jezyk_p
04.11.05, 11:40
no wlasnie. oboje jestesmy, jak to sie mowi, wierzacy, ale niepraktykujacy.
nie chodzimy do kosciola, nie przyjmujemy ksiedza po koledzie, w zasadzie z
instytucja KK oprocz chrztu i bierzmowania nic nas nie laczy. chcemy wziac po
prostu slub cywilny, ale tu rodzi sie problem - rodzina. ta blizsza i dalsza.
o ile niektorzy potrafia zrozumiec, ze dla opinii sasiadow robic tego nie
chce, to do wiekszosci nie dociera. ma byc slub koscielny, z pompa i
weselichem. na wesele sie moge zgodzic, bo przeciez jedno nie wyklucza
drugiego (ostatnio zreszta bylem na takim weselu po slubie cywilnym - pan
mlody byl innej wiary i jakos wesele normalne bylo potem). co mam z tym
zrobic? pozrec sie z polowa rodziny i zrobic po swojemu - tak podpowiada
logika (w koncu moj swiat i moje klocki lego), czy zmusic sie (oboje zreszta
musielibysmy sie zmuszac) dla swietego spokoju i przed facetem w czarnej
sukience slubowac sobie? niespecjalnie mam na to ochote... podobnie jak nie
rajcuja mnie bramki weselne na ktorych zule zeruja na darmowa gorzale (taki u
nas nowy zwyczaj - ustawiaja po drodze kilka bramek i bywaja wulgarni jak sie
ich omija), sztuczne usmiechy babek w kosciele ktore nawet nie wiedza kto ja
jestem ale maja hobby siedziec calymi dniami w kosciele... przechodzil ktos
taka traume w zyciu?