moich bliskich ...
        • Gość: Doki a uzywajcie sobie... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 12:35
          Nie mam zamiaru sie tlumaczyc. Ani z tego, ze obok tego, ze jestem lekarzem (a
          to w koncu po prostu zawod), mam jeszcze jakies tam swoje poglady, ani z
          pogladu, ktory razi tak bardzo po_godzinach. To znaczy, chyba razi, bo z mojego
          pogladu wysnuwa wniosek (kompletnie nieuprawniony) na temat mojej kompetencji
          jako lekarza.

          Jest nadzieja, ze winne jest troche niefortunne, skrotowe sformulowanie. A
          gdybym napisal, ze nie ma obowiazku, ktory trzeba zamknac w ustawie? Bo tak
          naprawde sadze. Jest mnostwo ulatwien dla osob niepelnosprawnych, jest
          polityczna poprawnosc, ktora prowadzi do odwrotnej dyskryminacji i uwazam, ze to
          zle. Jesli po_godzinach czy ktokolwiek inny pomaga kalece, to to jest szlachetne
          i godne pochwaly. Jesli ktos domaga sie, zeby WSZYSCY pomagali WSZYSTKIM
          niepelnosprawnym i w dodatku stawia policjanta, zeby tego dopilnowal, to to jest
          przegiecie. Czujesz roznice?

          Swiete oburzenie to skutek prania mozgu.
          • 3promile Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 12:38
            Gdybyś napisał. Ale nie napisałeś. To, że pomagamy niepełnosprawnym to nie jest
            PC, tylko humanitaryzm - to nas wyróżnia w świecie przyrody.
            • Gość: Doki Re: a uzywajcie sobie... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 12:44
              > PC, tylko humanitaryzm - to nas wyróżnia w świecie przyrody.

              Wprowadz, prosze, rozroznienie pomiedzy potrzeba pomagania innych a altruizmem.
              Altruizm to zlo, potrzeba pomagania jest zwykle uzasadniona wlasnym interesem
              (choc nie wprost). Altruizm to wlasnie PC. Potrzeba pomagania moze byc nazwana
              humanitaryzmem i niekoniecznie jest ograniczona do czlowieka. Widac ja i u
              innych ssakow i nie tylko ssakow.

              > Gdybyś napisał. Ale nie napisałeś.

              Och, Boze, przeciez to wszystko trzeba po literce wklepac! Czasu nie staje ani
              cierpliwosci, dlatego posluguje sie skrotami i uproszczeniami. Moge pisac
              traktaty na dowolny temat, ale kto by to czytal?
              • 3promile Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 12:46
                Ale właśnie przez te "skróty i uproszczenia" wywołałeś mój protest - tym
                większy, że mienisz się lekarzem!
                • Gość: Doki Re: a uzywajcie sobie... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 12:49
                  Czy w takim razie uwazasz moje dodatkowe wyjasnienia za wystarczajace?
                  • crax Do Dokiego - pytanko 25.10.05, 14:56
                    Doki, prawda to, że pracujesz i mieszkasz w Belgii? jeśli tak, to powiedz, czy
                    ujawniasz się z Twoimi poglądami przed belgijskimi przyjaciółmi,
                    współpracownikami i pacjentami?
                    • Gość: Doki Re: Do Dokiego - pytanko IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 16:53
                      > ujawniasz się z Twoimi poglądami przed belgijskimi przyjaciółmi,
                      > współpracownikami i pacjentami?

                      Zaczne od konca. Przed pacjentami oczywiscie nie. Wobec pacjenta lekarz nie ma
                      pogladow, tylko dziala dla dobra pacjenta. Stad glosy oburzenia jak w tym watku
                      sa kompletnie nie na miejscu.

                      Wspolpracownicy i przyjeciele- tak, czesto o tym dyskutujemy. Powiem ci, ze
                      wcale nie jestem w moich pogladach (no, moze nie wszystkich) odosobniony. Wiecej
                      powiem, na pewno czesc z mojego widzenia swiata bierze sie ze swiata, ktory mnie
                      otacza. I to byc moze jest zrodlem nieporozumien.
                      • po_godzinach Re: Do Dokiego - pytanko 25.10.05, 16:58
                        "Przed pacjentami oczywiscie nie. Wobec pacjenta lekarz nie ma
                        pogladow, tylko dziala dla dobra pacjenta. Stad glosy oburzenia jak w tym watku
                        sa kompletnie nie na miejscu."

                        Czyżby? Skąd Twoja pewność, że nikt z nas nie jest kaleką?
                        • Gość: Doki Re: Do Dokiego - pytanko IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:00
                          > Czyżby? Skąd Twoja pewność, że nikt z nas nie jest kaleką?

                          Bycie kaleka nie robi jeszcze z nikogo mojego pacjenta, prawda?
                          • po_godzinach Re: Do Dokiego - pytanko 25.10.05, 17:03
                            Na szczęście.
                            • Gość: Doki Re: Do Dokiego - pytanko IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:11
                              po_godzinach napisała:

                              > Na szczęście.

                              Nie rozumiesz. Pacjenta traktuje sie inaczej niz adwersarza w dyskusji. Nie
                              musisz sie mnie bac.
                              • po_godzinach Re: Do Dokiego - pytanko 25.10.05, 17:20
                                Ależ ja się Ciebie nie boję)

                                I nawet rozumiem Twój punkt widzenia - tyle, że nie mogę zgodzić się z
                                podejściem a priori do kalekiej osoby jako do kogoś, kto "zabiera" środki,
                                które mogłyby służyć osobom zdrowym.
                                • Gość: Doki Re: Do Dokiego - pytanko IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:22
                                  > tyle, że nie mogę zgodzić się z
                                  > podejściem a priori do kalekiej osoby jako do kogoś, kto "zabiera" środki,
                                  > które mogłyby służyć osobom zdrowym.

                                  Nie mozesz, a ja ci nie pomoge. Z powodow, o ktorych gdzies tu ponizej, juz sam
                                  sie w tym gubie.
                                  Mnie nie chodzi o to, ze nie widze niczego poza czubkiem swojego nosa. Ja chce
                                  moc wybrac komu chce pomagac. Bo zbyt wiele widze wokol siebie osob, ktore z
                                  pomocy zyja, choc na nia kompletnie w moich oczach nie zasluguja.
                                  • po_godzinach Re: Do Dokiego - pytanko 25.10.05, 17:27
                                    Napisałam, że rozumiem Twój punkt widzenia.

                                    Spytam tylko o jedno - jak bardzo ciąży Ci konieczność dokonywania takich
                                    wyborów - a właściwie: dobór kryteriów?
                                    • Gość: Doki Re: Do Dokiego - pytanko IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:30
                                      > Spytam tylko o jedno - jak bardzo ciąży Ci konieczność dokonywania takich
                                      > wyborów - a właściwie: dobór kryteriów?

                                      Wcale. Przeciez to nie jest algorytm dzialania, tylko wnioski z wlasnej
                                      obserwacji swiata.

                                      Gdy przychodzi do dokonywania wyborow, mam pod reka jakis bagaz etyki (zebys
                                      wiedziala!), wiedzy medycznej, prawa... Nie mowie, ze te wybory nie sa trudne,
                                      ale mozna do nich dojsc. Czasem, jak teraz, patrze sobie na swiat, robi mi sie
                                      smutno i pytam siebie jak by tu go inaczej urzadzic. Nie mam jednak zapedow
                                      dyktatorskich, bardziej filozoficzne.

                                      No chyba ze nie rozumiem co masz na mysli piszac o "takich wyborach".
                                      • po_godzinach Re: Do Dokiego - pytanko 25.10.05, 17:37
                                        Dokładnie o to mi chodziło.
                                        Przepraszam, jeśli było zbyt prywatne - ale nie sądzę.

                                        To jest bardzo okrutne, ale dobrze, że piszesz prawdę).

                                        Przy takim oglądzie człowiek czuje się jeszcze bardziej kruchy i samotny.
                                        • Gość: Doki Re: Do Dokiego - pytanko IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:44
                                          > To jest bardzo okrutne, ale dobrze, że piszesz prawdę)

                                          :(((

                                          > Przy takim oglądzie człowiek czuje się jeszcze bardziej kruchy i samotny.

                                          Tak. Z pradow filozoficznych bardzo odpowiada mi cynizm- w tym klasycznym, nie
                                          potocznym znaczeniu.

                                          Ale nic, primum vivere, deinde philosophari.
                                          • po_godzinach Re: Do Dokiego - pytanko 25.10.05, 17:53
                                            Wypada mi tylko podziękować).

                                            • Gość: Doki to ja dziekuje n/t IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 18:15
          • po_godzinach ? 25.10.05, 12:41
            Nie ubliżaj mi z łaski swojej.

            Tak, uważam, że należy myslec o wygodzie chorych, nie zdrowych - choc lekarzem
            (?) nie jestem.

            I mam prawo do takiego poglądu.

            PS Nie mówię o Twoich kompetencjach merytorycznych, tylko etycznych (które
            oceniam, źle)
            • Gość: Doki ?? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 12:48
              po_godzinach napisała:

              > Nie ubliżaj mi z łaski swojej.

              Przepraszam, nie mialem takiego zamiaru. A z ciekawosci: co konkretnie ci
              ublizylo, bo jakos nie rozumiem?

              > Tak, uważam, że należy myslec o wygodzie chorych, nie zdrowych - choc lekarzem
              > (?) nie jestem.
              >
              > I mam prawo do takiego poglądu.

              Czy ja ci to prawo zabieram? Po prostu uwazam, ze taki poglad, hm, nie nadaje
              sie do szerokiego zastosowania w praktyce, gdyz oslabia populacje. Z drugiej
              strony kompletny brak dbania o dobro chorych i slabych tez nie jest dobry dla
              spojnosci spoleczenstwa, stad potrzebny jest zloty srodek.

              > PS Nie mówię o Twoich kompetencjach merytorycznych, tylko etycznych (które
              > oceniam, źle)

              Twoje prawo, choc uwazam, ze za malo wiesz o moich kompetencjach etycznych, zeby
              w ogole ferowac takie wyroki. O wiele za malo.
              • po_godzinach Re: ?? 25.10.05, 12:52

                "uwazam, ze taki poglad, hm, nie nadaje
                > sie do szerokiego zastosowania w praktyce, gdyz oslabia populacje"

                To jest "przedni" argument.

                Ale do rzeczy - mówiąc "pomaganie" miałam na mysli taką organizację zdrowej
                części społeczeństwa, aby osoby kalekie odczuwały swoje kalectwo jak najmniej.
                Uważam, że jest to obowiązkiem owej zdrowej części. Podobnie rzecz ma się z
                osobami starszymi.
                • Gość: Doki Re: ?? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 13:14
                  > Ale do rzeczy - mówiąc "pomaganie" miałam na mysli taką organizację zdrowej
                  > części społeczeństwa, aby osoby kalekie odczuwały swoje kalectwo jak najmniej.
                  > Uważam, że jest to obowiązkiem owej zdrowej części. Podobnie rzecz ma się z
                  > osobami starszymi.

                  To jest miedzy nami roznica, ale niezbyt wielka. Uwazam, ze jest moim
                  obowiazkiem pomagac moim bliskim, ktorych dotknelo kalectwo, choroba, starosc
                  czy zaleznosc od innych. Dotyczy to mojego dziecka, moich rodzicow, takze
                  dalszej rodziny czy przyjaciol. Ale jest tu wyrazna gradacja i nie uwazam, ze
                  mam taki sam obowiazek pomagania kazdej innej osobie zaleznej od innych,
                  calkowicie mi nieznanej i mieszkajacej na drugim koncu kraju. ZWLASZCZA gdy
                  jestem do takiej pomocy zmuszany przez system podatkowy. Moge sie poczuwac do
                  takiej pomocy na gruncie humanitarnym, ale chce to czynic dobrowolnie!
                  • po_godzinach Re: ?? 25.10.05, 13:21
                    Nie, ta różnica jest gdzie indziej.
                    Ty solidaryzujesz sie TYLKO z osobami najbliższymi - co jest oczywiste, jak że
                    zawsze bliższa koszula ciału, ja zaś odczuwam (proszę, zrozum to dosłownie)
                    powinność - że tak powiem - ustępowania części swojego miejsca osobom kalekim,
                    niezaleznie od tego, czy ich znam, czy nie. Dlatego jestem zdania, ze
                    obowiązkiem cywilizowanego społeczeństwa jest budowanie podjazdów, wind,
                    odpowiedniej komunikacji itp. I nie jest to - wbrew temu, co napisałes - efekt
                    prania mózgu, tylko najprostszego poczucia przyzwoitości.
              • 3promile Re: ?? 25.10.05, 12:52
                Gość portalu: Doki napisał(a):
                Po prostu uwazam, ze taki poglad, hm, nie nadaje
                > sie do szerokiego zastosowania w praktyce, gdyz oslabia populacje.

                Chyba od dłuższego już czasu selekcja naturalna dokonuje się w przestrzeni
                społecznej w innej sferze, niż sprawność fizyczna! Czego ty chcesz? Chcesz
                takich na przykład Hawkingów zrzucać ze skał Tajgetu? Eugenika? Lekarzu, ulecz
                się sam!
                • Gość: Doki kwestia skali IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 13:07
                  > Chyba od dłuższego już czasu selekcja naturalna dokonuje się w przestrzeni
                  > społecznej w innej sferze, niż sprawność fizyczna!

                  Czyzby? Mysle, ze to chyba takze kwestia chociazby miejsca urodzenia, zamoznosci
                  rodzicow...

                  O tym oslabianiu populacji, nie zrozumieliscie. Chodzi o to, ze srodki, ktore
                  moglyby byc przeznaczone na cos innego (np na ekspansje ekonomiczna) sa
                  przeznaczone np na opieke nad slabymi, starymi i chorymi. I to jest OK, ale
                  trzeba wiedziec DLACZEGO tak robimy. "Bo tak trzeba", "bo humanitaryzm" to
                  wytrychy. Prawidlowa odpowiedz brzmi, ze w ten sposob zaciesniamy wiezy miedzy
                  ludzmi, co prowadzi do lepszego funkcjonowania spolecznosci jako calosci. Po
                  prostu kupujemy sobie jakies niematerialne dobro, ktorego inwalidzi sa tu tylko
                  nosnikiem. A uzywanie w/w wytrychow to proba zwolnienia siebie samego z myslenia
                  o kosztach i konsekwencjach swojego postepowania.

                  > Chcesz takich na przykład Hawkingów zrzucać ze skał Tajgetu?

                  Takich Hawkingow jest w spoleczenstwie troche, ale tylko JEDEN zdobyl Nobla.
                  Powstaje pytanie czy w takim razie warto WSZYSTKIM Hawkingom tego swiata
                  stwarzac podobne warunki. Nie jestem do konca pewien czy Hawking osiagnal to, co
                  osiagnal wylacznie dzieki wyrafinowanym pomocom technicznym. Watpie.
                  Prawdopodobnie dalby sobie rade bez tego, w kazdym razie w sporej czesci.

                  I tu dochodzimy do kolejnego efektu ubocznego pomocy humanitarnej, jakim jest
                  pojawienie sie mentalnosci zebraczej, ktora definiuje jako nieumiejetnosc
                  zadbania o siebie i ciagle ogladanie sie, a potem wrecz domaganie sie pomocy z
                  zewnatrz "bo sie nalezy". To jest bardzo niekorzystne zjawisko. Wszystkie osoby,
                  ktore mimo kalectwa doszly do rzeczy wieklich, cechowalo ogromne samozaparcie,
                  aktywnosc i przekonanie, ze maja swoje zycie w swoim reku. To byl dla nich
                  warunek a priori! Pomaganie wszystkim, ktorzy na pomocy moga skorzystac,
                  przynosi skutek odwrotny do zamierzonego, czyli nie oplaca sie.

                  > Eugenika?

                  Juz niedlugo eugenika bedzie najzwyklejsza rzecza pod sloncem. To z dzisiejszego
                  punktu widzenia przykle, ale nic tego nie powstrzyma. Huxley sie klania.

                  Kwestia skali wreszcie. Byc moze tam, skad piszesz, tego nie widac, ale ja MAM
                  poczucie odwrotnej dyskryminacji. I razi mnie to.

                  W naszym zyciu naprawde za malo zwracamy uwage na utylitaryzm.
                  • 3promile Re: kwestia skali 25.10.05, 13:18
                    Doceniam odwagę głoszenia takich poglądów, ale nie do końca się z nimi zgadzam.
                    Zauważ, że niemal od razu zeszliśmy z tematu lobby gejowskiego - ja osobiście
                    nic nie mam przeciw nim, nie uważam jednak, żeby mieli prawo żadąć czegokolwiek
                    niż tolerancji; o akceptację dużo trudniej. Ty sądzisz, że to choroba niczym
                    daltonizm, który jest mimo wszystko jakimś upośledzeniem - dla mnie to
                    odmienność taka, jak leworęczność. Zaraz odpowiesz pewnie, że gdyby wszyscy byli
                    leworęczni, to populacja przeżyje, a gdyby wszyscy byli gejami, to nie, więc
                    łaskawie ten oręż ci z ręki wytrącę - rozmawiamy o mniejszościach, więc argument
                    non segitur.
                    Mój protest wywołuje twój bezwzględny utylitaryzm, który wieszczy nic innego,
                    jak entropię - parafrazując i na twoją modłę skracając, rasa panów sama się nie
                    wyżywi...
                    • 3promile Re: kwestia skali 25.10.05, 13:21
                      PS. Oprócz Huxleya może warto przeczytać "Ożeniłem się z brzydką dziewczyną"
                      Markowskiego ;-)
                      • po_godzinach Re: kwestia skali 25.10.05, 13:24
                        a i bajkę o brzydkim kaczątku warto sobie czasem przypomnieć)
                    • Gość: Doki Re: kwestia skali IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 13:58
                      > Ty sądzisz, że to choroba niczym
                      > daltonizm

                      Nie, napisalem kalectwo, nie choroba. To roznica. Gdyby okazalo sie, ze moje
                      dziecko jest homoseksualne, tak bym to wlasnie odebral- ze jest dotkniete
                      pewnego rodzaju kalectwem, na szczescie niezbyt uciazliwym. Mowi sie trudno i
                      trzeba z tym zyc. Do glowy by mi nie przyszlo, zeby moje dziecko z
                      homoseksualizmu leczyc, bo tez nie ma tu niczego do leczenia.

                      > nic nie mam przeciw nim, nie uważam jednak, żeby mieli prawo żadąć
                      czegokolwiek niż tolerancji; o akceptację dużo trudniej

                      A jednak znalezlismy cos wspolnego w naszych pogladach.

                      > dla mnie to odmienność taka, jak leworęczność

                      No, nie calkiem. Daltonizm jest dobrym przykladem. Na co dzien nie przeszkadza,
                      ale nie mozna zostac np pilotem komunikacyjnym. W dodatku jest dziedziczny. I
                      nie jest niesprawiedliwoscia to, ze urodziles sie daltonista i nie pozwalaja ci
                      byc pilotem. Podobnie: nie jest niesprawiedliwoscia to, ze urodziles sie gejem i
                      z tego powodu nie mozesz zawrzec malzenstwa z osoba tej samej plci.

                      > Mój protest wywołuje twój bezwzględny utylitaryzm, który wieszczy nic innego,
                      > jak entropię - parafrazując i na twoją modłę skracając, rasa panów sama się
                      nie wyżywi...

                      Jak to nie? W swoim skrocie zawarles istote ewolucji jako takiej. Ewolucja jest
                      dzialaniem wbrew entropii. I jest oparta na utylitaryzmie, choc moze pojmowanym
                      czesto szerzej niz interes jednostki. Podobnie zreszta ja czasem pisze tu
                      rzeczy, ktore uposledzaja interes jednostki, majac w zalozeniu przyniesc korzysc
                      populacji. Przyklad: osoby na emeryturze sa w Belgii najzamozniejsza grupa
                      spoleczna, dzierza np 2/3 nieruchomosci, ktore sa w rekach prywatnych. Poniewaz
                      jednak zyja strasznie dlugo, dluzej niz kiedykolwiek, zablokowany zostal
                      transfer srodkow w strone mlodszego pokolenia, ktore tych srodkow bardzo
                      potrzebuje. Nie postuluje tu zadnych zmian systemowych, stwierdzam istnienie
                      takiego zjawiska w spoleczenstwie, uprasza sie wiec o powstrzymanie sie od
                      nadinterpretacji.

                      A co do opieki nad starszymi: wlasnie moje doswiadczenie praktyki lekarskiej
                      daje mi mozliwosc bardzo gorzkich obserwacji na ten temat i wyksztalcenia
                      powyzszyc pogladow. po_godzinach opiera sie chyba na XIX-wiecznym obrazie
                      lekarza, ktory nie ma nic wspolnego ze wspolczesnoscia. Wspolczesna medycyna,
                      stechnicyzowana i nadludzka (by nie rzec nieludzka), a w niej lekarze, od
                      ktorych wymaga sie beznamietnej analizy danych (bo z tego sa rozliczani) nie sa
                      dobrym miejscem na humanitarne ciagotki. Ale to jeszcze inna rozmowa.

                      Nie chce tu poddawac innych pobocznych watkow do dyskusji, choc az sie prosi.
                      Ale na razie wystarczy.

                      Wiec poki co, pzdr.
                      • patty_vare Re: kwestia skali 25.10.05, 15:08
                        Gość portalu: Doki napisał(a):

                        > No, nie calkiem. Daltonizm jest dobrym przykladem. Na co dzien nie przeszkadza,
                        > ale nie mozna zostac np pilotem komunikacyjnym. W dodatku jest dziedziczny. I
                        > nie jest niesprawiedliwoscia to, ze urodziles sie daltonista i nie pozwalaja ci
                        > byc pilotem. Podobnie: nie jest niesprawiedliwoscia to, ze urodziles sie gejem
                        > i
                        > z tego powodu nie mozesz zawrzec malzenstwa z osoba tej samej plci.

                        Zamiast pilotowania samolotów daltonista może sobie znaleźć inny zawód, w którym
                        daltonizm nie przeszkadza. Homoseksualista nie ma takiego wyboru.

                        Na marginesie - jakie choroby leczysz?
                        • Gość: Doki Re: kwestia skali IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 16:57
                          > daltonizm nie przeszkadza. Homoseksualista nie ma takiego wyboru

                          Czyli chcesz powiedziec, ze homoseksualizm jednak jest bardziej uciazliwy od
                          daltonizmu? Aha, jeszcze jedno, slowo "kalectwo" jest tu chyba niezbyt
                          szczesliwe. Moze lepsze byloby slowo "ulomnosc".

                          Nie ma zadnego znaczenia fakt, ze homoseksualista nie ma wyboru. No to co, ze
                          nie ma? Musi znosic swoj los mimo, ze go nie wybral. Przeciez nie moze go zmienic.

                          Natomiast sprawa omawianych tu malzenstw homoseksualnych jest o wiele wazniejsza
                          niz czyjekolwiek osobiste szczescie czy szczescie jakiejs mniejszosci. I dlatego
                          to osobiste szczescie musi tu ustapic.
                          • 3promile Re: kwestia skali 25.10.05, 17:01
                            Natomiast sprawa omawianych tu malzenstw homoseksualnych jest o wiele wazniejsz
                            > a
                            > niz czyjekolwiek osobiste szczescie czy szczescie jakiejs mniejszosci. I dlateg
                            > o
                            > to osobiste szczescie musi tu ustapic.


                            Nie sądzę - taka realizacja wolności własnej nie zakłóca wolności cudzej, o ile
                            ogranicza się do pewnego kontraktu między dwiema osobami, a nie dotyczy adopcji
                            dzieci, której akurat jestem zdecydowanie przeciwny.
                            • Gość: Doki Re: kwestia skali IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:17
                              > Nie sądzę - taka realizacja wolności własnej nie zakłóca wolności cudzej, o ile
                              > ogranicza się do pewnego kontraktu między dwiema osobami

                              No i tu zaczyna sie kwestia umowna. W sumie takowy kontrakt mozna bylo zawrzec
                              zawsze, jako normalna umowe cywilnoprawna i o takich samych skutkach. Ale nie-
                              srodowiska gejow chcialo, zeby to sie nazywalo malzenstwo, wygladalo jak
                              malzenstwo i rodzilo takie skutki jak malzenstwo.

                              Dla osoby religijnej to moze byc swietokradztwo lub obraza uczuc religijnych. Ja
                              zbyt religijny nie jestem, ale pewne instytucje, chocby symboliczne, sa dla mnie
                              wazne, dlatego sprzeciwiam sie nazywaniu zwiazku dwoch gejow malzenstwem, bo to
                              nie jest malzenstwo.

                              Chca sobie urzadzic zycie razem? To ich prywatna sprawa. Ale malzenstwo to znak
                              zastrzezony.

                              Na marginesie: zrownanie w prawach heteroseksualnych konkubinatow i malzenstw to
                              tez nie jest najszczesliwszy pomysl, ale to jeszcze inny temat.

                              Co do adopcji- nie ma roznic miedzy nami.
                              • 3promile Re: kwestia skali 25.10.05, 17:23
                                Mówiąc "kontrakt" miałem na myśli skutki prawne równoważne z małżeństwem pod
                                względem wspólnoty majątkowej, dziedziczenia itd - kwestia nazwy jest dla mnie
                                drugorzędna.
                                Sam wybrałem "odpowiedzialny konkubinat" i znam skalę problemu. A będąc przez
                                jakiś czas w Szwecji mieszkaliśmy we czwórkę, zawiązaliśmy coś na kształt
                                wspólnoty (od strony podatkowo-socjalnej, nie myśl sobie, że my tenteges we
                                czwórkę, hehe) bez żadnych szykan ze strony urzędów. Proste? Proste. Ale nie w
                                krainie mesjasza narodów.
                          • patty_vare Re: kwestia skali 25.10.05, 17:19
                            Gość portalu: Doki napisał(a):

                            > > daltonizm nie przeszkadza. Homoseksualista nie ma takiego wyboru

                            Celowo manipulujesz, czy niechcący ci wyszło?

                            > Czyli chcesz powiedziec, ze homoseksualizm jednak jest bardziej uciazliwy od
                            > daltonizmu?

                            Jest zupełnie czym innym, jeśli jako lekarz tego nie pojmujesz, to chyba jesteś
                            stomatologiem.

                            > Aha, jeszcze jedno, slowo "kalectwo" jest tu chyba niezbyt
                            > szczesliwe. Moze lepsze byloby slowo "ulomnosc".

                            A na czym ta "ułomność" miałaby polegać?

                            > Nie ma zadnego znaczenia fakt, ze homoseksualista nie ma wyboru. No to co, ze
                            > nie ma? Musi znosic swoj los mimo, ze go nie wybral. Przeciez nie moze go
                            > zmienic.

                            Jakiego wyboru nie ma homoseksualista i na jaki los jest skazany przez swoją
                            "ułomną" naturę? Czegoś w tym kawałku nie rozumiem. Albo ty nie rozumiesz, o
                            czym mowa.

                            > Natomiast sprawa omawianych tu malzenstw homoseksualnych jest o wiele
                            > wazniejsza
                            > niz czyjekolwiek osobiste szczescie czy szczescie jakiejs mniejszosci.
                            > I dlatego
                            > to osobiste szczescie musi tu ustapic.

                            Chyba żartujesz. Dlaczego osobiste szczęście jednostki ma ustępować czemukolwiek?
                            • Gość: Doki Re: kwestia skali IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:27
                              > A na czym ta "ułomność" miałaby polegać?

                              Na niemoznosci normalnego przezywania seksu. Normalnego, czyli z osoba innej plci.

                              > Jakiego wyboru nie ma homoseksualista i na jaki los jest skazany przez swoją
                              > "ułomną" naturę? Czegoś w tym kawałku nie rozumiem. Albo ty nie rozumiesz, o
                              > czym mowa.

                              Caly cytat z Twojej wypowiedzi:

                              > Zamiast pilotowania samolotów daltonista może sobie znaleźć inny zawód, w
                              > którym daltonizm nie przeszkadza. Homoseksualista nie ma takiego wyboru.

                              Moze ty ty mi wytlumaczysz w takim razie o jaki wybor homoseksualisty chodzi?
                              Czy o to, ze nie wybieral sobie orientacji seksualnej? Jak pisalem, to bez
                              znaczenia.

                              > Chyba żartujesz. Dlaczego osobiste szczęście jednostki ma ustępować czemukolwiek?

                              Nie musi, ale to tylko na bezludnej wyspie. W kazdym innym miejscu jednostka
                              jest czescia jakiejs spolecznosci lub grupy i czesto prawa i obowiazki wobec
                              grrupy maja pierwszenstwo nad wzgledami osobistymi.
                              • patty_vare Re: kwestia skali 25.10.05, 17:47
                                Gość portalu: Doki napisał(a):

                                > Na niemoznosci normalnego przezywania seksu. Normalnego, czyli z osoba innej
                                > plci.

                                Ta "norma" jest normą dla ciebie. Dla lesbijki nienormalne jest pójście do łózka
                                z facetem (znam takie, które twierdzą, że to jest obrzydliwe), dla geja
                                nienormalne jest pójście do łóżka z kobietą. I oni, w przeciwieństwie do ciebie,
                                wiedzą co mówią, bo próbowali tego "nienormalnego" dla siebie przeżywania seksu.
                                Przynajmniej ci, których znam.
                                Poza tym - seks to nie wszystko o co chodzi osobom homoseksualnym - oni się po
                                prostu _zakochują_ w ludziach tej samej płci.
                                Więc co to jest "norma"?

                                > Caly cytat z Twojej wypowiedzi:
                                >
                                > > Zamiast pilotowania samolotów daltonista może sobie znaleźć inny zawód, w
                                > > którym daltonizm nie przeszkadza. Homoseksualista nie ma takiego wyboru.
                                >
                                > Moze ty ty mi wytlumaczysz w takim razie o jaki wybor homoseksualisty chodzi?
                                > Czy o to, ze nie wybieral sobie orientacji seksualnej? Jak pisalem, to bez
                                > znaczenia.

                                Homoseksualista nie ma wyboru w przypadku, gdy chce założyć swoje małe ognisko
                                domowe z osobą, którą kocha. Dla prawa po prostu nie istnieje. O taki brak
                                wyboru mi chodziło.
                                Poza wszystkim daltonista pilotujący samolot może stworzyć zagrożenie dla siebie
                                i innych, homoseksualiści takiego zagrożenia nie tworzą.

                                > Nie musi, ale to tylko na bezludnej wyspie. W kazdym innym miejscu jednostka
                                > jest czescia jakiejs spolecznosci lub grupy i czesto prawa i obowiazki wobec
                                > grrupy maja pierwszenstwo nad wzgledami osobistymi.

                                A jakież to prawa i obowiązki homoseksualistów wobec grupy mają pierwszeństwo
                                nad ich osobistym szczęściem jako jednostek?

                                PS. Napisz w końcu, jakiej specjalności jesteś lekarzem. Nie wstydź się.
                                • Gość: Doki Re: kwestia skali IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 18:04
                                  > Ta "norma" jest normą dla ciebie. Dla lesbijki

                                  Pojecie normy indywidualnej jest bez sensu. Gdy kazdy ma swoja wlasna norme to
                                  to juz nie jest norma, tylko widzimisie. Norma musi byc z definicji albo ogolnie
                                  przyjeta, albo narzucona. W omawianym przypadku mozemy postulowac, ze norma to
                                  to, co robi wiekszosc, albo, jak pisalem wczesniej, norma to dzialanie sensowne
                                  z punktu widzenia biologii (bo seks sluzy do prokreacji, zatem seks
                                  homoseksualny jest z definicji bezsensowny. Ten argument jest znacznie oslabiony
                                  przez kulturowa role seksu u czlowieka, co nie znaczy, ze jest pusty. Odrebna
                                  bowiem sprawa jest przesadny nacisk,jaki czlowiek wspolczesny kladzie na seks w
                                  ogole). Jest jeszcze religijna definicja normy.

                                  > nienormalne jest pójście do łózka
                                  > z facetem (znam takie, które twierdzą, że to jest obrzydliwe)

                                  To mnie nie dziwi. Dla mnie to tez jest obrzydliwe.

                                  > Poza tym - seks to nie wszystko o co chodzi osobom homoseksualnym - oni się po
                                  > prostu _zakochują_ w ludziach tej samej płci.

                                  No wlasnie. To tez jest odchyleniem od normy, bo norma jest szukanie partnera
                                  odmiennej plci.

                                  > Homoseksualista nie ma wyboru w przypadku, gdy chce założyć swoje małe ognisko
                                  > domowe z osobą, którą kocha. Dla prawa po prostu nie istnieje. O taki brak
                                  > wyboru mi chodziło.

                                  Jak to nie? Nie ma notariusza, zeby zawrzec przed nim kontrakt cywilnoprawny?

                                  > A jakież to prawa i obowiązki homoseksualistów wobec grupy mają pierwszeństwo
                                  > nad ich osobistym szczęściem jako jednostek?

                                  W tym wypadku chodzilo mi o podporzadkowanie sie tzw standardowemu modelowi
                                  funkcjonowania, w sklad ktorego wchodzi tez heteroseksualizm. Ostatnio weszla w
                                  zycie tolerancja wobec homoseksualizmu. I mysle, ze to wystarczy.

                                  > PS. Napisz w końcu, jakiej specjalności jesteś lekarzem. Nie wstydź się.

                                  To zadna tajemnica. Mam 3: anestezjologia, intensywna terapia, med. ratunkowa
                      • po_godzinach Re: kwestia skali 25.10.05, 15:52
                        "po_godzinach opiera sie chyba na XIX-wiecznym obrazie
                        lekarza, ktory nie ma nic wspolnego ze wspolczesnoscia."

                        Masz rację, jestem wychowana na XIX wiecznym etosie inteligencji.

                        I nie chcę tego zmieniać, bo - uważam - jest to dobre.
                        • Gość: Doki Re: kwestia skali IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 16:59
                          > I nie chcę tego zmieniać, bo - uważam - jest to dobre.

                          Tylko ze nikt Cie nie bedzie pytal czy tego chcesz.
                          • po_godzinach Re: kwestia skali 25.10.05, 17:02
                            Ale mnie nie interesuje Twoja opinia, czy to jest dobre, czy nie. Dla mnie jest
                            dobre i to mi wystarcza.

                            To, że (nawet) większość ma inne zdanie,nie jest powodem, że ja mam moje
                            poglądy zmieniać.
                            • Gość: Doki Re: kwestia skali IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:20
                              > Ale mnie nie interesuje Twoja opinia, czy to jest dobre, czy nie.

                              No i dobrze, bo ja takiej opinii wcale nie wyrazilem. Jak chcesz, to wyraze.
                              Uwazam, ze Twoje stanowisko jest dobre i szlachetne. Co nie zmienia faktu, ze
                              niezyciowe i skazane na wymarcie. Nie jest zalezne od mojej opinii to, ze XIX
                              wiek juz sie skonczyl i "czasy sie zmienily". Przypominam, ze istota
                              inteligencji jest zdolnosc do przystosowania sie do zmieniajacych sie warunkow
                              srodowiska. Kto nie jest inteligentny, ten znika z puli genowej.

                              > To, że (nawet) większość ma inne zdanie,nie jest powodem, że ja mam moje
                              > poglądy zmieniać.

                              Tez to czesto musze sobie powtarzac. :-)
                              • po_godzinach Re: kwestia skali 25.10.05, 17:23
                                Nie jest wykluczone, że masz rację. Jednak moja genetyka wymrze sobie w sposób
                                naturalny.

                                Albo nie.

                                Bo któż wie na pewno, co przyniesie przyszłość?
          • yoma Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 15:10
            sie tlumaczyc. Ani z tego, ze obok tego, ze jestem lekarzem (a
            > to w koncu po prostu zawod),

            To nie jest po prostu zawód. Pomijając próżną gadaninę o szczytnym
            poslannictwie, humanitaryzmie, chęci niesienia pomocy i bla bla, jest to zawód
            zaufania publicznego, co rodzi określone skutki prawne.
            • Gość: Doki Re: a uzywajcie sobie... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 16:58
              > zaufania publicznego, co rodzi określone skutki prawne

              Oczywiscie- wobec pacjentow i w relacji z nimi. Nikt z dyskutantow nie jest moim
              pacjentem.Mozna rzec, ze nie jestem ich lekarzem, wiec nie moga mi wywlekac
              mojego zawodu.
              • yoma Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 17:05
                Nie tylko.

                Kiedy wypowiadasz się publicznie, też mniej ci wolno. Taki zawód.
                • Gość: Doki Re: a uzywajcie sobie... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:13
                  yoma napisała:

                  > Nie tylko.
                  >
                  > Kiedy wypowiadasz się publicznie, też mniej ci wolno. Taki zawód.

                  Zaraz. Pisalas o "skutkach prawnych".Poprosze zatem o podstawe prawna Twojego
                  twierdzenia.

                  "Taki zawod" narzuca istotnie rozne ograniczenia co do prowadzenia sie, ale
                  akurat tego, o ile wiem, nie.
                  • yoma Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 17:16
                    Istnieje bogate orzecznictwo, także SN. W tej chwili nie przytoczę ci
                    konkretnych orzeczeń. Jeśli ci zależy, to wyciągnę.

                    Sprowadza się to do tego, że jeśli lekarz publicznie wygłasza pogląd, który
                    może komuś zrobić krzywdę, to ponosi odpowiedzialność. Może być choćby ścigany
                    ż oskarżenia prywatnego.

                    Jeśli pani Ziuta w mięsnym powie, że na raka najbardziej pomaga takie ziólko,
                    które zbiera się w nocy na rozstajnych drogach, to jej wolno. Lekarzowi nie,
                    nawet jeśli nie mówi tego do konkretnego pacjenta i nawet jeśli sam osobiście
                    wierzy w to ziółko.
                    • Gość: Doki Re: a uzywajcie sobie... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:37
                      > Sprowadza się to do tego, że jeśli lekarz publicznie wygłasza pogląd, który
                      > może komuś zrobić krzywdę, to ponosi odpowiedzialność. Może być choćby ścigany
                      > ż oskarżenia prywatnego.

                      Jak kazdy. Nie ma tu niczego szczegolnego w odniesieniu do lekarzy.

                      > Jeśli pani Ziuta w mięsnym powie, że na raka najbardziej pomaga takie ziólko,
                      > które zbiera się w nocy na rozstajnych drogach, to jej wolno. Lekarzowi nie,
                      > nawet jeśli nie mówi tego do konkretnego pacjenta i nawet jeśli sam osobiście
                      > wierzy w to ziółko.

                      Bez zwiazku z poprzednim zdaniem. Ale tak, bo to jest ordynowanie leczenia
                      niezgodnego ze stanem wspolczesnej wiedzy.

                      Uwazasz, ze cie zniewazam? Ja uwazam, ze nie. To jest forum dyskusyjne, otwarte
                      dla wszystkich, jego istota jest polemika z pogladami innymi od twoich. Mozna
                      oczywiscie niezwykle szeroko interpretowac naruszenie dobr osobistych, ja tez
                      moge poczuc sie zniewazony odniesieniami do dr Mengele, prawda? Tego typu teksty
                      naleza do poetyki forum, wiec nie rob z nich problemu.

                      Gdybym zarejestrowal sie pod innym nickiem, niekoniecznie musialabys wiedziec,
                      ze jestem lekarzem, zreszta w tej dyskusji, powtarzam, moj zawod nie ma nic do
                      rzeczy, wiec nie mozesz mi robic z tego zarzutu. A gdybys nawet chciala- hej,
                      czy ty nie przeceniasz mojego "autorytetu"?
                      • 3promile Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 17:38
                        Doki, teraz to wyluzuj - Mengelego sam wywołałeś z zaświatów przez nadmierny
                        skrót myślowy - to już chyba ustaliliśmy ;-)
                      • 3promile Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 17:41
                        A tak w ogóle, to przez ten twój cholerny pragmatyzm przeciwstawiony
                        po_godzinowym tęsknym wspominaniem Judymów trochę się mało optymistycznie robi...
                        • Gość: Doki Re: a uzywajcie sobie... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:47
                          3promile napisał:

                          > A tak w ogóle, to przez ten twój cholerny pragmatyzm przeciwstawiony
                          > po_godzinowym tęsknym wspominaniem Judymów trochę się mało optymistycznie robi.

                          Znowu sie zgodze (i jak tu dyskutowac?).

                          W ogromnym skrocie: struktura spoleczna, ktora byla znana, sprawdzona i
                          stabilna, wali sie na naszych oczach, a nie ma pomyslu na cos w jej miejsce.
                          Krach jest nieunikniony, bo oprocz tego mamy ogromne zmiany w nauce, demografii,
                          widzeniu swiata, komunikacji...

                          Ja reaguje pesymizmem. Ale nie jest to jedyny mozliwy sposob reakcji.
                          • 3promile Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 17:52
                            Wszystko pięknie, ale zakładając teoretycznie, że masz rację, to wkrótce trzeba
                            będzie nieco (albo i bardziej) przedefiniować całkiem sporo pojęć tzw.
                            podstawowych. A to już nie jest cynizm, tylko fatalizm.
                          • po_godzinach Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 17:58
                            To, wbrew pozorom, nie jest pesymistyczne.

                            Człowiek bardzo przywiązał sie do siebie i swojego zycia zapominając o tym, że
                            jest tylko epizodem. I o tym, że nalezy godzić się z rzeczywistością, aprobowac
                            ją.

                            W taki sposób patrząc - to wcale pesymistyczne byc nie musi.
                            • 3promile Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 18:01
                              Niestety, tak zarysowana przyszłość jakoś nie mieści mi się w definicji rozwoju
                              - chyba też staję się reliktem...
                              • po_godzinach Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 18:03
                                e tam)
                                tak zarysowana przyszłośc wcale nie wyklucza faktu, że masz robić w danej
                                chwili to, na co masz ochotę)

                                a to juz jest rozwój
                                • po_godzinach Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 18:03
                                  tfu, ze nie masz robić
                      • yoma Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 17:41
                        Zlituj się, Doki... panuj nad emocjami...

                        Gdzie ja uważam, że mnie znieważasz? Ja nawet nie wnikam w twoje poglądy, a
                        miej sobie jakie chcesz. Postawiłam tylko tezę, podpartą orzecznictwem, że
                        zawód lekarza jest zawodem zaufania publicznego, a nie "jakimkolwiek zawodem".
                        Co oznacza, że lekarzpowi, a także adwokatowi, policjantowi, notariuszowi,
                        nauczycielowi itd. wolno mniej niż spawaczowi, sprażtaczce, kierowcy PKS,
                        górnikowi i właścicielowi drukarni.
                        • Gość: Doki Re: a uzywajcie sobie... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 17:51
                          > Gdzie ja uważam, że mnie znieważasz?

                          Gdy straszysz mnie sadem.

                          > zawód lekarza jest zawodem zaufania publicznego

                          Czy jednak nie jest tak, ze to zaufanie odnosi sie do sytuacji wykonywania
                          zawodu? To znaczy: mniej patrzy sie przez palce na jazde po pijaku w wykonaniu
                          lekarza niz spawacza, ale karaniem tego przewinienia, ktore nie licuje z
                          godnoscia zawodu, zajmuja sie izby lekarskie, a nie sady powszechne.
                          Podobnie zaufanie publiczne wcale nie znaczy, ze uda mi sie drozej niz mojemu
                          sasiadowi sprzedac uzywany samochod, o ktorym twierdze, ze jest w idealnym
                          stanie, bo to (sprzedaz samochodu) nie nalezy do mojego zawodu.
                          • yoma Re: a uzywajcie sobie... 25.10.05, 17:59
                            Przecież nie ja cię straszę. Mówię, że to jest możliwe.

                            W większości przypadków do sytuacji. W danej sytuacji twoje wypowiedzi
                            spowodowały homofobiczne okrzyki o paradzie kalek. Gdyby nie te wypowiedzi,
                            homofob nie podpierałby się autorytetem ("o, a tu lekarz mówi, że to a to to
                            kalectwo").

                            A merytorycznie spór sprowadza się, jak sądzę, do definicji. Ty nazywasz
                            odstępstwa od normy rozumianej jako zachowania czy cechy większości kalectwem.
                            Zapomniałeś, że to słowo jest nacechowane pejoratywnie. Gdybyś nazwał je
                            łagodniej, całej dyskusji by nie było.

                            No i pozwolisz, że zostanę przy swoim zdaniu - że lekarz to nie jest zawód jak
                            każdy inny. Pomijając prawo, chocby z racji tego altruizmu, judymiarstwa,
                            bezinteresownej chęci niesienia pomocy, jaka w umysłach większości kojharzy się
                            z tym zawodem.

                            Na marginedie, Judym krzywdził Joasię :)
                            • Gość: Doki Re: a uzywajcie sobie... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 18:15
                              slowo "homofobia" w ogole jest niezbyt szczesliwe. "fobia" to lek, a tu przeciez
                              nie chodzi o lek, tylko o niechec. Dlatego ja odzegnuje sie od bycia homofobem i
                              w znaczeniu prawdziwym- nie boje sie gejow, i w znaczeniu potocznym- nie czuje
                              do nich niecheci, dopoki mnie nie uwodza, jak pewien fryzjer (autentyczne).
                              Akurat wsrod kolegow jest publiczna tajemnica "kto z kim spi" i jakos nikogo za
                              to ostracyzm nie spotyka. Ani z mojej strrony, ani z zadnej innej.

                              > A merytorycznie spór sprowadza się, jak sądzę, do definicji. Ty nazywasz
                              > odstępstwa od normy rozumianej jako zachowania czy cechy większości kalectwem.
                              > Zapomniałeś, że to słowo jest nacechowane pejoratywnie. Gdybyś nazwał je
                              > łagodniej, całej dyskusji by nie było.

                              Juz to odszczekalem, gdzies powyzej. Sam sobie zdalem sprawe, ze to slowo nie
                              bylo szczesliwe. Nasunelo mi sie wlasnie wskutek tego, ze przed gejami jest
                              zamknieta czesc zycia-normalnego zycia. Poniewaz zawodowo stykam sie z ludzmi,
                              dla ktorych jakas wazna czesc zycia wlasnie sie zamyka, czasem nieodwracalnie,
                              zwracam na to uwage.

                              > No i pozwolisz, że zostanę przy swoim zdaniu - że lekarz to nie jest zawód jak
                              > każdy inny. Pomijając prawo, chocby z racji tego altruizmu, judymiarstwa,
                              > bezinteresownej chęci niesienia pomocy, jaka w umysłach większości kojharzy
                              sie z tym zawodem.

                              Tak, to jest wlasnie to dziewietnastowieczne. Obecny lekarz zuzywa wiecej
                              dlugopisow niz stetoskopow, to juz nie jest ten romantyczny Judym... Wiesz, skad
                              wiem? Na samym poczatku, gdy dopiero wybieralem zawod, przykladem swietnego
                              lekarza byli moi Rodzice. Poznej czasem dyskutowalismy m.in. o ewolucji sztuki
                              medycznej i zawodu lekarskiego i poglad ich tez nosi takie pesymistyczne cechy,
                              choc dzis sa juz na emeryturze.

                              > Na marginedie, Judym krzywdził Joasię :)

                              To nie jest zawod dla zonatych. Ten zawod, jesli chcesz go wykonywac dobrze,
                              zzera cie zywcem. Ale to jeszcze inny temat.
                              • yoma Re: a uzywajcie sobie... 26.10.05, 11:24
                                I to lubię

                                posiedzielim, popilim, pogadalim, nie pomieszlim się z błotem, a parę rzeczy
                                sobie wyjaśnilim :)

                                To ja jeszcze tylko dwie uwagi:
                                Fobia to lęk. No właśnie...
                                Tylko nie mów proszę, że nie ma takiej jednostki medycznej "homofobia", bo nie
                                o to chodzi, lecz o wykładnię literalną slowa :)

                                a pod drugie bracie, i nie obraź się proszę, bo to nie ma być obelga - nie
                                pokazują ci się przypadkiem początki depresji?
                                • Gość: Doki watek uwazam za zakonczony IP: *.240.81.adsl.skynet.be 26.10.05, 12:38
                                  yoma napisała:

                                  > I to lubię
                                  >
                                  > posiedzielim, popilim, pogadalim, nie pomieszlim się z błotem, a parę rzeczy
                                  > sobie wyjaśnilim :)

                                  Mimo poczatkowych obaw takze jestem ogolnie zadowolony z przebiegu rozmowy.
                                  Bardzo dziekuje. Do tego stopnia, ze jej czesc wykorzystam do innej dyskusji, bo
                                  mnie natchnelo.

                                  > To ja jeszcze tylko dwie uwagi:
                                  > Fobia to lęk. No właśnie...

                                  Wiesz, to jest temat na bardzo rozlegla dyskusje, wiec zeby byc w zgodzie z
                                  tytulem postu, odpuszczam sobie.

                                  > a pod drugie bracie, i nie obraź się proszę, bo to nie ma być obelga - nie
                                  > pokazują ci się przypadkiem początki depresji?

                                  Jesien idzie, nie ma na to rady i przygnebienie rzecz normalna. Dziekuje za
                                  troske, ale ja po prostu nie mam czasu na depresje, wiec nawet nie mysle o tym.
                                  W tej krainie deszczowcow chyba polowa populacji lyka psychotropy- chyba cos
                                  musi byc w powietrzu. Ale nie daje sie.
                                  • yoma Re: watek uwazam za zakonczony 26.10.05, 12:42
                                    No to się trzymaj i pozdrówka :)
        • crax To pewnie "zimny chirurg" 25.10.05, 14:29
          Nie martw się, po_godzinach. Nie będzie leczył ani Ciebie ani Twoich bliskich.
          Kroi pewnie nieboszczyków w prosektorium. Taki z niego "lekarz". Pozdrawiam
          • ka1311 Re: To pewnie "zimny chirurg" 25.10.05, 14:31
            Z tego co znam Dokiego z forum zdrowie to on nie jest chirurgiem pracującym w
            prosektorium. Ale faktycznie nie będzie leczył po_godzinach, chyba że mieszka
            ona w Belgii
            • crax Re: To pewnie "zimny chirurg" 25.10.05, 14:54
              czyli Doki pracuje w Belgii? Ciekawe, czy ujawnia się tam ze swoimi poglądami.
              Zresztą, spytam go o to.
      • Gość: Doki Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 12:41
        > Ale potem pisze jako socjolog czy polityk "Pewne strefy życia są
        > zastrzeżone"... Przez kogo? Jakim prawem?

        Ha, mozemy sie tu odwolywac do "prawa naturalnego" i nawet do Biblii (gdzie jest
        mowa o zabijaniu homoseksualistow). Ale to nas daleko nie zaprowadzi. Dziala tu
        umowa spoleczna. Jesli spoleczenstwo zastrzeze pewne dziedziny, to tak bedzie i
        nie ma w tym zadnej dyskryminacji.

        > Nie ma prawa do miłości, do wyrażania uczuć... To nie jest żaden medycznie czy
        > w ogóle naukowo potwierdzony fakt, tylko pogląd jednego człowieka.

        Nie jednego... Gdzie masz konstytucyjne (czy inne skodyfikowane) prawo do
        milosci i kogo pozwiesz do sadu gdy ci milosci brakuje? Przy okazji: juz bylo
        napisane, ze nikt gejom (skrot) w zycie prywatne nie wlazi. Chca kochac po
        swojemu- OK. Malzenstwo jednak to wiecej niz ceremonia w ratuszu. To zwiazek
        kobiety i mezczyzny. Rodzicielstwo to tez dziedzina, ktora moim zdaniem powinna
        pozostac zastrzezona dla rodzin. I to jest tylko prywatne zdanie jednego czlowieka.

        > Prawdziwa umowa ulega negocjacjom, uwarunkowaniu.

        Naturalnie. Czasem w negocjacjach trzeba ustapic. Dotyczy to takze gejow.
        Tymczasem wystepuja oni z pozycji niezachwianej racji- i to jest blad.
        • sama_prawda Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 12:59
          Lekarzu - CAŁA POLSKA JEST Z TOBĄ!!!
          NIECH ŻYJE PRAWDA , NIECH ŻYJE LEKARZ!!!

          a dla wszystkich normalnych, którzy mają dość bełkotu lobby gejowskiego-ludzi
          chorych , którym można pomóc...
          SURSUM CORDA(z łac. wznieście serca, nie traćcie ducha, odwagi)
          • 3promile Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 13:08
            No i przyszła prawda i po rozmowie.
          • Gość: Doki chwileczke... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 25.10.05, 13:09
            > lobby gejowskiego-ludzi
            > chorych , którym można pomóc...

            Pragne zaznaczyc, ze ja niczego takiego nie twierdzilem.
          • patty_vare Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 15:01
            sama_prawda napisał:

            > Lekarzu - CAŁA POLSKA JEST Z TOBĄ!!!

            Nie kłam. Nie cała, tylko wschodnia jej część.
            • yoma Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 17:11
              Patty, nie obrażaj Białegostoku, Narewki, Dubicz Cerkiewnych...
              • patty_vare Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 17:24
                Przepraszam. Nie chciałam nikogo urazić :)
                Opierałam się na rozkładzie głosów w Polsce. Jako mieszkanka mazowieckiego też
                się zaliczam do "wschodniej części", nawet jeśli jako warszawianka już się nie
                zaliczam.
                • yoma Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 17:31
                  W porządku, po prostu informuję, że duża część Podlasia okazała się OK :)
                  • patty_vare Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 17:53
                    yoma napisała:

                    > W porządku, po prostu informuję, że duża część Podlasia okazała się OK :)

                    A to cieszy, bo niedługo się wybieram :)
                    • yoma Re: co mówi lekarz na temat choroby-homoseksualiz 25.10.05, 18:01
                      Też moje ulubione rejony, pozdrówka :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja